Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

27 WFF: Dzień drugi
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Finezja „made in China”, grupa neonazistowska, dokument doprowadzony do skrajności w próbie wiernego pokazywania czyjegoś życia, pierwszy film kręcony w Iraku po obaleniu reżimu Hussajna,złożone, szalenie intrygujące charaktery, spadająca forma Bałabanowa, smakowity kąsek z obślinionego tematu i świetne polskie kino – słowem, osiem filmów z dnia drugiego Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Patrycja Rojek, Zuzanna Witulska

27 WFF: Dzień drugi
[ - recenzja]

Finezja „made in China”, grupa neonazistowska, dokument doprowadzony do skrajności w próbie wiernego pokazywania czyjegoś życia, pierwszy film kręcony w Iraku po obaleniu reżimu Hussajna,złożone, szalenie intrygujące charaktery, spadająca forma Bałabanowa, smakowity kąsek z obślinionego tematu i świetne polskie kino – słowem, osiem filmów z dnia drugiego Warszawskiego Festiwalu Filmowego.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
‹Bliskie spotkania z mahjongiem›
(‹Close Encounter of Mahjong›, reż. Donald Li)
Gdyby film Donalda Li znalazł łebskiego polskiego dystrybutora, chiński mahjong stałby się w naszym kraju równie popularny jak tamtejsze miśki, kalkulatory i „odidosy”. Ten statystyczny Polak, który kojarzy nazwę gry, umiejscowi ją pośród innych jednoosobowych zabijaczy czasu, gdzieś między pasjansem a free cellem. Tymczasem prawdziwy chiński mahjong to gra towarzyska, bardziej przypominająca pokera – przede wszystkim pod względem ilości generowanych emocji i wymaganych nakładów pieniężnych. „Bliskie spotkania z mahjongiem” są kameralną historią jednej, całodziennej rozgrywki, która staje się pretekstem do przedstawienia siedmiorga osobliwych bohaterów – uwikłanych w sieć wzajemnych relacji i powiązań, które skrzętnie ukrywają. Przy stole pokrytym kolorowymi klockami uprawia się bowiem najprawdziwszy hazard – ze wszystkimi związanymi z nim czystymi i nieczystymi zagraniami. Absurdalna, przerysowana narracja, upstrzona seriami retrospekcji i introspekcji, doskonale podkreśla wszelkie charakterologiczne dziwactwa i moralne meandry. Ponadto Li stylowo tuszuje niedobory budżetowe swojego filmu. Więcej – czyni je atutami. Niskie nakłady finansowe pozwoliły bowiem na zatrudnienie tylko dwojga profesjonalnych aktorów, resztę reżyser wyłonił w castingu przeprowadzonym wśród swoich przyjaciół. Nie mówiąc już o lokacjach, które ograniczają się do jednego ciasnego mieszkania, które uwydatnia gęstą atmosferę. Finezja wykonania godna produktu „made in China”, który jednak dzięki Donaldowi Li zyskuje nową jakość.
Patrycja Rojek
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
‹Combat Girls. Krew i honor›
(‹Kriegerin›, reż. David F. Wnendt)
Podstawą przyzwoitego filmu zgłębiającego problem neonazistowskich grup, jest dobry aktor, taki jak chociażby Edward Norton w „American History X”, czy Russell Crowe w „Romper Stomper”. Reżyser David F. Wnendt postawił na Alinę Levshin i był to bez wątpienia trafny wybór. Postać głównej bohaterki, Mariny, jest zarazem autentycznie przerażająca jak i wzbudzająca współczucie, przy czym to drugie nie wynika z tanich i przewidywalnych chwytów. Fakt, że oczywiście kluczową rolę w przemianie dziewczyny będzie miał afgański uchodźca (swoją drogą, całkiem charakterny młodzieniec), to jednak łącząca ich relacja poprowadzona jest w sposób wiarygodny i niewymuszony. Marina nie stanie się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki niepoprawną altruistką, a decyzje, które ostatecznie podejmie, będą ją wiele kosztowały. Choć postać Mariny pozostaje intrygująca, to całość debiutanckiego utworu Wnendta prezentuje się co najwyżej