Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

007: Agenci bez licencji

Esensja.pl
Esensja.pl
Dwadzieścia dwa. Tyle wynosi oficjalna liczba filmów z Bondem wraz z najnowszym „Quantum of Solace”. Jeśli jednak wydaje Wam się, że pierwszym filmowym Bondem był Sean Connery, a „Casino Royale” zekranizowano dopiero przy okazji filmu z Craigiem, to macie rację – wydaje Wam się.

Kamil Witek

007: Agenci bez licencji

Dwadzieścia dwa. Tyle wynosi oficjalna liczba filmów z Bondem wraz z najnowszym „Quantum of Solace”. Jeśli jednak wydaje Wam się, że pierwszym filmowym Bondem był Sean Connery, a „Casino Royale” zekranizowano dopiero przy okazji filmu z Craigiem, to macie rację – wydaje Wam się.
„Casino Royale” (1954)
„Casino Royale”, debiutancka powieść Iana Fleminga z Bondem w roli głównej, bardzo szybko spotkało się z zainteresowaniem ze strony filmowców. Niemalże w rok od wydania książki doszło do pierwszej próby przeniesienia przygód superszpiega na szklany ekran. Co ciekawe, za prawa do ekranizacji amerykańska stacja telewizyjna CBS zapłaciła Flemingowi zaledwie tysiąc dolarów, jednocześnie obiecując kontrakt na scenariusze kilkudziesięciu kolejnych odcinków telewizyjnej serii o agencie 007.
Do głównej roli wytypowano nieznanego szerzej Barry’ego Nelsona, etatowego aktora MGM, który, jak przyznał po latach, nigdy wcześniej nie słyszał o Bondzie. Ba, twierdził nawet, że postać agenta ma bardzo małą siłę przebicia i zwiastował jej krótki ekranowy żywot. W rolę jego adwersarza, bankiera i karcianego maniaka Le Chiffre’a wcielił się stały odtwórca ról szwarccharakterów w latach 50. – Peter Lorre.
Niedługi, bo godzinny film pojawił się w telewizji jako segment rozrywkowego programu „Climax!”, będąc w domyśle pilotem dla ewentualnej kontynuacji przygód Bonda na szklanym ekranie. Na potrzeby amerykańskiej widowni zmieniono nieco dossier 007 - z agenta MI6 stał się tajniakiem CIA Jimmym Bondem. Odwrotną drogę przeszedł Felix Leiter – tu Clarence – z którego zrobiono Brytyjczyka. Vesper stała się panią Valerie Mathis, choć z książkowym Rene Mathisem nie miała w filmie nic wspólnego. Całość fabuły mocno skrócono w stosunku do powieści, skupiając się głównie na karcianej grze w bakarata i próbie zdobycia przez Le Chiffre’a utopionych wcześniej w hazardzie radzieckich pieniędzy.
Barry Nelson jako Jimmy Bond
Barry Nelson jako Jimmy Bond
Patrząc z dzisiejszej perspektywy, trudno nie zauważyć mnóstwa niedociągnięć obecnych w „Casino Royale”. Tym bardziej że nakręcono go według ówczesnych telewizyjnych prawideł, co oznaczało mały budżet i nieprzywiązywanie większej wagi do szczegółów i technicznej doskonałości. Może się przez to wydawać, że film powstał kilka epok wcześniej. Jak na ekranizację wartkiej szpiegowskiej prozy przez większość czasu wieje nudą, a o wszelkiego rodzaju akcji więcej się mówi niż faktycznie pokazuje na ekranie. Na dodatek najwyraźniej Nelson nie miał pomysłu na samą postać, dlatego Bondowi wyraźnie brakuje specyficznej charyzmy, a przede wszystkim charakteru, który niecałą dekadę później tak znakomicie wykreował na dużym ekranie Sean Connery.
