Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Guillermo del Toro
‹Hellboy›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHellboy
Dystrybutor UIP
Data premiery17 września 2004
ReżyseriaGuillermo del Toro
ZdjęciaGuillermo Navarro
Scenariusz
ObsadaKarel Roden, Ron Perlman, John Hurt, Selma Blair, Rupert Evans, Jeffrey Tambor
MuzykaMarco Beltrami
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiUSA
CyklHellboy
Czas trwania132 min
WWW
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Diabli Nadali
[Guillermo del Toro „Hellboy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Najpierw był świetny komiks Mike’a Mignoli. Po okresie rządów DC Comics, Marvela i w mniejszym stopniu Image, przyszła pora na erę Dark Horse. Guillermo del Toro ma już wprawę w przenoszeniu komiksów na ekran („Blade II”), ale to samo mówiłem o Norringtonie („Blade”), gdy zabierał się za „Ligę Niezwykłych Dżentelmenów”. Czy tradycji stało się zadość, czy może del Toro nie powtórzył błędu kolegi?

Bartosz Sztybor

Diabli Nadali
[Guillermo del Toro „Hellboy” - recenzja]

Najpierw był świetny komiks Mike’a Mignoli. Po okresie rządów DC Comics, Marvela i w mniejszym stopniu Image, przyszła pora na erę Dark Horse. Guillermo del Toro ma już wprawę w przenoszeniu komiksów na ekran („Blade II”), ale to samo mówiłem o Norringtonie („Blade”), gdy zabierał się za „Ligę Niezwykłych Dżentelmenów”. Czy tradycji stało się zadość, czy może del Toro nie powtórzył błędu kolegi?

