Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Karen Szachnazarow
‹Biały Tygrys›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBiały Tygrys
Tytuł oryginalnyБелый тигр
ReżyseriaKaren Szachnazarow
ZdjęciaAleksander Kuzniecow, Alik Tagirow
Scenariusz
ObsadaAleksiej Wiertkow, Witalij Kiszczenko, Walerij Griszko, Aleksandr Wachow, Dmitrij Bykowski, Gierasim Archipow, Witalij Dordżijew, Władimir Iljin, Maria Szaszłowa
MuzykaRyszard Wagner, Jurij Potiejenko, Konstantin Szewieliow
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania104 min
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

East Side Story: O żołnierzu, który rozmawiał z tankami…

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy dyrektor generalny „Mosfilmu” Karen Szachnazarow zapowiedział oficjalnie, że ma zamiar nakręcić film wojenny, niektórzy chwytali się za głowę. Byłby to bowiem dopiero pierwszy obraz sześćdziesięcioletniego twórcy zrealizowany w tym gatunku. A czy nie jest to zbyt późny wiek na tego typu debiut? Coś chyba jest na rzeczy, ponieważ trudno uznać „Białego Tygrysa” za dzieło udane. Niby jest klimat, nawet oddane są realia, ale brakuje za to jakichkolwiek emocji.

Sebastian Chosiński

East Side Story: O żołnierzu, który rozmawiał z tankami…

Kiedy dyrektor generalny „Mosfilmu” Karen Szachnazarow zapowiedział oficjalnie, że ma zamiar nakręcić film wojenny, niektórzy chwytali się za głowę. Byłby to bowiem dopiero pierwszy obraz sześćdziesięcioletniego twórcy zrealizowany w tym gatunku. A czy nie jest to zbyt późny wiek na tego typu debiut? Coś chyba jest na rzeczy, ponieważ trudno uznać „Białego Tygrysa” za dzieło udane. Niby jest klimat, nawet oddane są realia, ale brakuje za to jakichkolwiek emocji.

