Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 października 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja ogląda: Wrzesień 2013 (1)
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Powracamy po wakacjach z cyklem krótkich recenzji filmowych. Jak to po wakacjach bywa – w tym odcinku garść letnich zaległości kinowych, uzupełnionych kilkoma pozycjami kina świata.

Sebastian Chosiński, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Wrzesień 2013 (1)
[ - recenzja]

Powracamy po wakacjach z cyklem krótkich recenzji filmowych. Jak to po wakacjach bywa – w tym odcinku garść letnich zaległości kinowych, uzupełnionych kilkoma pozycjami kina świata.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Elizjum
Agnieszka Szady [60%]
Film zaczyna się jak moralitet społeczny – boleśnie aktualny mimo fantastycznego sztafażu – ale w drugiej połowie przeradza w dość banalną strzelankę i rękoczyny wspierane siłą egzoszkieletu bojowego. Sytuacja społeczno-ekonomiczna do końca pozostaje tylko lekko zarysowana, na tyle lekko, że wykreowany świat budzi pewne wątpliwości w kwestii logiki funkcjonowania (szczególnie, jeśli się chwilę zastanowimy nad zakończeniem). Mniej by to przeszkadzało, gdyby film od początku wyraźnie skupiał się na warstwie przygodowej, jednak widz dość długo zwodzony jest sugestią, że ogląda coś więcej. Ale niech tam. Najgorsze jest to, że twórcy poszli po linii najmniejszego oporu i sprowadzili większość fabuły do problemu uratowania chorej dziewczynki – na dodatek przedstawionego w tak łzawy sposób, że bardziej mdlące są tylko retrospekcje z sierocińca, zafundowane nam jako klamra kompozycyjna.
Bardzo dobre wrażenie robi scenografia, montaż i oczywiście efekty specjalne, natomiast muzyka jest nieco natrętna, szczególnie wzniosłe pienia w dramatycznym finale. Dużo ujęć w zwolnionym tempie (np. gdy bohater i jego przeciwnik taaaaak poooowooooliiii podnoszą karabiny), walki filmowane są rozdygotaną kamerą, co po pewnym czasie staje się męczące. Parę krwawych scen jest nieprzyjemnie realistycznych, ostrzegam osoby wrażliwe na widoki poszarpanego mięsa, choćby tylko komputerowego.
RED 2
Alicja Kuciel [90%]
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Pierwszy film o przygodach emerytowanych agentów różnych wywiadów bardzo mi się podobał. Był śmieszny, był dynamiczny, obsada aktorska była wyśmienita. Wiadomo więc, że trochę obawiałam się jak to będzie z drugą częścią, czy utrzyma poziom, czy aktorzy dadzą radę, czy będzie tak samo śmiesznie? Moje obawy okazały się bezpodstawne, a wszelkie moje oczekiwania zostały spełnione – co ostatnio jest rzadkością, zazwyczaj muszę nie oczekiwać niczego, żeby film mnie nie rozczarował. W przypadku RED 2 na szczęście nic takiego nie miało miejsca, bawiłam się na nim świetnie i cały czas czekałam na kolejną minę Johna Malkovicha, na jego kolejny tekst i co jeszcze wymyśli – zważywszy, że w porównaniu do tego, co się działo w pierwszym filmie, tutaj Marvin Boggs nie dostał za wiele pola do popisu, a i tak Malkovich wycisnął z tego ile się da. Pozostali aktorzy dotrzymywali mu kroku, Helen Mirren jest po prostu boska i basta. Jak zwykle zblazowany Bruce Willis i wyraźnie rozkręcająca się Mary-Louise Parker plus Catherine Zeta-Jones jako dawna flama Franka tworzyli na ekranie nad wyraz interesujący trójkąt. Tylko citroena trochę żal. Anthony Hopkins był jak zwykle Anthony Hopkinsem, ale w niczym to nie zepsuło filmu, to taki aktor, który ma już prawo być sobą, a widownia i tak będzie zachwycona. Generalnie RED 2 był jednym z tym filmów, które były dokładnie tym, czego się po nich spodziewałam – dobrą wakacyjną rozrywką.
World War Z
Jarosław Loretz [50%]
WASZ EKSTRAKT:
