Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Alexander Payne
‹Schmidt›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSchmidt
Tytuł oryginalnyAbout Schmidt
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery4 kwietnia 2003
ReżyseriaAlexander Payne
ZdjęciaJames Glennon
Scenariusz
ObsadaKathy Bates, Jack Nicholson, Hope Davis, Dermot Mulroney
MuzykaRolfe Kent
Rok produkcji2002
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania125 min
WWW
Gatunekdramat, komedia
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Drogi Ndugu
[Alexander Payne „Schmidt” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy wydawać się mogło, że gwiazda Nicholsona zaczęła w końcu przygasać, los postawił na jego drodze właściwego reżysera. Co więcej, reżyser miał pod pachą znakomity scenariusz. W scenariuszu zaś była rola, którą - przyzna to chyba każdy, kto obejrzy film - mógł zagrać jedynie ten właśnie aktor. Tak za sprawą Alexandra Payne′a i "About Schmidt" Jack Nicholson znowu wyruszył w podróż

Kamila Sławińska

Drogi Ndugu
[Alexander Payne „Schmidt” - recenzja]

Kiedy wydawać się mogło, że gwiazda Nicholsona zaczęła w końcu przygasać, los postawił na jego drodze właściwego reżysera. Co więcej, reżyser miał pod pachą znakomity scenariusz. W scenariuszu zaś była rola, którą - przyzna to chyba każdy, kto obejrzy film - mógł zagrać jedynie ten właśnie aktor. Tak za sprawą Alexandra Payne′a i "About Schmidt" Jack Nicholson znowu wyruszył w podróż

