Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

007: Och, James!, czyli Bond Bondowi nierówny

Esensja.pl
Esensja.pl
Konrad Wągrowski
Aż sześciu aktorów wcieliło się w postać Jamesa Bonda w oficjalnym cyklu. Dyskusje o tym, który z nich był w tej roli najlepszy, ciągną się od lat. Postanowiliśmy raz na zawsze rozstrzygnąć ten spór.

Konrad Wągrowski

007: Och, James!, czyli Bond Bondowi nierówny

Aż sześciu aktorów wcieliło się w postać Jamesa Bonda w oficjalnym cyklu. Dyskusje o tym, który z nich był w tej roli najlepszy, ciągną się od lat. Postanowiliśmy raz na zawsze rozstrzygnąć ten spór.
W tym celu wydzieliliśmy cechy, jakie powinien posiadać każdy szanujący się James Bond, by według nich ocenić Connery’ego, Lazenby’ego, Moore’a, Daltona, Brosnana i Craiga. Sprawdzamy, w jakim stopniu każdy z nich był zabójcą, angielskim dżentelmenem i uwodzicielem.
Nie bez kozery szpieg w służbie rządu Jej Królewskiej Mości posiada w swym numerze dwa zera, oznaczające uzyskanie licencji na zabijanie. Sytuacja bowiem często zmusza go fizycznego eliminowania przeciwników. Oceniamy więc bezwzględność, umiejętność walki wręcz, posługiwanie się bronią – wszystko to, co pomaga przenosić wrogów Zjednoczonego Królestwa i Wolnego Świata na… tamten świat.
Bond jest poddanym Jej Królewskiej Mości Elżbiety II, a to oczywiście coś oznacza. Następna kategoria sprawdza, w jakim stopniu Bond jest brytyjskim dżentelmenem. Oceniamy więc klasę, obycie, styl, poczucie humoru, dystans i słynną brytyjską flegmę.
Wreszcie – kobiety. W trudnej i żmudnej pracy międzynarodowego szpiega nieraz trzeba wypełnić obowiązek pozyskania informacji od przedstawicielki płci pięknej lub wziąć na siebie zadanie sprowadzenia jej na słuszną drogę. Tym razem pod naszą lupę bierzemy męską urodę Bonda i podejście do kobiet.
Oceniamy oczywiście w skali od 001 do 007.
Sean Connery
Zabójca
Dwie sceny.
Pierwsza pochodzi z „Doktora No”. Connery czeka w swym pokoju na zabójcę. Profesor Dent wchodzi i strzela sześciokrotnie do sylwetki leżącej na łóżku. Bond oczywiście nie jest tą sylwetką – siedzi z tyłu. Stwierdza, że Dent pozbył się wszystkich naboi, po czym strzela dwukrotnie do bezbronnego już – było nie było – człowieka. Ten drugi strzał zresztą jest już strzałem w plecy do leżącego.
Kolejna scena pojawia się w „Pozdrowieniach z Moskwy”. Mowa tym razem o pojedynku Bonda z Redem Grantem, psychopatycznym mordercą na usługach SPECTRE w przedziale kolejowym. Grant ma już jednym strzałem pozbawić Bonda życia, ale ten prowokuje go do otwarcia neseseru, w którym mają być kosztowności. Otwarcie uruchamia pojemnik z gazem, Bond wykorzystuje zaskoczenie i atakuje mordercę. Zaczyna się ponad czterominutowa, bardzo brutalna (zwłaszcza jak na kino lat 60.) i krwawa walka. Widać, że jest to pojedynek na śmierć i życie (podobny pojedynek, choć nie tak efektowny, zobaczymy też w „Diamenty są wieczne” – tam scenerią będzie winda).
James Bond w wersji Connery’ego może i pojawiać się w garniturze, i brylować przy karcianym stole, ale gdy przychodzi do walki, jest sprawny, bezwzględny i brutalny. Nie ma wątpliwości, że ten człowiek może być zabójcą.
Ocena: 007
Angielski dżentelmen
