Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (1)

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 [2]
Jak urodzić i nie zwariować
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Małgorzata Steciak [30%]
Wizyta w domu rodziców oznacza w moim przypadku między innymi nieograniczony dostęp do kablówki. Podczas przeglądania ramówki jednej ze stacji natknęłam się na już nieco zapomnianą komedię sprzed roku o jakże wdzięcznym tytule „Jak urodzić i nie zwariować”. Anna Kendrick, Elizabeth Banks i Mr. Schue z „Glee” (czyt. Matthew Morrison) w obsadzie – może nie będzie tak źle? Niestety film Kirka Jonesa nie dość, że prezentuje dowcip lotów zdecydowanie nienajwyższych, to nawet w swojej sztampowej wulgarności spod znaku puszczania bąków na ekranie stara się być niezwykle zachowawczy. Obraz opowiada o przygotowaniach kilku par do narodzin dziecka. Mamy tu istny przekrój społeczeństwa – podstarzałego playboya i jego długonogą młodą blond żonę, małżeństwo od lat z niepokojącą skrupulatnością uzależniające harmonogram współżycia od owulacji, gwiazdę telewizji usiłującą połączyć macierzyństwo z karierą czy dwójkę młodych ludzi, dla których ciąża oznacza przyspieszony kurs odpowiedzialności. W tak zarysowanej fabule pojawiają się nawet trudne tematy bezpłodności, patologii ciąży, in vitro czy adopcji, ale zabrakło chociażby wątku homoseksualnego. W dobie powszechnej debaty społecznej na temat związków partnerskich (obecnej od kilku lat także w telewizji na przykład za sprawą zachowawczej „Współczesnej rodziny”) wypada to dość niezgrabnie. Podejrzewam jednak, że nie przeszkadzałoby mi to tak bardzo, gdyby film prezentował jako taki poziom. „Jak urodzić i nie zwariować” jest oczywiście bezbłędnie zrealizowany od strony technicznej, a aktorzy zachwycają nienagannym wyglądem (poza sytuacjami, kiedy mają być niechlujni z powodu ciąży. Ta najwyraźniej w niektórych przypadkach objawia się rozwichrzonym włosem a’la wczesna Hermiona), ale, że tak sobie pozwolę na małego „suchara”, podczas seansu przychodziło mi do głowy głównie „jak dotrwać do końca filmu i nie zwariować”. He he.
• • •
KINO ŚWIATA
Podziemny front (2008)
Sebastian Chosiński [70%]
Polscy dystrybutorzy przestraszyli się chyba oryginalnego tytułu tego filmu, wychodząc zapewne z założenia, że „Płomień i Cytryna” (po duńsku „Flammen & Citronen”) nie pasuje do poważnego przecież dramatu wojennego. W efekcie otrzymaliśmy „Podziemny front”, który starszym widzom kojarzyć może się jednoznacznie z polskim serialem z lat 60. (i nieco młodszą od niego serią komiksową) o bohaterskich żołnierzach Armii Ludowej z batalionu „Czwartaków”. Tymczasem jedyne, co łączy oba filmy, to czas akcji – druga wojna światowa – i wspólny dla ich bohaterów wróg – naziści. Obraz Olego Christiana Madsena, na który poza Duńczykami złożyli się jeszcze producenci z sześciu innych krajów Europy, został oparty na autentycznych wydarzeniach, a jego głównymi postaciami są dwaj członkowie duńskiego ruchu oporu: dwudziestotrzyletni Bent Faurschou Hviid (zwany Płomieniem od swoich ogniście rudych włosów) oraz starszy od niego o jedenaście lat Jørgen Haagen Schmith (czyli Cytryna, swój pseudonim zawdzięczający akcji sabotażowej przeprowadzonej w lipcu 1943 roku, której „ofiarami” padło sześć należących do Niemców samochodów marki Citroën oraz jeden czołg). Akcja filmu rozgrywa się w ciągu kilku miesięcy 1944 roku; Bent (w tej roli Thure Lindhardt) i Jørgen (Mads Mikkelsen) są nieustraszonymi bojownikami podziemia, których głównym zadaniem jest wykonywanie