Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

Patryk Vega
‹Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHans Kloss. Stawka większa niż śmierć
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery16 marca 2012
ReżyseriaPatryk Vega
Scenariusz
ObsadaStanisław Mikulski, Emil Karewicz, Tomasz Kot, Piotr Adamczyk, Marta Żmuda-Trzebiatowska
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiPolska
Czas trwania120 min
WWW
Gatunekwojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Wciąż jesteś tą samą świnią, Brunner!

Esensja.pl
Esensja.pl
Niełatwo jest mierzyć się z legendą. I to taką, która zawładnęła sercami i umysłami kilku pokoleń Polaków. Bo przecież niewielu mamy bohaterów filmowych, z których możemy być dumni. Którymi swego czasu zachwycały się miliony widzów z zagranicy. Kręcąc „Hansa Klossa. Stawkę większą niż śmierć”, Patryk Vega podjął ogromne ryzyko. I choć nie zachwycił, z pojedynku wyszedł mimo wszystko obronną ręką.

Sebastian Chosiński

Wciąż jesteś tą samą świnią, Brunner!

Niełatwo jest mierzyć się z legendą. I to taką, która zawładnęła sercami i umysłami kilku pokoleń Polaków. Bo przecież niewielu mamy bohaterów filmowych, z których możemy być dumni. Którymi swego czasu zachwycały się miliony widzów z zagranicy. Kręcąc „Hansa Klossa. Stawkę większą niż śmierć”, Patryk Vega podjął ogromne ryzyko. I choć nie zachwycił, z pojedynku wyszedł mimo wszystko obronną ręką.