Sean Connery nie był pierwszym wyborem Iana Fleminga na Bonda ze względu na swą szkockość (wspartą wyraźnym akcentem) i pochodzenie z niższych klas. Autor książek uważał, że odpowiedniejszym aktorem do tej roli będzie dystyngowany David Niven (który zresztą pojawił się w roli Bonda w niekanonicznym „Casino Royale” z 1967 r.). Rzeczywiście, trudno uznać na początku, że elegancja, klasa i obycie są nieodłączną cechą Connery’ego – zdecydowanie lepiej mu z pistoletem w ręku. Ale trzeba też przyznać, że z czasem się wyrabia, nabiera luzu, już w „Pozdrowieniach z Moskwy” popisuje się perełkami sarkastycznego humoru, a i komentarze na temat dań i drinków brzmią wiarygodnie. Nic nie można też zarzucić jego ubiorowi – klasycznemu, bez ekstrawagancji. Nawet Fleming do Connery’ego się przekonał i dopisał Bondowi w jednej z ostatnich powieści szkockie pochodzenie.
Ocena: 005
Uwodziciel
Przystojny, wysoki, świetnie zbudowany, męski, miękko poruszający się, kipiący od charyzmy i wyglądający dobrze nawet w kostiumie kąpielowym Connery okupował w swoich najlepszych (właśnie Bondowskich) czasach najwyższe miejsca na listach najseksowniejszych mężczyzn naszej planety. Wrażenie nieco psuł obowiązkowy tupecik, no i jednak pewna bezpośredniość zalotów (przełamywanie ostatecznego oporu pięknej kobiety za pomocą dość prostych metod) w dzisiejszych czasach nie jest już najlepiej widziana. Co nie zmienia faktu, że łatwo również uwierzyć, iż ktoś taki jak Connery potrafi uwieść prawie każdą kobietę.
Ocena: 006
• • •
George Lazenby
Zabójca
Jednym z głównych powodów wyboru Lazenby’ego do roli Bonda była jego fizyczność – muskulatura, energia, siła. Podobno podczas zdjęć złamał nos kaskaderowi. Cóż z tego, skoro pojedynki z jego udziałem (spójrzcie choćby na wstępną sekwencję „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”, gdzie Bond walczy z ochroniarzami Tracy di Vicenzo) wyglądają na sztuczne, wyreżyserowane i przesadzone w ekspresji. Jego dandysowaty wygląd i brak wyczucia konwencji nie najlepiej wypadają też w scenach z nożem i pistoletem. W sumie więc jednak słabo.
Ocena: 003
Angielski dżentelmen
Jaki angielski, skoro z Australii? Tu problemem jednak był przede wszystkim brak aktorskiego obycia Lazenby’ego – on stara się naprawdę wyglądać na owego dżentelmena, ale drętwota dialogu i słabe aktorstwo zupełnie nie pozwalają w to uwierzyć. No i ten ciągły wyraz pewnego zblazowania na twarzy. Może więc i arystokracja, ale raczej zdegenerowana.
Ocena: 002
Uwodziciel
Teoretycznie ktoś, kto wcześniej pracował jako męski model, powinien być wzorem męskiego seksapilu. Przekleństwem Lazenby’ego jest jednak konwencja ubiorów, w jakie wbijano go na planie „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”. Wybaczcie, ale w kilcie żaden mężczyzna nie wygląda seksownie, a uroku również nie dodaje obrusowa koszula. No i cechy wspomniane w poprzednich punktach – dandysowatość, zblazowanie – też nie poprawiają sytuacji. Trudno także określić jego twarz (z wielkimi uszami i nieciekawą fryzurą) mianem ładnej. W filmie cała grupa ładnych dziewcząt ostrzy sobie na Bonda ząbki, ale widz zastanawia się, jaką właściwie hipnozę zastosował Blofeld, skoro taki Bond im się podoba.
Ocena: 002
• • •
Roger Moore
Zabójca
Roger Moore to doskonały typ dżentelmena-włamywacza, ale w roli zabójcy już wypada dużo gorzej. Pewnie nie służy mu fakt, że Bondem został w wieku 45 lat i ciągnął to prawie do sześćdziesiątki, ale zawsze jednak słowa „Moore” i „brutalność” nie szły w parze. Owszem, jest wysportowany. Owszem, można uwierzyć, że sprawnie używa pistoletu. Ale pojedynki bokserskie (czy też karate jak w „Człowieku ze złotym pistoletem”) wyglądają niezbyt wiarygodnie. Do Connery’ego daleko.
Ocena: 003
Angielski dżentelmen
