Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Henry Joost, Ariel Schulman
‹Paranormal Activity 4›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułParanormal Activity 4
Dystrybutor UIP
Data premiery19 października 2012
ReżyseriaHenry Joost, Ariel Schulman
Scenariusz
ObsadaKatie Featherston, Brady Allen
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiUSA
CyklParanormal Activity
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Norma w nienormalności
[Henry Joost, Ariel Schulman „Paranormal Activity 4” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wiesz, drogi czytelniku, co jest najgorsze w seriach filmowych? Części z numerem 4. Najwyraźniej. „Piraci z Karaibów” z tym numerkiem byli średni, o „Resident Evil” nawet nie pisałem pełnej recenzji, bo nie było o czym, „Piła” była koszmarna – dosłownie i w przenośni – a nowa odsłona „Paranormal Activity” mnie w tym utwierdza. Nie znaczy to, co prawda, że mamy do czynienia z totalną tragedią. Z drugiej jednak strony ten film jest serią dziwnie zrealizowanych założeń.

Mateusz Kowalski

Norma w nienormalności
[Henry Joost, Ariel Schulman „Paranormal Activity 4” - recenzja]

Wiesz, drogi czytelniku, co jest najgorsze w seriach filmowych? Części z numerem 4. Najwyraźniej. „Piraci z Karaibów” z tym numerkiem byli średni, o „Resident Evil” nawet nie pisałem pełnej recenzji, bo nie było o czym, „Piła” była koszmarna – dosłownie i w przenośni – a nowa odsłona „Paranormal Activity” mnie w tym utwierdza. Nie znaczy to, co prawda, że mamy do czynienia z totalną tragedią. Z drugiej jednak strony ten film jest serią dziwnie zrealizowanych założeń.

