Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Gary Ross
‹Igrzyska śmierci›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIgrzyska śmierci
Tytuł oryginalnyThe Hunger Games
Dystrybutor Forum Film
Data premiery23 marca 2012
ReżyseriaGary Ross
ZdjęciaTom Stern
Scenariusz
ObsadaJennifer Lawrence, Liam Hemsworth, Josh Hutcherson
MuzykaT-Bone Burnett, Danny Elfman
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiUSA
CyklIgrzyska śmierci
Gatunekdramat, SF, thriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Gaga u Bilala

Esensja.pl
Esensja.pl
Jakie potrafią być ekranizacje czegokolwiek – każdy wie. Obok rzeczy, które mogą pretendować do miana (arcy)dzieł („Władca Pierścieni”, „300”, „Harry Potter” czy „Watchmen: Strażnicy”), pojawiają się też filmy i seriale, które wywołują u części z widzów głębokie zakłopotanie („Immortal: Kobieta Pułapka”, „Doom”, „Umineko no naku koro ni”) albo poczucie zażenowania („Dragon Ball”, „Zmierzch”, „Dunegons & Dragons”). Co ciekawsze, czasem bardzo dobrze jest nie wiedzieć, że film, na który się idzie, jest ekranizacją – jak w moim przypadku, kiedy zmierzałem do kina na „Igrzyska śmierci”. I, nie ukrywam, mimo kilku mankamentów, świetnie się bawiłem.

Mateusz Kowalski

Gaga u Bilala

Jakie potrafią być ekranizacje czegokolwiek – każdy wie. Obok rzeczy, które mogą pretendować do miana (arcy)dzieł („Władca Pierścieni”, „300”, „Harry Potter” czy „Watchmen: Strażnicy”), pojawiają się też filmy i seriale, które wywołują u części z widzów głębokie zakłopotanie („Immortal: Kobieta Pułapka”, „Doom”, „Umineko no naku koro ni”) albo poczucie zażenowania („Dragon Ball”, „Zmierzch”, „Dunegons & Dragons”). Co ciekawsze, czasem bardzo dobrze jest nie wiedzieć, że film, na który się idzie, jest ekranizacją – jak w moim przypadku, kiedy zmierzałem do kina na „Igrzyska śmierci”. I, nie ukrywam, mimo kilku mankamentów, świetnie się bawiłem.