średniawo, a to za sprawą kiepskiej dramaturgii. Zdaje mi się, że twórca nie do końca wiedział, jaką drogę obrać w swoim filmie, postanowił więc opowiedzieć o wszystkim po trochu. Dlatego oprócz wątku Mariny i jej spotkania z afgańskim chłopcem, jest jeszcze, nie mniej rozbudowany, wątek Svenji – piętnastolatki, która nie mogąc znieść domowej musztry przystała do neonazistowskiej grupy. Oprócz tego kilka pomniejszych wątków – dodatków, czyli relacja Mariny z matką i dziadkiem, jej związek z jednym z liderów grupy i próba pokazania ugrupowania jako całości. Oczywiście wszystko to do siebie przystaje i dałoby się zgrabnie połączyć, jednakże prowadzenie wielu wątków równocześnie nie jest mocną stroną reżysera. Tematy pojawiają się i znikają, czasem powodując utratę nadziei, co do swojego powrotu. Zamiast naturalnie płynąć przez ciekawą historię, wrzucani jesteśmy w kolejne epizody, tworzące tylko bardzo względny ład.
Zuzanna Witulska
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
‹Dzisiaj tak jak wczoraj›
(‹Hoy como ayer›, reż. Bernie IJdis)
Dokument doprowadzony do skrajności w próbie wiernego pokazywania czyjegoś życia. Uhonorowany tym nieszczególnie zajmującym filmem został Juan Carlos Godoy, dziewięćdziesięcioletni legendarny śpiewak argentyńskich tang. Zestaw codziennych czynności przytoczono w czasie niemal rzeczywistym: przez pierwsze piętnaście minut maestro ubiera się, drugie piętnaście jedzie samochodem, następne dwadzieścia śpiewa w klubie, zaś pozostałe dziesięć wraca do domu. Zamiast ujmującego hołdu dla wybitnej postaci wypada rozwlekła kontemplacja potocznego życia, którą w połowie można byłoby uzyskać zapewne wstawiając kamerę do domu przypadkowego emeryta. Pierwsze słowo pada z ekranu po jakiś dziesięciu minutach. Godoy przekornie pyta w stronę kamery: „Co, zamierzacie nakręcić niemy film?” – dla tych, którzy nie czuli się pewnie od początku filmu, to jest właśnie dobry sygnał do opuszczenia sali.
Urszula Lipińska
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
‹Kwiaty Kirkuku›
(‹Golakani Kirkuk›, reż. Fariborz Kamkari)
Na tegorocznym Warszawskim Festiwalu Filmowym mamy okazję obejrzeć dwa filmy produkcji irackiej. Aż dwa – gdyż ilość to wcale nie tak znikoma dla kinematografii, która podstawowe warunki do rozwoju posiada dopiero od kilku lat. „Kwiaty Kirkuku” Fariborza Kamkariego to, jak zaznaczył autor, pierwszy film kręcony w Iraku po obaleniu reżimu Hussajna. Wydarzenia osadzone są w ważnym i wciąż budzącym emocje momencie irackiej historii – w krwawych latach 80., kiedy to zbrodnicza polityka dyktatora wobec Kurdów sięgała zenitu. Młoda Irakijka, Najla, wraca do kraju po kilku latach spędzonych we Włoszech na studiach medycznych. Chce odnaleźć swego ukochanego Sharko (również lekarza), który pojechawszy w rodzinne strony, dziwnie długo nie wraca. Sharko jest bowiem Kurdem, który postanawia przyłączyć się do walczących rodaków. Dlatego też zakochana w nim Najla, odrzucając moralizatorskie rady rodziny, poświęca odtąd życie walce o własną miłość i godność uciśnionego narodu. Kurdyjskiemu reżyserowi bardzo zależało na wytworzeniu optymistycznego i pokojowego wydźwięku opowieści. Wydaje się jednak, że to dążenie zdominowało film, popychając go momentami ku granicy sztuczności. Bo czy da się w ogóle w jakikolwiek sposób umilić historię bohaterów tak silnie zdeterminowanych politycznie, zupełnie pozbawionych możliwości decydowania o sobie? Bohaterów, którzy nie funkcjonują poza narzuconymi im społecznymi rolami? Być może przez to prekursorska, odśrodkowa perspektywa „Kwiatów Kirkuku”, choć mocna, szczera i brutalna, nie wnosi niczego ponad to, co europejski obserwator wie już od kilku lat z mediów.
Patrycja Rojek