Alexander Payne
‹Schmidt›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSchmidt
Tytuł oryginalnyAbout Schmidt
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery4 kwietnia 2003
ReżyseriaAlexander Payne
ZdjęciaJames Glennon
Scenariusz
ObsadaKathy Bates, Jack Nicholson, Hope Davis, Dermot Mulroney
MuzykaRolfe Kent
Rok produkcji2002
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania125 min
WWW
Gatunekdramat, komedia
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Jack Nicholson lubi grać bohaterów w podróży. To upodobanie do kina drogi objawiło się już ponad trzydzieści lat temu: najpierw był "Swobodny jeździec", potem "Pięć łatwych utworów" i "Zawód: reporter". W dużym stopniu właśnie te "podróżne" role wykreowały aktora na żywy symbol wszystkiego, co szalone, nieokiełznane, czasem groźne - ale zawsze fascynujące. Jednak nawet te ze stworzonych przez niego niezapomnianych postaci, które nie miały bezpośredniego związku z wojażami w sensie fizycznym, były niespokojne, targanie namiętnościami, wiecznie szukające miejsca dla siebie. Z charakterystycznym bezczelnym uśmiechem na twarzy Nicholson przemieniał się z jednego niepokornego bohatera w innego, kreując zdumiewająco różnorodne postacie, które wszakże miały jedną cechę wspólną: chorobliwy brak zgody na świat takim, jaki jest.
Czas płynie nieubłaganie dla każdego i nawet zdobywca trzech Oscarów zaczął się w końcu starzeć, a jego uwodzicielski wdzięk niespokojnego ducha wyraźnie osłabł. Po wielkim sukcesie "Lepiej być nie może" Nicholson popadł w marazm - nie oglądaliśmy go na ekranie przez ponad cztery lata. Poprzedni film z jego udziałem - "Obietnica" - nie odniósł sukcesu. Kiedy wydawać się mogło, że gwiazda Nicholsona zaczęła w końcu przygasać, los postawił na jego drodze właściwego reżysera. Co więcej, reżyser miał pod pachą znakomity scenariusz. W scenariuszu zaś była rola, którą - przyzna to chyba każdy, kto obejrzy film - mógł zagrać jedynie ten właśnie aktor. Tak za sprawą Alexandra Payne′a i "About Schmidt" Jack Nicholson znowu wyruszył w podróż.
Książka Louisa Bigleya "About Schmidt", stanowiąca punkt wyjścia dla scenariusza autorstwa Payne′a i Johna Taylora, opowiada o człowieku, którego chyba nikt nie uznałby za postać interesującą z punktu widzenia reżysera "Citizen Ruth" i "Election". Schmidt z powieści to człowiek sukcesu: zbliżający się do siedemdziesiątki poważany nowojorski adwokat, żonaty z równie szanowaną redaktorką znanego wydawnictwa, ojciec młodej, ambitnej profesjonalistki, która właśnie ma zamiar poślubić innego przedstawiciela manhattańskiej palestry. Kto jednak widział choćby jeden film Payne′a - wie, że reżyser nie znajduje upodobania w splendorze Piątej Alei i perypetiach wielkomiejskich wyższych sfer. Urodzony w Omaha, stolicy stanu Nebraska, Payne wszystkie swoje filmy kręci w rodzinnym mieście. Spostrzegawczy, czasem złośliwy, ale nade wszystko wierny prawdzie o życiu amerykańskiego Środkowego Zachodu twórca zafascynowany jest światem małomiasteczkowych "country clubs", drobnomieszczańskich wnętrz, prowincjonalnych romansów. Zamiast historii z wyższych sfer daje nam więc opowieść o człowieku, jakich wiele: o mało istotnym wicedyrektorze małomiasteczkowej korporacji, który pewnego dnia uświadamia sobie, że zmarnował życie.
Filmowy Warren Schmidt, szanowany obywatel Omaha, ma 66 lat. Widzimy go po raz pierwszy, gdy w ostatni dzień przed odejściem na emeryturę siedzi w swoim biurze na wysokim piętrze szarego wieżowca firmy Woodman, patrząc na wskazówki zegara, które za chwilę wskażą piąta po południu. Za oknem Omaha wygląda jak wiele innych amerykańskich miast - na pustych ulicach na próżno by wypatrywać przechodniów, czasem przemknie gdzieś niepozorny samochód. Bliźniaczo podobne do siebie budynki dzielnicy biznesowej sprawiają wrażenie opuszczonych. W tej scenerii nie ma prawa się zdarzyć nic nieoczekiwanego. Kolejny zwykły dzień pracy dobiega końca. Kolejne zwyczajne, niczym się nie wyróżniające życie wchodzi w następny etap.
