Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

M. Night Shyamalan
‹1000 lat po Ziemi›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł1000 lat po Ziemi
Tytuł oryginalnyAfter Earth
Dystrybutor UIP
Data premiery14 czerwca 2013
ReżyseriaM. Night Shyamalan
ZdjęciaPeter Suschitzky
Scenariusz
ObsadaWill Smith, Jaden Smith, Isabelle Fuhrman, Zoë Kravitz, Kristofer Hivju, David Denman, Glenn Morshower, Lincoln Lewis, Faron Salisbury
MuzykaJames Newton Howard
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiUSA
WWW
Gatunekakcja, przygodowy, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Logika jest dla słabych
[M. Night Shyamalan „1000 lat po Ziemi” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Materiały dystrybutora powinny wyraźnie zaznaczać, że jest to film dozwolony DO lat trzynastu. Chyba tylko w wieku wczesnoszkolnym da się przymknąć oko na piętrzące się w filmie „1000 lat po Ziemi” idiotyzmy. Rozwiązaniem dla dorosłych może być domowy seans w gronie rozrywkowo nastawionych przyjaciół – marne SF potrafi mieć niezamierzenie duży potencjał komediowy, a w kinie rzucać głośnych komentarzy nie wypada.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Logika jest dla słabych
[M. Night Shyamalan „1000 lat po Ziemi” - recenzja]

Materiały dystrybutora powinny wyraźnie zaznaczać, że jest to film dozwolony DO lat trzynastu. Chyba tylko w wieku wczesnoszkolnym da się przymknąć oko na piętrzące się w filmie „1000 lat po Ziemi” idiotyzmy. Rozwiązaniem dla dorosłych może być domowy seans w gronie rozrywkowo nastawionych przyjaciół – marne SF potrafi mieć niezamierzenie duży potencjał komediowy, a w kinie rzucać głośnych komentarzy nie wypada.