Gary Ross
‹Igrzyska śmierci›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIgrzyska śmierci
Tytuł oryginalnyThe Hunger Games
Dystrybutor Forum Film
Data premiery23 marca 2012
ReżyseriaGary Ross
ZdjęciaTom Stern
Scenariusz
ObsadaJennifer Lawrence, Liam Hemsworth, Josh Hutcherson
MuzykaT-Bone Burnett, Danny Elfman
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiUSA
CyklIgrzyska śmierci
Gatunekdramat, SF, thriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Jestem jakimś niedoinformowanym człowiekiem – machina medialna ruszyła, wszyscy trąbili o tym filmie od jakiegoś czasu, a ja – nie licząc trailera obejrzanego przy okazji seansu „Kobiety w czerni” oraz reklam w telewizji – w ogóle nie wiedziałem, z czym to się je. Zresztą: moje nastawienie nie było szczególnie pozytywne, bo obawiałem się nudnej papki, pełnej fajerwerków graficznych i taniego sentymentalizmu. A tu… bęc, papki nie ma, fajerwerki są, a sentymentalizmu prawie brak. Nie wiem, na ile to zasługa dobrego scenarzysty, a na ile autorki pierwowzoru, bo książki, mea culpa, nie czytałem. Film jednak skłonił mnie do nadrobienia tej zaległości. Dlaczego?
Na dzień dobry: fabułą. Wbrew pozorom, jest ona bardzo mocnym atutem „Igrzysk”. Widz obserwuje świat po wycieńczającej wojnie, która zdewastowała kraj Panemu, podzielony obecnie na 12 dysktryktów ze stolicą w centrum. Od tego czasu co roku organizowane są Igrzyska Śmierci (czy też raczej: Głodowe Igrzyska, bo nawet tłumacz był niekonsekwentny), w którym każdy dystrykt poprzez losowanie wybiera dwójkę przedstawicieli: chłopca i dziewczynkę, oboje w wieku 12-18 lat. I tu pierwsze pozytywne zaskoczenie: główna bohaterka zgłasza się na ochotnika, gdyż wylosowano jej młodszą siostrę. Nie ma tu więc kliszy: „nie jest dobrze, wręcz mam przerąbane”, ale raczej: „muszę podjąć rozsądną decyzję”. Katniss, gdyby nie zubożenie każdego dystryktu, prawdopodobnie wygryzłaby Larę Croft na dzień dobry: świetnie strzela z łuku, ma zadatki na rebeliantkę (wychodzi samopas do lasu poza granice rodzinnego 12 Dystryktu) i jest żywicielką rodziny. W połowie osieroconej, bo ojciec zginął podczas wybuchu w kopalni. Drugą osobą wylosowaną jest Peeta – i w scenie wyboru Peety twórcy świetnie oddali atmosferę terroru. Ludzie usuwają się mu z drogi, zapada milczenie, a sam chłopak jest praktycznie wypchnięty na środek milczącym: „baranek musi iść na rzeź”. Ta dwójka, wraz z dwudziestoma dwoma innymi osobami, będzie gwiazdami reality show, którego celem jest przeżycie. Również poprzez wyrżnięcie reszty konkurencji. Tylko jeden wygra…
Fabuła? Całkiem udana, zresztą dużym plusem jest brak oczywistości. Nie ma tu taniego uczucia w stylu „jesteśmy skazani na siebie, więc się pokochamy, bo i tak zaraz umrzemy”, a nawet wręcz przeciwnie – to Peeta się zakochuje w Katniss, ku jej zniesmaczeniu. Zwłaszcza, że ta dwójka tylko na pozór się nie zna i, choć jedno ma do zawdzięczenia wiele drugiemu, to wcale nie wymusza to ciepłych relacji między nimi. Drugim zaskoczeniem jest relacja Gale-Katniss. Przyjaciel głównej bohaterki pojawia się zgoła rzadko i nikt nie powiedział, że są parą. Katniss w związku z tym – i tu moje pozytywne zaskoczenie – wcale nie czuje się zobowiązana do wierności koledze. Alleluja. Naprawdę – nie ma przez to patologicznego trójkąta a la „Zmierzch”.