Pozbawiony codziennej biurowej rutyny Schmidt uzmysławia sobie nagle, jak bardzo czuje się niespełniony i niepotrzebny. Nowy wicedyrektor radzi sobie irytująco dobrze bez niego, a codzienne utarczki ze swarliwą żoną i naprędce wynajdywane zajęcia nie wystarczają, by wypełnić mu czas, którego teraz ma aż nadto. Na dodatek jedyna córka postanawia poślubić sprzedawcę łóżek wodnych, którym Schmidt pogardza. Przygnębiony stanem swojego życia, Warren spędza dnie przerzucając kanały telewizji. Przypadkiem natrafia na anons organizacji charytatywnej ChildReach - i w przypływie współczucia (czy może raczej w ataku użalania się nad samym sobą) postanawia sponsorować nieznane afrykańskie dziecko. Ndugu - sześcioletni sierota z Tanzanii - staje się jedynym powiernikiem rozczarowanego swoim życiem mężczyzny. Zwłaszcza zaś, kiedy nagła śmierć żony zmusza Schmidta do konfrontacji nie tylko z trywialną codziennością zakupów, sprzątania i gotowania, ale i z nagle i boleśnie doświadczaną samotnością. Głos zza kadru, czytający listy do małego Tanzańczyka, odkrywa przed widzami najtajniejsze zakamarki duszy starego człowieka; to zaś, co sam przed sobą próbuje ukryć, wyczytać można z obrazów, którymi reżyser ilustruje wynurzenia swego bohatera. "Życie jest krótkie, Ndugu, i nie mogę pozwolić sobie na go, by zmarnować choćby jedną chwilę" - pisze Schmidt do chłopca. Kiedy słyszymy te słowa, kamera pokazuje nam zmęczonego, zaniedbanego osobnika, zasypiającego samotnie przed telewizorem.
Kiedy zbliża się data ślubu córki, w bohatera wstępuje nowy duch: postanawia wyruszyć do Denver, gdzie mieszkają narzeczeni i wyperswadować swojej jedynaczce ten związek. Jednak w odróżnieniu od innych peregrynujących postaci, w które Nicholson wcielał się dotąd, Warren Schmidt nie wyrusza w drogę, by odnaleźć samego siebie: już pierwsze pół godziny filmu uzmysławiają widzom dość dokładnie, że osoba, którą mógłby chcieć odnaleźć w takiej podróży, po prostu nie istnieje. Pozbawiony jakichkolwiek pasji, zainteresowań, choćby niewinnego hobby bohater odwiedza miejsca z młodości kierowany nie ciekawością, ale desperacją. Rodzinne miasteczko, szkoła, do której chodził, niegdyś odwiedzane miejscowości nie noszą żadnego śladu, żadnego piętna osoby, którą wydawało mu się, że był. Każdy krok na tej drodze odkrywa przed nim całą śmieszność i zbędność jego egzystencji.
Warren Schmidt to bez dwóch zdań pożałowania godne indywiduum. Pod pewnymi względami przypomina innego bohatera, w jakiego wcielił się Nicholson - mizantropa i oryginała Melvina Udalla z "Lepiej być nie może". Pozbawiony jest jednak malowniczych dziwactw; w gruncie rzeczy brak mu jakichkolwiek charakterystyk, które odróżniałyby go do tłumu innych mężczyzn w jego wieku. To zadziwiające, że nawet świadomość, że człowiek, na którego patrzymy na ekranie, to tak naprawdę hollywoodzki gwiazdor największego formatu, skarb narodowy i chodząca legenda, nie zniekształca postrzegania Schmidta jako najzwyklejszego, szarego człowieka. Za sprawą niezwykłego talentu Nicholsona ten w gruncie rzeczy nieciekawy i mało sympatyczny everyman ma jednak w sobie dość godności, by budzić nie politowanie, ale współczucie, a nawet szacunek. Chwilami może być niezmiernie śmieszny, ale jego niedostatki nie budzą u widza wstrętu ani zażenowania. Jak wielkiego artyzmu wymaga przedstawienie bohatera w takim świetle zrozumieją ci, którzy przyglądać się będą najbardziej upokarzającym momentom w szarej egzystencji Warrena Schmidta. Zaprawdę, trzeba wielkiego aktora, by widz nie czuł odrazy i politowania patrząc na pantoflarza, któremu żona zabrania sikać na stojąco. Udręczony i nieznośny, bohater Nicholsona ma w sobie dość pragnienia bycia lepszym i dość determinacji w staraniach, by jego marny żywot nabrał jakiegoś sensu, by patrząc na niego chciało się przywołać zdanie Camusa, że "więcej rzeczy w ludziach zasługuje na podziw niż na pogardę".
Drugoplanowe postacie ukazane są w filmie Payne′a w dużo bardziej bezlitosny, groteskowy sposób. Helen, żona Schmidta (zagrana przez June Squibb), jest przyziemną, nudną, dość małostkową kobietą, która spędza życie na prowadzeniu domu, kolekcjonowaniu gipsowych figurek i wpędzaniu męża w poczucie niższości. Jeannie (w tej roli znakomita Hope Davis) - która wiedzie pozbawione wyższych aspiracji egzystencję drobnej urzędniczki, najwyraźniej odziedziczyła temperament po matce. Jej narzeczony, Randall Hertzell (Dermot Mulroney)- małomówny młodzian z kucykiem, o twarzy skrytej pod gęstwą żałosnych bokobrodów - to okaz braku życiowej zaradności, próbujący dojść do czegoś w życiu przez inwestycję w podejrzaną piramidę finansową. Rodzina przyszłych teściów Jeannie to prawdziwa ludzka menażeria, która trzyma w ryzach matka - hałaśliwa, grubiańska i śmiała do bezczelności Roberta (fenomenalnie zagrana przez Kathy Bates). Trzeba było czegoś więcej niż znakomici aktorzy, by z gromady tak w sumie nieprzyjemnych postaci zrobić bohaterów, którzy dadzą się lubić - toteż reżyser i scenarzyści "About Schmidt" zasługują na pochwały nie mniej gorące, niż fenomenalna obsada, którą udało się Payne′owi zaangażować do pracy nad tym projektem.