Ian Fleming zawierzył obietnicom włodarzy CBS i napisał kilkanaście fabuł, które miały być podstawą dla kolejnych telewizyjnych odcinków. Nigdy ich jednak nie zrealizowano. Stacja ociągała się z podjęciem decyzji co do dalszych losów planowanego serialu, a gdy kilka lat później na książkową serię parol zagięli potentaci z Hollywood, Fleming nie był już zainteresowany mariażem z małym ekranem. Spisane pomysły na serialowe odcinki nie trafiły jednak do pisarskiej szuflady, lecz posłużyły jako treść kolejnych przygód Bonda w zbiorze opowiadań „Tylko dla twoich oczu”.
„Casino Royale” (1967)
Pomysł na ekranizację pierwszej z powieści o Bondzie ponownie pojawił się już po sukcesie kilku pierwszych filmów o 007, kiedy o fikcyjnym szpiegu było już naprawdę głośno. Producent Charles K. Feldman długo zabiegał u właścicieli praw do Bonda z MGM i EON o uznanie planowanego przez niego filmu za oficjalny i włączenie do serii, ale owe starania skończyły się fiaskiem. Podobno właśnie to, jak i przekonanie, że nie będzie w stanie konkurować pod względem jakości z oficjalnym cyklem sprawiło, że zmienił całkowicie pierwotne założenia „Casino Royale” i zdecydował się, by adaptacja pierwszej książki o Bondzie weszła w klimat pastiszu filmów o szpiegach z 007 na czele. Stąd też akcja ma się właściwie nijak do książki, z której zaczerpnięto tylko postacie i dość umownie główną linię fabuły.
Z treści filmu dowiadujemy się, że Bond jest aktualnie szpiegiem na emeryturze, na którą udał się niemal pół wieku wcześniej. Powodem jego rozstania z agencją był związek z Matą Hari, którą – choć kochał nad życie – zmuszony był wydać w ręce w plutonu egzekucyjnego. W przeciwieństwie do Bonda w wydaniu Connery’ego, 007 nie jest tu kobieciarzem, zwolennikiem hazardu i wytrawnych trunków, lecz bardziej przypomina angielskiego lorda, mieszka w dworku otoczonym żywymi lwami i jest miłośnikiem jaśminowej herbaty. Na świecie nie dzieje się jednak najlepiej, bowiem w niewyjaśnionych okolicznościach ginie mnóstwo tajnych agentów niezależnie od państwowej przynależności. To, jak i śmierć M sprawiają, że Bond wraca do czynnej służby. By zmylić tajemniczego wroga, 007 jako nowy M decyduje, by każdego agenta nazwać Bondem i nadać mu ten sam numer. Wśród nich znajdzie się niejaki Evelyn Tremble, profesjonalny gracz i znawca bakarata, który ma za zadanie stoczyć karciany pojedynek z bankierem tajnej organizacji SMERSH – Le Chiffre’em.
David Niven jako James Bond.
David Niven jako James Bond.
W głównej roli asa brytyjskiego wywiadu obsadzono Davida Nivena. Co ciekawe, tworząc postać superagenta Fleming myślał właśnie o Nivenie, co jednak nie spotkało się z entuzjazmem podczas wstępnych planów realizacji oficjalnych Bondów. Zresztą całe „Casino Royale” jest naszpikowane ówczesnymi gwiazdami kina. W roli Vesper oglądamy znaną już z „Doktora No” Ursulę Andress, w złowrogiego Le Chiffre’a wcielił się Orson Welles, a w Evelyna Tremble gwiazda „Różowej Pantery”, Peter Sellers. Bratanka Bonda, jednocześnie szefa SMERSH-u – doktora Noe – gra sam Woody Allen. Dodatkowo w mniejszych bądź większych epizodach pojawiają się m.in. Jean Paul Belmondo i William Holden.