Patryk Vega
‹Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHans Kloss. Stawka większa niż śmierć
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery16 marca 2012
ReżyseriaPatryk Vega
Scenariusz
ObsadaStanisław Mikulski, Emil Karewicz, Tomasz Kot, Piotr Adamczyk, Marta Żmuda-Trzebiatowska
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiPolska
Czas trwania120 min
WWW
Gatunekwojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Zaczęło się wszystko w pierwszej połowie lat 60. ubiegłego wieku, kiedy to – zmarłemu we wrześniu ubiegłego roku – Januszowi Morgensternowi zaproponowano telewizyjną adaptację książki ukraińskiego pisarza Jurija Dold-Mychajłyka „I odin w polie woin” (1956). Jej bohaterem był radziecki agent Anton Komarow Gonczarienko, któremu udało się przeniknąć na tyły wojsk niemieckich (we Francji) jako baron Heinrich von Goldring. Głównym jego zadaniem było zlokalizowanie tajnej podziemnej fabryki, w której, zgodnie z doniesieniami wywiadu, faszyści pracowali nad stworzeniem zupełnie nowej broni. Powieść cieszyła się w Związku Radzieckim nieprawdopodobnym wręcz powodzeniem, nic więc dziwnego, że szybko zdecydowano się na jej ekranizację. Film zatytułowany „Z dala od Ojczyzny” („Wdali ot Rodiny”) zrealizował – w kijowskiej Wytwórni Filmowej imienia Ołeksandra Dowżenki – Łeś (Aleksiej) Szwaczko, a główną rolę zagrał Wadim Miedwiediew. Okazał się on najpopularniejszym radzieckim obrazem 1960 roku; dość powiedzieć, że do kin wybrało się nań… czterdzieści dwa miliony obywateli ZSRR. Szefowie polskiej telewizji liczyli zapewne na powtórzenie tego sukcesu (i, co by nie mówić, na podlizanie się towarzyszom ze Wschodu również). Tyle że okoniem stanął sam Morgenstern i dwaj pisarze – Andrzej Szypulski oraz Zbigniew Safjan – którym reżyser zlecił stworzenie scenariusza. Zdecydowali bowiem, że bohaterem ich projektu – zatytułowanego „Stawka większa niż życie” – będzie nie Rosjanin, nie Ukrainiec, lecz Polak. Co prawda działający na zlecenie sowieckiego wywiadu wojskowego, ale mimo wszystko Polak! Tak narodził się Stanisław Kolicki vel Hans Kloss vel agent J-23, zwany też niekiedy „Jankiem”.
Najpierw było czternaście spektakli teatru telewizji, które grano na żywo między styczniem 1965 a lutym 1967 roku; reżyserowali je Janusz Morgenstern (pierwsza część), Barbara Borys-Damięcka (dwunasta) oraz Andrzej Konic (wszystkie pozostałe). Ich popularność była tak wielka, że wkrótce zdecydowano się na realizację serialu filmowego – w latach 1967-1968 nakręcono osiemnaście odcinków (trudami pracy na planie panowie reżyserzy podzielili się po połowie). A potem… potem rozpętała się prawdziwa Klossomania! Ukazały się trzy tomy opowiadań (1969-1971) oraz składający się z dwudziestu albumów komiks „Kapitan Kloss” (1971-1973) – wszystko wielokrotnie wznawiane i tłumaczone na obce języki. Aż dziw bierze, że przez następne dekady nie potrafiono skutecznie zdyskontować tak gigantycznego sukcesu, kręcąc chociażby kolejne części serialu bądź filmy kinowe. Gwoli ścisłości, trzeba jednak dodać, że próbowano. Tyle że zamiast nowej „Stawki…” powstało żenująco śmieszne „Życie na gorąco” (1978). W miejsce Kolickiego/Klossa kazano nam podziwiać niejakiego redaktora Jana Maja, który ścigał po całym świecie hitlerowskiego zbrodniarza doktora Hermanna Gebhardta, stojącego na czele tajnej organizacji „W”. Po upadku PRL-u serial o Klossie – wraz z „Czterema pancernymi i psem” – był, z przyczyn polityczno-ideologicznych, traktowany trochę jak enfant terrible telewizji publicznej. W efekcie do 1995 roku nie pokazywano go wcale, a kiedy już zdecydowano się na emisję, była ona za każdym razem poprzedzona wstępem mającym przekonać widzów TVP1, z jak paskudnym zafałszowanym dziełem mają do czynienia.