M. Night Shyamalan
‹1000 lat po Ziemi›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł1000 lat po Ziemi
Tytuł oryginalnyAfter Earth
Dystrybutor UIP
Data premiery14 czerwca 2013
ReżyseriaM. Night Shyamalan
ZdjęciaPeter Suschitzky
Scenariusz
ObsadaWill Smith, Jaden Smith, Isabelle Fuhrman, Zoë Kravitz, Kristofer Hivju, David Denman, Glenn Morshower, Lincoln Lewis, Faron Salisbury
MuzykaJames Newton Howard
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiUSA
WWW
Gatunekakcja, przygodowy, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
To mógł być zupełnie przyzwoity przygodowy film dla młodzieży, z niezbyt odkrywczym, ale porządnie pokazanym wątkiem docierania się na linii ojciec-syn. Niestety, scenarzysta z sobie tylko znanych powodów uparł się poinformować widzów, że akcja (ta zasadnicza jej część) toczy się akurat na Ziemi, tysiąc lat po jej opuszczeniu przez ludzi. Nie ma to absolutnie żadnego znaczenia dla fabuły, natomiast generuje różne absurdy, które być może dałoby się łatwiej przełknąć, gdyby Kitai z ojcem wylądowali awaryjnie na jakiejkolwiek ziemiopodobnej planecie.
Niestety, absurdy dotyczą również innych fragmentów akcji. Mamy otóż ludzkość, która posiadła technikę lotów międzygwiezdnych, ale… zapomniała, czym jest broń palna, a nawet miotana. Jedynym sposobem walki z drapieżnikiem jest podejście blisko i szlachtowanie go zaostrzonym kijem, który co prawda technicznie jest super-duper zaawansowaną włócznią z inteligentnej stali przybierającej różne kształty ostrza, ale w kwestii idei nadal pozostaje tylko zaostrzonym kijem – najbardziej prymitywną bronią, wymyśloną przez homo jeszcze chyba nawet nie sapiens.
Drapieżnik do szlachtowania nazywa się ursa (nie, nie przypomina niedźwiedzia, niestety; przypomina niechlujnie posklejane odpady z rzeźni) i jest gatunkiem, który źli kosmici szczują na ludzi, próbując wykurzyć ich z nowo zasiedlonej planety. Gatunek jest – uwaga, uwaga – całkowicie ślepy, a ludzi wyczuwa węchem w momencie, kiedy się przestraszą. Ślepota nie przeszkadza ursom poruszać się szybko i zwinnie w dowolnym terenie, od futurystycznej metropolii poczynając, a na gęstym lesie kończąc. Ba, nie przeszkadza im nawet nabijać ofiar na ostro zakończone kawałki gałęzi, znalezione zapewne po mozolnym obmacaniu kilku(nastu?) kolejnych drzew. Jeżeli człowiek przestanie bać się ursy, nawet w trakcie walki, natychmiast staje się dla niej niewidzialny (czy obecne w pocie substancje ulatniają się ze skóry i ubrania w jednej milisekundzie?…), na co ewentualnie mogłabym przymknąć oko, ale niestety wizja galopującego bezkolizyjnie przez las ślepego drapieżnika rozmiarów młodego słonia sprawiła, że moja wyrozumiałość wzięła wyrwany z tynkiem kołek do zawieszania niewiary i poszła zabić nim scenarzystę.
Ojciec nastoletniego bohatera jest słynnym i podziwianym dowódcą elitarnej jednostki zajmującej się likwidacją urs za pomocą zaostrzonych kijów. Jak to bywa w tego typu filmach, syn – traktowany bardziej jak podwładny niż jak dziecko – ma na jego punkcie silny kompleks i potrzebę dorównania (to akurat przedstawione jest całkiem zgrabnie, podobnie, jak pojawiające się w retrospekcjach sceny z życia rodzinnego, emanujące autentycznym ciepłem i miłością, a także dramatyczne wspomnienia śmierci pewnej osoby). Kiedy stają się rozbitkami na niegościnnej planecie, wiadomo, że będziemy świadkami nawiązywania bliskości, zdobywania zaufania i przepracowywania pewnych traum z przeszłości – w kinie familijnym widzieliśmy to już mnóstwo razy, ale dobrze pokazane relacje międzyludzkie nie nudzą się właściwie nigdy. I ten aspekt „1000 lat po Ziemi” jest dla mnie najzupełniej w porządku. Gdybyż tylko nie było to „po Ziemi”, a na jakiejś fikcyjnej planecie…
Tysiąc lat to najwyraźniej dla przeciętnego Amerykanina okres nie do ogarnięcia rozumem (choć M. Night Shyamalan jako potomek cywilizacji indyjskiej powinien mieć nieco bardziej rozsądne podejście), bo każe nam się wierzyć, że w ciągu tego czasu wyewoluowały zupełnie nowe gatunki zwierząt (oraz wypiętrzyły się jakieś nieznane góry: pokażcie mi w realnym świecie to parukilometrowe urwisko, z którego skacze bohater), a co więcej, cała biologia zmieniła się do tego stopnia, że tropikalna dżungla każdej nocy zamarza na kość.
Tropikalna.
Zamarza.
Gdyby była to inna planeta, od biedy dałoby się uwierzyć w taki fenomen – mieliśmy już większe dziwy, że wspomnę choćby latające skały w „Avatarze”. Ale nie, twórcy filmu uparli się na Ziemię. Owszem, pierwsza wzmianka o tym, gdzie mianowicie bohaterowie próbują awaryjnie wylądować, tworzy całkiem intrygujący klimat. Z lekka postapokaliptyczna – bo opuszczono ją z powodu całkowitego zniszczenia i zatrucia – planeta oferowałaby sporo ciekawych możliwości fabularnych. Ruiny miast, gdzie można coś znaleźć, skażone obszary, których trzeba unikać, a może nawet potomkowie kogoś, kto ukrył się przed ewakuacją? Niet. Dostajemy dziewiczą dżunglę, w której trzeba wykonać quest. Dobrze, może być i tak. Ale zamarzająca dżungla, ślepy drapieżnik, podbijająca kosmos ludzkość bez broni palnej i jeszcze do tego pagórek, gdzie sygnał radiowy działa tylko w jedną stronę… to już zdecydowanie za wiele na raz.
Oprócz wątku rodzinnego, mocną stroną filmu jest atrakcyjność wizualna, przy czym twórcy nie stawiali na pleniący się ostatnio trójwymiar, ale na dynamikę, sprawny montaż, piękne scenerie (na obydwu planetach) i plastyczne pokazanie przyrody. Niektóre sceny zdecydowanie zapadają w pamięć, szczególnie skok z urwiska oraz finalne starcie wśród płatków padającego śniegu (popiołu?) – za to ostatnie zdecydowałam się podnieść ocenę całości o 10 punktów.
koniec
24 czerwca 2013

Komentarze

24 VI 2013   01:42:08

Czyli kolejny amerykański odmóżdżacz, który ładnie wygląda i... tyle. Aha, czy Jaden cały czas ma minę jak srający kot na puszczy, czy próbuje coś grać?