50,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Drogi i widowiskowy, ale momentami po prostu niemożebnie durny i sztampowy film, próbujący jeszcze bardziej podkręcić drapieżność i agresywność zombie i strącić z piedestału rączych nieumarłych z „28 dni później”, „Świtu żywych trupów” i nowszych części „Resident Evil”. Niestety, podkręcenie skończyło się spektakularną klęską, bo nie dość, że truposze biegają już tak energicznie, że wręcz podfruwają (wbrew wszelkim prawom fizyki, ale zapewne zgodnie z prawami nieumiejętnie stosowanej lonży), to w dodatku nie mają już czasu na choćby kęs strawy (no powiedzcie mi, co to za zombie?), ograniczając się WYŁĄCZNIE do pospiesznego zatapiania zębów w zdrowym człowieku i natychmiastowego szukania następnej ofiary. A to przecież nie koniec bzdur i grubszych niedopowiedzeń. Samolot, który nie wiadomo, skąd wystartował, po wylądowaniu w wymarłej, zapewne opanowanej przez zombie bazie, stoi pozostawiony z otwartą na oścież ładownią. Do ponownego startu i dotarcia do Izraela wystarcza trwające nie dłużej niż dwie minuty tankowanie, mimo że do bazy samolot – czterosilnikowy! – doleciał na resztkach paliwa. W zmilitaryzowanym, ufortyfikowanym i oblężonym przez zombie Izraelu ABSOLUTNIE NIKT nie obserwuje, co się dzieje na zewnątrz muru, jak również NIKT nie używa czegoś grubszego niż ciężki karabin maszynowy. Z kolei z Izraela bohater przedostaje się do ANGLII dużym, pasażerskim samolotem, który z kompletem pasażerów DOPIERO CO WYLĄDOWAŁ w Izraelu po dłuższym rejsie i ewidentnie nie było kiedy go ponownie zatankować. Słuchanie radia w bloku opanowanym przez zombie. Zupełnie suchy i czysty tymczasowy opatrunek na kikucie po ledwo co odciętej dłoni. Paru innych cymesów nie zdradzę, żeby nie psuć zanadto seansu i nie ograbiać z niespodzianek, nawet jeśli będą one wątpliwej atrakcyjności.
Uniwersytet Potworny
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski [70%]
Potwory dają radę, choć oczywiście nie ma tu żadnego przełomu, no i trochę smutno, że Pixar decyduje się odcinać kupony, zamiast zaskakiwać kolejnymi oryginalnymi scenariuszami. Ale jednak jeśli ma już odcinać kupony, nie robi je tak, jak w przypadku „Uniwersytetu”, bo otrzymaliśmy tu film zajmujący, zabawny i – co ważne – w pełni spójny z pierwszą, chronologicznie późniejszą częścią. Nie ma tu oczywiście olśnienia oryginalnością świata i pomysłu wyjściowego (czyli pochodzenia potworów spod łóżka), bo to mieliśmy w „Monsters Inc.”, jest natomiast ciekawe rozszerzenie wizji świata przedstawionego i przezabawna satyra na kino campusowe. Niby wszystko jak w klasykach o takiej tematyce – pierwsze dni w szkole, sympatie i antypatie, perypetie z kadrą pedagogiczną, dojrzewanie i życiowe decyzje, uniwersyteckie schematy (razem z nie do końca dla nas zrozumiałą hierarchią uczelnianych stowarzyszeń), z tym, że uczy się tu straszenia, a bohaterowie są gromadą groteskowych stworów… Scenariusz spójny i dopracowany, nie zdradza się niczego, co musimy się dowiedzieć oglądając część późniejszą (możne więc odwrócić kolejność seansów), a do tego garść naprawdę sympatycznych perełek, jak choćby muzyka, jaką włącza sobie mamusia w samochodzie… A i pointa niebanalna, trochę nietypowa, pokazująca, że dróg realizacji marzeń może być wiele i wcale niekoniecznie musi się ona wiązać z wyższą edukacją…
• • •
KINO ŚWIATA
Sceny zbrodni (2000)
Sebastian Chosiński [70%]
Mroczny thriller kryminalny Frédérika Schoendoerffera, który był jednocześnie jego – bardzo późnym – debiutem kinowym. Francuski reżyser, który zresztą odziedziczył zawód po ojcu, nakręcił go, mając trzydzieści osiem lat. „Sceny zbrodni” doczekały się nawet nominacji do Cezara (w kategorii „najlepszy debiut”) i są po dziś dzień najwyżej ocenianym dziełem tego twórcy. Inna sprawa, że nie nakręcił zbyt wiele obrazów; w następnych latach – przynajmniej do tej pory – podpisał swoim nazwiskiem jeszcze tylko trzy dramaty kryminalne: „Tajnych agentów” (2004), „Żołnierzy mafii” (2007) oraz „Zamianę” (2011). Jak