Karen Szachnazarow
‹Biały Tygrys›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBiały Tygrys
Tytuł oryginalnyБелый тигр
ReżyseriaKaren Szachnazarow
ZdjęciaAleksander Kuzniecow, Alik Tagirow
Scenariusz
ObsadaAleksiej Wiertkow, Witalij Kiszczenko, Walerij Griszko, Aleksandr Wachow, Dmitrij Bykowski, Gierasim Archipow, Witalij Dordżijew, Władimir Iljin, Maria Szaszłowa
MuzykaRyszard Wagner, Jurij Potiejenko, Konstantin Szewieliow
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania104 min
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Karen Gieorgijewicz Szachnazarow ukończył wydział reżyserski Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK) w 1975 roku; uczył się tam zawodu pod skrzydłami Igora Tałankina i – co udowodniły już pierwsze jego filmy – była to dobra szkoła, a on okazał się nad wyraz pojętnym uczniem. Obrazy, które nakręcił w latach 80. ubiegłego wieku („Stworzył nas jazz”, 1983; „Zimowy wieczór w Gagrach”, 1985; „Goniec”, 1986; „Miasto Zero”, 1988), zapewniły mu i popularność wśród widzów, i uznanie ze strony krytyków. I chociaż w następnej dekadzie nie radził już sobie tak dobrze, wciąż utrzymywał się na fali, co z kolei zaowocowało dwanaście lat temu nominacją na dyrektora generalnego wytwórni „Mosfilm”. Jako urzędnik państwowy – notabene twardo stojący po stronie prezydenta Władimira Putina – nie zrezygnował jednak z pracy twórczej. Ba! można wręcz odnieść wrażenie, że w XXI wieku odżył, jakby dane mu było przeżyć drugą młodość. Historyczny „Jeździec o imieniu Śmierć” (2004), obyczajowe „Zaginione imperium” (2008) oraz psychologiczna „Sala numer 6” (2009) znamionowały powrót do naprawdę dużej formy. Aż tu nagle gruchnęła kompletnie zaskakująca i trudna do wyobrażenia wieść – Szachnazarow postanowił nakręcić film wojenny. I to nie jakieś kameralne dziełko o podłożu psychologicznym, co jeszcze dałoby się zrozumieć, ale wysokobudżetowy – za jedenaście milionów dolarów amerykańskich – blockbuster. Pytany przez dziennikarzy, po co – odpowiedział tak: „Nigdy nie zrobiłem filmu o wojnie. To moje pierwsze takie doświadczenie. Byłem wprawdzie producentem „Kryptonimu Gwiazda”, ale co innego dzieło produkować, a co innego reżyserować. Uznałem więc, że powinienem nakręcić film wojenny. I cieszę się, że tego dokonałem, ponieważ film wojenny to wyższa reżyserska szkoła jazdy, to swoiste wyzwanie (kino autorskie znacznie łatwiej zrobić)”. I choć z ostatnią uwagą Karena Gieorgijewicza – tą dotyczącą kina autorskiego – nie sposób się nie zgodzić, to jednak reszta jego argumentów przekonuje raczej średnio.
Szukając odpowiedniego materiału literackiego, Szachnazarow trafił na powieść „Czołgista” Ilji Bojaszowa, w Polsce znanego z jednej tylko, ale wyśmienitej książki „Wędrówka Murriego” (2007), w której opisał on historię bośniackiego kota poszukującego w całej Europie swojej zaginionej rodziny. Bojaszow urodził się w 1961 roku w Leningradzie (jest więc o niemal dekadę młodszy od Karena Gieorgijewicza); po ukończeniu studiów historycznych w Instytucie Pedagogicznym imienia Aleksandra Hercena został pracownikiem (kustoszem, przewodnikiem) Centralnego Muzeum Marynarki Wojennej, od osiemnastu lat jest również wykładowcą w Nachimowskiej Akademii Marynarki Wojennej. Jako prozaik zadebiutował pod koniec lat 80.; do tej pory opublikował dziesięć książek, największy rozgłos zyskała wspomniana już „Wędrówka Murriego”, wyróżniona nawet nagrodą „Nacionalnyj Bestseller” (w pokonanym polu został między innymi głośny „Dzień oprycznika” Władimira Sorokina). „Czołgista” – opowieść o żołnierzu, który „rozmawiał z tankami” – ujrzał światło dzienne w 2008 roku; być może wtedy też powieść wpadła w ręce Szachnazarowa, który zachwycił się nią do tego stopnia, że zdecydował się przenieść ją na ekran. Okres zdjęciowy trwał od maja do listopada ubiegłego roku; ekipa podróżowała po praktycznie całej europejskiej części Rosji, ale najważniejsze sekwencje nakręcono pod Moskwą – w wiosce „Mosfilmu” oraz na poligonie wojskowym Ałabino. Do marca 2012 trwało montowanie i udźwiękawianie; miał miejsce prawdziwy wyścig z czasem, aby „Biały Tygrys” – bo tak Karen Gieorgijewicz postanowił zatytułować swoje najnowsze (czternaste pełnometrażowe) dzieło – zdążył pojawić się w kinach jeszcze przed kolejną rocznicą zakończenia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. I udało się – uroczysta premiera odbyła się trzeciego maja.