Roger Moore to James Bond najbardziej zdystansowany, z przymrużeniem oka i humorem. A to oczywiście cecha bardzo brytyjska. Co więcej – aż do czasów Craiga przy Szkocie Connerym, Australijczyku Lazenbym, Walijczyku Daltonie i Irlandczyku Brosnanie był jedynym Anglikiem w tej roli (na dodatek z autentycznym krótkim stażem w wywiadzie wojskowym w czasie II wojny światowej). Dystyngowany, oszczędny w gestach, elegancki – wydaje się, że jego naturalnym środowiskiem będzie wypełnione dymem cygar wnętrze londyńskiego klubu, a drink w ręku nieodzownym atrybutem. Cóż się dziwić – Roger Moore po prostu taki był. Perfekcja.
Ocena: 007
Uwodziciel
Dżentelmen. Przystojniak. Nawet w wieku blisko 50 lat. Rozbrajający kobiety wnikliwym spojrzeniem niebieskich oczu i poczuciem humoru. Zagrał o kilka Bondów za dużo, trudno w tych późniejszych uwierzyć nie tylko w umiejętności szpiegowskie, ale i w tak oszałamiającą atrakcyjność Moore’a. Ale właściwie tylko ten argument mamy na minus. Zupełnie inny typ niż Connery, ale też właśnie inaczej zachowujący się w kontaktach z kobietami. I dlatego wiarygodny.
Ocena: 005
• • •
Timothy Dalton
Zabójca
Trudno powiedzieć. Nie jest źle, ale przecież nikt chyba nie powie, że zapamiętał świetnie którąś z walk Daltona. Bije się on z przekonaniem, realistycznie, używa, gdy trzeba, różnych sprzętów, ale nawet w filmie, którego sensem jest osobista zemsta („Licencja na zabijanie”) trudno uznać, że jest bezwzględnym zabójcą (choć ma takie zimne spojrzenie). Nawet gdy swego adwersarza podpala żywczem, zapalniczka nie będzie tu świadomym wyborem okrutnego narzędzia zemsty, tylko jedynym sposobem na przechytrzenie przeciwnika i uzyskanie przewagi.
Ocena: 004
Angielski dżentelmen
Elegancki, bardzo dobrze wygląda w garniturach. Nietrudno uwierzyć w arystokratyczne pochodzenie. W kasynie też prezentuje się dobrze, ale jednak ma jeden główny problem – całkowity brak luzu. Dalton jest Bondem bardzo serio, chyba nieco zbyt serio. Nie wygląda niestety na atrakcyjnego partnera do poobiedniej pogawędki na temat wyników ostatnich wyścigów konnych.
Ocena: 004
Uwodziciel
Dalton ma chyba najostrzejsze rysy z wszystkich filmowych Bondów i ładne, choć zimne, oczy – jego twarz bez wątpienia przyciąga uwagę. Jest po prostu atrakcyjnym mężczyzną i trudno temu zaprzeczyć (choć z pewnością nie jest tak dobrze zbudowany jak Connery czy Brosnan). Problem w tym, że jego uroda sprawdza się chyba w innych realiach, pasuje bardziej do bohatera filmu kostiumowego (wszak rzucił Bonda na rzecz ekranizacji kontynuacji „Przeminęło z wiatrem”, co dziś zresztą trzeba uznać za jedną z głupszych decyzji aktorskich), a nie do współczesnego agenta-uwodziciela. Może też i z tego powodu podbojów miłosnych w obu filmach miał Dalton raczej niewiele.
Ocena: 005
• • •
Pierce Brosnan
Zabójca
Brosnan rezygnuje z monopolu na Walthera PPK i pojedynki pięściarskie na rzecz coraz częstszego wykorzystania innych, bardziej śmiercionośnych broni. Do twarzy mu bez wątpienia z karabinem maszynowym w ręku, co było raczej niespotykane u innych Bondów. Aby ukazać jego bezwzględność, w filmie „Świat to za mało” dopisano mu scenę, w której strzela do pięknej bezbronnej kobiety, stojąc z nią twarzą w twarz (tego również nie zrobił żaden 007 przed Brosnanem). Jego walki wręcz jednakże cierpią ze względu na przemożną chęć ukazania w nich jak największej widowiskowości, poza tym Brosnan wydaje się być niezniszczalny, całkowicie odporny na ciosy wrogów, co też nie dodaje pojedynkom realizmu.
Ocena: 005
Angielski dżentelmen