widać, pozostał wierny gatunkowi obranemu na początku swojej drogi. Z czym mamy do czynienia? Z opowiedzianą z dużym dystansem i wewnętrznym chłodem historią maniakalnego seryjnego zabójcy, na którego trop całkowicie przypadkowo wpada dwóch policjantów z podparyskiego Wersalu. Wszystko zaczyna się od tajemniczego zniknięcia młodej i pięknej Marii Bourgoin, którą porwano z należącej do jej rodziców restauracji. Pozostał po niej jedynie katalog biura podróży, który przeglądała, ze śladami krwi na jednej ze stron. Szeroko zakrojone poszukiwania doprowadzają do odnalezienia zakopanych w ziemi, pozbawionych głów i dłoni, zwłok – czarnoskórego mężczyzny i białej kobiety. Badania laboratoryjne i DNA wykluczają jednak możliwość, by denatką była Maria. W tej sytuacji śledczy Georges Fabian (w którego wcielił się, znany z „Krachu” Fabrice’a Genestala, Charles Berling) oraz starszy od niego o pokolenie Jean-Louis Gomez (w tej roli André Dussollier, kojarzony chociażby z „Vidocqa” i „Niewybaczalnego”) postanawiają bliżej przyjrzeć się niewyjaśnionym przypadkom zaginięć młodych kobiet. Kiedy okazuje się, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat zanotowano aż siedemnaście takich zdarzeń, nie mają wątpliwości, że trafili na ślad wyjątkowo groźnego i przebiegłego mordercy. Pozostała część filmu to drobiazgowe odwzorowanie prowadzonego dochodzenia. Schoendoerffer nie zapomniał jednak także o pogłębieniu portretu psychologicznego głównych bohaterów, w tym przypadku obu policjantów. Dowiadujemy się więc, że Gomez przeżywa poważne problemy małżeńskie, a Fabian, mimo że właśnie spodziewa się dziecka, ma dziwny pociąg do kobiet z marginesu społecznego. Ma też, niestety, w głębokim poważaniu procedury policyjne, co sprawia, że finał całej historii nieco zawodzi – rozegrany jest zbyt szybko i pobieżnie. Widz dowiaduje się, kto mordował, ale nie otrzymuje odpowiedzi na kluczowe w takich przypadkach pytanie: dlaczego? I w konsekwencji: co sprawiło, że zupełnie normalny, przynajmniej na pozór, człowiek stał się sadystycznym mordercą? Być może scenarzystom, Yannowi Brionowi i Olivierowi Douyère, zwyczajnie zabrakło konceptu, a realizujący swój pierwszy film Schoendoerffer zadowolił się samym faktem dobrnięcia do mety bez zwracania uwagi na to, co przytrafiło się na starcie wyścigu.
Reykjavik – Rotterdam (2008)
Sebastian Chosiński [70%]
Kolejny dowód na to, że kinematografia islandzka ma się w ostatnich latach znakomicie. Do tego stopnia, że może stać się nawet inspiracją dla innych, choćby Amerykanów. To oni bowiem właśnie po sukcesie filmu Óskara Jónassona postanowili zrealizować jego remake, w ten sposób powstała ubiegłoroczna „Kontrabanda” z Markiem Wahlbergiem w roli głównej, którą notabene podpisał swoim nazwiskiem najsłynniejszy w tej chwili reżyser z Islandii, Baltasar Kormákur („Bagno” i „Głębia”). Dla Kormákura był to zresztą powrót do tematu, albowiem w oryginalnej wersji obrazu to on wcielił się w postać Kristófera, a więc tę samą, którą następnie powierzył Wahlbergowi. Kristófer to mężczyzna po trzydziestce; kiedyś pracował jako marynarz, ale po wpadce w czasie przemytu alkoholu z Holandii na wyspę powędrował za kratki. Po otrzymaniu warunkowego zwolnienia nie liczył już na powrót na morze i zatrudnił się jako ochroniarz w magazynie. Kiepsko płatna praca z wielkim trudem pozwala mu utrzymać żonę i dwóch synów; gdyby nie pomoc przyjaciela, Steingrímura (w tej roli Ingvar Eggert Sigurđsson, czyli pamiętny komisarz Erlendur Sveinsson z „Bagna”), żyłoby im się jeszcze gorzej. Steingrímur spłaca w ten sposób dług wdzięczności – tak naprawdę to on był mózgiem szajki przemytniczej, pozostał jednak na wolności, ponieważ podczas przesłuchań Kristófer trzymał język za zębami. W tarapaty wpada za to brat Íris (gra ją Lilja Nótt Ðórarinsdóttir), który zajął na statku jego miejsce i już podczas pierwszego