Guillermo del Toro
‹Hellboy›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHellboy
Dystrybutor UIP
Data premiery17 września 2004
ReżyseriaGuillermo del Toro
ZdjęciaGuillermo Navarro
Scenariusz
ObsadaKarel Roden, Ron Perlman, John Hurt, Selma Blair, Rupert Evans, Jeffrey Tambor
MuzykaMarco Beltrami
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiUSA
CyklHellboy
Czas trwania132 min
WWW
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Podobno na etapie pisania scenariusza Mike Mignola i Guillermo del Toro rozmawiali o obsadzie „Hellboya”. Nie chcieli się zbyt wcześnie zdradzić ze swoim typem na „Piekielnego chłopca”. Reżyser zaproponował, aby napisali na małej karteczce nazwisko wybrańca, po czym w tej samej chwili wzajemnie je sobie pokazali. Jakież było zaskoczenie, kiedy oboje na świstkach papieru oponenta ujrzeli to samo nazwisko. Ron Perlman to chyba najbardziej charakterystyczny aktor współczesnego kina. Niestety, nie dość charakterystyczny, aby zostać zauważonym. Problem na pewno tkwi w nieumiejętnym doborze ról. Świetne kreacje u Annauda („Walka o ogień”, „Imię Róży”, „Wróg u bram”), Jeuneta („Obcy: Przebudzenie”, „Miasto zaginionych dzieci”) czy Frankenheimera („Wyspa Doktora Moreau”) przeplatają się z występami w kompletnie nieudanych produkcjach („Absolon”, „Akademia Policyjna 7”, „Star Trek: Nemezis”). Może mariaż z Guillermo del Toro, zapoczątkowany już w 1993 roku („Cronos”), pozwoli mu na wyjście z niszy nie odwiedzanej przez szerszą widownię. „Hellboy” to ogromna szansa na to, by ten znakomity aktor mógł wreszcie dostać zasłużoną nominację do czegoś więcej niż Złotego Globu czy Emmy.
Pewnie czytający to polscy krytycy będą kręcili nosami i klęli w duchu. Bo przecież jak bezczelnie postąpiłem pisząc, że aktor filmu czysto rozrywkowego może dostąpić zaszczytu bycia nominowanym do Nagrody Akademii. No cóż, idąc za ich wzorem mógłbym napisać, że Perlman, podobnie jak Theron i Kidman, został oszpecony (jeszcze bardziej) do roli, co już predestynuje go do zdobycia najwyższych laurów. Ale nie jestem zwolennikiem twierdzeń, że Oscara otrzymuje się za nos, kolor skóry czy sumę kilku poprzednich ról. Głównym powodem są umiejętności i właśnie ich cholernie dużo posiada Ron Perlman, szczególnie jako „Piekielny chłopiec”. Jest najlepiej odwzorowanym superbohaterem wszech czasów. Przebija nie tylko Keatona (Batman), Jackmana (Wolverine) i Leguizamo (Clown), ale także Stewarta (Charles Xavier), Cumminga (Nightcrawler) i Snipesa (Blade). Tak jak w roli Bruce’a Wayne’a uznalibyśmy Gibsona, a jako Blade’a przebolelibyśmy LL Cool J’a, to za nic w świecie nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek innego Hellboya.
Liz Sherman
Liz Sherman
Gabarytowo i mięśniowo pewnie nawet przewyższa swoje komiksowe alter ego. Fizycznie jest wprost identyczny. No, może oprócz oczu, co sam przyznaje patrząc na komiks Mignoli i rzucając krótkie: „zawsze partolą oczy”. Wągrowski, Chaciński i Draniewicz pisali, że w „Spider-Manie 2” zauroczyło ich życiowe przedstawienie i ludzkie podejście do herosa. Mi też się podobało jak Peter Parker (Maguire) tak jakby od niechcenia, ale wprost do widza mówił, że nie ma kasy albo kocha M. J. (Dunst), lecz nie może z nią być, bo ci źli by ją znaleźli i zrobili kuku. Dyskrecja przede wszystkim...
W „Hellboyu” nie trzeba słyszeć słów, wszystko widać jak na dłoni. Grymasy, miny, gesty i przede wszystkim postawa Perlmana ukazują nam stosunek jego postaci do wykonywanej pracy. Jest pełen cynizmu i ma wszystko w dupie. Nie uważa się też za kogoś wyjątkowego i aby inni również go za takiego nie uważali, codziennie „goli” sobie rogi piłą tarczową. Dla niego rzucanie potworami na prawo i lewo to jak przenoszenie worków z ziemniakami. Z takim bohaterem aż chce się pójść na piwo po pracy. Ty mu opowiesz, ilu klientów dzisiaj namówiłeś na samonadmuchujący się materac, a on ci streści, jak udało mu się odesłać hordę istot z piekła rodem tam, gdzie ich miejsce. Paradoksalnie Hellboy jest najbardziej ludzkim superbohaterem jakiego mogliśmy oglądać w kinie. Ale chyba właśnie o to chodziło Mignoli i del Toro, którzy w swoim filmie postawili pytanie (zaczerpnięte z Lovercrafta): „Jakie są granice człowieczeństwa? Co czyni człowieka człowiekiem?”. Odpowiedź jest prosta. To uczucia decydują o tym, że jesteśmy ludźmi.
Abe Sapien
Abe Sapien
Z adaptacjami komiksów, jak i książek, jest taki problem, że trzeba oceniać je dwutorowo. Musimy napisać nie tylko o tym, czy sam film, jako osobna całość, jest dobry. Powinniśmy uwzględnić samą jakość adaptacji. Wtedy wchodzi dodatkowy problem – trzeba znać treść komiksu. Jak ciężkie jest przyswojenie powieści obrazkowej doświadczył na własnej skórze Mossakowski z Gazety Wyborczej. Nazywając Abe’a Sapiena (Doug Jones) człowiekiem-rybą podobnym do Jar Jar Binksa, a Sammaela gigantyczną langustą, ujawnił swoje uprzedzenie do historii o superherosach. Dodatkowo zaprezentował swoje uwielbienie dla owoców morza. Czyżby podczas pisania recenzji był głodny? Oprócz tego zrugał straszliwie fabułę („bzdura jest to kosmiczna”) i stwierdził, jakże dowcipnie, że „w gazetowych zapowiedziach