Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Tim Burton
‹Mroczne cienie›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMroczne cienie
Tytuł oryginalnyDark Shadows
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery18 maja 2012
ReżyseriaTim Burton
ZdjęciaBruno Delbonnel
Scenariusz
ObsadaJohnny Depp, Eva Green, Michelle Pfeiffer, Jonny Lee Miller, Chloë Grace Moretz, Gulliver McGrath, Helena Bonham Carter, Jackie Earle Haley, Bella Heathcote, Christopher Lee
MuzykaDanny Elfman
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiUSA
Gatunekdramat, groza / horror, thriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Wciąż lepsza historia milosna niż „Zmierzch”
[Tim Burton „Mroczne cienie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Burton jaki jest, każdy widzi, parafrazując znane przysłowie. Jego filmy można odróżnić od innych dzięki rozmaitym elementom – począwszy od nietypowego nasycenia barw, poprzez przewijającą się tu i ówdzie Helenę Bonham Carter (a czasem i Johnny’ego Deppa), skończywszy na muzyce Danny’ego Elfmanna (w większości przypadków). Wszystko to blednie wobec drobnego faktu – cokolwiek nie sygnuje on swoim nazwiskiem, zamienia się w złoto. Czasem mam tylko wątpliwości, czy aby na pewno słusznie.

Mateusz Kowalski

Wciąż lepsza historia milosna niż „Zmierzch”
[Tim Burton „Mroczne cienie” - recenzja]

Burton jaki jest, każdy widzi, parafrazując znane przysłowie. Jego filmy można odróżnić od innych dzięki rozmaitym elementom – począwszy od nietypowego nasycenia barw, poprzez przewijającą się tu i ówdzie Helenę Bonham Carter (a czasem i Johnny’ego Deppa), skończywszy na muzyce Danny’ego Elfmanna (w większości przypadków). Wszystko to blednie wobec drobnego faktu – cokolwiek nie sygnuje on swoim nazwiskiem, zamienia się w złoto. Czasem mam tylko wątpliwości, czy aby na pewno słusznie.