wyroków śmierci na kolaborantach duńskich. Ich bezpośrednim zwierzchnikiem jest prawnik Aksel Winther, który mając dojście do dokumentów policyjnych, wystawia im kolejnych zdrajców. Przez długi czas Płomień i Cytryna wykonują jego rozkazy bezrefleksyjnie, przychodzi jednak moment, gdy pierwszy z nich zaczyna nabierać podejrzeń co do rzeczywistych intencji przełożonego, a utwierdza go w nich Ketty Selmer (Stina Stengade), która ma stać się następną ofiarą Benta. Problem w tym, że od pewnego czasu Bent i Ketty są kochankami. Obaj bojownicy starają się teraz rozgryźć orzech i znaleźć odpowiedzi na pytania: Kto stoi za rozkazami przekazywanymi im przez Winthera? oraz: Czy Selmer naprawdę pracuje na dwa fronty? Madsen i Lars K. Andersen (drugi scenarzysta „Podziemnego frontu”) skonstruowali fabułę w taki sposób, że nawet po zakończeniu filmu widz bije się z myślami. Po czyjej stronie była racja? Bo kto zdradził, to się akurat dowiadujemy. Dzieło Madsena zostało zrealizowane w sposób bardzo wyrazisty, nowoczesny i dynamiczny, trochę jak połączenie (anty)westernu z filmem gangsterskim; do tego należy dodać jeszcze pogłębiony portret psychologiczny bohaterów i wyeksponowanie rodzącego się między nimi konfliktu postaw. W warstwie narracyjnej oczywiste są też nawiązania do klasycznej „Armii cieni” (1969) Jean-Pierre’a Melville’a, czego zresztą duński reżyser nie ukrywał.
Harakiri: Śmierć samuraja (2011)
Sebastian Chosiński [70%]
Takashi Miike to prawdziwy „stachanowiec” kinematografii japońskiej. W ciągu nieco ponad dwudziestu lat wyreżyserował blisko dziewięćdziesiąt seriali oraz pełnometrażowych dzieł fabularnych (dla kina, telewizji i na rynek wideo). Nie stronił chyba od żadnego gatunku filmowego, ale największy rozgłos przyniosły mu pełne brutalności dramaty obyczajowo-psychologiczne, w których nie wahał się przekraczać granic dobrego smaku ani łamać tabu. W zrealizowanym przed dwoma laty, w koprodukcji z Brytyjczykami, obrazie zatytułowanym „Harakiri: Śmierć samuraja” podniósł rękę na jedno z największych arcydzieł kina japońskiego – liczący już sobie pół wieku czarnobiały film Masaki Kobayashiego (twórcy „Kwaidan: Opowieści niesamowite”) ze znakomitym Tatsuyą Nakadaim w roli głównej. Podstawą dla obu produkcji była książka zmarłego w 2004 roku Yasuhiko Takiguchiego. Co usprawiedliwia zrealizowanie tego remake’u? Przede wszystkim fakt, że Miike mógł posłużyć się technologią 3D. Choć akurat ona wydaje się w tym obrazie najbardziej zbędna. Od strony fabularnej oba filmy praktycznie się nie różnią. Jest pierwsza połowa XVII wieku, nastał okres pokoju, co sprawiło, że wielu wojowników straciło zajęcie. Wśród nich Motome Chijiiwa (w tej roli Eita Nagayama), który popadł z tego powodu w tak poważne tarapaty finansowe, że nie był w stanie utrzymać chorowitej żony i malutkiego synka. Chcąc zdobyć pieniądze, wybrał się więc do okolicznego feudała, pana Kageyu (Kōji Yakusho), aby poprosić go o możliwość popełnienia na jego dworze rytualnego samobójstwa. Tak naprawdę jednak wcale nie pragnął śmierci, liczył jedynie na to, że bogacz, wzruszony jego losem, nie pożałuje jałmużny. Ale ten postąpił inaczej. Pragnąc raz na zawsze odstraszyć żebrzących roninów, postanowił wymóc na Motome harakiri. Tym okrutniejsze, że popełnione drewnianym mieczem. Dwa miesiące po tych wydarzeniach u pana Kageyu pojawia się kolejny bezpański samuraj, Hanshirō Tsugumo (Ebizô Ichikawa), i prosi dokładnie o to samo. Tyle że tym razem wszystko potoczy się inaczej. Miike zrezygnował z charakterystycznej dla filmów