Relacje między postaciami i rozwój wydarzeń to jedno. Drugim elementem, który doprowadził mnie do zachwytu, jest kreacja świata. Na początku mamy przesycenie monotonną kolorystyką, która od razu skojarzyła mi się z „Trylogią Nikopola” oraz „Tetralogią Potwora” Enkiego Bilala. Kiedy na ekranie pojawia się wypacykowana, niemiłosiernie fioletowa i upudrowana ponad granice przyzwoitości, przechadzająca się po osadzie górniczej Effie Trinket, do zanteresowania dołączył szok. A kiedy zobaczyłem gromadę mieszkańców stolicy Panemu… Cóż, stąd tytuł recenzji. Kreacje są jak z Bilala, jednak nasycone śmiałością i kolorystyką jak u Lady Gagi. W gruncie rzeczy, do tej pory zastanawiam się, dlaczego Effie nie była grana właśnie przez nią. Dekadencja stolicy została oddana wręcz doskonale i chwała tym, którzy wiedzieli, że czasem brak umiaru jest najlepszym rozwiązaniem. Ekran kipi od kontrastowych barw, śmiałych pomysłów (broda Seneki choćby) i rozmachu. To, co w „Złotym Kompasie” było zaślepką dla pewnych niedoróbek, tu wywołuje wręcz orgazmiczne krzyki „jeszcze!”. Późniejsze pomysły na pokazywanie retrospekcji z poprzednich, siedemdziesiątych trzecich igrzysk oraz perfidne granie pomysłem „deus ex machina” (tu uzasadnionym i dopieszczonym od początku do końca) znów przywołuje wizje sztuki w przyszłości w wykonaniu Enki Bilala, zwłaszcza z naciskiem na chore poczucie humoru Warhole’a (jeśli ktoś czytał „Tetralogię Potwora” i pamięta performance z zarazą, to wie, o co mi chodzi).
Drugim detalem, zawdzięczanym już autorce książkowego pierwowzoru, jest umiejętna gra z imionami. Pomijam już językoznawczo-fonetyczne dowcipy (takie jak „Peeta” brzmiące niczym aluzja do brytyjskiej wymowy „Peter”) – imiona nadane bohaterom z kapitolu świetnie współgrają, bądź kontrastują z charakterem postaci. Seneca to karierowicz z rewelacyjnym gustem, jeśli chodzi o zabijanie, podporządkowany władcy; Coriolanus jest starym cynicznym prezydentem-zamordystą, a Caesar, wyglądający niczym Alexander Veljanov z „Deine Lakaien”, to wytrawny showman i konferansjer, zjednujący sobie zmanierowanych mieszkańców kapitolu.
Nazwy nazwami, ale gra aktorska też robi swoje – dobór aktorów nie budzi u mnie zastrzeżeń i jest naprawdę wyrównany. Na oklaski zasługuje jednak grająca Effie Trinket Elizabeth Banks, której udało się stworzyć lalkę uwięzioną przez system i bezgranicznie weń wierzącą oraz Stanley Tucci, który grając Caesara odwalił kawał dobrej roboty. Trzecie miejsce na podium zyskuje, bezsprzecznie, Woody Harrelson grający poprzedniego zwycięzcę Igrzysk z Dystryktu 12, Haymitcha, mentora tandemu Katniss-Peeta. Portret alkoholika, który prawie zatracił nadzieję na zmiany, wyszedł mu bardzo dobrze. Inni aktorzy po prostu świetnie robią, co do nich należy, choć niektóre nazwiska mnie zaskoczyły – pomijam już Tucciego (nieodparte skojarzenie z Veljanovem, przez które do pewnego momentu naprawdę wydawało mi się, że to chorwacki piosenkarz go gra), ale do którejś z kolei sceny miałem dziwne przeświadczenie, że Senekę gra nie Wes Bentley, ale… Ashton Kutcher. To jednak nie są zarzuty, ale spostrzeżenia.
Zarzuty zresztą są ciężkie do znalezienia: bo czy zarzutem może być wyczuwanie podobieństwa najpierw do „Battle Royale”, które jednak opisywało walkę dzieci z systemem i było przede wszystkim rzezią (gdy w „Igrzyskach” punkt ciężkości położony jest na relacje i próby uniknięcia zezwierzęcenia w imię wątpliwej rozrywki), a potem do „Władcy Much”? Bynajmniej. Minus jest za dość niezręczne balansowanie relacją Gale-Katniss, przy której to twórcy perfidnie nie mówią: „to jest para”, ale sugerują. Zresztą: po co się czepiać? „Igrzyska” świetnie się ogląda, nie są łopatologiczne, nie żerują na tanich emocjach, sprawiają, że widz faktycznie kibicuje głównej parze, dawkują dobrze adrenalinę i, uwaga, uwaga – nie męczą. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejne części serii utrzymają ten poziom.
A to już wystarczy w zupełności na 90%. Chapeaux bas, mesdames et messieurs. I marsz do kina. Jest na co.
koniec
27 marca 2012

