Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Ranking na premierę: 7 najlepszych filmów Juliusza Machulskiego

Esensja.pl
Esensja.pl
Konrad Wągrowski
Z każdym nowym filmem Juliusza Machulskiego mamy nadzieję, że nawiąże on poziomem do pięknych, dawnych czasów i z każdym się rozczarowujemy. Ale jutro na nasze ekrany wchodzi wampiryczna „Kołysanka” i nadzieje znów ożywają.

Konrad Wągrowski

Ranking na premierę: 7 najlepszych filmów Juliusza Machulskiego

Z każdym nowym filmem Juliusza Machulskiego mamy nadzieję, że nawiąże on poziomem do pięknych, dawnych czasów i z każdym się rozczarowujemy. Ale jutro na nasze ekrany wchodzi wampiryczna „Kołysanka” i nadzieje znów ożywają.

Nasz cotygodniowy cykl tekstów to swego rodzaju zapowiedź najgorętszej (naszym zdaniem) premiery filmowej następnego dnia. Z tej okazji w każdy czwartek zaprezentujemy ranking w jakiś sposób nawiązujący do tej premiery, a może nawet poszerzający waszą filmową wiedzę o tematyce najciekawiej zapowiadającego się filmu. Brzmi poważnie, ale obiecujemy, że będzie przede wszystkim ciekawie.