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
‹Kwarantanna›
(‹Quarantina›, reż. Oday Rasheed)
„Kwarantanna” to drugi iracki film na tegorocznym festiwalu. W przeciwieństwie do reżysera „Kwiatów Kirkuku”, Oday Rasheed zdecydował się zaprezentować perspektywę typowo prywatną, skupiającą się na losach jednej tylko rodziny. Nie ma tu walczących tłumów, głośnych krzyków i wielkich spraw. Są za to złożone, szalenie intrygujące charaktery: niepewny, podatny na zewnętrzne wpływy ojciec rodziny, jego twardo stąpająca po ziemi młoda żona, milcząca od kilku dni córka, cichy a szalenie uzdolniony synek, wreszcie tajemniczy lokator ostatniego piętra zamieszkiwanego przez nich budynku. Każdy z nich przeżywa swoje własne nieszczęścia w samotności czterech ścian. Ponadto nie do końca wiadomo w jakim czasie umiejscowione są filmowe wydarzenia. Realny kontekst polityczno-społeczny jest jedynie zasugerowany i pozostaje w sferze ukrytej. Gdy kamera wychodzi na ulicę, kilkakrotnie pojawiają się ujęcia z wnętrza wozu bojowego, co może wskazywać na obecność wojsk koalicji w Iraku. Jednak prawdziwym odzwierciedleniem panujących w kraju stosunków są same relacje między głównymi bohaterami, gdzie „obcy” w dość charakterystyczny sposób pojawia się między tubylcami, wzbudzając w nich rozmaite, często sprzeczne odczucia. Załatwiając własne interesy, ignoruje on miejscowe obyczaje, bawi się w Boga – uszczęśliwiając na siłę autochtonów. Jednych doprowadza do wściekłości samą swoją innością, dla drugich jest fascynujący i daje nadzieję na wyrwanie się z przykrej codzienności. Rasheed przedstawia wielkie problemy w mikroskali, przez mówi wiele o człowieku na co dzień przysłanianym przez dramat jego kraju.
Patrycja Rojek
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
‹Palacz›
(‹Кочегар›, reż. Aleksiej Bałabanow)
Bałabanowa forma opuszcza. Choć spostrzeżenia i obserwacje pozostają te same, rosyjskie społeczeństwo jest podobnie zepsute, a brzydkie instynkty co i rusz dają o sobie znać, „Palacz” ma historyjkę skleconą na kolanie. Charaktery postaci reżyser narysował tak skrótowo, że wszelkie tragedie i rozterki, jakie ich spotykają w gruncie rzeczy niespecjalnie poruszają widza. Na ekranie migają mafiosi i kobiety, ich losy spotykają się w różnych konfiguracjach, ale racje reżysera nie mają już tej samej mocy, którą miały kiedyś – w „Ładunku 200” czy słabszej, ale wciąż przekonywującej „Morfinie”. Groteska i karykatura, stanowiące przecież jeden z poważniejszych atutów kina Bałabanowa, nie mają nic wspólnego z tym filmie. Oczywiście, można mówić o jakimś zabawnym wykoślawieniu w historyjce byłego wojskowego, który po powrocie do ojczyzny zostaje pisarzem i palaczem, udostępniającym swój piec mafii chcącej pozbyć się ofiar, ale zadziwiająco refleksja reżysera płytka i niepoważna się wydaje. Parę lat temu rosyjskie kino dostało od Bałabanowa ów wspomniany „Ładunek 200”, który stał się dla niego nowym punktem odniesienia. Ale dziś, te kilka lat później, mamy już w historii kina takie filmy jak „Cztery” Ilyi Krzanowskiego albo „Szczęście moje” Siergieja Łoźnicy, które zdołały obraz świata zarysowany przez Bałabanowa pogłębić i nasycić nowymi znaczeniami. Jednym słowem, po „Palaczu” widać, że uczniowie przerośli mistrza.
Urszula Lipińska
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
‹Selekcja naturalna›
(‹Natural Selection›, reż. Robbie Pickering)
