Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Najlepsze filmy wojenne wszech czasów - suplement

Esensja.pl
Esensja.pl
Po publikacji rankingu 50 najlepszych filmów wszech czasów przyszedł czas na suplement. Jak się zapewne domyślacie, lista finalna nie wszystkim przypadła do gustu, Dziś trzech autorów rankingu prezentuje po pięć tytułów, które, ich zdaniem, powinny znaleźć się na liście, a z różnych powodów tego zaszczytu nie dostąpiły.

Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Najlepsze filmy wojenne wszech czasów - suplement

Po publikacji rankingu 50 najlepszych filmów wszech czasów przyszedł czas na suplement. Jak się zapewne domyślacie, lista finalna nie wszystkim przypadła do gustu, Dziś trzech autorów rankingu prezentuje po pięć tytułów, które, ich zdaniem, powinny znaleźć się na liście, a z różnych powodów tego zaszczytu nie dostąpiły.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Ulica Graniczna” (1948)
Nie jest to film pozbawiony wad ani uproszczeń w obrazie hitlerowskiej okupacji Warszawy. A jednak po wsze czasy powinien zajmować należne mu miejsce wśród najważniejszych dzieł w historii polskiej kinematografii. Zaledwie trzy lata po zakończeniu wojny Aleksander Ford podjął całkiem udaną próbę pokazania skomplikowanych relacji polsko-żydowskich w obliczu nazistowskiego zagrożenia. Zaskakuje przede wszystkim przedstawienie szerokiego spektrum zachowań mieszkańców stolicy: od niechętnego Żydom Kazimierza Wojtana – w domyśle polskiego endeka – który pod wpływem dramatycznych wydarzeń zmienia swoje poglądy, poprzez syna dorożkarza Cieplikowskiego, który nie waha się nawet przez moment, mogąc nieść pomoc swoim żydowskim sąsiadom, aż po volksdeutschów Kuśmiraków. Wzrusza przede wszystkim los zamkniętej w getcie rodziny starego krawca. Obraz Libermana (jedyna filmowa rola Władysława Godika) modlącego się do Jehowy na tle płonącego getta na długo pozostaje w pamięci. Podobnie zresztą jak scena, w której Dawidek (znany ostatnio z „M jak miłość” Jerzy Złotnicki) decyduje się wrócić kanałem do swoich walczących współbraci…
Sebastian Chosiński
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Hubal” (1973)
Film przez jednych uwielbiany, przez innych nienawidzony – przede wszystkim z uwagi na osoby reżysera i odtwórcy roli tytułowej, Bohdana Poręby i Ryszarda Filipskiego, przez wiele lat uważanych za brunatno-czerwoną jaczejkę w światku polskich filmowców. Poręba to średni reżyser, ale „Hubal” wyszedł mu znakomicie, w czym największa była zasługa właśnie Filipskiego, obok Zbyszka Cybulskiego najbardziej charyzmatycznego polskiego aktora. Obraz zrealizowano z prawdziwie epickim rozmachem, starając się nie odchodzić zbyt daleko od faktów historycznych. Mimo to scenarzysta Jan Józef Szczepański, który w dużej mierze oparł się na słynnym reportażu Melchiora Wańkowicza „Hubalczycy”, po kłótni z reżyserem wycofał swoje nazwisko z napisów. Film jest świetnie zagrany, kilka scen dosłownie chwyta za gardło i za serce. Bywa jednak, że Filipski szarżuje – dosłownie i w przenośni – czyniąc majora Dobrzańskiego nieomal bohaterem z Dzikiego Zachodu. W kilku scenach pojawia się mniej lub bardziej zawoalowana krytyka Polski przedwrześniowej, ale udaje się realizatorom nie przekroczyć granicy dobrego smaku. Chwalebnym pozostaje fakt, że odważono się pokazać na ekranie – wtedy jeszcze kapitana – Macieja Kalenkiewicza (pseudonim „Kotwicz”), który w sierpniu 1944 roku zginie w boju z batalionem NKWD w Puszczy Rudnickiej.
Sebastian Chosiński
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Wniebowstąpienie” (1977)