24 VI 2013   09:13:13

A w filmie jest powiedziane, że to za 1000 lat? Bo do tej pory myślałem, że to tylko kolejny kretyńsko przetłumaczony przez naszych rodaków tytuł.

24 VI 2013   09:32:41

Na samym początku filmu mignęła jakaś data.

24 VI 2013   12:12:15

Innymi słowy M. Night Shyamalan skończył się na "Znakach" z 2002 r.

24 VI 2013   14:51:14

Na jakich Znakach. Na Kill'em All się skończył :)

24 VI 2013   18:59:07

Shyamalan się nie popisał ale główne cięgi należą się rodzinie Smith. Fabuła (nota bene pisana praktycznie na kolanie), dobór aktorów, wszystko to zasługa Willa. Cały film stanowił bardzo drogi podarunek od bogatego tatusia dla Jadena. Shyamalan był tu bardziej figurką o rozpoznawalnym nazwisku i pokornym sługą jego ekscelencji. Co dodatkowo boli, film posiada absolutnie okropne aktorstwo. Smith nigdy jeszcze nie był tak drewniany a Jaden to po prostu masakra. No i "dziwnym nie jest" że obraz okazał się klapą finansową i kandydatem na najgorszy film roku 2013......

26 VI 2013   22:48:48

no nie wierzę... Achika Szady w końcu napisała całkiem przyzwoitą recenzję. Yeah :)

27 VI 2013   21:56:42

Masowe kretynienie ludzkości w przyszłości to bardzo częsty motyw w fantastyce.

To mi przypomina:
„Schemat, bez względu na konkretny dopust Boży (planetoida, wojna jądrowa, zaraza, wyschnięcie szybów naftowych – niepotrzebne skreślić) pozostaje niezmiennie ten sam – ludzie z dnia na dzień nagle durnieją, wszystko włącznie z tabliczką mnożenia zapominają, a grupka nielicznych z ocalałym rozumem zamiast do roboty, bierze się z miejsca za bezwzględny ucisk ociemniałych mas. Albo za wymyślanie nikomu niepotrzebnych dowcipów. Albo w ogóle nic nie robi, tylko siedzi i dogorywa, opłakując belle epoque. I ilekroć coś takiego oglądam bądź czytam, zadaję sobie pytanie – czy autorzy podobnych dzieł nie są z tej ziemi? Czy to możliwe, by o swoim własnym gatunku wiedzieli aż tak niewiele?

Opowiadanie aż się skrzy od niesamowitych konceptów, a najbardziej krotochwilna i karykaturalna jest chyba podstawa wymyślonego przez P.B. świata. Świata w którym, przypomnę, nie czerpie się już energii z ropy. A skąd? Ano z przezabawnej “Rube Goldberg machine” – najpierw biotechnolodzy pokrywają Ziemię od krańca do krańca łanami genetycznie zmodyfikowanych roślin. Rośliny służą do skarmiania genetycznie zmodyfikowanych wołów roboczych. Woły te są następnie zaprzęgane do kieratów w tzw. nakręcalniach gdzie, jak sama nazwa wskazuje, nakręcają siłą swych muskułów specjalne sprężyny-akumulatory. I tych sprężyn używa się do zasilania wszelkich innych urządzeń.

O, w dziuplę, co za pomysł! Fotoogniwa, wiatraki, geotermy i elektrownie jądrowe, a choćby etanol z wodorostów lub podsiębierny młyn wodny? E, tam. Lamerstwo! Kierat i sprężynka, to jest dopiero rozwiązanie na miarę ludzkiego geniuszu!”
(http://www.blog.podrzucki.eu/?p=96)

Z drugiej strony:
„Prób naśladowania starożytnych twórców wielkich konstrukcji było wiele. Zwykle kończyły się fiaskiem, ponieważ rekonstruktorzy, uwięzieni w okowach współczesnej wiedzy, nie potrafili się wyzbyć naszej filozofii rozwiązywania problemów, czyli siła–przekładnia–dźwignia. A jeśli się nie udaje, to… większa siła–większa przekładnia–większa dźwignia. Jeśli nadal nie działa, to dynamit. Powstawały więc dźwigi budowlane z drewna, którym za napęd służyli ludzie i transportery rolkowe rodem z fabryki butelek. Niektóre z tych pomysłów nie wyszły poza etap projektów, lub – co gorsza – poza rysunki z książeczek dla dzieci. Gdybyśmy używali podobnej metody przy rekonstrukcji rzymskiego rydwanu, wyszedłby nam samochód rodziny Flinstonów.