Wreszcie kilka lat temu gruchnęła wieść, że „Stawka…” doczeka się jednak kinowej kontynuacji – odpowiedzialny miał być za nią Władysław Pasikowski („Kroll”, „Psy”, „Glina”), a w roli Klossa mieliśmy zobaczyć Radosława Pazurę. Z tych planów niewiele, co prawda, wyszło, ale sam projekt ewoluował, ewoooluooował, aż w końcu doprowadzono go do finału. Pasikowski został ostatecznie „tylko” scenarzystą (do spółki z Przemysławem Wosiem), młodszego z braci Pazurów zastąpił jeszcze młodszy Tomasz Kot, natomiast na krzesełku reżyserskim usadowił się Patryk Vega, do tej pory pracujący głównie nad – nie zawsze wysokich lotów – serialami telewizyjnymi („Kryminalni”, „PitBull”, „Twarzą w twarz”, „Instynkt”). Co gorsza, jego ostatni film kinowy, czyli komedia romantyczna „Ciacho” (2010), zebrała, delikatnie mówiąc, fatalne recenzje; w efekcie – było czego się bać. Na szczęście jednak „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć”, jak się okazało, trzyma przyzwoity poziom, w czym największa jest zasługa scenarzystów i odtwórców głównych ról, zwłaszcza tych ze starszego pokolenia.
Fabuła filmu podzielona została na dwie wzajemnie przenikające się części – akcja jednej z nich rozgrywa się w marcu ostatniego roku wojny, drugiej natomiast – niemal równo trzy dekady później. W lipcu 1975 roku umiera w Madrycie najsłynniejszy komandos Trzeciej Rzeszy, ulubieniec samego Führera, Otto Skorzeny; jego pogrzeb staje się okazją do zlotu nazistowskich weteranów, którzy w kraju rządzonym przez caudillo Franscisco Franco (choć już niedługo) mogą czuć się w miarę bezpiecznie. Wśród przybyłych na uroczystości jest także Oberleutnant Hans Kloss, którego w tłumie żałobników wypatruje czujne oko Sturmbannführera Hermanna Brunnera. Obaj panowie mają nieuregulowane porachunki jeszcze z czasów wojny, teraz więc pojawia się znakomita okazja, aby ostatecznie zdemaskować dawnego sowieckiego szpiega J-23 i dokonać na nim aktu zemsty. Kloss zostaje uprowadzony do podmadryckiej posiadłości niejakiego Wernera, gdzie biorą go w obroty Brunner i jego młody uczeń Mischke. Dawny oficer SD (czyli Służby Bezpieczeństwa SS) chce wymóc na nim przyznanie się do tego, kim jest naprawdę; problem w tym, że nic nie przynosi efektu – ani elektrowstrząsy, ani udoskonalona formuła serum prawdy. Dopiero po wielu godzinach stosowania tortur Brunner zdaje sobie sprawę, dlaczego tak się dzieje – człowiek, który przybył na pogrzeb Skorzenego jest bowiem prawdziwym Hansem Klossem. Niemcem! Nie Polakiem.
Jak się okazuje, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Prawdziwy Hans Kloss też może się na coś przydać. Korzystając z jego podobieństwa do agenta J-23, czyli Stanisława Kolickiego, naziści – Brunner, Werner, ale przede wszystkim przybyły z Ameryki Południowej Martin Bormann (sic!) – postanawiają wyekspediować go za „żelazną kurtynę”, do Polski Ludowej, by tam, korzystając z pomocy swojej wtyczki w więzieniu w mazurskim Barczewie, skontaktował się on z odsiadującym karę dożywocia Erichem Kochem, byłym gauleiterem Prus Wschodnich. W ostatnich miesiącach wojny Koch odpowiadał za wywóz z oblężonego przez Armię Czerwoną Królewca Bursztynowej Komnaty i prawdopodobnie posiada istotne informacje, które mogą doprowadzić do miejsca jej ukrycia. Bormann pragnie spieniężyć ów zabytek, a zarobione w ten sposób miliony przeznaczyć na budowę Czwartej Rzeszy. I to właśnie Bursztynowa Komnata jest – oczywiście poza głównymi bohaterami filmu, Klossem i Brunnerem – najważniejszym spoiwem obu części nowej „Stawki…”. Gdy cofamy się o trzydzieści lat, widzimy „Janka”, który w nieustannie ostrzeliwanym i bombardowanym przez Sowietów Królewcu stara się ustalić, co hitlerowcy mają zamiar zrobić ze zrabowanym Rosjanom skarbem. Za dostarczycielkę najważniejszych informacji służy mu zaś zauroczona nim siedemnastoletnia Elsa Krause, której ojciec zajmuje się przygotowaniem bezcennego zabytku do dalszej drogi. Niepostrzeżenie dla siebie samego polski agent zakochuje się w pięknej Niemce; w efekcie będzie musiał rozwiązać dwa istotne problemy – jak ocalić skarb i Elsę. W sytuacji, kiedy ma na karku Brunnera, nie będzie to wcale łatwe.
Można zaryzykować twierdzenie, że „Stawka większa niż śmierć” to w zasadzie dwa filmy w jednym. Część rozgrywająca się w 1945 roku to klasyczne kino wojenno-sensacyjne, inspirowane, co prawda, takimi klasykami jak „Tylko dla orłów”, ale od strony realizacyjnej znacznie bliższe, niestety, „Tajemnicy twierdzy szyfrów”. Fabuła jest sztampowa, choć inteligencji widzów, na szczęście, nie obraża. Momentami tylko każe się zastanawiać, czy pojawiające się w tym wątku elementy humorystyczne z pełną świadomością twórców tak blisko ocierają się o parodię, czy to efekt uboczny źle skrojonych dialogów i jeszcze gorzej poprowadzonych aktorów (przede wszystkim w scenach z założeniach