Akcja filmu rozgrywa się w ostatnich miesiącach wojny; Niemcy są w odwrocie, a triumfalny marsz Armii Czerwonej wydaje się już nie do powstrzymania. Mimo to wciąż jeszcze dochodzi do niezwykle krwawych potyczek, w wyniku których giną tysiące żołnierzy. Wychodzący właśnie z lasu oddział krasnoarmiejców trafia na takie pobojowisko – na polu czernią się spalone czołgi, wszędzie pełno rozczłonkowanych ciał, w tle natomiast wciąż słychać salwy artyleryjskie. Dowódca wydaje rozkaz pozbierania trupów, a jeśli znajdzie się wśród nich ktoś żywy, ma zostać odtransportowany do szpitala polowego. Ku swemu zaskoczeniu, w jednym ze spalonych sowieckich tanków żołnierze natrafiają na dającego oznaki życia czołgistę. Choć niemal całe jego ciało jest w ranach oparzeniowych. W szpitalu szybko – w ciągu zaledwie kilku tygodni – dochodzi do siebie, co jest tym bardziej nieprawdopodobne i fascynujące, że poparzone miał dziewięćdziesiąt procent ciała. Mówiąc wprost – nie dawano mu najmniejszych szans na przeżycie, a jednak odzyskał pełną sprawność ruchową. Gdy staje przed komisją lekarską, ta orzeka, że jest wyleczony, skóra się zregenerowała, może więc wrócić na front. Problem jest tylko jeden, żołnierz nie pamięta, jak się nazywa, a w czołgu spaliły się jego dokumenty. Zostaje więc ochrzczony Iwanem Iwanowiczem. A nazwisko? Znajdzie się! Ostatecznie w papierach zapisują „Najdionow” (taka gra słów). W drodze na front, podczas krótkiego postoju, daje o sobie znać pewna umiejętność (czy też raczej moc), której wcześniej Iwan nie posiadał, a którą widocznie nabył w wyniku tragicznego wypadku – słyszy czołgi. Kiedy wspomina o tym dowódcy, ten stwierdza jedynie na boku, że Najdionow bardziej kwalifikuje się do zakładu psychiatrycznego, a nie do armii.
Tymczasem podczas pierwszej rozmowy z czołgiem maszyna przekazuje Iwanowi dziwną wiadomość – twierdzi, że została zniszczona przez wrogi superczołg, Białego Tygrysa, o którym w Armii Czerwonej od dawna krążą już legendy. I rzeczywiście coś jest na rzeczy, ponieważ istnienie takiej broni potwierdzają nawet wzięci do niewoli i przesłuchiwani przez sowiecki kontrwywiad hitlerowcy. Jeden z esesmanów opowiada na przykład o walkach pod Bobrujskiem, gdzie znienacka miał się pojawić na polu bitwy Biały Tygrys i w ciągu dziesięciu minut zniszczyć wszystkie uczestniczące w boju radzieckie tanki. Na pytanie, skąd wzięła się taka potęga – nazista odpowiada: Bo jest on ucieleśnieniem niemieckiego ducha. Dowództwo Armii Czerwonej bierze na poważnie te doniesienia i postanawia – na bazie T-34 – stworzyć nowy eksperymentalny czołg, który byłby w stanie zniszczyć hitlerowską superbroń (tak powstaje model T-34/85). Pomysł ten akceptuje sam marszałek Gieorgij Żukow, który zadanie sformowania nowej jednostki i rekrutacji załogi powierza majorowi kontrwywiadu Fiedotowowi i jego zastępcy kapitanowi Szaripowowi. Ci z kolei odszukują Najdionowa i po rozmowie kwalifikacyjnej mianują go dowódcą oddziału. Iwan, mający pewność, że spotkał się już z Białym Tygrysem na bitewnym polu, podejmuje się wykonania rozkazu. Od tego momentu rozpoczyna się krwawy pojedynek – ludzi i tanków… Brzmi to wszystko trochę niedorzecznie? Może i tak, choć w powieści sam koncept broni się mimo wszystko znacznie lepiej niż w filmie. Główną winę ponosi za to reżyser, który tak naprawdę nie potrafił zdecydować się, jaki obraz chce nakręcić. W efekcie stanął w rozkroku pomiędzy klasycznym kinem wojennym (z typowym dla tego gatunku rozmachem batalistycznym) a dramatem psychologicznym (z natury swej kameralnym). Ta dwoistość spowodowała, że obraz Szachnazarowa, chcąc być tym i tym, nie jest ani jednym, ani drugim.
