Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Steve McQueen
‹Wstyd›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWstyd
Tytuł oryginalnyShame
Dystrybutor Gutek Film
Data premiery24 lutego 2012
ReżyseriaSteve McQueen
ZdjęciaSean Bobbitt
Scenariusz
ObsadaMichael Fassbender, Carey Mulligan, James Badge Dale
MuzykaHarry Escott
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiWielka Brytania
Czas trwania99 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Niedosyt
[Steve McQueen „Wstyd” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jeśliby przeprowadzić wśród znawców i miłośników kina ankietę z pytaniem o największą wpadkę tegorocznych oscarowych nominacji, to wielu z nich z pewnością wskazałoby na brak w gronie nominowanych Michaela Fassbendera. Mieliby oni wiele racji.

Tomasz Markiewka

Niedosyt
[Steve McQueen „Wstyd” - recenzja]

Jeśliby przeprowadzić wśród znawców i miłośników kina ankietę z pytaniem o największą wpadkę tegorocznych oscarowych nominacji, to wielu z nich z pewnością wskazałoby na brak w gronie nominowanych Michaela Fassbendera. Mieliby oni wiele racji.

Steve McQueen
‹Wstyd›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWstyd
Tytuł oryginalnyShame
Dystrybutor Gutek Film
Data premiery24 lutego 2012
ReżyseriaSteve McQueen
ZdjęciaSean Bobbitt
Scenariusz
ObsadaMichael Fassbender, Carey Mulligan, James Badge Dale
MuzykaHarry Escott
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiWielka Brytania
Czas trwania99 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Odtwórcy głównej roli we „Wstydzie” udała się ta sama trudna sztuka, co Ryanowi Goslingowi w „Drive” oraz Gary’emu Oldmanowi w „Szpiegu”. Potrafił on stworzyć interesującą kreację aktorską, grając człowieka, który swoje emocje wyraża nie poprzez słowa czy ekspresywne zachowanie, lecz za pomocą drobnych gestów, ledwo widocznych uśmiechów czy sporadycznych grymasów.
Fassbender gra Brandona, uzależnionego od seksu mieszkańca Nowego Jorku. To właśnie seksualny nałóg głównego bohatera jest podstawowym, a właściwie jedynym tematem filmu. Problem ów jest przez twórców „Wstydu” traktowany z całą powagą, przez co dzieło Stevena McQueena przybiera bardzo posępne barwy (nie tylko w przenośni – światła słonecznego w tym filmie się nie spodziewajcie). Pomysł jest obiecujący. W zachodniej kulturze człowiek, który, tak jak Brandon, ma umiejętność zaciągania kobiet do łóżka i nie angaże się przy tym w emocjonalne relacje z nimi, jest często przedstawiany jako ktoś w rodzaju superbohatera – wystarczy wymienić popularność takich postaci jak Don Juan lub Casanova. Bardziej współczesnym przykładem jest zaś Barney, bohater popularnego amerykańskiego serialu „Jak poznałem waszą matkę”. Oczywiście, często pojawiają się w kinie i telewizji krytyczne nuty przypominające, że „seks to nie wszystko”. „Wstyd” jednak jest wyjątkowo konsekwentny i bezlitosny w pokazywaniu mroczniejszej, wyniszczającej strony podbojów miłosnych, co jest bez wątpienia zaletą tego filmu. Twarda dekonstrukcja mitu playboya z pewnością naszej kulturze nie zaszkodzi, nawet jeśli odbywa się ona za pomocą skrajnego – a więc także mało reprezentatywnego – przykładu osoby uzależnionej od seksu.
Jest jednak ze „Wstydem” pewien problem. Owszem, ukazuje on ciemną stronę seksu, tyle tylko, że tego, iż seksualne uzależnienie będzie pokazane w tym filmie jako siła destrukcyjna, widz domyśla się bardzo szybko (a najpewniej wie o tym już przed pójściem do kina) i dalej nic już się w tej kwestii nie dzieje. Dostajemy tylko kolejne dowody na to, że bohaterowi jego nałóg nie służy. Nie chodzi o to, że Brandon jest ukazany w sposób powierzchowny. Świetna gra Fassbendera w połączeniu z kilkoma dobrze napisanymi scenami dodaje mu odpowiedniej złożoności, np. potrafi on być jednocześnie pewnym siebie samcem w relacjach z kobietami, jak i zagubionym chłopcem w kontaktach z siostrą. Idzie raczej o fakt, że z filmu McQueena nie dowiadujemy się niczego szczególnie istotnego na temat roli seksu w życiu współczesnego mieszkańca wielkiego miasta. Samo pokazanie, że seks w pewnych okolicznościach może stać się poważnym kłopotem, nie jest na tyle odkrywcze, żeby tylko na tym motywie zbudować bardzo dobry film.
Czynnikiem, który w założeniu ma wybić bohatera z jego rutyny, a twórcom dać szansę na poczynienie interesujących obserwacji, jest pojawienie się siostry Brandona – Sissy (Carey Mulligan). Jej przyjazd nie wpływa jednak szczególnie na dramaturgię filmu. Na pozór zmienia się co prawda bardzo wiele – Sissy domyśla się problemów brata, a on z kolei domyśla się, że ona się domyśla. W rezultacie bohater zaczyna odczuwać tytułowy wstyd. Pod bacznym wzrokiem bliskiej osoby coś, co wydawało mu się normą, zaczyna nieznośnie przypominać o tym, że jest jednak rodzajem choroby (a przynajmniej jest za chorobę uznawane w otaczającym go społeczeństwie). Z tym, że z tego wszystkiego niewiele wynika. Nie dowiadujemy się niczego interesującego ani na temat samego bohatera (to, że wstydzi się on swojej przypadłości, łatwo było wywnioskować nawet bez wizyty siostry), ani na temat naszej kultury, która z jednej strony epatuje seksem, a z drugiej potępia ludzi takich jak Brandon.
Nie znaczy to, że „Wstyd” jest filmem słabym. Świetny Fassbender, dopracowane niemal do perfekcji kadry, dobra muzyka, niezłe dialogi – wszystko to sprawia, że dzieło McQueena ogląda się dobrze. Gdyby to był film rozrywkowy, takie zalety z pewnością wystarczyłyby, aby uznać go za obraz udany albo wręcz bardzo udany. Mamy jednak do czynienia z dziełem, które wyraźnie zdradza wysokie ambicje artystyczne, a w takim przypadku do mówienia o pełni sukcesu potrzeba czegoś więcej niż aktorstwa na wysokim poziomie i sprawnej reżyserii. Brakuje we „Wstydzie” jakiegoś elementu (np. trafnego i wyrafinowanego spostrzeżenia na temat seksu, bohatera lub otaczającego go społeczeństwa, kontrowersyjnej tezy czy emocjonalnej intensywności), który pozwoliłby powiedzieć: „Chcesz dowiedzieć się czegoś istotnego o seksie? Musisz obejrzeć ten film!”.
koniec
27 lutego 2012