proponowałbym dopisek: dozwolony do lat 15”. Nie mam mu tego za złe. Rozumiem, że musi się lansować i być na intelektualnym topie. A dać filmowi amerykańskiemu, na dodatek zrobionemu w Hollywood, więcej niż trzy gwiazdki, to już wstyd w środowisku... Mam jeszcze pytanie do Figielskiego ze Stopklatki – drugiego wielce zorientowanego krytyka – o które pół godziny chciałby skrócić „Hellboya”? O kawałek początku, końca, środka, czy może 15 minut z początku i tyleż samo z końca? Napomknąłem o tym drugim pismaku, bo tenże urzekł mnie bardzo inteligentnym stwierdzeniem: „Gdyby skrócić to („Hellboy” przyp. red.) o pół godziny, nie miałbym większych zastrzeżeń”. No proszę, jak dużo może zmienić tak niewielka ilość czasu. Ja uważam natomiast, że gdyby „Powrót Króla” skrócić o niecałe 3 godziny, to zapewne zdobyłby Oscara za film krótkometrażowy.
Kroenen
Kroenen
Koniec dygresji, wróćmy do początku. Chyba do tej pory udało się stworzyć wszystkie rodzaje adaptacji. Była już idealna adaptacja – zły film („Garfield”), beznadziejna adaptacja – bardzo dobry film („Z piekła rodem”), słaba adaptacja – mierny film („Liga Niezwykłych Dżentelmenów”) i w końcu bardzo dobra adaptacja – świetny film („X-Men”). Kinowy „Hellboy” opiera się na kilku komiksach: „Nasienie Zniszczenia”, „Prawa Ręka Zniszczenia”, „Szkatułka Pełna Zła” (wszystkie dostępne w Polsce). Bez wątpienia del Toro utrzymał mroczny klimat opowieści. Bez utraty ani jednej kreski przeniósł postaci z kartki na celuloid, a także zachował genialne dialogi. Może trochę zmienił samą treść, ale wydaje mi się, że na lepsze (nie jestem zwolennikiem żabiego wątku z „Nasienia Zniszczenia”). Odpowiednie byłoby nazwanie „Hellboya” prawie idealną adaptacją i, analogicznie, prawie idealnym filmem.
„Piekielny chłopiec” został sprowadzony na padół ziemski przez znanego z lekcji historii i filmów pornograficznych maga i jebaki Rasputina (Karel Roden). Miał być zwiastunem Apokalipsy, jednak zawsze będący tam gdzie trzeba alianci powstrzymali rosyjskiego czarnoksiężnika i towarzyszących mu hitlerowców. Hellboyem zaopiekował się profesor Trevor „Broom” Bruttenholm (John Hurt), założyciel B.B.P.O. (Biuro Badań Paranormalnych i Ochrony), który pokochał go jak syna. W Biurze „Chłopiec z piekła rodem” razem z telepatą Abe’em Sapienem (Doug Jones), pirokinetyczką Liz Sherman (Selma Blair) i Johnem Myersem (Rupert Evans) walczą z najgorszym złem, jakie kiedykolwiek ujrzało światło dzienne. Tym złem akurat tutaj jest zmartwychwstały Rasputin i jego podwładni: Karl Ruprect Kroenen (Ladislav Beran), Ilsa (Bridget Hodson) oraz Sammael (Brian Steele).
Hellboy
Hellboy
Od mocnego uderzenia się rozpoczyna i na takim samym kończy. Zostajemy świetnie wprowadzeni do historii samego Hellboya, jak i poszczególnych postaci. Wbrew głosom krytyki, logiczna i pozbawiona grama chaosu jest wielowątkowa fabuła, gdzie kolejny wątek jest lepszy od poprzedniego. Stosunek „Brooma” do przybranego syna jest w takim samym stopniu śmieszny, co wzruszający. Moment, w którym na pytanie o kolejną akcję, „Piekielny chłopiec” odpowiada: „nie mogę, ojciec mnie uziemił”, jest wprost genialny. Podobnie jest z przedstawieniem uczucia, jakim Hellboy darzy Liz. Gdy odwiedza ją w szpitalu i dowiaduje się, że nie mogą być razem, widzimy jak gigantyczny diabeł staje się małym i zasmuconym diabełkiem. Ron Perlman daje też maksymalny upust swoim możliwościom aktorskim podczas śledzenia Sherman i Myersa, kiedy to na dachu pobliskiego bloku użala się małemu chłopczykowi. Mnóstwo jest scen, które pozostają w pamięci piekielnie długo. Pościg za Sammaelem, walka w podziemiach, powstanie Kroenena w kostnicy, ożywianie zmarłego i wiele innych można oglądać w nieskończoność. Po wyjściu z kina chce się tam wrócić jeszcze raz, aby ponownie posłuchać cynizmu Hellboya i zobaczyć jak rozprawia się ze swoimi wrogami.
Uwielbiam jak w filmach na podstawie komiksów reżyser puszcza oko do widza, np. w każdej produkcji opartej na Marvelu szukam Stana Lee. Guillermo del Toro nie zapomniał i o takich fetyszystach. Dlatego też pojawia się Mike Mignola przebrany za rycerza, w czasie gonitwy za Sammaelem. Podczas oprowadzania Myersa przez Bruttenholma po siedzibie B.B.P.O. można ujrzeć pomnik Homunkulusa Rogera (bohater serii „B.B.P.O.” i komiksu „Prawie Kolos”), późniejszego pomocnika Hellboya. Po chwili, w tej samej scenie można zobaczyć artefakt należący do Żelaznych Butów – istoty z opowiadania o tym samym tytule. Ciekawe jest też nawiązanie do innej serii, tyle że filmowej. John Hurt, wcielający się w profesora Brooma w „Obcym” poświęcił swoją klatkę piersiową, aby wydać tego potwora na świat. Natomiast Ron Perlman w „Obcym: Przebudzeniu” przyczynił się do unicestwienia ostatniego (jak na razie) egzemplarza obrzydliwej kreatury.
„Hellboy” miał być filmem dobrym, a okazał się najlepszą adaptacją od czasu legendarnego „Powrotu Batmana” Burtona. Miejmy nadzieję, że del Toro dołączy do Singera, Raimiego i właśnie Burtona. Temu elitarnemu gronu udało się zrobić dwie kolejne części filmowych wersji komiksu na poziomie dorównującym, a nawet przewyższającym poprzednią.
koniec
24 września 2004