Ostatnimi czasy w kinie rosyjskim zapanowała intrygująca moda. Powstaje bowiem coraz więcej filmów wojennych, w które ich autorzy wplatają elementy fantastyczne. Tak było w przypadku dwóch części telewizyjnej „Mgły” (2010 i 2012) Iwana Szurchowieckiego, w „Szpiegu” (2012) Aleksieja Andrianowa, w „Sierpniu. Ósmego” (2012) Dżanika Fajzijewa (choć ten obraz dotyka akurat tematu wojny z Gruzją), a teraz doszedł jeszcze „Biały Tygrys” Szachnazarowa. W pewnym sensie wydaje się to zrozumiałe. Bo po co kręcić kolejne kosztowne dzieła, które miałyby się okazać – lepszymi bądź gorszymi – kopiami filmów Jurija Ozierowa, Wiktora Turowa, Timofieja Lewczuka czy Aleksandra Stołpera? Lepiej dorzucić coś od siebie, spojrzeć na wojnę z trochę innego punktu widzenia – takiego, który przyciągnąłby również młodszych widzów, niekoniecznie wychowanych w bezgranicznym kulcie weteranów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Karen Gieorgijewicz poszedł tym właśnie tropem i, niestety, używając języka wojskowego – poległ. To znaczy gdyby „Białego Tygrysa” nakręcił debiutant, moglibyśmy powiedzieć o interesującym eksperymencie, który co prawda się nie powiódł, ale dowodzi, że artysta jakiś talent ma i w przyszłości będzie z niego pociecha. Ale gdy taki obraz wychodzi spod ręki Mistrza (tak, przez „M”), taka konstatacja nie wchodzi w rachubę. Co zatem zawiodło? Nade wszystko strona fabularna. Szachnazarow skupił się na portrecie Najdionowa, większość czasu poświęcając opisom jego stanu psychicznego (notabene bardzo niestabilnego); tym samym to, co powinno być mięsem takiego dzieła, czyli obraz wojny i batalistykę, zepchnął na dalszy plan. Kiedy patrzy się na szturm krasnoarmiejskich wojsk pancernych, można odnieść wrażenie, że to zdjęcia z jakiejś kroniki filmowej, której ekipa przypadkiem zaplątała się na poligon. Sceny nie są powiązane ze sobą narracyjnie, jedynym logicznym łącznikiem między nimi jawi się postać Iwana Iwanowicza i co rusz próbującego odszukać go Fiedotowa. Nawet pojedynek supertanków, który powinien być kluczowym fragmentem obrazu, zwyczajnie zawodzi – jest zrealizowany tak statycznie i mało widowiskowo, że Konrad Nałęcki raczej by go nie wykorzystał w „Czterech pancernych i psie”.
Kompletując obsadę, Szachnazarow starał się nie ryzykować; sięgnął po aktorów znanych, nierzadko takich, z którymi dane mu już było pracować. Rolę młodszego lejtnanta Iwana Najdionowa powierzył Aleksiejowi Wiertkowowi („Sala numer 6”, „Zawieszenie broni”, „Szczęście ty moje”), a majora kontrwywiadu Fiedotowa – Witalijowi Kiszczence („Ja – żołnierz rosyjski”, „Wygnanie”, „Cud”). W generała Smirnowa wcielił się Dmitrij Bykowski („Aleksander. Bitwa nad Newą”, „Ja”, „W stanie spoczynku 2: Swoich nie zostawiamy”), w naczelnika szpitala – Władimir Iljin („Spaleni słońcem 2: Cytadela”, „Kolorowy zmierzch”, „Wysocki. Dziękuję za życie”), a w marszałka Gieorgija Żukowa – Walerij Griszko, absolwent Państwowego Leningradzkiego Instytutu Teatru, Muzyki i Kinematografii (LGITMiK), mający na koncie kilkadziesiąt kreacji w serialach i filmach telewizyjnych. Jedynym debiutantem, któremu dane było zagrać ważniejszą rolę, był Gierasim Archipow – przed rokiem ukończył Państwową Sankt-Petersburską Akademię Sztuk Teatralnych (SPbGATI) – grający kapitana Szaripowa, prawą rękę Fiedotowa. Na planie w kilku scenach pojawiła się także liczna grupa aktorów niemieckich: między innymi grający Hitlera Karl Kranzkowski („Upadek”), Christian Redl („Upadek”, „Krabat”) w roli feldmarszałka Keitela, Klaus Grünberg („Ucieczka z Sobiboru) wcielający się w Stumpfa oraz Dirk Martens („Equilibrium”, „Mecz”) jako hitlerowski czołgista.
Członków ekipy realizatorskiej również dobierał Szachnazarow spośród dobrze sprawdzonych bądź znanych sobie bezpośrednio twórców. Za kamerą w roli operatora stanął Aleksandr Kuzniecow, współpracujący już z Karenem Gieorgijewiczem przy „Sali numer 6” (poza tym między innymi „Prosto w serce”). Za ścieżkę dźwiękową odpowiadało dwóch cenionych rosyjskich kompozytorów filmowych – Jurij Potiejenko („Przenicowany świat”, „Czarna Błyskawica”, „Szpieg”) oraz Konstantin Szewieliow („Zaginione imperium”), choć istotną rolę odgrywają w obrazie także fragmenty dzieł symfonicznych Ryszarda Wagnera. Zadanie stworzenia scenariusza Szachnazarow powierzył natomiast swojemu przyjacielowi Aleksandrowi Borodianskiemu (rocznik 1944), któremu regularnie daje zarabiać od początku swojej kariery reżyserskiej, czyli od prawie trzydziestu lat. Reżyser dedykował film swemu ojcu – weteranowi Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Szkoda, że nie było go stać na bardziej okazały pomnik.
koniec
3 czerwca 2012