Komentarze

« 1 2 3
30 III 2012   18:24:30

@VenomPlug

To wyjaśnij mi po co ktokolwiek godzi się na te igrzyska ? Nie lepiej po prostu odpuścić sobie i po losowaniu zabić przedstawicieli własnego dystryktu, aby nie dostać kary.

A skoro są kary za wygraną dla dystryktu to po co ktoś w ogóle szkoli zawodników (3 dystrykty tak robią). Po to aby otrzymać dodatkowe represje ?

I komu w takim razie kibicują poszczególne dystrykty? Przecież nie własnym kandydatom bo jeszcze by wygrał.

Gdzie tu logika ?

Jak do tej pory mogłem próbować szukać jakiegokolwiek sens tej opowieści, ale im głębiej to wszystko coraz bardziej wszystko się rozłazi.

31 III 2012   19:06:00

@M.S.

Ano, niektóre rzeczy zrobione lepiej, niektóre gorzej a niektóre kompletnie nie trzymają się kupy np. państwo oparte na tak kruchych podstawach że zachowanie jednej osoby podczas igrzysk powoduje zachwianie całej równowagi. Cała idea tego "show" to mocno wątpliwy pomysł na utrzymanie ludzi w ryzach. Kto siedziałby grzecznie i patrzył na śmierć własnych dzieci? Heh a potem się dziwią że wybucha rebelia. Dysproporcja pomiędzy biednymi i bogatym chyba większa niż w Korei Północnej. Kapitolczycy dosłownie wyrzucają żarcie przez okna plus mają kosmicznie wręcz zaawansowaną medycynę i technologię modyfikacji genetycznych podczas gdy biedni żyją mniej więcej na etapie kamienia łupanego. Dużo tutaj mielizny, dziwi fakt że państwo tak podzielone wojnami wprowadza w życie skrajnie krzywdzącą (wręcz wołającą o bunt) daninę. Nie zgodzę się jednak z niektórymi krytycznymi komentarzami, jak np. że wadą jest tworzenie się grup i zbyt mało "wyrzynania". To akurat jest (w moim odczuciu) logiczne bo to w większości nieprzygotowana do walki młodzież a nie żołnierze obyci w zabijaniu. Akurat to jak został przedstawiony sam "rdzeń" igrzysk przypadło mi do gustu choć trochę deus ex machina tu się znalazło (prezenty z nieba) oraz bzdurstwo w stylu *spoiler* zmutowanej fauny tudzież flory. Generalnie nie jest to porażka totalna, ot rzecz do poczytania ew. obejrzenia. Gdzieś tak z 50% ekstraktu bym dał ale na pewno nie 90%.

31 III 2012   23:58:13

Chciałabym tylko zauważyć, że autorka książki pisała też scenariusz. A Ty piszesz, cytuję "Nie wiem, na ile to zasługa dobrego scenarzysty, a na ile autorki pierwowzoru". I trochę chaotyczna ta recenzja, ciężko się czyta.

03 IV 2012   00:47:28

Moje odczucia po seansie: standardowa lipa. 90% ekstraktu to wybitny trolling wobec tej przeciętnej, mdłej, nielogicznej, niestabilnej w emocjach bohaterów, w pewnym momencie pełnej gumowych psów (sorry wielkie, ale już jaszczury 20 lat temu lepiej wyglądały) smutnej produkcji. Ani to nie wciąga, ani nie czuje się więzi z głównymi bohaterami (ja tam miałem nadzieje, że ktoś ich w humanitarnym odruchu zabije), ani to dobre aktorstwo, ani spójna fabuła, ani wiarygodna technologia (śmieszna na pewno). Ani, ani. Nic dobrego, jest co najwyżej przeciętnie i standardowo. Jak dla mnie to autor recenzji powinien polecieć. Nie za zły gust, bo w tak lichy smak nie uwierzę, ale za podejrzenie wejścia w układ promujący.

03 IV 2012   15:22:31

Piotr: To oskarż jeszcze o promowanie recenzentów rottentomatoes (85% pozytywnych recenzji) i użytkowników imdb (ocena 7.8/10).

03 IV 2012   17:23:35

insider: Oskarzam! Po trzykroc (dzis jestem hojny)! A tak serio to od recenzenta ktory zeby traci na filmach powinno wymagac sie wyostrzenia zmyslow.