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Miłość i zbrodnia w jednym żyły domu
Sebastian Chosiński

21 I 2022

Spieszcie się oglądać stare szwedzkie kryminały na platformie Netflix, bo nie wiadomo, jak długo będą udostępnione. A warto, ponieważ, choć nie są to filmy powszechnie znane, to jednak nadzwyczaj godne uwagi. Po „Gdy robi się ciemno” dzisiaj zachęcamy Was do zaznajomienia się z „Pod osłoną mgły” Larsa-Erika Kjellgrena, którego pierwowzorem była powieść Vika Sunesona, nieznanego w naszym kraju klasyka skandynawskiego kryminału.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: W te dni majowe, gdy kończyła się wojna
Sebastian Chosiński

19 I 2022

Zanim w 1977 roku powstało monumentalne „Oswobodzenie Pragi” Otakara Vávry, osiemnaście lat wcześniej o tych samych wydarzeniach, choć w znacznie bardziej kameralnej i dużo mniej patetycznej formie, opowiedział Stanisław Rostocki w swej drugiej pełnometrażowej fabule czyli „Majowych gwiazdach”. Składająca się z czterech nowel historia urzeka poetyckim nastrojem i… zapachem wiosny.

więcej »

East Side Story: Gwiaździsty sztandar ponad wody Newy
Sebastian Chosiński

16 I 2022

To nie proste: z dnia na dzień porzucić dotychczasowe życie (niekoniecznie nawet najszczęśliwsze i najbardziej ustabilizowane) i zacząć nowe w zupełnie innym kraju, tysiące kilometrów od rodzinnych stron. A na to właśnie decyduje się bohaterka dramatu obyczajowego Aleksandra Mołocznikowa „Powiedz jej”, która na dodatek chce zostawić w Rosji męża i zabrać ze sobą ich jedynego syna.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Trudno uwolnić się od zła
— Joanna Kapica-Curzytek

Esensja ogląda: Marzec 2018 (2)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Głęboka czerwień
— Jarosław Robak

Esensja ogląda: Grudzień 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Listopad 2013 (3)
— Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady

Apokalipsa według Guillermo del Toro
— Grzegorz Fortuna

Esensja ogląda: Lipiec 2013 (1)
— Jarosław Loretz, Małgorzata Steciak, Agnieszka Szady

Mutacja biologiczno-ludowa
— Anna Kańtoch

Piekielnie ładny film
— Jakub Gałka

Czerwony kapturek z babcią w zębach
— Dorota Chrobak

Tegoż autora

Grucha, pietrucha, sztryngbormengorninghejgen
— Bartosz Sztybor

To nie jest kolejna recenzja...
— Bartosz Sztybor

Latający cyrk
— Bartosz Sztybor

Avada Kedavra, Czarownico!
— Bartosz Sztybor

Przyszłość tkwi w szczegółach
— Bartosz Sztybor

Test pilota Cravena
— Bartosz Sztybor

Camera obskurna
— Bartosz Sztybor

Home Run... i nie wracaj
— Bartosz Sztybor

Rozbis(i)urmaniona karuzela
— Bartosz Sztybor

De ja vu... doo
— Bartosz Sztybor

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.