Ekstremalnie elegancki. Nie można powiedzieć po prostu, że wygląda dobrze w garniturze, to raczej na nim każdy garnitur wygląda dobrze. Nawet gdy pozwala sobie na nieco luzu ubraniowego, zawsze będzie to luz dokładnie przemyślany. Dowcipny w sposób naturalny, niewymuszony. Potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji – nawet gdy wchodzi do lobby eleganckiego hotelu w samej piżamie („Śmierć nadejdzie jutro”) nadal wydaje się być właściwym człowiekiem we właściwym miejscu.
Ocena: 006
Uwodziciel
Baaardzo przystojny. Wysoki, świetnie zbudowany, dynamiczny w ruchach, o ładnym uśmiechu. Zawsze elegancki (patrz wyżej), pewny siebie, czarujący, dowcipny – jego styl bycia jest również niezaprzeczalnym atutem w podejściu do kobiet. W relacjach z nimi zdecydowany, ale kulturalny (to jednak koniec XX wieku). Przyznajmy jednak, że nieco zbyt metroseksualny – choć pewnie niektórym to się spodoba. Dzięki temu bohater dziesiątek okładek prasowych i reportaży fotograficznych.
Ocena: 006
• • •
Daniel Craig
Zabójca
Daniel Craig pokazał się w Bondzie tuż po tym jak zagrał zimnego zabójcę na usługach izraelskiego wywiadu w „Monachium” Stevena Spielberga. Cała przedczołówkowa sekwencja jest poświęcona temu, jak zasłużył na licencję na zabijanie. Ta początkowa walka, jak i twarda, męska scena pojedynku w Casino Royale, przypomina najlepsze osiągnięcia Connery’ego. Ostatnia scena filmu jest właściwie egzekucją. Czy można więc mieć jakiekolwiek wątpliwości, że Bond w wersji Daniela Craiga jest zabójcą? Po trzech filmach cyklu możemy powiedzieć, że choć Bond-Craig przeżywa różne życiowe dylematy, to nigdy nie tyczą one tego, czy komuś może darować życie, gdy ten ktoś – zdaniem Bonda – zasługuje na śmierć.
Ocena: 007
Angielski dżentelmen
Daniel Craig jest pierwszym Bondem, który z wyglądu nie wygląda na dżentelmena. Chropawy, twardy, bardziej pasuje do meczu rugby niż eleganckiego salonu. Jawnie też lekceważy przyjęte reguły („- Wstrząśnięte czy zmieszane? – Mam to w dupie”.). Oczywiście – taka jest świadoma konwencja. Po pierwsze miała nastąpić bardzo potrzebna zmiana ujęcia tej postaci i rzeczywiście – zmiana jest duża. Po drugie – restart cyklu sugeruje, że obserwujemy dopiero ewolucję tej postaci, powoli stającą się prawdziwym Jamesem Bondem. Po trzech filmach wiemy, że owa ewolucja nie poszła zbyt daleko w tym kierunku. W ocenianiu musimy być szczerzy. Skoro uznaliśmy, że bycie angielskim dżentelmenem jest obowiązkową cechą Bonda, to i pod tym względem musimy ocenić Craiga. Na pocieszenie – jest autentycznym Anglikiem, „Skyfall” ujawnił jego arystokratyczne pochodzenie, w garniturze wygląda również bardzo dobrze, radzi sobie też przy pokerowym stole, a i humor w jego wykonaniu na pewno nie jest wymuszony. Cóż, czasy się też zmieniły i nie ma aż tak ostrych wymogów jak kiedyś, by pokazać się w eleganckim towarzystwie.
Ocena: 004
Uwodziciel
Daniel Craig nie ma urody amanta filmowego, nie powala twarzą, ale ma w sobie coś w rodzaju zwierzęcego magnetyzmu. Jak to nazwać – kipi testosteronem? Nie było też tak charyzmatycznego Bonda, tak ciekawej i niejednoznacznej postaci od czasów Connery’ego. A to intryguje – także kobiety.
Ocena: 006
• • •
Ranking:
1. Sean Connery – 006
2. Pierce Brosnan – 005 i dwie trzecie
Daniel Craig – 005 i dwie trzecie
3. Roger Moore – 005
4. Timothy Dalton – 004 i jedna trzecia
5. George Lazenby – 002 i jedna trzecia
Zwyciężył więc Sean Connery. Zaskoczeni?
Podkategorie:
Zabójca: 1. Craig, 2. Connery, 3. Brosnan, 4. Dalton, 5. Moore, 6. Lazenby
Dżentelmen: 1. Moore, 2. Brosnan, 3. Connery, 4. Dalton, 5. Craig, 6. Lazenby
Uwodziciel: 1. Connery, 2. Brosnan, 3. Craig, 4. Moore, 5. Dalton, 6. Lazenby.
Współpraca przy ocenianiu kategorii „Uwodziciel” – Monika Twardowska-Wągrowska.
koniec
4 listopada 2015