Zrealizowane na Białorusi arcydzieło ukraińskiej reżyserki Łarisy Szepitko, oparte na powieści Wasila Bykaua „Sotnikow”. Dwaj partyzanci, Boris Sotnikow oraz Kola Rybak, zostają wysłani przez swego dowódcę do wsi, aby zdobyć żywność dla reszty oddziału oraz towarzyszących mu cywili. Wyprawa kończy się tragicznie, zostają bowiem zatrzymani przez niemiecki patrol, któremu służy za przewodnika miejscowy kolaborant. Ostatecznie trafiają do miasteczka, gdzie śledczy Paweł Portnow, kolejny wysługujący się hitlerowcom Białorusin, próbuje zmusić ich do zdradzenia miejsca postoju oddziału. Kola załamuje się od razu, ale Boris uparcie odmawia współpracy, dlatego też Portnow podejmuje z nim przebiegłą psychologiczną grę. Widząc, że trafił na człowieka głęboko ideowego i niezłomnego, chce go za wszelką cenę złamać. Stawia to sobie za punkt honoru. Gdy nie udaje mu się przekonać go po dobroci, by zdradził miejsce postoju swoich towarzyszy i wstąpił do współpracującej z Niemcami lokalnej policji, sięga po tortury. Nawiązując bezpośrednio do tradycji prawosławia, Szepitko stworzyła film głęboko religijny, w którym partyzant Sotnikow dosłownie staje się ikoną, inkarnacją świętego, który w końcowych sekwencjach filmu, umierając na szubienicy, dostępuje tytułowego wniebowstąpienia.
Sebastian Chosiński
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Korczak” (1990)
Ostatni, jak na razie, godny uwagi film Andrzeja Wajdy, nakręcony na podstawie scenariusza Agnieszki Holland tuż po politycznym przełomie 1989 roku. Przed laty z tematem tym zmierzył się już Aleksander Ford. Niestety, nakręcony za pieniądze zachodnioniemieckie i izraelskie – już po wygnaniu reżysera z Polski – obraz „Jest pan wolny, doktorze Korczak” (1974) nie spełnił oczekiwań. Nie mógł zresztą tego zrobić. Ford, będący przez lata głównodowodzącym polskiej kinematografii, przyzwyczajony był do idealnych warunków na planie, gdzie nie musiał liczyć się ani z ludźmi, ani z pieniędzmi. Pracując w ograniczeniu, nie potrafił dać z siebie wszystkiego. Wajda takich problemów nie miał, dlatego nakręcił film poruszający, z kolejną wspaniałą kreacją Wojciecha Pszoniaka. Codzienne życie w getcie pokazane zostało przez pryzmat prowadzonego przez Korczaka sierocińca, co nieco zawęziło pole obserwacji. Nie oznacza to, że obraz idealizował rzeczywistość. Wręcz przeciwnie: rozpaczliwe próby ochrony dzieci przed piekłem, jakie rozpętało się na zewnątrz, podkreślają jedynie tragedię mieszkańców getta. W pamięć wbija się jednak zwłaszcza końcowa sekwencja, w której Wajda postanowił zrezygnować z realizmu na rzecz baśniowej wręcz inscenizacji. Tyle że ta baśń mimo wszystko nie miała szczęśliwego zakończenia.
Sebastian Chosiński
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Lista Schindlera” (1993)
Steven Spielberg, choć jest przede wszystkim specjalistą od wysokobudżetowych produkcji służących głównie rozrywce widza, nie stroni również od czasu do czasu od tematów bardziej kameralnych i poważniejszych. „Listę Schindlera” – opowieść o niemieckim przedsiębiorcy, który przyjeżdża do stolicy Generalnego Gubernatorstwa, aby założyć fabrykę naczyń emaliowanych i przy okazji korzystać z darmowej siły roboczej, jaką mieli stanowić zamknięci w krakowskim getcie Żydzi – miał pierwotnie reżyserować Roman Polański. Zrezygnował jednak, nie chciał bowiem wracać pamięcią do wydarzeń, które – jako dziecko – widział na własne oczy. I chociaż wielu obawiało się, że Spielberg zechce zrobić z opowieści o Oskarze Schindlerze prawdziwie hollywoodzkie widowisko, po premierze okazało się, że wszystkie obawy były nieuzasadnione. Przydające klimatu czarno-białe zdjęcia (z wyjątkiem dziewczynki w czerwonym płaszczyku), oszczędna – i chyba właśnie dzięki temu tak przejmująca – gra aktorska oraz wzruszająca muzyka Johna Williamsa to największe atuty filmu. W pamięci na długo pozostają kreacje Liama Neesona (Schindler), Ralpha Fiennesa (zbrodniczy Amon Goeth) oraz Icchaka Sterna (Ben Kingsley), a jedna z ostatnich scen, w której Schindler rozpacza i żałuje, że nie wymienił swego pozłacanego nazistowskiego znaczka na jeszcze jedno ludzkie życie za każdym razem wywołuje we mnie potok łez.