Zanim przyjdzie pora na rozważanie fabularnych i filozoficznych koncepcji reżysera, warto powiedzieć kilka ciepłych słów o formalnej stronie filmu, który - mimo swej kameralności - robi znakomity użytek z całego arsenału filmowych środków wyrazu. Na szczególne komplementy zasługują znakomity montaż oraz świetne zdjęcia Jamesa Glennona. Operator ten (który współpracował z Payne′m przy wszystkich jego poprzednich filmach) zdołał w pełen wyczucia sposób pokazać tę pozornie pozbawioną walorów widowiskowości opowieść w efektowny, ale nie narzucający się sposób, wynajdując drobne, ale zapadające w pamięć szczegóły, które mogą nieco ubarwić szary świat Schmidta. Widzowie, którzy lubują się w wynajdywaniu motywów z kultury "wysokiej" w "niskim" języku wizualnym kina, docenią takie smaczki, jak np. upozowanie śpiącego w wannie Schmidta na martwego Marata ze słynnego obrazu Jean-Louis Davida. Melancholijna muzyka Rolfe Kenta, trochę nie dorasta do poziomu stworzonej przez Glennona warstwy wizualnej, ale jej banalność ma sens w kontekście wizji Środkowego Zachodu, jaką chciał ukazać reżyser.
W efektownej oprawie czy bez niej, perypetie rodzin Schmidtów i Herzellów byłyby same w sobie materiałem zaledwie na czarną komedię; jednak za sprawą znakomitego wkomponowania ich w scenerię amerykańskiej prowincji stały się obrazem życia wielu milionów zwykłych ludzi, jakimi filmowcy z wielkich wytwórni niezwykle rzadko się interesują. Przypuszczać należy, że obraz Payne′a nie zyska uznania u widzów spragnionych jedynie lekkiej, niewymagającej rozrywki. Perypetie Schmidta i spółki mogą być zabawne, ale wewnątrz tej komedii siedzi kawał poważnego filmu o tym, jak łatwo ludzie rezygnują z siebie samych, wkręceni w kierat codziennej rutyny. Świat pełen jest Warrenów Schmidtów - a szczególnie łatwo zobaczyć to w Ameryce, której etos zbudowany został na wierze w sukces w zamian za ciężką pracę, w "amerykański sen", w myśl którego lata trudów i wyrzeczeń zaowocują kiedyś szczęściem i poczuciem spełnienia. Szczególnie wiele mówiąca i piękna jest scena pod koniec filmu, gdy bohater, zmierzając do kresu swej podróży, zatrzymuje się w Kearney - małej miejscowości w połowie autostrady międzystanowej, której jedyną atrakcją jest multimedialna ekspozycja, poświęcona amerykańskim pionierom i ich wyprawie w głąb nieznanego kontynentu w poszukiwaniu lepszego życia. Zmęczony, rozczarowany Schmidt wjeżdża na ruchomych schodach w tę kiczowatą scenerię plastikowej szopki dla turystów jak gdyby dokonywał wniebowstąpienia - takiego wniebowstąpienia, na jakie zasłużył sobie swoim marnym życiem. Nie mając dość własnych marzeń, które chciałby i mógłby spełnić, tym bardziej zagubiony i niespełniony czuje się w konfrontacją z tym olbrzymim folderem reklamowym amerykańskiego stylu życia - nadnaturalnych rozmiarów pomnikiem cudzych spełnionych aspiracji.
Na całe szczęście Payne nie zostawia widzów i swojego bohatera na pastwę rozgoryczenia. Wspaniały, przejmujący finał przeistacza "Schmidta" z gorzkiej opowieści o straconych marzeniach w pełną nadziei przypowieść o sensie istnienia. Nieuchronne skojarzenie łączy ten film z bergmanowskim "Tam, gdzie rosną poziomki": w obydwu filmach bohaterowie znajdują u kresu drogi ukojenie i poczucie spełnienia. Z tym jednak, że Payne daje nam "Poziomki" na miarę naszych czasów, zwanych - jakże znacząco - epoką ironii. Przez dwie godziny każe nam bez litości śmiać się z nieszczęsnego bohatera, obserwować jego najżałośniejsze pomyłki, oceniać najgłupsze decyzje. Wielu z dzisiejszych widzów podziwia kunszt Bergmana, ale jego bohater wydaje im się odległy, obcy. Schmidt jest osobą, w której niejeden widz zobaczy coś ze swego ojca, brata, może nawet samego siebie. Może właśnie dlatego ostatnia scena, niespodziewanie emocjonalna i tkliwa, działa tak piorunująco - sprawia wrażenie szczerej i prawdziwej. W świecie pełnym niespełnionych nadziei, zamienionych we własne karykatury, nic tak nie jest potrzebne jak wiara, że i Warren Schmidt znajdzie w końcu ukojenie.
koniec
1 kwietnia 2003