intymnych, w których Klossowi towarzyszą na planie piękne kobiety – wspomniana już Elsa i blondwłosa Ingrid). Zupełnie inaczej rzecz się ma z wątkiem chronologicznie późniejszym. W tych fragmentach film Vegi przeistacza się w tradycyjny szpiegowski thriller – intrygująco opowiedziany i świetnie zagrany. I choć tutaj również nie brakuje humoru, jest on nieco wyższej próby i rozsądniej zakorzeniony w scenariuszu. Widocznie wciąż łatwiej nam się śmiać z PRL-u niż z czasów wojny. Na dodatek wątek, powiedzmy, współczesny zrobiony został z większym rozmachem – akcja przenosi się z Hiszpanii do Polski i Berlina Zachodniego, by ostatecznie doczekać się prawdziwie wybuchowego finału na terenie Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Tymczasem wydarzenia z 1945 roku są ograniczone jedynie do Królewca (za który „robi” dziedziniec zamku w Malborku) i położonego odeń około pięćdziesięciu kilometrów na zachód portu wojennego w Piławie (dzisiejszym Bałtijsku).
Nie da się uniknąć porównań aktorów, którzy wcielają się w głównych bohaterów „Stawki…”. Klossa z czasów wojny gra wspomniany już wcześniej Tomasz Kot i z bólem trzeba przyznać, że jest jednym z najsłabszych ogniw systemu. Z fantazyjną fryzurą, w zdecydowanie za dużym na niego mundurze oficera Abwehry, na dodatek mocno ściągniętym pasem wojskowym, porusza się może i z gracją, ale wygląda raczej jakby tańczył na parkiecie (chociażby w czasie odprawy z generałem Hauserem). Znacznie lepiej radzi sobie jego główny konkurent, czyli wcielający się w postać Brunnera Piotr Adamczyk, któremu chyba w końcu uda się zerwać z ugrzecznionym wizerunkiem „aktora od papieża”. Tym bardziej że on po prostu jest Brunnerem – tym paskudnym, do cna zepsutym, cynicznym skurwysynem, którego w końcu lat 60. pokochała niemal cała Polska. O starej gwardii można pisać w samych superlatywach. Stanisław Mikulski jako Kloss/Kolicki anno domini 1975 radzi sobie wyśmienicie. Jeszcze lepiej jednak wypada Emil Karewicz, który tak naprawdę kradnie ten film wszystkim pozostałym. I to pomimo swoich osiemdziesięciu dziewięciu lat! Jego Brunner jest zarazem dowcipny i przerażający, po starczemu niezaradny, ale i piekielnie cwany. Chapeaux bas! Na wyróżnienie zasługuje również Erich Koch grany przez Jerzego Bończaka, który tym samym zyskał możność zrehabilitowania się po nieszczęsnej roli oficera-idioty, czyli kapitana Kostrzewy w „Bitwie warszawskiej 1920” (2011). Nie sposób nie wspomnieć także pozytywnie o Piotrze Głowackim i Januszu Chabiorze, którzy podarowali swoje twarze, co prawda, mocno zmienione charakteryzacją, dwóm pracownikom polskiego (komunistycznego) wywiadu wojskowego – Czubakowi i Sosze. O paniach pojawiających się w „Stawce…” niewiele da się napisać, bo choć bez wątpienia piękne, posłużyły jedynie jako ozdoba.
Przyglądając się filmowi Vegi od strony merytorycznej, trzeba docenić fakt, że – mimo przyjętej formuły kina rozrywkowego – scenarzyści całkiem rozsądnie wpisali go w kontekst historyczny (oblężenie Królewca, pogrzeb Skorzenego, choroba generała Franco, odsiadka Kocha w Barczewie, zatrudnienie byłych nazistów w szeregach STASI). Tym bardziej dziwi kilka zupełnie niepotrzebnych wpadek. Gdy Brunner spotyka Klossa w Hiszpanii, pamięta go jako Leutnanta (czyli porucznika), podczas gdy Kloss dostał nominację na Hauptmanna (kapitana) w czternastym odcinku serialu zatytułowanym „Edyta”, którego akcja rozgrywa się na przełomie lat 1944/1945, a więc ponad dwa miesiące wcześniej niż wydarzenia wojenne przedstawione w „Stawce większej niż śmierć”. Później zresztą Hermann spotykał się z „Jankiem” jeszcze dwukrotnie – w „Oblężeniu” i „Poszukiwanym Gruppenführerze Wolfie” – miał więc wystarczająco dużo czasu, aby ugruntować sobie nowy stopień Hansa. Zaskakuje też zmieniający się stopień oficera wywiadu Sochy, który raz przedstawiany jest jako kapitan, by po kilkunastu minutach stać się znienacka majorem. Ale to drobiazg. Kompletnie niezrozumiałe jest natomiast umieszczenie w napisach końcowych filmu „Hermanna BRUNERA” (i to dwukrotnie), który na oficjalnej stronie internetowej „Stawki…” zwany jest już prawidłowo „BRUNNEREM”. Ale i to da się wybaczyć, pod jednym jednak warunkiem – że, co sugeruje zakończenie obrazu, doczekamy się w miarę szybko jego ciągu dalszego.
koniec
26 marca 2012