Sebastian Chosiński
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Giuseppe w Warszawie” (1964)
Czy ze zwyczajnego dnia okupowanej Warszawy można się śmiać? Czy można zrobić komedię, mimo tych wszystkich łapanek, egzekucji i szalejącego terroru? A nawet nie tyle czy „można”, ale czy „wypada”? Ano tak. Można. Pokazał to Stanisław Lenartowicz kręcąc jeden z lepszych polskich filmów, lekki, dowcipny, brawurowo zagrany (wystarczy wspomnieć rolę Zbyszka Cybulskiego) i – wbrew poważnej tematyce – ciepły. Historia Włocha, który szuka w Warszawie swojej utraconej w pociągu broni, a w końcu daje się wplątać w polski ruch oporu, zadaje kłam twierdzeniu, że o wojnie można mówić tylko z patosem, albo z fatalistyczną zadumą nad kruchością ludzkiego życia. Szkoda, że nie potrafimy już kręcić takich filmów.
Jarosław Loretz
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Król Kier” (1966)
Trwa pierwsza wojna światowa. Wycofujący się z francuskiego miasteczka Niemcy podkładają gdzieś przy rynku materiał wybuchowy, mając nadzieję wysadzić o północy wchodzące wojska alianckie. Zadanie odszukania ładunku dostaje szkocki szeregowiec Plumpick (Alan Bates). Problem polega na tym, że jedyni mieszkańcy, którzy mogą pomóc w odszukaniu ładunku, to uciekinierzy z miejskiego szpitala psychiatrycznego. Przepiękny, ciepły film stawiający dość istotne pytania o sens wojny i o to, kto ma zdrowszy osąd rzeczywistości – trzeźwo myślący wojskowi, czy może jednak szurnięci obywatele, wkładający całe serce w radosną zabawę i z zadowoleniem małpujący statecznych obywateli miasta, mimo że tuż obok, w okopach, nieprzerwanie trwa rzeźnia. Wspaniały kawałek antywojennego kina, uczący, że życie jest zbyt cenne, by w bezsensowny sposób tracić je na froncie.
Jarosław Loretz
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Najdłuższy dzień” (1962)
Monumentalny fresk o D-Day – dniu inwazji na Normandię i otwarciu drugiego frontu w Europie – poraża ogromem przedsięwzięcia. Zadbano o właściwie odpracowane realia, zatrudniono setki statystów i wygrzebano z szop, stodół i muzeów sporą liczbę pojazdów z wojennego okresu. Zatrudniono też plejadę gwiazd (Richard Burton, Henry Fonda, Robert Mitchum, John Wayne, Curd Jürgens, Bourvil; jest tu także Paul Anka i młodziutki Sean Connery) i dopilnowano, by Niemcy mówili po niemiecku, Francuzi po francusku a Anglicy po angielsku. I właśnie być może ta nadmierna dbałość o szczegóły, o wierność historii, zabiła film. Bo tak naprawdę jest to jedynie rozbuchana rekonstrukcja zdarzeń sprzed niespełna piętnastu lat. Owszem, robiąca wrażenie, ale nie potrafiąca przekazać nic ponad to, że walczący w Normandii aliancki żołnierz bohaterem był. Wszyscy znani aktorzy wsiąkają bez śladu w fabułę i żadna z ich ról nie zapada jakoś głębiej w pamięć, zaś niektóre efekty, jakie zastosowano przy kręceniu filmu, wyraźnie trącą dziś myszką. Nadal jednak rozmach tej produkcji potrafi wcisnąć widza w fotel.
Jarosław Loretz
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Diabły za progiem” (2000)
