Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Wojciech Smarzowski
‹Róża›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRóża
Dystrybutor Monolith
Data premiery3 lutego 2012
ReżyseriaWojciech Smarzowski
ZdjęciaPiotr Sobociński Jr.
Scenariusz
ObsadaMarcin Dorociński, Agata Kulesza
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiPolska
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Film rozdzierający
[Wojciech Smarzowski „Róża” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Szkoda, że w zeszłym roku opublikowaliśmy ranking najlepszych polskich filmów wszech czasów. Szkoda – bo gdybyśmy zaczekali kilka miesięcy, z pewnością pojawiłaby się w nim „Róża” Wojtka Smarzowskiego. I to z pewnością na jednym z czołowych miejsc.

Konrad Wągrowski

Film rozdzierający
[Wojciech Smarzowski „Róża” - recenzja]

Szkoda, że w zeszłym roku opublikowaliśmy ranking najlepszych polskich filmów wszech czasów. Szkoda – bo gdybyśmy zaczekali kilka miesięcy, z pewnością pojawiłaby się w nim „Róża” Wojtka Smarzowskiego. I to z pewnością na jednym z czołowych miejsc.

Wojciech Smarzowski
‹Róża›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRóża
Dystrybutor Monolith
Data premiery3 lutego 2012
ReżyseriaWojciech Smarzowski
ZdjęciaPiotr Sobociński Jr.
Scenariusz
ObsadaMarcin Dorociński, Agata Kulesza
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiPolska
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Po seansie „Róży” na zeszłorocznym festiwalu polskich filmów fabularnych w Gdyni ekipa dziennikarzy przeszła do drugiej sali, w której miała odbyć się konferencja prasowa z reżyserem. Prowadzący poprosił o pytania i… spotkało go milczenie. Dopiero po kilkudziesięciu sekundach jedna z pań na stali wstała i powiedziała, że chyba wyrazi zdanie wszystkich obecnych – film tak nimi wstrząsnął, że po prostu na razie nie mogą wykrztusić z siebie słowa…
„Róża” Wojtka Smarzowskiego to dzieło rozdzierające – nie ma chyba lepszego określenia dla tego filmu. Paradoksalnie, on sam twierdził, że nakręcił rzecz „lżejszą” – w odróżnieniu od poprzednich filmów, w których mamy lejąca się litrami wódkę i galerię paskudnych postaci, w „Róży” główny wątek to wątek miłosny.
Jak jednak wygląda owa „lekkość” według Smarzowskiego? „Róża” przenosi nas w drugą połowę lat 40. na Mazury. Wojna się skończyła, ale dla mieszkańców tych ziem koszmar trwa. Nie czujący się ani Niemcami, ani Polakami, przez pierwszych traktowani byli jako zwykłe mięso armatnie, przez drugich jako z natury podejrzani poplecznicy nazistów. Ich młodzież ginęła na froncie, oni sami po wojnie nie mogą zaznać spokoju – z jednej strony nowe władze nie ukrywają podejrzliwości i chcą mieszkańców tych pięknych ziem przesiedlać, z drugiej strony wałęsający się wszędzie rosyjscy maruderzy nie próbują się zastanawiać nad czymkolwiek, lecz ludzi, za którymi nikt się nie wstawi, rabują, mordują i gwałcą bez litości.
Wojna i czasy powojenne to dla Smarzowskiego czas największych bestialstw – gwałty są na porządku dziennym, niektórzy krytycy filmu (w tym członkowie jury w Gdyni) zarzucali przesadę i zobojętnienie przez nagromadzenie okropności. Wydaje mi się, że nie mają racji – Smarzowski po prostu idzie bardzo daleko w naturalizmie, ale nie przesadza. Nie od dziś wiadomo, że Armia Czerwona znaczyła swój szlak bojowy dziesiątkami tysięcy zgwałconych kobiet, wiadomo oczywiście też, że Niemcy pod tym względem lepsi nie byli. Smarzowski w „Róży” opowiada o rzeczach niewyobrażalnych, o trudnych do pojęcia, ale z pewnością mających miejsce. Można więc rzec, że nagromadzenie przemocy jest formą zadośćuczynienia za zbyt łagodne do tej pory ukazywanie okropieństw czasów powojennych. Jeśli te okropności widza nie zobojętniają – to dzięki wątkowi przewodniemu, czułej miłości, ukazanej raczej w prostych gestach niż wielkich uniesieniach, między AK-owskim weteranem powstania warszawskiego i ciężko doświadczoną mazurską wdową po niemieckim żołnierzu. Po raz pierwszy chyba u Smarzowskiego mamy do czynienia z bohaterami jednoznacznie pozytywnymi, broniącymi podstawowych zasad w świecie zasad pozbawionych. Nie ma w tym jednak żadnego fałszu, wszystko zostaje uwiarygodnione znakomitym aktorstwem dwójki odtwórców głównych ról.