Komentarze

26 III 2012   14:24:42

Zgadzam się generalnie z recenzją, może dałbym lekko wyższą notę. Kot niestety miałem wrażenie, że poza paroma scenami, jak ta w szpitalu czy pierwsza rozmowa z Elsą, jest zbyt komediowy. Z tym że niestety nie bardzo widzę kto mógłby zagrać tę rolę. Kiedyś widziałem w niej Mirosława Bakę, ale to już nie ten wiek...Pochwalę też Żmudę-Trzebiatowską, która 17letnią Elsę zagrała całkiem zgrabnie. Poza tym było nieźle, ale głównie dzięki wydarzeniom z 1975 roku. Władku Pasikowski, prosimy o film o Jedwabnem !

26 III 2012   18:56:09

Wszystko pięknie fajnie, ale nagłówek MEGA SPOILER na starcie mógłby się przydać zanim ta "recenzja" doprowadzi kogoś do białej gorączki. Jak tak można? Jestem po premierze filmu i świetnie się bawiłem nie wiedząc o wydarzeniach przedstawionych tutaj jako narzędzie do..właściwie czego?
Ktoś wam tu podłożył świnię Brun(n)er!

26 III 2012   21:59:25

puknij sie w głowe zanim streścisz cały film w recenzji...

terasz nie musze isc na ten film!!!

a na ten portal tez przestaje zaglądać przez kretyńskich recenzentów!!

27 III 2012   02:02:43

"a na ten portal tez przestaje zaglądać" -- będzie nam bardzo miło.

29 III 2012   13:01:05

czy autor chodził do podstawówki? tam mnie uczyli różnicy miedzy recenzją a streszczeniem. SPOILER SPOILER SPOOOOILEEEER

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Na duchy zawsze można liczyć
Sebastian Chosiński

13 I 2019

To zaskakujące, jak dobrze w ostatnich dwóch latach kinematografia rosyjska radzi sobie z horrorami. „Przewodnik” (choć może trafniej byłoby nadać temu dziełu tytuł „Przewodniczka”) Ilji Maksimowa to kolejny obraz grozy, który prezentuje się co najmniej przyzwoicie, trzyma w napięciu i robi to – jeśli wierzyć producentom – bez przesadnego wykorzystywania efektów specjalnych.

więcej »

Krótko o filmach: Ludzie w hotelu
Marcin Mroziuk

12 I 2019

Precyzyjna konstrukcja fabuły, umiejętnie budowane napięcie i znakomita gra aktorska sprawiają, że „Źle się dzieje w El Royale” oglądamy naprawdę z zapartym tchem.

więcej »

Spider-Manowie wszystkich wymiarów, łączcie się!
Agnieszka ‘Achika’ Szady

8 I 2019

„Spider-Man. Uniwersum” beztrosko whopsał do kin pod koniec roku, aby zachwiać rankingami, box-office’ami oraz układem błędnikowym widzów. Graficznie jest to zupełnie nowy poziom, a na widok sceny kulminacyjnej Andy Warhol zapewne omdlałby z radości.

więcej »

Polecamy

Karnawał osobliwości

Z filmu wyjęte:

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Marzec 2014 (1)
— Miłosz Cybowski, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

By nie pozostał po nim nawet powidok…
— Sebastian Chosiński

Wielkość i małość rodu Laurentów
— Sebastian Chosiński

Poznańska orkiestra jazzowa gra ponownie!
— Sebastian Chosiński

Pierwsza ofiara, druga zdrada
— Sebastian Chosiński

Nikt nie jest bez winy, ale czy wszyscy są winni?
— Sebastian Chosiński

Pięknym kobietom wiatr zawsze w oczy
— Sebastian Chosiński

Szpic na tropie
— Sebastian Chosiński

Mrok w afrykańskim słońcu
— Sebastian Chosiński

Mrowienie w czaszce
— Sebastian Chosiński

Na polu walki… o przyszłość
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.