samurajskich z lat 60. XX wieku nadekspresji; historię Hanshirō opowiedział w sposób niespieszny i bardzo oszczędny. W ten sposób wyeksponował społeczne przesłanie filmu – wszechobecną biedę, hipokryzję bogaczy, w końcu zakłamanie samurajów, którzy ponad swój honor i kodeks Bushidō cenią wygodne życie na dworze feudalnym. Powolna narracja sprawia, że z biegiem czasu napięcie rośnie, aż wreszcie znajduje ujście w dramatycznej scenie finałowego pojedynku. Nie jest to, co prawda, inscenizacja na miarę Kobayashiego bądź Akiry Kurosawy, lecz i tak robi spore wrażenie.
Łowcy 2 (2011)
Sebastian Chosiński [90%]
Po piętnastu latach znakomity szwedzki dramat kryminalny Kjella Sundvalla (w latach 1998-2007 nakręcił między innymi dziesięć odcinków serialu „Beck”) doczekał się kontynuacji. Równie mrocznej i brutalnej. I, co najważniejsze, równie dobrej. Erik Bäckström – gliniarz ze Sztokholmu – po raz kolejny powraca w swoje rodzinne strony na północy kraju. Porzucił je jako młody chłopak, nie mogąc znieść ojca tyranizującego rodzinę. Niestety, w szponach zwyrodnialca pozostawił wówczas swego młodszego brata Leifa. Leif, choć uzdolniony muzycznie, nie mógł zrobić kariery na miarę swojego talentu; wychowywany przez psychopatę, sam stał się człowiekiem wykoślawionym psychicznie. O skomplikowanych i zakończonych tragedią relacjach między braćmi opowiadała pierwsza część „Łowców” (1996). Druga pod wieloma względami ją przypomina. Po śmierci Leifa Erik powrócił do Sztokholmu, zerwał kontakty ze znajomymi, nie odpowiadał nawet na listy Karin, dawnej dziewczyny brata, która kilka miesięcy po wydarzeniach przedstawionych w filmie urodziła syna, Petera. Ale historia lubi się powtarzać. Piętnaście lat później w okolicy zaginęła nastolatka Elin Ledin; w czasie wielkiego polowania, w którym uczestniczy między innymi miejscowy policjant Torsten, dociera wiadomość, że znaleziono samochód dziewczyny, a w nim ślady krwi – możliwe więc, że padła ona ofiarą morderstwa. Sztokholm do wyjaśnienia sprawy wysyła… Bäckströma. Na miejscu okazuje się, że Torsten to obecny partner Karin i jednocześnie opiekun Petera. Razem z Erikiem prowadzi on śledztwo w sprawie zaginięcia Elin. Początkowo sprawa wydaje się prosta – głównym podejrzanym jest bowiem już niejeden raz mający konflikt z prawem, niestroniący od alkoholi i narkotyków Jari Lipponen – ale Bäckström ma wątpliwości co do jego winy. Jego dochodzenie przynosi zaskakujące – i bardzo niepokojące – rezultaty, lecz co z tego, skoro nie potrafi nic udowodnić. Jak na klasyczny skandynawski kryminał przystało (choć „Łowcy” nie są jednak adaptacją literatury, ale oryginalnym scenariuszem), jest tu i odpowiednia dawka brutalności i makabry (vide bardzo realistyczna scena patroszenia upolowanego łosia, zbliżenie na zwłoki Elin), i świetne, pogłębione portrety psychologiczne głównych bohaterów (nie tylko Erika, ale również jego bratanka i Karin). Porażające realizmem i wywołujące ciarki na plecach są także fragmenty skupiające się na relacjach wewnątrz małomiasteczkowej społeczności, gdzie nie tylko wszyscy się znają, ale wiążą ich również wspólne interesy, tajemnice z przeszłości. Bäckström nie jest już przez nich traktowany jako „swój”, a takiemu się nie ufa, o wielu rzeczach nie mówi. Poza tym wszystkim „Łowcy 2” to znakomity popis mięsistego męskiego aktorstwa, o co zadbali grający Erika Rolf Lassgård (znany jako Kurt Wallander sprzed epoki Kristera Henrikssona) oraz wcielający się w Torstena Peter Stormare („Fargo”, „Armageddon”).
koniec
« 1 [2]
13 sierpnia 2013
dodajdo