Komentarze

05 XI 2015   00:07:15

Absolutnie nie, Connery nie tylko w Bondach stanowił klasę sam dla siebie i nawet w nisko ocenianych produkcjach jego udział podnosił zawsze punktację filmu. A gdyby uwzględnić jeszcze Davida Nivena, podejrzewam że wskoczyłby gdzieś między 2 a 3 miejscem- dżentelman 7, zabójca 5, uwodziciel- tu trzeba się zapytać kogoś zainteresowanego płcią brzydszą

05 XI 2015   09:29:32

Craig za dżentelmostwo powinien dostać maksimum 002. Dlatego mi nie pasuje na Bonda. Choć "Casino Royale" i "Skyfall" są świetnymi filmami, to jednak wciąż przeszkadza mi, że głównym bohaterem jest gość o fizys jednego ze szwarcchatakterów.

05 XI 2015   14:18:45

Niby tak, ale formuła serii się chyba już wyczerpała i musieli coś zmienić. I Craig pasuje do tej zmiany.

05 XI 2015   16:55:16

Dla mnie - Bondy z Craigiem są jedyne zdatne do oglądania.
We wszystkich innych - rzygałem tą całą niezniszczalnością, doskonałością i dżentelmeństwem.
Bond Craiga to gość, którego chce się oglądać na ekranie.
Niestety... uważam, że wszystkie Bondy z nim miały kiepskie scenariusze (nie żeby poprzednie były dobre).

08 XI 2015   22:34:33

Witaj Konrad.
Jestem ciekawy jak ocenisz najnowszego Bonda i czy zamiesza on w aktualnym rankingu.
Czekam na recenzję.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Karnawał osobliwości
Jarosław Loretz

14 I 2019

Towarzyszący komuś pęk balonów niekoniecznie musi oznaczać, że zanosi się na huczne świętowanie.

więcej »

Pożegnania 2018 (4)
Jarosław Loretz

11 I 2019

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2018 roku. Dziś miesiące październik-grudzień.

więcej »

Pożegnania 2018 (3)
Jarosław Loretz

10 I 2019

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2018 roku. Dziś miesiące lipiec-wrzesień.

więcej »

Polecamy

Karnawał osobliwości

Z filmu wyjęte:

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Z tego cyklu

Przyjaciele czyli galeria sprzymierzeńców
— Konrad Wągrowski

Adwersarze, czyli galeria łotrów
— Konrad Wągrowski

Wszystkie laski Jamesa Bonda
— Urszula Lipińska

Wielki Ranking Filmów z Jamesem Bondem
— Konrad Wągrowski

Strawberry Fields Forever
— Michał R. Wiśniewski

Im więcej Bonda, tym mniej
— Jakub Gałka

Agenci bez licencji
— Kamil Witek

Z gitarą wśród agentów Jej Królewskiej Mości
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Biografia Jamesa Bonda
— Konrad Wągrowski

Biegiem z tym szpiegiem!
— Piotr Dobry

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Listopad 2012 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Mateusz Kowalski, Gabriel Krawczyk, Alicja Kuciel, Patrycja Rojek

Esensja ogląda: Październik 2012 (kino)
— Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Gabriel Krawczyk, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski

Agent na rozstajach
— Jakub Gałka

Mroki przeszłości
— Gabriel Krawczyk

Wszyscy mamy źle w głowach…
— Ewa Drab

Wybrukowana dobrymi chęciami
— Ewa Drab

Wyboista droga
— Michał Chaciński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.