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Zły emir nie daje za wygraną
Sebastian Chosiński

7 XII 2022

„Upadek Czarnego Konsula” to udane zwieńczenie utrzymanej w stylistyce easternu uzbeckiej trylogii historyczno-rewolucyjnej Kamila Jarmatowa, której poprzednimi częściami były filmy „Burza nad Azją” i „Jeźdźcy rewolucji”. W dużym stopniu dlatego, że na ekranie widzimy wreszcie nietuzinkowe postaci historyczne: ostatniego emira Buchary oraz stojącego po drugiej stronie barykady Michaiła Frunzego – dowódcę wojskowego do specjalnych poruczeń.

więcej »

Władca pierścieni: Pierścienie władzy: Odc. 7. Lista poległych i ocalałych
Marcin Mroziuk

5 XII 2022

Przekonamy się, że skutki erupcji Góry Przeznaczenia nie ograniczyły się do terenów położonych w jej najbliższym sąsiedztwie, bo niszczycielska siła wulkanu dała się we znaki nawet wędrującym z dala od niego harfootom. Oczywiście najbardziej ucierpieli przybyli do Krajów Południowych Númenoryjczycy oraz ocaleni przez nich mieszkańcy Tirharad. Nie ulega wątpliwości, że z kolei dla Adara i jego orków to wymarzone warunki do podjęcia dalszej ekspansji.

więcej »

East Side Story: Od zguby tylko jeden krok
Sebastian Chosiński

4 XII 2022

W światku kinematograficznym nigdy nie brakowało ambitnych amatorów, którzy za niewielkie pieniądze realizowali swoje marzenia o kręceniu filmu. Niektórzy z nich zostawali w przyszłości nawet zawodowymi reżyserami i robili wielkie kariery. Czy jest ona pisana także mieszkającemu w kazachskiej Astanie Julianowi Sawickiemu? Po oglądnięciu dramatu sensacyjnego „Krok” nie sposób udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Co – z punktu widzenia twórcy – wcale nie jest taką złą wiadomością.

więcej »

Polecamy

Urok zła

Z filmu wyjęte:

Urok zła
— Jarosław Loretz

Kamień u szyi
— Jarosław Loretz

Mielolot z wytrzeszczem
— Jarosław Loretz

Trzymaj waść, ino krzepko
— Jarosław Loretz

Wio, mój koniku!
— Jarosław Loretz

O aeroplanie na planie (zdjęciowym) - słowo trzecie
— Jarosław Loretz

O aeroplanie na planie (zdjęciowym) - słowo drugie
— Jarosław Loretz

O aeroplanie na planie (zdjęciowym) - słowo pierwsze
— Jarosław Loretz

Grypsera
— Jarosław Loretz

Wklej coś tam coś tam
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Blaski i cienie świata liliputów
— Konrad Wągrowski

Staruszek, kompresor i milion dolarów
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Esensja ogląda: Sierpień 2012 (DVD)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

Nawet w raju można cierpieć
— Ewa Drab

Cudowny Pinot, pieprzony Merlot
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Rok 2008 w USA (w telegraficznym skrócie)
— Kamila Sławińska

Rok 2007 w USA (w telegraficznym skrócie)
— Kamila Sławińska

Magiczna latarnia
— Kamila Sławińska

Rok 2006 w USA (w telegraficznym skrócie)
— Kamila Sławińska

Rok 2005 w USA (w telegraficznym skrócie)
— Kamila Sławińska

Rok 2004 w USA (w telegraficznym skrócie)
— Kamila Sławińska

Żegnaj, Bud
— Kamila Sławińska

Krótkie jest piękne
— Kamila Sławińska

Filmowe Naj... 2003
— Kamila Sławińska

Krew i woda
— Kamila Sławińska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.