Sama realizacja filmu była dość dziwna. Scenariusz podzielono na pięć różnych segmentów i za każdy odpowiedzialny był inny reżyser i scenarzysta. Stworzyło to oczywistą nierówność pomiędzy poszczególnymi partiami, co niestety widać bardzo wyraźnie. Inna sprawa to konflikt między Sellersem i Wellesem, który omal nie położył całkowicie produkcji. Podobno już od samego początku panowie nie darzyli się szczególną sympatią, a kulminacją ich nieporozumień było odmówienie udziału w karcianym pojedynku, który przecież jest jedną z fundamentalnych scen całego „Casino Royale”. Jak wieść niesie, doszło nawet do tego, że cała sekwencja rejestrowana była oddzielnie z każdym z aktorów, a prócz kilku drobnych ujęć Sellers i Welles nie pojawili się równocześnie w żadnej ze scen. Na dodatek Sellers tak obraził się na twórców, że opuścił plan i już nigdy na niego nie wrócił. Nie tylko z powodu konfliktu z reżyserem „Obywatela Kane’a”, ale także ze względu na zbyt luźne jego zdaniem, nawet jak na pastisz, traktowanie przez scenarzystów postaci Bonda. Sellers uważał bowiem, że postać agenta należy grać na serio. Dlatego też rzadko kiedy zgadzał się na duble, które miały nieco zmiękczyć jego zbyt poważną kreację, często improwizował i odbiegał od scenariusza.
Peter Sellers jako Evelyn Tremble.
Peter Sellers jako Evelyn Tremble.
Niedokończenie zdjęć wprowadziło sporo zamieszania, a przede wszystkim poddało w wątpliwość spójność i tak z trudem trzymającej się w jednej ramie fabuły. Montażyści co prawda zrobili swoje i pozlepiali chaotyczny i niepełny materiał, wykorzystując do zapełnienia treści już wcześniej nakręcone, lecz odrzucone sceny tak, by film nadawał się do publicznego pokazania. Mimo to trudno nie zauważyć kilku istotnych dziur (m.in. pościg za Le Chiffre’em, który kończy się, zanim zdążył się zacząć...), które jeszcze bardziej wzmacniały poczucie ciągłych nielogiczności, pojawiających się na każdym kroku „Casino Royale”.
Film wypuszczono w tym samy roku co oficjalne „Żyje się tylko dwa razy”. Choć krytycy nie pozostawili na „Casino Royale” suchej nitki, widzowie nie byli już tak krytyczni. Komediową konwencję przygód 007 przyjęli na tyle znośnie, że film stał się jedną z najpopularniejszych produkcji sezonu.
„Nigdy nie mów nigdy” (1983)
O tym, jakoby miał powstać film o Bondzie poza oficjalnymi auspicjami wytwórni MGM, mówiło się już na początku lat 70. Źródłem plotek był niejaki Kevin McClory, kiedyś bliski współpracownik Iana Fleminga, który swego czasu wygrał proces sądowy o uznanie jego częściowych praw do postaci Bonda i kilku fabularnych pomysłów, jakie bez jego zgody pisarz wykorzystał w swoich powieściach. McClory miał już nawet gotowy scenariusz do całkowicie nowego Bonda o różnych roboczych tytułach, m.in. „James Bond of the Secret Service” i „Warhead”, ale veto bardzo szybko postawili włodarze z MGM. Ostatecznie zawarto ugodę i zezwolono jedynie na luźny remake „Operacji Piorun”, której McClory był współpomysłodawcą i producentem.
Szum wokół filmu jeszcze bardziej wzmocniła wieść, że do zagrania Bonda udało się nakłonić ponownie Seana Connery’ego, który wcześniej zarzekał się, że już nigdy nie wcieli się w postać superagenta. Co miało być atutem, stało się jednak pewnym problemem. Kiedy bowiem przystępowano do realizacji filmu, aktor był już dość mocno zaawansowany wiekowo i nie prezentował się tak dobrze jak dwanaście lat wcześniej, kiedy rolą w „Diamenty są wieczne” żegnał się z postacią 007. Znalazło to odzwierciedlenie w scenariuszu, gdzie Bond jest agentem w mocno dojrzałym wieku, nie radzącym sobie z wrogami już tak sprawnie jak w latach swojej świetności. Co więcej, władzę w MI6 przejęli biurokraci wraz z nowym M na czele, nietolerujący hulaszczego stylu życia 007, do którego zdążył przywyknąć w ciągu wielu lat w służbie Jej Królewskiej Mości. Dlatego też na początku filmu Bond zostaje wysłany do szwajcarskiego sanatorium, gdzie pod opieką specjalistów ma wrócić do dawnej formy. Tymczasem na świecie ponownie daje znać o sobie organizacja SPECTRE z nowym numerem jeden – Largo, która tym razem wykrada głowice nuklearne i grozi ich użyciem, jeśli rządy całego świata nie spełnią ich finansowych żądań.