Komentarze

28 II 2012   13:45:18

Dziękuję autorowi za recenzję. To nie jest film o seksie. Trafne i wyrafinowane spojrzenie na bohatera zaś przejawia się praktycznie w całym filmie. Żeby daleko nie szukać: scena występu Sissy w lokalu. Natomiast jeżeli autor nie dostrzega w filmie emocjonalnej intensywności, to w tym miejscu składam broń, bo najwidoczniej sprawa jest nader subiektywna. Ja dostrzegłem, a raczej odczułem. Ciągnąc zaś wątek subiektywizmu: osobiście nie potrzebuję w filmach tez. Co do portretu społeczeństwa, to jak na tak kameralne kino albo raczej dzięki owej kameralności, jest on nader szczegółowy. Recenzja dała mi do myślenia. Nie zgadzam się z nią oczywiście, ale dziękuję za podłoże do sprecyzowania własnych przemyśleń. Oby tak dalej.

28 II 2012   13:46:15

I proszę wybaczyć niechlujną interpunkcję ;)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Kasztanowy ludzik: Odc. 3. Źli rodzice muszą być ukarani
Marcin Mroziuk

6 XII 2021

Nie ulega wątpliwości, że po tym, jak Thulin ocaliła życie Hessowi, ich współpraca zaczyna się coraz lepiej układać. To, co razem odkryją, pozwoli im zaś na przygotowanie pułapki na mordercę. Szkopuł tkwi w tym, że plan ten będzie wiązać się ze sporym ryzykiem.

więcej »

Niedoczarowana
Agnieszka ‘Achika’ Szady

5 XII 2021

Mirabelle to wyrodek: jako jedyna z potomkiń i potomków abueli Almy nie ma magicznych umiejętności. Czy silny charakter zrekompensuje tak drastyczne braki? „Nasza magiczne Encanto” to opowieść o dojrzewaniu… w pewnym sensie całej rodziny.

więcej »

Kasztanowy ludzik: Odc. 2. To dopiero początek koszmaru
Marcin Mroziuk

3 XII 2021

Kiedy Mark Hess wytrwale podąża tropem, który inni uznali za błędny, wprawdzie nie mamy pewności, czy uda mu się rzeczywiście odkryć coś istotnego, ale za to oczywiste się dla nas staje, czemu nie najlepiej dogaduje się on z przełożonymi.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Bezwstydny
— Piotr Sarota

Stosunki post(m)oralne
— Karolina Ćwiek-Rogalska

New York, New York co za piekielne miasto
— Paulina Jastrzębska

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Marzec 2014 (1)
— Miłosz Cybowski, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Luty 2014
— Sebastian Chosiński, Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Loretz

Człowiek - persona non grata
— Gabriel Krawczyk

Tegoż autora

Recenzenci kontra „Hobbit”
— Tomasz Markiewka

Szczypta magii od Martina Scorsese
— Tomasz Markiewka

Nie wszystko, co chcielibyście wiedzieć o pewnej metodzie
— Tomasz Markiewka

Czarodzieje idą na wojnę
— Tomasz Markiewka

Zadyszka czarodzieja
— Tomasz Markiewka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.