Tim Burton
‹Mroczne cienie›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMroczne cienie
Tytuł oryginalnyDark Shadows
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery18 maja 2012
ReżyseriaTim Burton
ZdjęciaBruno Delbonnel
Scenariusz
ObsadaJohnny Depp, Eva Green, Michelle Pfeiffer, Jonny Lee Miller, Chloë Grace Moretz, Gulliver McGrath, Helena Bonham Carter, Jackie Earle Haley, Bella Heathcote, Christopher Lee
MuzykaDanny Elfman
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiUSA
Gatunekdramat, groza / horror, thriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Szczerze mówiąc, ostatni jego film, który wywołał na mnie naprawdę wielkie wrażenie i przy którym się świetnie bawiłem, to „Sweeney Todd”. Nie byłem w stanie przetrawić średniej, moim zdaniem, trawestacji „Alicji w Krainie Czarów”, na której z ekranu wylewały się abstrakcyjne pomysły wizualne, a fabuła wyglądała jak pretekst do wykorzystania techniki 3D w myśl zasady „mają wszyscy – mam i ja”. Wygląda na to, że jednak Burton zdecydował się w końcu wrócić do tradycyjnych atutów jego dorobku i postawił na film, który na raz jest słodko-gorzki, śmieszny, dramatyczny i ociekający dopieszczonymi detalami. Bez trójwymiaru, dziękować Bogu, więc nasycenie barw pozostało, ale warstwa wizualna już, litościwie, nie rozprasza i można się skupić na innych elementach.
A, przyznam, jest na czym. „Mroczne cienie” to z pozoru historia jakich wiele, wypracowana już przez Gozziego, braci Grimm i im podobnych, a sięgająca czasów antyku. Służąca o imieniu Angelique i, jak się okazuje, wiedźma, nie mogąc być z ukochanym paniczem (który kocha inną), rzuca na niego klątwę, tę trzecią zabija, a jego samego pakuje do trumny. Dodajmy – zmienia go w wampira.
Problem? Żaden. W końcu łzawa historia łzawą historią, a wampir po prawie dwustu latach leżenia sześć stóp pod ziemią ma dwie możliwości: albo iść i sterroryzować okolicę w podzięce za pogrzebanie go żywcem (w końcu wiedźma potrzebowała pomocników w postaci całego miasteczka), albo też spróbować ułożyć sobie na nowo życie. Czyli: terroryzować okolicę, ale trochę wolniej.
W międzyczasie z Nowego Jorku nadciąga Victoria Winters – panna o fałszywej tożsamości, która planuje objąć posadę guwernantki ośmiolatka z lekkimi zaburzeniami. Zaburzenia objawiają się tym, że David twierdzi, iż jego zabita trzy lata wcześniej matka żyje. Do tego mniej lub bardziej zgranego tercetu fabularnego dołącza reszta zwichrowanych dziedziców fortuny Barnabasa Collinsa – wchodząca w okres dojrzewania Carolyn, fanka Alice’a Coopera i zbuntowana arogancka dziewczyna; jej matka – Elizabeth (świetna rola Michelle Pfeiffer), jej brat-absztyfikant, Roger (zarazem ojciec Davida), psychiatra doktor Hoffman (niezawodna Helena Bonham-Carter), która rankami leczy kaca i dwójka służących: Willie (trącący nieco mocno alkoholową wersją Riff Raffa z Rocky Horror Picture Show) i pani Johnson (pełniąca w domu raczej funkcję dekoracyjną). Ekipa, mówiąc delikatnie, nieciekawa, w której aż buzuje od wzajemnej niechęci, tłumionej siłą przez głowę domu – Elizabeth. Tym bardziej, że każde z nich ma jakieś trupy w szafie.
Barnabas trafia do swojego rodzinnego domu w kiepskim okresie – jest rok 1972, Ameryka prowadzi wojnę, po drogach rozbijają się niedobitki dzieci-kwiatów, posiadłość podupada, głównie za sprawą potentata rybnego, który wygryzł ich z rynku. Collinsowie nie władają już miasteczkiem zbudowanym przez rodziców Barnabasa. Robi to konkurencja. Wampir jednak wpada na, z pozoru, świetny pomysł – chce przywrócić rodzinny interes do świetności. A przy okazji poderwać Victorię, która przypomina mu Josette – miłość sprzed lat (tak, tę zabitą przez Angelique).
I wszystko niby ok, tylko Barnabas ma problemy ze zrozumieniem rzeczywistości, jaka go otacza. Cóż, 200 lat to nie jest mało. Dość powiedzieć, że wampir twierdzi, że wyciągnął go stwór o wielkich zębiskach (koparka…), a restauracje McDonald’s nazywa… Mefistofelesem. Cóż, można i tak.
Większość filmu to w zasadzie historia o tym, jak Barnabas najpierw próbuje zrozumieć na nowo Amerykę i wyjść do ludzi (scena otwarcia przetwórni, w której stoi blady w czarnym kapeluszu i w okularach doprowadziła mnie prawie do śmiechu budząc skojarzenia z Michaelem Jacksonem), a przy okazji nawiązać głębszą relację z Victorią. Rzecz w tym, że wychodzi mu to kiepsko, a porady ze strony Carolyn na niewiele się zdają (przyznam, że scena seksu, jaką zaprezentowano w tym filmie jest jedną z komiczniejszych, jakie widziałem). Fabuła jednak w pewnym momencie dostaje pewnego zwrotu akcji i zmierza ku nieuchronnemu i, niestety, przewidywalnemu końcowi. Widać, że próba streszczenia serialu do dwugodzinnego filmu musiała się jakoś odbić na opowiadanej historii. Burton wraz ze scenarzystą ładnie sobie radzą w podaniu nowych „Mrocznych cieni”, jednak widać, że dużo wątków zostało nakreślonych zbyt szybko, a miejscami zostało też wciśniętych na siłę (konia z rzędem temu, kto nie dostanie, kolokwialnie mówiąc, opadu szczęki z powodu wsadzenia ni z gruszki, ni z pietruszki kolejnego elementu do układanki w finale). Całość okraszają świetną muzyką i nasyceniem barw, jednak widać pewne przeskoki (a może ja się czepiam?).
Z drugiej jednak strony aktorstwo zasługuje na pochwałę, Depp jak zwykle jest niezawodny, Bonham-Carter również, natomiast Pfeiffer wraz z Evą Green pokazują, jak niebezpieczne potrafią być kobiety, którym na czymś zależy. Do tego dostajemy serię specyficznego, burtonowskiego humoru (tak, wiem, że scenarzysta, ale reżyser nie dobiera materiałów do filmu jak leci), w tym mistrzowską scenę rozmowy o tym, czego pragną kobiety i czym jest miłość.
Wszystko jest ładnie złączone i podane, jednak „Mrocznym cieniom” brakuje do kompletu tego magnetyzmu, jaki cechował choćby „Sok z żuka” czy „Gnijącą pannę młodą”. Nie jest to dzieło ani turpistyczne jak „Sweeney Todd”, ani też czysto komediowe. Wygląda raczej jak sprawna, choć bledsza kopia „Rodziny Addamsów” (miejmy nadzieję, że tu Burtonowi nie powinie się noga i za dwa lata zobaczymy majstersztyk). Z drugiej jednak strony – „Zmierzch” potrzebował całej serii filmów z brokatowym Pattisonem, żeby opowiedzieć o mdłym trójkącie wilkołak-wampir-smęcąca pannica. Burton w niecałe dwie godziny opowiedział piękną historię o miłości. Historię, która, gdyby nie wyszła spod jego ręki, spokojnie dostałaby 80%, jak nie 90% ekstraktu. A tak, pozostaje mi dać 70%. Czegoś po prostu zabrakło, mimo że film i tak się świetnie ogląda, i warto pójść na niego do kina.
koniec
28 maja 2012