rejsu stracił cały przemycany ładunek, czym naraził się swemu zleceniodawcy Eiríkurowi (Jóhannes Haukur Jóhannesson, znany jako Tóti z „Zagrywki Czarnego”). Za namową Steingrímura – teraz już, zdawałoby się, uczciwego biznesmena, prowadzącego firmę budowlaną – Kristófer postanawia pomóc szwagrowi, wybrać się z nim w rejs do Rotterdamu i w drodze nauczyć wszystkich znanych sobie sztuczek przemytniczych. Gdy obaj wsiadają na statek, dawny kompan rozpoczyna starania o odzyskanie Íris, która była niegdyś jego kobietą. A to z kolei wymaga pozbycia się jej męża… Świetny scenariusz (którego współtwórcą jest autor kryminałów Arnaldur Indriđason, znany z „Grobowej ciszy”, „Głosu” i „Jeziora”) z wartko poprowadzoną i skomplikowaną fabułą, do tego mroczny nastrój podkreślany przez zdjęcia i muzykę, wreszcie znakomite aktorstwo – sprawiają, że mamy do czynienia z filmem, który nie tylko trzyma w napięciu, ale też angażuje emocjonalnie. Postać Kristófera jest zaś skrojona tak, by widz kibicował właśnie jemu – zarówno wtedy, gdy decyduje się dla dobra rodziny wrócić jednorazowo na przestępczą ścieżkę, jak i gdy przystępuje do zemsty wobec osób, które go zdradziły. Jedyne, co może przeszkadzać, to – tak bardzo nie przystający do historii opowiadanych przez Skandynawów – happy end.
Make-Out with Violence (2008)
Jarosław Loretz [70%]
Niemal perfekcyjnie zrobiony amatorski romans młodzieżowy z zombie w tle. Dwa lata zabrały zdjęcia, kolejne dwa trwało montowanie materiału, udźwiękowienie i ogólne dopieszczenie obrazu, a wszystko zamknęło się – z ogromnym trudem – w 150 tysiącach dolarów. Przy czym w poczet tej kwoty weszły między innymi pieniądze ze zlikwidowanej polisy ubezpieczeniowej jednego z reżyserujących obraz braci oraz wpływy ze sprzedaży płyt ze skomponowaną do filmu muzyką, nagraną przez specjalne stworzony w tym celu zespół The Non-Commissioned Officers. Efekt przeszedł jednak najśmielsze oczekiwania, bowiem film ogląda się zupełnie tak, jak profesjonalne produkcje, dysponujące wielokrotnie wyższym budżetem. Fabuła jest umiarkowania prosta. Dzieciak, będący jednocześnie narratorem całej historii, znajduje w położonym na uboczu zagajniku przywiązane do drzewa zwłoki dziewczyny, która zaginęła wiele dni wcześniej. Ściągnięty na miejsce nastoletni brat postanawia zabrać znalezisko do domu, żeby przed oddaniem ciała jej rodzicom nacieszyć się bliskością wielbionej od dzieciństwa nastolatki. W domu jednak – pustym, bo ich rodzice wyjechali na wakacje – okazuje się, że dziewczyna, mimo powleczonych bielmem oczu i sinawej skóry, nie do końca jest martwa. Odtąd chłopak pielęgnuje ukochaną, starając się rozgryźć, co też można dać jej do jedzenia i szykując się do zorganizowania jej osiemnastych urodzin. W opiece, zauważalnie przeradzającej się w jakąś obsesję, pomaga mu bliźniak o imieniu Carol (rodzice nie spodziewali się podczas porodu drugiego dziecka i mieli pod ręką tylko dziewczęce imię) oraz wspomniany młodszy brat. Dodatkowym wątkiem, w sumie z czasem spychającym na ubocze kwestię trzymanej przez większość czasu w łazience zombiówny, są próby zdobycia serca jej najbliższej przyjaciółki przez Carol (Carola? Carolę? Ach, te babskie imiona noszone przez niewłaściwą płeć). Film – mimo poruszania wątku nieumarłych – jest miły, ciepły i po prostu przyjemny, nawet jeśli niekiedy dialogi zalatują pustką a akcja od czasu do czasu zanika. Duża w tym zasługa przepięknej, lirycznej muzyki, spokojnego, naturalnego aktorstwa i rozsądnego montażu. Innymi słowy – „Make-Out with Violence” jest perełką wśród amatorskich produkcji, a i w gronie znacznie droższych filmów zahaczających o horror błyszczy jasnym blaskiem. Doskonale zresztą to widać przy porównaniu z w pełni profesjonalnie zrealizowaną, ale paskudnie ordynarną „Martwą dziewczyną”, która tylko pozornie porusza podobną tematykę.
koniec
17 września 2013