Henry Joost, Ariel Schulman
‹Paranormal Activity 4›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułParanormal Activity 4
Dystrybutor UIP
Data premiery19 października 2012
ReżyseriaHenry Joost, Ariel Schulman
Scenariusz
ObsadaKatie Featherston, Brady Allen
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiUSA
CyklParanormal Activity
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Założenie 1 – kontynuujemy historię z poprzednich filmów
Teoria: Katie zniknęła z Hunterem (rocznym bobasem jej siostry), wokół którego kręcił się z lubością pewien demon. Szwagier skończył na kanapie, a jej siostra zaliczyła śmiertelne zderzenie ze ścianą. W związku z tym sześć lat później obserwujemy życie zupełnie innej rodziny. Piętnastoletnia Alex ma chłopaka – Bena – z burzą hormonów, sześcioletniego brata – Wyatta i dwójkę rąbniętych rodziców. A, i sąsiadkę z dzieckiem, która ląduje w szpitalu, zaś mały Robbie trafia pod opiekę rodziców Alex. Robbie jest dziwny, bardzo dziwny. Wraz z jego przybyciem zaczyna się totalny koszmar.
Wykonanie: Niby właśnie streściłem fabułę filmu, ale nie zmienia to faktu, że i tak mamy do czynienia z czymś, co będzie totalnie niezrozumiałe dla widzów poprzednich części. Widać to przede wszystkim w drugiej części filmu, w której wszystko się komplikuje, a wątki z trzeciej części w teorii powinny zostać postawione w zupełnie nowym świetle. Uprzedzam: nie są. Generalnie pomysł na osadzenie filmu 5 lat po wydarzeniach z poprzedniej odsłony trochę skomplikował życie twórcom, bo ci, co prawda, nie ujawnili fabuły do końca, ale też można odnieść wrażenie, że nie mieli pomysłu, jak pociągnąć poszczególne jej elementy, w związku z czym postanowili wpaść z wizytą do innej rodziny.
Założenie 2 – tworzymy ciekawych bohaterów
Teoria: Rodzina Alex przeżywa kryzys, Alex i Ben są sympatyczni, Robbie wzbudza dreszcze, a Wyatt to normalne dziecko.
Wykonanie: Kryzys nudny, oklepany i dziwnie pokazany (generalnie nie wiadomo, czy miał być to istotny element, czy też zapychacz fabularny), Alex i Ben faktycznie wzbudzają sympatię (i tu duży plus, bo poprzedni bohaterowie średnio mnie przyciągali – ciekawsze były zamykające się drzwi, huki i zmieniające położenie przedmioty), Wyatt… no dobra, przyjmijmy, że rozwija się zgodnie z podręcznikami pedagogiki, a Robbie… cóż. Kiepsko. Fanom „Omenu” wolę od razu powiedzieć – nie nastawiajcie się na coś strasznego. Robbie jest po prostu irytujący ponad normę i człowiek zaczyna żałować, że to nie horror o zombie i że dziecka nic nie zeżre.
Założenie 3 – pozostawiamy sprawdzone metody kręcenia ujęć, tylko je ulepszamy
Teoria: Pięć lat później. Facebook i kacze dzióbki królują, Skype jest wszędzie, iPhone’y również. W związku z tym nie mamy kamer, wszystko idzie metodą możliwie naturalną.
Wykonanie: „No miejcie litość…” – to pierwsze słowa, które przychodzą na myśl. O ile ręczna kamera i utrwalanie życia Wyatta jest zrozumiałe (no w końcu młody, niech ma pamiątkę, zrozumiałe), o tyle Ben jest dziwny. Nagrywanie rozmów ze swoją dziewczyną na Skype? Jakby tego było mało, okazuje się, że można ustawić każdego MacBooka na ciągłe nagrywanie. Rozumiem, że Maki to mocarne urządzenia, które potrafią sporo uciągnąć na baterii, a bohaterowie nie muszą pokazywać nam, że podłączają je do zasilania, ale wydaje mi się, że przeciągnięcie kabla po podłodze w kuchni to jednak średni pomysł – zwłaszcza, gdy komputer stoi koło zlewu. Inna sprawa to fakt, że przez tę wszechobecność jabłka w domu, można odnieść wrażenie, że to nachalny product placement (zastrzegam, że zdaję sobie sprawę z tego, że tylko w Polsce pokutuje syndrom wyższej, sadowniczej klasy społecznej). Niemniej, metody nagrywania mają jeszcze więcej dziur. Po pierwsze: numer z Kinectem. Nagrywanie wszystkiego w podczerwieni (Kinect emituje wiązki laserowe do wykrywania ruchu) jest dość zabawne, jednak patologiczne niewyłączanie urządzenia na noc też jest dość dziwne. Tutaj nie chcę spoilerować, jednak muszę zastrzec, że dla mnie ten zabieg spartolił część filmu. Inna sprawa, że wisienką na torcie jest kompletnie niezrozumiała logika twórców. Generalnie, pierwszy raz widzę nawiedzenie, które uszkadza pliki w komputerze, a nie sam komputer. Gorzej, że widz WIDZI te nagrania, co rozbija konstrukcję, bo, jak do tej pory, jak kamera wysiadała, to wysiadała – i tyle było z seansu, przeskakiwaliśmy do kolejnego dnia. YDIW, jednym akronimem.
Założenie 4 – straszymy!
Teoria: Straszymy największym atutem – czyli narastającą paranoją.
Wykonanie: Nie, nie i jeszcze raz nie. Paranoja nie narasta, bo rozwala ją pierwsze 5 minut filmu. Potem się pojawia drugi problem. W największym skrócie: pierwsza i druga część zdawały egzamin, bo sposób jeszcze się nie wyczerpał. Kiedy twórcy zauważyli, że w kółko serwują to samo, tylko z innymi postaciami na scenie, postanowili uraczyć nas odrobiną autoironii i wyszło to świetnie. Niestety, część czwarta znów jest tak bardzo na serio pod tym względem, że widz może – w ramach aktywności obronnej mózgu – zacząć mieć dziwne skojarzenia1). Dodatkowo, po raz pierwszy chyba całość jest niewyważona – klimat niby jest budowany, ale załamuje się w w okolicach połowy filmu, bo demon od razu przechodzi do meritum i robi to, co zwykle – czyli zabija własnymi i cudzymi rękami, robi łupu-cupu etc. Nie ma tu (prawie) subtelnego budowania napięcia, jest od razu BUM. Płakać się chce, bo w pewnym momencie widz zaczyna zdawać sobie sprawę z dziurawej logiki demona/ducha, czy co tam nawiedza ten dom. Chodzi mu, jak zwykle, o dzieciaka, ale obstawę eliminuje lepiej niż Terminator. Parafrazując wypowiedź z pewnego forum filmowego – demon sam nie wie, co tu robi. Czeka na „Paranormal Activity 11"? Oczywiście, jeśli zestawić to z poprzednimi częściami, to ma to niby ręce i nogi, ale totalnie zabija przyjemność z oglądania i pokazuje, że czwarta część jest już tylko dla fanów.
Gdyby porzucić wszelką logikę, to film się nawet broni – ale nie jako samodzielny utwór. W tym jest największy problem – to, co miało straszyć, w zasadzie nie straszy. Widz jest rzucony in medias res i, tak naprawdę, wyczekuje końcówki, która – być może – popchnie fabułę do przodu. Nie ukrywam jednak, że nagromadzenie różnych perspektyw i wątków niebezpiecznie stacza tę serię w granice opery mydlanej. Z drugiej strony – w „Esensja ogląda” dałem „Resident Evil 4” 30%, a „Paranormala” jednak da się oglądać. Dlatego dostanie aż 50% – bo źle nie jest. Co innego obejrzeć sprawnie nakręcony kolejny odcinek, a co innego wyjść zawiedzionym, bo miało się oczekiwania, jak w moim przypadku.
koniec
25 października 2012
1) Osobiście mnie, jako widzowi pewnej niebieskiej stacji, w pewnym momencie zaczęły wskakiwać do głowy absurdalne wizje, pozwalające na stworzenie pełnometrażowej parodii filmu. Wyobraźcie sobie: środek nocy, pustka w salonie, a tu nagle pojawia się Perfekcyjna Pani Domu z białą rękawiczką i zaczyna czyścić rodowe srebra… Ewentualnie nawiedzona kuchnia z pewną restauratorką szukającą ostrego noża (wątek zrozumiały w pełni dla widzów filmu) i wyklinającą, że sałatka zrobiona przez mamę Alex nie ma sosu vinaigrette. Serio – jeżeli jestem fanem serii, a zaczęły mi przychodzić na myśl takie rzeczy, powodując, że ledwo się powstrzymywałem od śmiechu, to znaczy, że jednak nie jest dobrze. Horrory oglądam w kinie po to, żeby mieć pełnię wrażeń, której nie uzyskam w domu na małym ekranie, a nie żeby parskać co i rusz od dziwnych procesów myślowych zachodzących w moim mózgu.