Wciąż zapominamy, że okupacja i związane z nią okrucieństwa nie jest wyłącznie europejskim doświadczeniem. Podobny los, być może nawet cięższy, spotkał kilka dalekowschodnich krajów, które wpadły w objęcia japońskiego imperium. O chińskich doświadczeniach tego okresu opowiada wspaniały, nad wyraz często ocierający się o groteskę film „Diabły za progiem”. To nakręcony w czerni i bieli dramat wieśniaka, który dostaje od tajemniczego nieznajomego na dłuższe przechowanie dwa worki. Jeden zawiera japońskiego oficera – butnego, nieprzejednanego nacjonalistę, drugi zaś jego zestrachanego, chińskiego tłumacza. Jako że w okolicy jest japoński garnizon, a schwytany żołnierz nie przebiera w środkach, by się wydostać z niewoli, w ukrywanie jeńców zostaje zaangażowana cała wieś. A nie jest to zadanie łatwe, bo każdy błąd można przypłacić życiem. Cała historia okraszona jest mniej lub bardziej czarnym humorem, dzięki czemu nieco łatwiej przełknąć gorzkie perypetie bohaterów, jednak ogólny wydźwięk filmu pozostaje bez zmian. To kolejny protest przeciwko wojnie i jej okrucieństwom, szczególnie wart uwagi z tego względu, że wyszedł spod ręki reżysera pochodzącego z Chin. A chińskich filmów dotyczących zbrojnych konfliktów XX wieku, i to niemal zupełnie pozbawionych propagandy, jest jak na lekarstwo.
Jarosław Loretz
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Wojna zimowa” (1989)
Również i Finom udała się rzadka sztuka nakręcenia przejmującego realizmem i zachwycającego dbałością o historyczne detale wojennego dramatu (tu jeżdżą prawdziwe czołgi, a nie koślawe przeróbki T-34). „Wojna zimowa” opowiada o losach grupki przyjaciół, którzy trafiają na front nieprzygotowani, źle wyekwipowani, którzy są masakrowani ogniem nieprzyjaciela, a którzy mimo to potrafią zachować ludzkie odruchy i wykrzesać z siebie iskierkę optymizmu. To wielki hołd złożony tym, którzy mimo przygniatającej przewagi wroga potrafili obronić niepodległość swojego kraju i zadać przeciwnikowi ogromne straty. Jednocześnie to przypomnienie, że do nakręcenia wielkiego batalistycznego fresku nie potrzeba mieć gigantycznych pieniędzy i baterii komputerów. Jest to kino, jakiego nie powstydziłaby się żadna kinematografia (może prócz amerykańskiej, bo – o zgrozo! – nie ma tu żadnego patosu, amorów czy ckliwej muzyki).
Jarosław Loretz
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Helikopter w ogniu” (2001)
Zabrakło miejsca na naszej liście wszech czasów dla „Helikoptera w ogniu” – a szkoda. Owszem, warstwa ideologiczna filmu budzi wątpliwości, trudno tu mówić o jakimś przedstawianiu racji obu stron, Somalijczycy ukazani są jako dziki tłum szturmujący szaleńczo amerykańskie pozycje. Ale z drugiej strony filmu o TAKIEJ batalistyce wprost nie można zignorować. Fenomenalnie sfotografowany przez naszego Sławomira Idziaka to dwie godziny krwawej, bezwzględnej, realistycznej jatki, zapierającej dech w piersiach. Najlepsze filmowe przedstawienie współczesnej wojny i choćby dlatego ten powinien znaleźć się w kanonie.
Konrad Wągrowski
„Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence” (1983)
Kolejny, po „Moście na rzece Kwai” film mówiący o kulturowych różnicach pomiędzy Japończykami i Brytyjczykami w realiach obozu jenieckiego, Tym razem jednak jest to w dużej mierze spojrzenie ze strony japońskiej – reżyserem jest Nagisa Oshima, twórca okrzykniętych niegdyś skandalami „Imperium zmysłów” i „Imperium namiętności”. I tym razem nie brakuje też wątku erotycznego – fascynacja japońskiego kapitana Yonoi (Ryuichi Sakamoto) brytyjskim majorem Jackiem Celliersem (David Bowie) ma podłoże homoseksualne. Jedyną osobą, która potrafi przełamać kulturowe bariery jest tytułowy pułkownik Lawrence (Tom Conti), Brytyjczyk płynnie mówiący po japońsku. Jednak dobra wola jednego człowieka nie wystarczy, gdy inni, skrępowani ograniczeń własnej cywilizacji, nie potrafią wyjść poza swoje surowe zasady. Ciekawe, niejednoznaczne kino z przepięknym muzycznym motywem przewodnim samego Ryuichi Sakamoto.