Być może wiedza starożytnych stała na wiele wyższym poziomie, niż nam się wydaje. Być może również byli oni o wiele bardziej pomysłowi od nas. Skoro nie mieli wsparcia ciężkich maszyn budowlanych ani programów CAD, to ich ciąg myślowy nie był co chwilę przerywany westchnieniami „Szkoda, że nie możemy użyć wózka widłowego”. A co, jeśli maszyny nie były wcale potrzebne?

Większość problemów można rozwiązać na dwa sposoby: siłą lub inteligencją. Nawet prosty robotnik wie, jak samodzielnie przemieścić ciężką beczkę – przechylić ją i przetoczyć na rancie. W podobny sposób grupa badaczy dokonała pierwszej wiarygodnej rekonstrukcji transportu posągów moai z Wyspy Wielkanocnej. Wystarczyły trzy liny, w miarę twarde podłoże i około dwudziestu osób, które w odpowiedniej kolejności pociągały za te liny. Kilkutonowy moai w pozycji pionowej (!) kolebał się na boki i całkiem sprawie „kroczył” tempem spacerującego człowieka. Tak proste, że aż trudno uwierzyć, prawda?”
(http://rafalkosik.com/ingerencja-z-gory-2)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Współczesna baśń w blasku zorzy polarnej
Sebastian Chosiński

24 X 2021

Ten niepozornie rozpoczynający się film okazuje się być jedną z bardziej interesujących produkcji rosyjskich tego roku. Pod ironicznym płaszczykiem „Mleko” Karena Oganesiana skrywa bowiem nadzwyczaj ważne tematy: dla kobiet i mężczyzn, dla dorosłych i nastolatków. Od reżysera i aktorów udział w nim wymagał też niemałej odwagi, ponieważ jego obyczajowa śmiałość niektórych może szokować.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Nie nadeptuj (przyszłemu) teściowi na odcisk!
Sebastian Chosiński

20 X 2021

Reżyserski dorobek Siergieja Sidieliowa jest nadzwyczaj mizerny: zaledwie cztery filmy pełnometrażowe, w tym tylko trzy zrealizowane samodzielnie. Z tych trzech jeden to inscenizacja opery. A mimo to z dwóch pozostałych autor mógł być dumny. Zwłaszcza z komedii „Ulica pełna niespodzianek”, która w drugiej połowie lat 50. i kolejnych dekadach aż do upadku Związku Radzieckiego cieszyła się statusem kultowej.

więcej »

East Side Story: Miłość i rewolucja na lodzie
Sebastian Chosiński

17 X 2021

Polski dystrybutor nie byłby sobą, gdyby wprowadzając ten film do oferty Netflixa, nie zmienił jego tytułu. Zamiast oryginalnych (w podwójnym tego słowa znaczeniu) „Srebrnych łyżew” mamy komercyjnie brzmiący „Zimowy romans”. I chociaż wszystko – w teorii – się zgadza, to jednak film Michaiła Łokszyna nie zasługuje na to, by postrzegać go jedynie w kategoriach obrazu miłosnego.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Grudzień 2013 (5)
— Sebastian Chosiński, Karolina Ćwiek-Rogalska, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Czerwiec 2013 (3)
— Jarosław Loretz, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Dobry, zły i łamliwy
— Konrad Wągrowski

Rozszczepieni
— Jarosław Robak

Esensja ogląda: Listopad 2016 (1)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Esensja ogląda: Grudzień 2013 (5)
— Sebastian Chosiński, Karolina Ćwiek-Rogalska, Jarosław Loretz

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (3)
— Jakub Gałka

Zostaliście ostrzeżeni!
— Ewa Drab

Mroczny azyl
— Marcin Łuczyński

Trzy Zwroty Shyamalana
— Konrad Wągrowski

Boskie objawienie przez najeźdźców z kosmosu
— Konrad Wągrowski

Niektóre można nagiąć, inne można złamać
— Michał Chaciński

Tegoż autora

Skojarzenia to przekleństwo, lecz możemy dziś dać głowę…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ona jest jak wybielacz do duszy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ten wrażliwy, ten bojowy i ta trzecia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Marvel w sosie dostojewskim, czyli co się stało w Budapeszcie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pyza na polskich dróżkach albo podróż donikąd
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Dziewoje bylicą przepasane
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zaufaj indonezyjskiej smoczycy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Jak to na wojence… brzydko, czyli mały lisek w trybach wielkiej polityki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tęczowa magia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skok w fabułę bez spadochronu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.