Komentarze

19 VI 2012   12:53:48

Recenzja jest ok, ale warto dodać coś więcej na temat wątku fantastycznego. Tytułowy Tygrys nie jest żadną superbronią w sensie realnym, tylko czołgiem - duchem, który od czasu do czasu wraca z piekła, by mścić się na czołgach sowieckich. Pomysł żywcem skopiowany z "Niesamowitego jeźdźca", z tą różnicą, że trupioblady wierzchowiec Śmierci jest mechaniczny, no i oczywiście Zły. A jego przeciwnik Najdjonow jest zombie. Nie w sensie gnijącego trupa z filmów Romero, tylko człowieka, który powrócił z martwych jako ktoś zupełnie inny.
Pomysł całkiem fajny, szkoda, że koncertowo spalony fatalnym scenariuszem.
Spojler!!!
Finałowy pojedynek ma miejsce w 3/4 filmu, a potem mamy długaśną scenę podpisywania kapitulacji, wywiad z Hitlerem (sic), a gdy już zapomnimy o Najdjonowie, pojawia się i znika.

29 VII 2012   19:28:48

Rzeczywiście ten film to zmarnowany pomysł na emocjonujący pojedynek wykraczający nieco poza materialne "zwykłe" piekło pól bitewnych II wojny światowej. Chyba nie wyszło przede wszystkim dlatego, że jak wspomniał autor recenzji, reżyser nie potrafił się najwyraźniej zdecydować jaki chciałby nakręcić film. Ani to mocne kino wojenne, ani fantastyczne, ani psychologiczny dramat... Niby jakieś elementy każdego z tych gatunków są tu splecione lecz efekt owego splotu jest nader mizerny i pozbawiony emocji. Dodatkowo wręcz kuriozalny jest nagły skręt w stronę dokumentu - nie wiadomo zupełnie po co i dla czego, bo cały obszerny fragment poświęcony kapitulacji nic kompletnie do opowieści o tajemniczo tkniętym przez los sowieckim czołgiście i jego nadprzyrodzonym białym faszystowskim nemezis nie wnosi. Ukoronowaniem dziwnych meandrów jakimi podąża akcja tego filmu jest zaś nagle wyciągnięty jak królik z kapelusza wywiad z Hitlerem... Szkoda bo zaczynając się całkiem obiecująco mógł być to nawet ciekawy film.

04 XII 2012   04:01:19

Przekomiczny film. Udało im się zgromadzić na planie kupę sprawnych czołgów, ustawili też trochę oryginalnych, pochodzących z wojny wraków, ale zapomnieli o fabule. Ten film się po prostu nie kończy. Ot, urywa się w głupim miejscu, a potem są już tylko bzdurne sceny z Niemcami. Ale i tak ogląda się znośnie, zwłaszcza jeśli ktoś lubi tematykę drugowojenną.