Komentarze

17 IX 2013   21:57:02

Pani Agnieszko, oddała pani w stu procentach moje odczucia względem "Elizjum". Ja bym tylko ocenił film na jakieś 30% mniej. Neill Blomkamp skończył się na pierwszym filmie niestety. Oby nie był z tym twórcą jak z Shyamalanem i Del Toro (Guillermo,nie Benicio :) ). A obawiam się najgorszego. Uhollywoodczenie, że pozwolę sobie takiego neologizmu użyć :). Wirus zabijający potencjał.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: O jeden ząb za daleko
Sebastian Chosiński

13 X 2021

W normalnym kraju człowiek z trzydziestoma trzema zębami wybrałby się do dentysty i poprosił go o usunięcie nadmiarowego trzonowca (kła albo siekacza). W Związku Radzieckim ktoś taki mógł stać się sensacją naukową i celebrytą. Przynajmniej tak to sobie wyobrażał Gieorgij Danielija, który na podstawie tych domysłów zbudował oś fabularną „nienaukowo-fantastycznej” (jak poinformowano w napisach) komedii… „Trzydzieści trzy”.

więcej »

East Side Story: Z rodziną najlepiej wychodzi się na…
Sebastian Chosiński

10 X 2021

Co byście zrobili, dowiedziawszy się, że zostało Wam kilka bądź kilkanaście miesięcy życia? Część osób zapewne doszłaby do wniosku, że to najlepszy moment na spełnienie swego największego, skrytego dotąd marzenia. W takiej właśnie sytuacji znajduje się główny bohater „Krewnych” – komediodramatu Ilji Aksionowa – który rusza w podróż, aby… To będzie zaskoczenie!

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Wzruszony Breżniew – bezcenne!
Sebastian Chosiński

6 X 2021

Po „neoprodukcyjnej”, opartej na scenariuszu Aleksandra Gelmana, „Premii” Siergiej Mikaleian postanowił nakręcić film zupełnie inny. W tym celu nawiązał kontakt z dziennikarzem Lwem Arkadjewem, który dekadę wcześniej napisał artykuł o trudnym losie wojennych wdów. On właśnie stał się podstawą kolejnego dzieła Ormianina – dramatu… „Wdowy”.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Styczeń 2014 (1)
— Gabriel Krawczyk, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

Ludzie jak krewetki
— Jakub Gałka

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Joanna Pienio, Agnieszka Szady, Kamil Witek

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Joanna Pienio, Małgorzata Steciak

Życie zaczyna się po pięćdziesiątce
— Michał Kubalski

Esensja ogląda: Lipiec 2013 (1)
— Jarosław Loretz, Małgorzata Steciak, Agnieszka Szady

WuWuZela, czyli turystyka nekrofobiczna
— Michał Kubalski

Z tego cyklu

Marzec 2018 (2)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Luty 2018 (2)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Luty 2018 (1)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Mamuśka górą! (erpegowcy trochę też)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Wrzesień 2015
— Jarosław Loretz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (16)
— Jakub Gałka

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (8)
— Jakub Gałka

Kłopoty z krewetkami
— Konrad Wągrowski

007: Strawberry Fields Forever
— Michał R. Wiśniewski

007: Im więcej Bonda, tym mniej
— Jakub Gałka

007: Biegiem z tym szpiegiem!
— Piotr Dobry

Koncept art
— Przemysław Ćwik

Łza wyobraźni
— Ewa Drab

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.