06 IV 2012   09:43:17

A mnie się podobało. Książki nie czytałam, w filmie najszerszy plan tzn. sytuacja ekonomiczna dystryktów pokazana jest bardzo umownie i skrótowo, ale można przyjąć, że to pewna symboliczna umowność. Dlaczego trybutów po prostu nie rozstrzelano, to cesarz, znaczy, tego, prezydent ;) w pewnym momencie tłumaczy. Dla mnie kluczowe w igrzyskach jest symboliczne, coroczne upokorzenie buntowników: prawie rok w rok wyszkoleni gladiatorzy ze stolicy mordują dzieci z dytryktów-prowincji w pozornie "równych" igrzyskach (upokorzenie), odtwarzając stłumienie rebelii sprzed 74 lat.
Można dyskutować o szansach przetrwania uczestników, ale raz, że w pierwszych 10 minutach zawodów ginie ich chyba połowa, dwa że warunki "naturalne" są dostosowywane do show (więc za szybko uczestnicy umrzeć nie mogą), trzy że po kwadransie mamy już wyszkolonych gladiatorów przeciw dzieciakom z lasu (łowcy, zbieracze, silny chłopak ze wsi).
Nie wiem, czy dałabym aż 90%, ale bardzo mi sie podobało i chyba po raz pierwszy po wyjściu z kina autentycznie byłam ciekawa, jak mógłby wyglądać ciąg dalszy, choć film broniłby się też jako samodzielna całość.

« 1 2 3

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Na duchy zawsze można liczyć
Sebastian Chosiński

13 I 2019

To zaskakujące, jak dobrze w ostatnich dwóch latach kinematografia rosyjska radzi sobie z horrorami. „Przewodnik” (choć może trafniej byłoby nadać temu dziełu tytuł „Przewodniczka”) Ilji Maksimowa to kolejny obraz grozy, który prezentuje się co najmniej przyzwoicie, trzyma w napięciu i robi to – jeśli wierzyć producentom – bez przesadnego wykorzystywania efektów specjalnych.

więcej »

Krótko o filmach: Ludzie w hotelu
Marcin Mroziuk

12 I 2019

Precyzyjna konstrukcja fabuły, umiejętnie budowane napięcie i znakomita gra aktorska sprawiają, że „Źle się dzieje w El Royale” oglądamy naprawdę z zapartym tchem.

więcej »

Spider-Manowie wszystkich wymiarów, łączcie się!
Agnieszka ‘Achika’ Szady

8 I 2019

„Spider-Man. Uniwersum” beztrosko whopsał do kin pod koniec roku, aby zachwiać rankingami, box-office’ami oraz układem błędnikowym widzów. Graficznie jest to zupełnie nowy poziom, a na widok sceny kulminacyjnej Andy Warhol zapewne omdlałby z radości.

więcej »

Polecamy

Karnawał osobliwości

Z filmu wyjęte:

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Wrzesień 2012 (DVD)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Karolina Ćwiek-Rogalska, Anna Kańtoch, Mateusz Kowalski, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Wrzesień 2012 (DVD)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Karolina Ćwiek-Rogalska, Anna Kańtoch, Mateusz Kowalski, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

NieKOŃcząca się opowieść
— Piotr Dobry

Na ekranach: Styczeń-luty 2004
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Bezkrólewie
— Mateusz Kowalski

Piękny bullshit
— Mateusz Kowalski

To jeszcze nie czas...
— Mateusz Kowalski

Porażki i sukcesy A.D. 2012
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Mateusz Kowalski, Gabriel Krawczyk, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Jednym rzutem przez pół Europy
— Mateusz Kowalski

Symfonia à la carte
— Mateusz Kowalski

Wzgórze nie ma oczu
— Mateusz Kowalski

Norma w nienormalności
— Mateusz Kowalski

Deewolucja
— Mateusz Kowalski

Pluszowy rollercoaster
— Mateusz Kowalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.