Konrad Wągrowski
„Ognie polne” (1959)
Kolejny – obok omawianej przez nas w rankingu 50 najlepszych filmów wojennych wszech czasów „Doli człowieczej” Masakiego Kobayashiego – film zadający kłam tezie, że Japończycy nie rozliczyli się ze swą wojenną przeszłością. „Ognie polne” to przerażający, szokujący swym okrucieństwem obraz spustoszenia, jakie czyni wojna. Obserwujemy rozbity japoński oddział z kampanii filipińskiej w 1945 roku. Zagrożeniem są nie tylko amerykańscy żołnierze i filipińscy partyzanci, ale także okrutna dżungla i zaglądający w oczy żołnierzy głód, zmuszający ich do jedzenia ludzkiego mięsa. Reżyser Kon Ichikawa próbuje odpowiedzieć na pytanie czy w obliczu najstraszniejszego wojennego koszmaru można jeszcze zachować człowieczeństwo. Jedno z najbardziej wstrząsających dzieł pokazujących okrucieństwa wojny.
Konrad Wągrowski
„Bitwa nad River Plate” (1956)
Kolejny z filmów, który, choć może sam w sobie nie jest dziełem wybitnym, darzony jest przez nas szczerym sentymentem. Zapewne głównie z tego powodu, że na początku lat 80. emitowała go polska telewizja. „The Battle of River Plate” opisuje historię pierwszej bitwy morskiej II wojny światowej, w której wzięły udział liniowe okręty, starcia, dodajmy, bardzo ciekawego. W grudniu 1939 roku trzy brytyjskie krążowniki dopadły na południowym Atlantyku niemiecki pancernik kieszonkowy „Admiral Graf Spee” i, pomimo tego, że siła ognia była po stronie Niemców, a brytyjskie okręty zostały silnie uszkodzone (w szczególności ciężki krążownik „Exeter”), zapędziły go do neutralnego portu Montevideo, gdzie niemiecki okręt został zatopiony przez własną załogę. Film całkiem rzetelnie i sprawnie opisuje tę bitwę (wybielając nieco sylwetkę niemieckiego dowódcy, który w rzeczywistości popełnił samobójstwo), a jego niewątpliwą atrakcją jest to, że wystąpił w nim jeden z weteranów tej bitwy – krążownik HMS „Achilles”. Aha – w Polsce, na DVD, film wyszedł pod idiotycznym, niemającym żadnego historycznego sensu, tytułem „Bitwa o ujście rzeki”.
Konrad Wągrowski
„Braterstwo broni” (2004)
Koreańskie „Braterstwo broni” jest może filmem przesadnie sentymentalnym, ale ciekawym nie tylko ze względu na ukazanie mało u nas znanego konfliktu przez najbardziej zainteresowanych. Wojnę koreańską poznajemy przez pryzmat losów dwóch braci siłą wcielonych do armii napadniętej Korei Południowej. Starszy, Jin-tae, za wszelką cenę próbuje ochronić młodszego, Jin-seok, chorego na serce intelektualistę. W tym celu zawiera umowę ze swym dowódcą – jeśli zdobędzie Medal Honoru, młodszy brat otrzyma przepustkę do domu. Jin-tae w kolejnych potyczkach dokonuje cudów bohaterstwa, ale wojenna sława zaczyna mu uderzać do głowy, a poprzez eskalację brutalnego konfliktu zaczyna zatracać swe człowieczeństwo. Nieco melodramatyczna i czasem odrobinę nielogiczna fabuła wykorzystuje typowe dla kina wojennego wątki – okrucieństwo, męską przyjaźń, dehumanizację obu stron konfliktu na skutek koszmarów pola bitwy. Mimo tego film jest wart uwagi. Krwawy, brutalny, naturalistyczny w scenach batalistycznych obraz jest również od strony technicznej perfekcyjny (sceny bitew wciskają w fotel). Ma epicki rozmach, a przede wszystkim mówi o słabo znanym u nas konflikcie, podkreślając jego specyfikę – to wojna, w której po obu stronach walczyli przedstawiciele tego samego narodu, czasem przyjaciele z jednego podwórka, czasem nawet bracia.
Konrad Wągrowski
koniec
16 września 2009