Komentarze

13 VI 2012   05:57:06

Rozumiem porównanie z "Adamsami" i wcześniejszymi tworami Burtona, ale co ma do tego "zmierzch"??

09 VIII 2012   16:03:55

Mateusz, jakiego przysłowia parafrazą jest zdanie "Burton jaki jest, każdy widzi"? Nie ma takiego przysłowia! Jest to parafraza definicji konia z Nowych Aten - pierwszej polskiej encyklopedii. Przepraszam, że się czepiam, ale gimnazjalne pomyłki to nie w takim poważnym zinie jak "Esensja", proszę.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Nad pięknym i modrym… Morzem Czarnym
Sebastian Chosiński

23 IX 2020

Jako reżyser pomiędzy 1956 a 1962 rokiem nakręcił zaledwie trzy filmy pełnometrażowe, później poświęcił się już głównie scenariopisarstwu. Jeden z jego obrazów przeszedł do historii kina radzieckiego, o jednym dzisiaj już mało kto pamięta, trzeci natomiast to urokliwe połączenie melodramatu i lirycznej komedii obyczajowej. Wspominanym twórcą jest Feliks Mironier, a jego pożegnalnym reżyserskim dziełem – „Przepustka na ląd”.

więcej »

Wychowane przez wilki: Odc. 1. Nowy początek
Marcin Mroziuk

21 IX 2020

Pierwszy odcinek firmowanego przez Ridleya Scotta serialu rozpala nadzieje, że będzie to naprawdę interesujące widowisko dla wszystkich fanów science fiction. I w tym przypadku nie chodzi tylko o sam pomysł na fabułę, ale również wywierającą spore wrażenie warstwę wizualną.

więcej »

East Side Story: Mroczne Miasto Petersburg
Sebastian Chosiński

20 IX 2020

To był trochę pechowy projekt. Najpierw, jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć, wycofał się reżyser; później – już po ich zakończeniu – jeden z inwestorów. Datę premiery wciąż przekładano. Wreszcie film trafił do kin z niemal dwuletnim opóźnieniem. I chyba niepotrzebnie. Bo choć fantastyczno-przygodowy „Klucz do czasu” Aleksieja Tielnowa (który tu podpisał się nazwiskiem Nikołajew) dobrze się zapowiadał, to… na zapowiedziach się skończyło.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Luty 2013 (DVD i BR)
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Listopad 2012 (DVD i Blu-Ray)
— Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

Duże ilości Burtona naraz
— Grzegorz Fortuna

Tegoż twórcy

Solidarni z uchodźcami
— Piotr Dobry

Esensja ogląda: Październik 2016 (3)
— Jarosław Loretz, Jarosław Robak

Gdzie jest autor?
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Esensja ogląda: Luty 2013 (DVD i BR)
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Grudzień 2012 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Marcin T.P. Łuczyński, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Dla dużych dzieci
— Małgorzata Steciak, Onet

Horrorek, horroreczek
— Agnieszka Szady

Esensja ogląda: Listopad 2012 (DVD i Blu-Ray)
— Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

Metoda w szaleństwie
— Ewa Drab

Tańczący z brzytwami
— Urszula Lipińska

Tegoż autora

Bezkrólewie
— Mateusz Kowalski

Piękny bullshit
— Mateusz Kowalski

To jeszcze nie czas...
— Mateusz Kowalski

Porażki i sukcesy A.D. 2012
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Mateusz Kowalski, Gabriel Krawczyk, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Jednym rzutem przez pół Europy
— Mateusz Kowalski

Symfonia à la carte
— Mateusz Kowalski

Wzgórze nie ma oczu
— Mateusz Kowalski

Norma w nienormalności
— Mateusz Kowalski

Deewolucja
— Mateusz Kowalski

Pluszowy rollercoaster
— Mateusz Kowalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.