Komentarze

25 X 2012   21:29:46

Napisałem to już na "pewnym forum filmowym" ;) napiszę i tutaj - największym plusem filmu jest główna bohaterka: bardzo ładna i moim zdaniem dobrze, naturalnie zagrana, więc przyjemnie się ogląda... reszta filmu bardzo przeciętna, z denerwującymi nielogicznościami w fabule dotyczącymi dwójki dzieciaków. Bo właściwie nie wiadomo kim tak naprawdę są i skąd się wzięły tam, gdzie się wzięły, że tak to ujmę ;)

26 X 2012   10:24:43

Ja tam znalazłem jeszcze parę innych głupot związanych z Tobym, ale nie chciałem spoilerować... ten film to jeden wielki zestaw dziwnych, paranormalnych (nomen-omen) rzeczy, które się ludziom nie śniło :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Nie nadeptuj (przyszłemu) teściowi na odcisk!
Sebastian Chosiński

20 X 2021

Reżyserski dorobek Siergieja Sidieliowa jest nadzwyczaj mizerny: zaledwie cztery filmy pełnometrażowe, w tym tylko trzy zrealizowane samodzielnie. Z tych trzech jeden to inscenizacja opery. A mimo to z dwóch pozostałych autor mógł być dumny. Zwłaszcza z komedii „Ulica pełna niespodzianek”, która w drugiej połowie lat 50. i kolejnych dekadach aż do upadku Związku Radzieckiego cieszyła się statusem kultowej.

więcej »

East Side Story: Miłość i rewolucja na lodzie
Sebastian Chosiński

17 X 2021

Polski dystrybutor nie byłby sobą, gdyby wprowadzając ten film do oferty Netflixa, nie zmienił jego tytułu. Zamiast oryginalnych (w podwójnym tego słowa znaczeniu) „Srebrnych łyżew” mamy komercyjnie brzmiący „Zimowy romans”. I chociaż wszystko – w teorii – się zgadza, to jednak film Michaiła Łokszyna nie zasługuje na to, by postrzegać go jedynie w kategoriach obrazu miłosnego.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: O jeden ząb za daleko
Sebastian Chosiński

13 X 2021

W normalnym kraju człowiek z trzydziestoma trzema zębami wybrałby się do dentysty i poprosił go o usunięcie nadmiarowego trzonowca (kła albo siekacza). W Związku Radzieckim ktoś taki mógł stać się sensacją naukową i celebrytą. Przynajmniej tak to sobie wyobrażał Gieorgij Danielija, który na podstawie tych domysłów zbudował oś fabularną „nienaukowo-fantastycznej” (jak poinformowano w napisach) komedii… „Trzydzieści trzy”.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Grudzień 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Wrzesień 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Znów te prześcieradła
— Mateusz Kowalski

Tegoż autora

Bezkrólewie
— Mateusz Kowalski

Piękny bullshit
— Mateusz Kowalski

To jeszcze nie czas...
— Mateusz Kowalski

Porażki i sukcesy A.D. 2012
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Mateusz Kowalski, Gabriel Krawczyk, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Jednym rzutem przez pół Europy
— Mateusz Kowalski

Symfonia à la carte
— Mateusz Kowalski

Wzgórze nie ma oczu
— Mateusz Kowalski

Deewolucja
— Mateusz Kowalski

Pluszowy rollercoaster
— Mateusz Kowalski

Ktoś, kto wziął tu pieniądze, nie do końca się napracował…
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Mateusz Kowalski, Alicja Kuciel, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.