Marcin Dorociński udowadnia, że w Polsce można jednocześnie być amantem i znakomitym aktorem. I choć nie jestem pewien, czy przyznałbym mu w Gdyni nagrodę aktorską (jedyną zresztą dla „Róży”), bo Robert Więckiewicz w „Wymyku” był również znakomity, to trzeba przyznać, że we wcale niełatwej roli (bo granie pozytywnych bohaterów nie jest łatwe) spisuje się znakomicie, tworząc postać charyzmatyczną, wyrazistą i prawdziwą. To jednak nic w porównaniu do osiągnięcia Agaty Kuleszy. Ta piękna kobieta pozwala sobie wyglądać nieatrakcyjnie, bo trudno oczekiwać od tak doświadczonej przez życie postaci hollywoodzkiej urody – dzięki temu romans wypada wiarygodnie. Róża jest jednocześnie zdeterminowana, ale też bardzo krucha – wiemy, jak mogła przetrwać, ale rozumiemy, dlaczego potrzebuje wsparcia. Smarzowski po raz pierwszy chyba pokazuje, że wie, że widz potrzebuje punktu odniesienia, by naprawdę przejąć się światem zdeprawowanym. Dramat Róży i Tadeusza, historia bez szans na szczęśliwe zakończenie, ale zwieńczona w sposób niosący choć odrobinę nadziei, porusza jak cholera.
Szokuje fakt, że za znakomity scenariusz odpowiedzialny jest Michał Szczerbic, czyli człowiek, który wcześniej popełnił „Wiedźmina”. Nie potrafię wytłumaczyć tej przemiany, wiem jednak, że stare grzechy zostały odkupione. W tle to, czego oczekiwaliśmy od Smarzowskiego – plejada znakomitych ról drugoplanowych i epizodycznych i co najmniej kilka scen, które powinny wejść do kanonu polskiego kina. Braciak, Preis, Dziędziel, genialny w epizodzie Lech Dyblik, Lubos nadają bohaterom z tła charakter. Jeśli chodzi o sceny, to oczywiście nie mogę zdradzać szczegółów. Zwróćcie jednak szczególną uwagę na scenę czytania książki, na scenę otwierania okien, na histeryczny wybuch śmiechu między Dorocińskim i Dyblikiem, na finał… Smarzowski pokazuje niebywałą wszechstronność w wywoływaniu całej palety uczuć.
Smarzowski nakręcił dzieło kompletne. Film ważny, ukazujący zapomniany dramat całego narodu, odsłaniający zapomnianą i niezbyt chlubną kartę naszej historii, jednocześnie opowieść szczerze wzruszającą na zwykłym ludzkim poziomie, mistrzowsko zagraną, z szeregiem niezapomnianych scen i uniwersalnymi pytaniami o przyczyny przemocy i opresji. Na końcu wspomnianej konferencji prasowej usłyszeliśmy „O tym filmie Państwo będą myśleli nie tylko dziś, ale i wiele dni po seansie”. To prawda – minęło już 8 miesięcy, a ja wciąż nie potrafię się otrząsnąć.
koniec
3 lutego 2012

Komentarze

03 II 2012   09:16:32

Więckiewicz to Robert:)

03 II 2012   10:03:43

Ale wygląda jak Roman. :) Poprawione, dzięki, moje przeoczenie.

05 II 2012   15:05:44

obecnie wygląda jak Lech ;) (to dopiero będzie wstrząsający film)

11 II 2012   16:02:51

"Wiadomo oczywiście też, że Niemcy pod tym względem lepsi nie byli"..... Ja bardzo przepraszam, ale chociaż tych zbrodni w tyle lat po wojnie nie musimy juz Niemcom przypisywac. A prawda jest taka: Wehrmacht nie gwałcił masowo kobiet na żadnym zdobywanym obszarze. W dużej mierze nie tylko dlatego, ze szło się za to pod sąd polowy, ale także - czy też może: głównie - dlatego, że hitlerowskie prawo surowo karało każdego Niemca za każdy seks z kimś stojącym niżej rasowo....