Z okazji jutrzejszej premiery filmu „Kołysanka” prezentujemy listę siedmiu naszym zdaniem najlepszych filmów Juliusza Machulskiego. Kolejność znacząca.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
7. Vinci (2004)
„Vinci” to z pewnością najlepszy z filmów Juliusza Machulskiego spośród tych zrealizowanych w XXI stuleciu, co nie znaczy, że film idealny. Udało się po latach znów nadać lekkość tej – tym razem współczesnej – historii kryminalnej. Dużo dało zatrudnienie do głównych ról dobrych, dotychczas nie opatrzonych aktorów. Z dzisiejszego punktu widzenia stwierdzenie, że Borys Szyc i Robert Więckiewicz to nie zgrane twarze brzmi co najmniej dziwnie, ale w 2004 wydawało się, że polska komedia kryminalna nie może powstać bez udziału Cezarego Pazury, Olafa Lubaszenki i Bogusława Lindy w roli wspierającej – stąd nowi aktorzy dali naprawdę powiew świeżości. Oprócz tego „Vinci” to dobry pomysł kryminalny (mocno oparty w polskich realiach), ciekawe i sympatyczne postaci, uroczy absurdalny wątek górnika nie pamiętającego ludzkich twarzy, trochę przyzwoitych zwrotów akcji, niezłe, ale nie przeszarżowane dowcipy, ładne krakowskie widoki oraz – niestety – scenariusz pełen luk i nielogiczności, z bliżej niewiadomych powodów nagrodzony na festiwalu w Gdyni.
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
6. Kiler (1997)
„Kiler” – jeden z największych hitów polskiego kina końca XX stulecia – cieszy się jednak uznaniem większym od swej rzeczywistej wartości. Niewątpliwie atutem jest dość sprawny i spójny scenariusz (Wereśniak, który nie napisał już nigdy niczego na zbliżonym poziomie, cały czas odcina kupony od tego skryptu), w którym jednak wartka fabuła jest istotniejsza od pojedynczych skeczy. Film ma kilka niezłych, choć nie rewolucyjnych pomysłów i dużo humoru różnej jakości. Nie zmienia to faktu, że mnóstwo tekstów i powiedzonek weszło potem do powszechnego użytku, a są tu też dowcipy naprawdę przednie, najczęściej związane z powszechnym odbiorem płatnego mordercy nie jako bandyty, lecz osoby, które w prosty sposób może każdemu rozwiązać problemu osobiste. „Kiler” jest jednak winien dwóch dużych grzechów – po pierwsze udowodnił, że publiczność można rozbawić tylko odpowiednio wstawionym słowem „kurwa”, co spowodowało rzesze naśladownictw, po drugie zainspirował powstanie „Kilerów dwóch”, którzy z kolei pokazali, że można odnieść sukces frekwencyjny filmem, w którym nie ma zasadniczej fabuły, a jedynie zlepek bardziej lub mniej śmiesznych skeczy. Z czego do dziś polscy twórcy kina rozrywkowego korzystają.
5. Deja Vu (1988)
„Deja Vu” pięknie wygrywa absurdy radzieckiej rzeczywistości czasów NEP-u, pokazując, że nawet nie do końca jeszcze złowrogi i w miarę otwarty na innych Związek Radziecki był już krajem mocno chorym. Dobry, gangsterski pomysł, świetny akcent Jerzego Stuhra (filmu nie wolno oglądać w telewizji z lektorem!), smakowite epizody, choćby niemieckich kolarzy i zbiór naprawdę niezłych dowcipów. W tym filmie widać jednak już przesadę w odwołaniach i aluzjach. O ile może nawiązania do „Niezwykłych Przygód Mr. Westa w kraju bolszewików” nie są dla wszystkich oczywiste, o ile wykorzystanie słynnej sceny z „Pancernika Potiomkina” jest dla każdego szanującego kinomana przezabawne, to już nazywanie mafiosów nazwiskami amerykańskich filmowców (Scorsese, de Niro, de Palma) brzmi co najmniej głupio, a na pewno strasznie pretensjonalnie.
4. Kingsajz (1988)
„Kingsajz” odwraca schemat „Seksmisji” – tym razem mała totalitarna społeczność jest czysto męska. Ale oczywiście nie tylko pomyśle „Seksmisji” a rebours opiera się wartość tego filmu. Pomysł, aby państwo krasnoludków (umieszczone w zapomnianym archiwum) uczynić modelem PRL-u, a świat dużych ludzi symbolem Zachodu jest genialny. Żeby było zabawniej, ta analogia nie jest nawet specjalnie owijana w bawełnę – cytaty z przemówień krasnoludowych włodarzy brzmią jak cytaty z PRL-owskiego Sejmu („żądamy pełnego wydania braci Grimm”, „a poczytajcie sobie choćby wczesną Konopnicką”), samo państwo nazywane jest Rzeczpospolitą Krasnoludową, a braki w zaopatrzeniu zadziwiająco przypominają ówczesne realia. Ale „Kingsajz” to także wiele świetnych tekstów i powiedzonek, znakomicie – jak na tamte czasy – zrealizowana scenografia no i naga Kasia Figura. Swoją drogą ciekawe, czy ktoś przypuszczał, że hasło „Kingsajz dla każdego!” urzeczywistni się już rok później.
3. Vabank 2, czyli riposta (1985)
„Vabank 2” nie jest może sequelem lepszym od oryginału (to zjawisko niezwykle rzadkie), ale jest kontynuacją bardzo dobrą, bo nie powielającą jednak pierwotnej fabuły. Powrót Kramera i zemsta na Kwincie, a następnie jego riposta to znów przykład bardzo dobrze skrojonego scenariusza, ale „Vabank 2” bawi przede wszystkim jeszcze lżejszym nastrojem od części pierwszej i czystą, bezpretensjonalną rozrywką. Aktorzy czują się świetnie w swych rolach, prawdziwymi perełkami są nowe kreacje Bronisława Wrocławskiego i Marka Walczewskiego, finałowy zwrot akcji jest przewidywalny, ale bawi za każdym seansem, a sugestia, że warto wyemigrować do Szwajcarii musiała być w 1985 roku bardzo irytująca dla władzy.
2. Vabank (1981)
Każdemu życzyć takiego debiutu reżyserskiego. W „Vabanku” udało się Machulskiemu praktycznie wszystko – sugestywny retro klimat lat 30., wyraziste postacie, dobry, nieprzeszarżowany humor i bardzo precyzyjny scenariusz czerpiący z najlepszych wzorów. Oczywiście najwięcej „Vabank” zawdzięcza klasycznemu „Żądłu” George’a Roya Hilla, ale widać w tym filmie też wyraźne inspiracje inną klasyką kryminału m.in. kinem Jean-Pierre Melville’a (postać Kwinto zdradza duże pokrewieństwo z tytułowym bohaterem filmu „Ryzykant”). Wypadać dodać jednak, że nawiązania są nienachalne, użyte z wyczuciem, a przeszczep gatunku w polskie realia lat 30. udał się doskonale.
1. Seksmisja (1984)
Pierwsze miejsce najbardziej kultowej polskiej komedii (obok „Misia” i „Rejsu” – palma pierwszeństwa zapewne jest kwestią dyskusyjną) to oczywistość prawie nie wymagająca komentarza. Kultowe dialogi, kultowe teksty, kultowi bohaterowie, kultowe sceny rozbierane – telewizja przypomina to prawie co miesiąc i nadal dobrze się to ogląda. A to oznacza, że wplecione aluzje polityczne filmu nie zdominowały, dodając mu tylko dodatkowego smaczku, a sama historia ma ponadczasową wartość rozrywkową. Ale nie można pominąć kontekstu epoki. Genialne zestawienie bohaterów – nieco nieżyciowego inteligenta i sympatycznego cwaniaczka – to wszak symbol współpracy różnych warstw społecznych dla realizacji wspólnego dobra (tu: odkrycia fałszu, jakim raczy nas system), a optymizm przebijający się z finału kręconego w stanie wojennym musiał robić piorunujące wrażenie. Do tego dorzućmy naprawdę udaną scenografię, prostą, ale w żadnej mierze nie ośmieszającą koncepcji, udowadniającą, że Polak potrafi zrobić kino SF. Niestety – do dziś „Seksmisja” jest jedynym udanym przedstawicielem fantastyki rozrywkowej w naszym kraju. Co ciekawe, film u nas otoczony uwielbieniem nie daje się przenieść poza Polskę (no, może poza kraje słowiańskie – w ZSRR wszak też był hitem). Mini recenzja w „Overlook Film Encyclopedia” twierdzi, że „Seksmisję” kładzie słabe aktorstwo, zwłaszcza Jerzego Stuhra, a „The Movie Book” uważa, że główny problem tego filmu, to fakt, że w ogóle nie jest śmieszny…
koniec
11 lutego 2010