Sean Connery z Kim Basinger w roli Domino.
Sean Connery z Kim Basinger w roli Domino.
„Nigdy nie mów nigdy” przygotowywano w podobnym czasie, co konkurencyjną „Ośmiorniczkę” z Rogerem Moore’em, co jeszcze bardziej podgrzewało atmosferę ekranowego pojedynku Bondów. W korespondencyjnej walce na wpływy z biletów zwycięsko udało się wyjść Moore’owi, choć oba filmy okazały się kasowym sukcesem. Dwa różne Bondy, i to w tym samym roku, uwidoczniły jednakże coś zupełnie innego. Postać 007 wyraźnie potrzebowała świeżego oddechu, a przede wszystkim nowego aktora, który prócz przeciwników nie musiałby walczyć z coraz silniejszym reumatyzmem. W tym czasie Moore zbliżał się do sześćdziesiątki, a Connery, choć kilka lat młodszy, także wyraźnie nie dawał sobie już rady z rolą. Seria coraz bardziej traciła werwę i ostry pazur, co sprawiało, że filmy, które kiedyś były sensacyjną awangardą, spłycały się do roli przeciętniaków. Nic dziwnego zatem, że Moore’owi udało się zagrać w Bondzie jeszcze tylko jeden raz, a dla Connery’ego było to już definitywne pożegnanie z postacią, która ponad dwie dekady wcześniej przyniosła mu ogromną popularność.
Co ciekawe, McClory podjął jeszcze jedną próbę sfilmowania przygód 007 projektem „Warhead A.D 2000”, z innym eks-Bondem – Timothym Daltonem w roli głównej. Produkcja jednak nigdy nie doszła do skutku. Co więcej, po długiej batalii sąd przyznał wszelkie prawa do filmowych wersji Jamesa Bonda tylko i wyłącznie wytwórni EON i rodzinie Broccoli, co definitywnie zamknęło drogę do jakichkolwiek innych nieoficjalnych filmów z udziałem 007 w przyszłości.
koniec
12 listopada 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Karnawał osobliwości
Jarosław Loretz

14 I 2019

Towarzyszący komuś pęk balonów niekoniecznie musi oznaczać, że zanosi się na huczne świętowanie.

więcej »

Pożegnania 2018 (4)
Jarosław Loretz

11 I 2019

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2018 roku. Dziś miesiące październik-grudzień.

więcej »

Pożegnania 2018 (3)
Jarosław Loretz

10 I 2019

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2018 roku. Dziś miesiące lipiec-wrzesień.

więcej »

Polecamy

Karnawał osobliwości

Z filmu wyjęte:

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż autora

American Film Festiwal 2018 (1)
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Krótko o filmach: Letnia szkoła życia
— Kamil Witek

Wiatraki pokonane!
— Kamil Witek

Oscary 2018: Ranking filmów oscarowych
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Oscary 2018: Esensja przyznaje Oscary
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Oscary 2018: Najlepsze filmy
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Luty 2018 (1)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

One Man Show
— Kamil Witek

Nie interesuje mnie żaden związek
— Kamil Witek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.