20 III 2012   12:31:10

A o kreaturze zwanej Oskarem Dirlewangerem słyszałeś??? Chyba nie, skoro piszesz takie rzeczy, Łukasz. Odsyłam, choćby do Wikipedii.

Choć nie przeczę, że ilość gwałtów i innych bestialskich zachowań (obcinanie kończyn, języków, obdzieranie ze skóry) dokonywanych przez "ludzi ze wschodu" znacznie przewyższa procentowo te, których ludność doświadczała ze strony Wehrmachtu... Mam to szczęście (???), że moi dziadkowie osobiście przekazali mi wiele spraw dotyczących czasów wojny. Rosjanie, Ukraińcy naprawdę wyprawiali niewyobrażalne rzeczy, których nawet wojna nie może usprawiedliwić... Nie znaczy to jednak, że Niemcy nie mają niczego na sumieniu. Na skalę mniejszą, ale mają. Hasła o czystości rasowej, często były zadeptywane, w konfrontacji ze zwierzęcą chucią...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Gdzie Rzym, gdzie Krym… a gdzie Władywostok
Sebastian Chosiński

15 IX 2019

Po ośmiu latach przerwy na ekrany telewizorów powrócił w dwóch pełnometrażowych filmach pułkownik Siergiej Michajłowicz Diedow – weteran chyba wszystkich wojen, w jakie zaangażowany był Związek Radziecki i Rosja od czasów interwencji w Afganistanie. I ponownie odpowiedzialny za jego „przygody” został Andriej Szczerbinin. Szkoda jedynie, że „Jeden za wszystkich” – czwarta odsłona serii „W stanie spoczynku” – tak bardzo odstaje poziomem od trzech wcześniejszych.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Kilka gorzkich scen z życia nomenklatury
Sebastian Chosiński

11 IX 2019

To ostatni wielki film kultowego radzieckiego reżysera, który jak nikt inny – może oprócz Gruzina Gierogija Danieliji – potrafił jednocześnie rozśmieszać i wzruszać. Choć akurat w „Zapomnianej melodii na flet” znacznie więcej jest powodów do wzruszeń. Nie bez powodu, wszak w czasie pracy nad tym melodramatem Eldar Riazanow przeżywał poważne kłopoty zdrowotne i musiał leczyć się po udarze.

więcej »

Krótko o filmach: Zabawa z żywymi trupami
Marcin Mroziuk

9 IX 2019

Skoro za kręcenie filmu o zombie wziął się Jim Jarmusch, to można było z góry zakładać, że „Truposze nie umierają” nie będą kolejnym krwawym horrorem mającym wzbudzić u widzów przerażenie. I rzeczywiście, sceny obserwowane na ekranie nie mrożą nam krwi w żyłach, lecz prowokują do śmiechu. Nie da się jednak ukryć, że autor „Inaczej niż w raju” ma w swym dorobku dzieła zdecydowanie bardziej udane.

więcej »

Polecamy

Dom jak malowanie

Z filmu wyjęte:

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Usłyszcie ich krzyk!
— Sebastian Chosiński

Człowiek z rozgoryczenia
— Piotr Dobry

Sztuka? Gdzieś zaginęła. Ale szlak został przetarty
— Gabriel Krawczyk

Idąc i patrząc
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (1)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady

Splot faktów - pętla
— Gabriel Krawczyk

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Joanna Pienio, Małgorzata Steciak

Esensja ogląda: Czerwiec 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Ewa Drab, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Kwiecień 2013
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Tomasz Kujawski, Małgorzata Steciak, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Marzec 2013 (3)
— Jarosław Loretz, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Kochając Diego, nienawidząc Maradony
— Konrad Wągrowski

Najtrudniejsza decyzja
— Konrad Wągrowski

Ten dziwny przycisk „dojrzewanie”
— Konrad Wągrowski

Sympatyczny seryjny morderca
— Konrad Wągrowski

Finał poniżej oczekiwań
— Konrad Wągrowski

Inwazja ekojaszczurów
— Konrad Wągrowski

Kryminalny egzystencjalizm
— Konrad Wągrowski

900 metrów w pionie
— Konrad Wągrowski

Mam wiersz
— Konrad Wągrowski

Obiecaliśmy już wszystko. Czego jeszcze chcecie?
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.