Zdawałoby się, że temat rozliczeniowej/pożegnalnej podróży w poszukiwaniu utraconego/nieznanego syna/brata/ojca/kochanki jest już tak obśliniony, że nie sposób nakręcić czegoś naprawdę świeżego i mądrego. A tu proszę, „Selekcja naturalna” udowadnia, że wystarczy mocno podrasować koncepcję i oprószyć ją gęstym jak magma humorem, by wyszedł z tego smakowity kąsek. Jądro fabularne historii zostało oparte na tak karkołomnym pomyśle, że bez komediowych wstawek cała konstrukcja prawdopodobnie z hukiem by się zawaliła, grzebiąc na wieki debiutującego w długiej formie Pickeringa. Otóż bowiem bohaterką opowieści jest bogobojna kobieta, bezgranicznie kochająca męża, mimo że ten od dnia ślubu – ze względu na jej bezpłodność – zgodnie z naukami biblijnymi konsekwentnie odmawiał pożycia małżeńskiego. Pewnego dnia jednak okazuje się, że mąż, który właśnie dostał wylewu, od ponad ćwierćwiecza regularnie oddawał spermę w specjalnej klinice i formalnie ma dorosłego syna. Zszokowana odkryciami kobieta postanawia odnaleźć chłopaka i ściągnąć go na spodziewany pogrzeb męża. Dość powiedzieć, że odszukany chłopak jest ćpunem, alkoholikiem, nie ma poszanowania cudzej własności (czytaj: jest złodziejem) i alergicznie reaguje na jakiekolwiek wzmianki o Chrystusie, co jednak nie zraża kobiety, nad wyraz cierpliwie próbującej zapanować nad sytuacją i sfinalizować zadanie, jakiego się podjęła. Opowieść jest świetnie skomponowana, barwnie odmalowując zarówno mocno religijną kurę domową, która pierwszy raz w życiu wyściubiwszy z domu nos zaczyna smakować życia, jak i młodego kryminalisty, który uczy się zaufania wobec zdeterminowanej kobiety. To bardzo ciepła w wymowie historia, bujająca się od dramatu po komedię, na której nawet najpoważniejsi ponuracy nie raz zarechoczą.
Jarosław Loretz
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
‹Wymyk›
(reż. Greg Zgliński)
Ten film przywraca wiarę w to, że w kwestii polskiej kinematografii nie wszystko jeszcze stracone. Jest tu doskonale skrojony scenariusz, w którym próżno szukać tanich klisz i miałkich, do bólu sztucznych dialogów, są porządne aktorskie kreacje (również i te dziecięce), jest też solidne udźwiękowienie, będące na ogół piętą achillesową rodzimego kina. Gregowi Zglińskiemu udała się sztuka bardzo trudna, zdołał bowiem powołać do życia mocny, rasowy dramat, w kilku momentach solidnie dający widzowi po łbie i pokazujący – może momentami w sposób nieco przejaskrawiony – że prawdziwy charakter człowieka objawia się dopiero w obliczu nieszczęścia. W „Wymyku” takim ciosem losu jest bójka w pociągu, w wyniku której rzutki, inteligentny ojciec dwójki dzieci trafia w śpiączce do szpitala. To zdarzenie wywraca do góry nogami życie starszego brata ofiary, zdawałoby się człowieka krzepkiego, nawykłego do igrania ze śmiercią (przez zamiłowanie do szybkich samochodów i broni palnej) i mocno stąpającego po ziemi, zawiódł bowiem na całej linii, pokazując, że twardzielem to one jest wyłącznie z wyglądu. Nie dość, że nie pomaga bitemu, a potem wleczonemu do drzwi bratu, de facto skazując go na śmierć, nie dość, że rodzinie i znajomym w żywe oczy łże na temat fatalnego zajścia, to w dodatku próbuje w brzydki sposób zrzucić na żonę i rodziców obowiązki związane z pielęgnacją leżącego w szpitalu brata, a także wywinąć się od opieki nad jego dziećmi. Wszystkie decyzje, jakie podejmuje, są albo błędne, albo mocno spóźnione, przez co coraz bardziej zacieśnia wokół siebie pętlę, z której nie ma ucieczki. O sile „Wymyku” świadczy jednak nie tylko rozsądna konstrukcja, stopniowo obnażająca życiową niedojrzałość starszego brata, ale i trafne obserwacje, w przykry sposób punktujące nasze odwieczne przywary: obojętność wobec ludzkiej krzywdy, źle pojętą ułańską fantazję czy nieumiejętność ponoszenia konsekwencji własnych czynów. Co więcej, zakończenie filmu pozostaje w sumie otwarte, dając widzowi szansę na garść poseansowych przemyśleń.
Jarosław Loretz
koniec
9 października 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Kasztanowy ludzik: Odc. 3. Źli rodzice muszą być ukarani
Marcin Mroziuk