Nasuwa się tu jednak inna refleksja. Tygrys jest emanacją germańskiej techniki, zimną i odhumanizowaną, podczas gdy Rosjanin jest żywym tworem zapewne Matuszki Rosji, dbającej o ocalenie żywotów prostych czołgistów. Czyli metal kontra niezłomny sowiecki duch. Trochę to śmieszne podejście do tematu, rzekłbym - wręcz sztampowe i ździebko nielogiczne (Rosjanin nic nie je, ale czołg pali mnóstwo paliwa, sądząc po spalinach), ale co tam. Nasi i tak zrobiliby to gorzej. ;)

11 XI 2016   15:31:36

To film o tym co w duszy Rosjan pokolenia reztera. To co czują, co ich uksztaltowalo z opowieści ojców lub matek które straciły mężów na frontach 2 wojny. Czyli: smierc i bol na froncie. Temu trzeba nadać sens. Film ma właśnie taki cel - nadaje sens ofiarom Rosji w 2 wojnie. Czyli walka rosyjskiego ducha ze złem, które przychodzi z zachodniej Europy. Złem odwiecznym jest biały tygrys. Duchem Rosji jest Najdionow, którego sensem jest stanie na straży zła, które "może wrócić za 20, 50, 100 lat". A źródłem zła jest Europa - po to jest wywiad z Hitlerem mówiącym, że "zrobil to o czym Europa snila". Scena z kapitulacji ma pokazać wielkość Rosji nad Rzesza i upokorzenie Rzeszy oraz nieistotnosc Ameryki w tej scenie. Ten film pokazuje jak maja myśleć Rosjanie, którzy będą świadkiem odbudowy wielkiej Rosji i konfliktu Rosji z Zachodem np. na Ukrainie lub w Bałtyce. Chociaż mi się podobał plastycznie - może dobrze, że Rosjanie wola Holiwoodzka sieczkę.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o filmach: Chrapka na dziecięcie
Jarosław Loretz

17 XII 2018

„Poroniony” to kolejny z horrorów eksploatujących temat traumy poporodowej. Niezbyt udany, dodajmy.

więcej »

East Side Story: Wszystko na marne
Sebastian Chosiński

16 XII 2018

To drugi w odstępie dwóch lat film fabularny poświęcony tragicznemu w skutkach trzęsieniu ziemi, jakie nawiedziło radziecką jeszcze wtedy Armenię na początku grudnia 1988 roku. Trudno jednak stwierdzić, co tak naprawdę kierowało Aleksandrem Kottem, który, mając jako materiał poglądowy obraz Sarika Andreasiana, nakręcił dzieło ustępujące mu pod każdym względem. I choć zapewne boleśnie to zabrzmi dla autora – zupełnie niepotrzebne.

więcej »

Krótko o serialach: Bo to zła kobieta była
Anna Nieznaj

10 XII 2018

Raczej trudno wymyślić dziś coś naprawdę nowego w konwencji politycznego thrillera, lecz brytyjski miniserial „Bodyguard” utrzymuje uwagę widza skomplikowaną intrygą.

więcej »

Polecamy

Na parkowej ławeczce

Z filmu wyjęte:

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zatokaman i wspólnicy
— Jarosław Loretz

Zatokaman
— Jarosław Loretz

Żeby lepiej słyszeć
— Jarosław Loretz

Ostatnia impreza
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Z tego cyklu

Wszystko na marne
— Sebastian Chosiński

Bezprawie i niesprawiedliwość
— Sebastian Chosiński

W trzy sekundy z piekła do nieba
— Sebastian Chosiński

Niemowlę na tropie mafii
— Sebastian Chosiński

„Kiedy mnie już nie będzie…”
— Sebastian Chosiński

Na krańcu świata też rodzi się Zło
— Sebastian Chosiński

Gdy chce się być Zwiagincewem, ale…
— Sebastian Chosiński

Dziewczyny na sprzedaż
— Sebastian Chosiński

Miłość pikantne ma imię
— Sebastian Chosiński

Nadchodzi zemsta! Czyli kto, na kim i za co?
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.