Komentarze

11 II 2010   17:55:14

...czyli Julek ma 50% skuteczności - dokładnie połowa jego dorobku reżyserskiego to filmy świetne :)

11 II 2010   21:17:56

Świetne zestawienie i wg mnie bardzo trafione, jedynie Kingsajz zamieniłbym z Deja vu

11 II 2010   23:20:49

A ja "Kilera" wymieniłbym na "Pieniądze to nie wszystko", bo "Kiler" zupełnie mnie nie śmieszy, a "PTNW" bardzo (dlaczego miłośnicy Kondrata nie bronią tego filmu? :))

12 II 2010   01:45:40

Dla Amerykanów "Seksmisja"nie może być śmieszna, bo ich śmieszy bekanie, pierdzenie, rzyganie, głupie miny i przygody dorastających nastolatków.

12 II 2010   02:06:34

Krytycy krytykami, jednak gdy się poczyta recenzje „Seksmisji” na IMDb to wyraźnie przeważają pozytywne. I wcale nie pisali ich sami Polonusi z różnych stron świata…

12 II 2010   07:26:10

Ja bym seksmisję przesunął na 3 miejsce. Ten film mimo wszystko się zestarzał, a Vabanki... nie :-)

12 II 2010   12:05:39

Wszystko pięknie, ale mam wrażenie, że jak zazwyczaj zapomniano o doskonałym i niedocenionym filmie Machulskiego "Szwadron" - jeszcze jedna stracona okazja, żeby pokazać inną twarz Machulskiego...

12 II 2010   18:50:31

Tę opinię Amerykanów bym porządnie przefiltrował, bo oni są chyba za prości, by trafił do nich humor subtelny, aluzyjny, inteligentny, którym potrafią trafić w gusta widza np. brytyjskie komedie. Natomiast ja bym chciał, i to bardzo, przeczytać całość dialogów z "Seksmisji" w ich amerykańskim tłumaczeniu. Może by się wówczas okazało, że wiele zabawnych tekstów zostało zarżniętych przez kiepskiego tłumacza. Dlaczego tak mniemam? Wystarczy niekiedy włączyć telewizor, by posłuchać jak są czasem tłumaczone znane i fajne teksty z filmów w telewizyjnych emisjach.
Na koniec słówko o "Deja Vu", filmie absolutnie doskonale prześmiewczym. Jest to naprawdę dobra rzecz, reżyser świadomie sobie nawiązuje do wielu rzeczy - filmów, zachowań, postaci etc. I robi to w sposób zabawny, ale film jest bardzo aluzyjny i znacznie łatwiejszy w odbiorze dla osób, którym co nieco wiadomo o "urokach" codzienności w Związku Radzieckim, bądź w PRL-u, bo w końcu w naszym polskim grajdołku codzienność była swoistą kalką tej radzieckiej. Dlatego do młodszego widza film nie trafi w takim stopniu, jak do starszego - mój ojciec, który spędził w ZSRR pięć lat i poznał ich codzienność na wylot, oglądając "Deja VU" zaśmiewał się do łez.
Natomiast świetnym rozwiązaniem J. Machulskiego było obsadzenie w filmie rosyjskich aktorów, którzy świetnie grali i przynajmniej ich rosyjski brzmiał jak na Rosjan przystało. Dlatego jedyną słuszną wersją filmu jest ta z napisami, szczególnie że mówi się w nim również po angielsku i niemiecku.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Listopad 2020
Esensja

30 XI 2020

Gdzieniegdzie spadł juz pierwszy śnieg, najwyższy czas zaopatrzyć się w rozrywkę na zimowe wieczory. Lektura naszych listopadowych recenzji może pomóc wam w wyborze.

więcej »

Z filmu wyjęte: Widz? Jaki widz?
Jarosław Loretz

30 XI 2020

Próby straszenia epoką lodowcową niektórym wychodzą lepiej, a niektórym… no cóż, wcale.

więcej »

Z filmu wyjęte: Jurajska uczta
Jarosław Loretz

23 XI 2020

W przypadku, gdyby kiedykolwiek na ulicach naszych miast (i wsi) pojawiły się nieduże żarłoczne dinozaury, twórcy filmowi spieszą z instruktażem, które części ciała należy chronić w pierwszej kolejności. I nie, wcale nie chodzi o oczy. Większymi z gadów nie ma się przy tym co przejmować – nie będą wybrzydzać i po prostu połkną człowieka w całości.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

50 najlepszych polskich komedii wszech czasów
— Esensja

Veni, Vidi, Vinci...
— Marcin Łuczyński

Tegoż twórcy

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (5)
— Jakub Gałka

Dlaczego Ikea jest w Jankach?
— Piotr Czerkawski

Efekty to nie wszystko
— Konrad Wągrowski

Krótko o filmach: Lipiec 2003
— Marta Bartnicka, Eryk Remiezowicz, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.