6 XII 2021

Nie ulega wątpliwości, że po tym, jak Thulin ocaliła życie Hessowi, ich współpraca zaczyna się coraz lepiej układać. To, co razem odkryją, pozwoli im zaś na przygotowanie pułapki na mordercę. Szkopuł tkwi w tym, że plan ten będzie wiązać się ze sporym ryzykiem.

więcej »

Niedoczarowana
Agnieszka ‘Achika’ Szady

5 XII 2021

Mirabelle to wyrodek: jako jedyna z potomkiń i potomków abueli Almy nie ma magicznych umiejętności. Czy silny charakter zrekompensuje tak drastyczne braki? „Nasza magiczne Encanto” to opowieść o dojrzewaniu… w pewnym sensie całej rodziny.

więcej »

Kasztanowy ludzik: Odc. 2. To dopiero początek koszmaru
Marcin Mroziuk

3 XII 2021

Kiedy Mark Hess wytrwale podąża tropem, który inni uznali za błędny, wprawdzie nie mamy pewności, czy uda mu się rzeczywiście odkryć coś istotnego, ale za to oczywiste się dla nas staje, czemu nie najlepiej dogaduje się on z przełożonymi.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Co nam w kinie gra: Wymyk, Druga Ziemia
— Jarosław Loretz, Artur Zaborski

27 WFF: Dzień dziesiąty i ostatni
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Zuzanna Witulska

27 WFF: Dzień dziewiąty
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Patrycja Rojek

27 WFF: Dzień ósmy
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Patrycja Rojek, Zuzanna Witulska

27 WFF: Dzień siódmy
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Zuzanna Witulska

27 WFF: Dzień szósty
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Patrycja Rojek, Zuzanna Witulska

27 WFF: Dzień piąty
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Patrycja Rojek, Zuzanna Witulska

27 WFF: Dzień czwarty
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Patrycja Rojek, Zuzanna Witulska

27 WFF: Dzień trzeci
— Jarosław Loretz, Patrycja Rojek, Zuzanna Witulska

27 WFF: Dzień pierwszy
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Zuzanna Witulska

Z tego cyklu

Dzień dziesiąty i ostatni
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Zuzanna Witulska

Dzień dziewiąty
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Patrycja Rojek

Dzień ósmy
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Patrycja Rojek, Zuzanna Witulska

Dzień siódmy
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Zuzanna Witulska

Dzień szósty
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Patrycja Rojek, Zuzanna Witulska

Dzień piąty
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Patrycja Rojek, Zuzanna Witulska

Dzień czwarty
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Patrycja Rojek, Zuzanna Witulska

Dzień trzeci
— Jarosław Loretz, Patrycja Rojek, Zuzanna Witulska

Dzień pierwszy
— Urszula Lipińska, Jarosław Loretz, Zuzanna Witulska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.