Komentarze

14 VIII 2013   12:07:38

>Na takim poziomie Smarzowski nigdy nie przestanie nudzić.
? Mam wrażenie - a może nadzieję - że miało być raczej "nigdy nie zacznie"? ;)

14 VIII 2013   12:14:56

haha, oczywiście :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Jest gdzieś, lecz nie wiadomo, gdzie…
Agnieszka ‘Achika’ Szady

20 II 2018

…kraj, w którym baśń ta dzieje się – tak można by strawestować słowa piosenki z „Pszczółki Mai”, ponieważ fabuła „Czarnej Pantery” w dziewięćdziesięciu procentach toczy się w fikcyjnym afrykańskim państwie. Dało to okazję projektantom kostiumów i scenografii, żeby naprawdę zaszaleć.

więcej »

East Side Story: Prostaczek naszych czasów
Sebastian Chosiński

18 II 2018

Komediodramat Witalija Susłina ma bardzo gorzki wydźwięk. Ale czy może być inaczej, skoro opowiada o sympatycznym i pracowitym wiejskim prostaczku, którego postanawia wykorzystać do swoich niecnych celów para cwaniaczków z dużego miasta? „Boże cielę” – choć tytuł oryginalny jest nieco bardziej dosłowny – idealnie oddaje i charakter głównego bohatera, i nastrój filmu.

więcej »

East Side Story: Chrześcijański fundamentalizm vs. agnostycyzm
Sebastian Chosiński

11 II 2018

W ten film dramat wpisany był od samego początku pracy nad nim. Scenarzystka i reżyserka Walerija Surkowa za podstawę fabuły obrała bowiem mniej znaną sztukę Anny Jabłonskiej – ukraińskiej pisarki, która zginęła przed siedmioma laty w zamachu terrorystycznym na moskiewskim lotnisku Domodiedowo. „Poganie” to film, który konfrontuje ze sobą poczucie szczęścia, do którego dąży człowiek, z wiarą, która narzuca na niego wiele ograniczeń. A wnioski, do jakich prowadzi na pewno nie są jednoznaczne…

więcej »

Polecamy

Każdy kadr to Ameryka

Dobry i Niebrzydki:

Każdy kadr to Ameryka
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Rzeźnia dla dwojga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Partia na party w czasach Brexitu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jak smakują Porgi?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Wrzesień 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Lipiec 2013 (2)
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

WuWuZela, czyli turystyka nekrofobiczna
— Michał Kubalski

Sen o przebudzeniu
— Ewa Drab

Esensja ogląda: Czerwiec 2013 (3)
— Jarosław Loretz, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Czerwiec 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Ewa Drab, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Maj 2013 (3)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Kamil Witek

Esensja ogląda: Kwiecień 2013
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Tomasz Kujawski, Małgorzata Steciak, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Marzec 2013 (3)
— Jarosław Loretz, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski

To zdecydowanie zły dzień, żeby szklana pułapka
— Grzegorz Fortuna

Z tego cyklu

Luty 2018 (1)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Listopad 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (1)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj

Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Tegoż twórcy

Idąc i patrząc
— Sebastian Chosiński

16. T-Mobile Nowe Horyzonty: Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam…
— Kamil Witek

Wenecja 2015: Portret niedokończony
— Marta Bałaga

Splot faktów - pętla
— Gabriel Krawczyk

To zdecydowanie zły dzień, żeby szklana pułapka
— Grzegorz Fortuna

Wspomnienia z niepamięci
— Gabriel Krawczyk

Bieda z nędzą
— Małgorzata Steciak

Film rozdzierający
— Konrad Wągrowski

Choroba niepewności
— Ewa Drab

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (16)
— Jakub Gałka

Tegoż autora

Tu miejsce na labirynt…: Ziemia – planeta wybitnych muzyków
— Sebastian Chosiński

Z filmu wyjęte: Kulturalny człowiek nie niszczy książek
— Jarosław Loretz

East Side Story: Prostaczek naszych czasów
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Świat cały w lustrze
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
— Sebastian Chosiński

Zdrada czai się pod wodą
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Tam i z powrotem, czyli najpierw na Bali, potem do Sztokholmu
— Sebastian Chosiński

Z filmu wyjęte: Kulturalny człowiek czyta wszędzie
— Jarosław Loretz

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Chrześcijański fundamentalizm vs. agnostycyzm
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.