Komentarze

12 XII 2009   15:10:15

ach ten dymek

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
Jarosław Loretz

11 XI 2019

Dziś chwila odpoczynku od kina indyjskiego. Zamiast tego proponuję rzut oka na zaoceaniczne podejście do naszego lokalnego patriotyzmu.

więcej »

Z filmu wyjęte: Śmigłowiec rzecz droga
Jarosław Loretz

4 XI 2019

Co zrobić, gdy w filmie potrzebny jest helikopter, ale ekipa nie za bardzo ma skąd wyskrobać na niego pieniądze…?

więcej »

Do kina marsz: Listopad 2019
Esensja

2 XI 2019

A oto pakiet - naprawdę interesujących - zapowiedzi filmowych na listopad. Zróżnicowany wybór tytułów, jak to mówią - każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

więcej »

Polecamy

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.

Z filmu wyjęte:

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
— Jarosław Loretz

Śmigłowiec rzecz droga
— Jarosław Loretz

Samochód rzecz święta
— Jarosław Loretz

Idea wiecznie żywa
— Jarosław Loretz

Dalekowschodnie nauki
— Jarosław Loretz

Jubileuszowy ptak
— Jarosław Loretz

Jak w plener, to z przyjaciółmi
— Jarosław Loretz

Pamiętajcie o higienie!
— Jarosław Loretz

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

By nie pozostał po nim nawet powidok…
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Bo najlepszy sposób na kobietę, znaleźć sobie skażoną planetę
— Przemysław Ciura

CamerImage 2016: Ostatnie dzieło mistrza
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Styczeń 2016 (1)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Jarosław Robak, Konrad Wągrowski

Najlepszego sortu Amerykanin
— Jarosław Robak

Esensja ogląda: Październik 2015 (2)
— Jarosław Loretz, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż autora

Niania średnio tania
— Jarosław Loretz

Bliskie spotkania owczego stopnia
— Konrad Wągrowski

Sześćdziesiąt lat minęło a niebo wciąż na swoim miejscu...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Coś!
— Sebastian Chosiński

Wojna, która zakończy wszystkie wojny
— Konrad Wągrowski

Starożytność postapokaliptyczna
— Sebastian Chosiński

W puszczy i pustyni
— Konrad Wągrowski

Czerstwy na szpicy, Szpic na tropie
— Sebastian Chosiński

Z ziemi włoskiej do Polski
— Konrad Wągrowski

Kwapiszon, czyli szalony pościg
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.