Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

James Cameron
‹Avatar›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAvatar
Dystrybutor CinePix
Data premiery25 grudnia 2009
ReżyseriaJames Cameron
ZdjęciaMauro Fiore, Vince Pace
Scenariusz
ObsadaSam Worthington, Zoe Saldana, Sigourney Weaver, Michelle Rodriguez, Giovanni Ribisi, Wes Studi, CCH Pounder, Stephen Lang, Joel Moore, Peter Mensah
MuzykaJames Horner
Rok produkcji2009
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania150 min
WWW
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Kinowe orgazmy
[James Cameron „Avatar” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W dniach 25-31 października warszawskie Cinema City Arkadia emituje „Avatara” w czterowymiarowej technologii. Byłem, widziałem, odczułem. I muszę przyznać, że, obok IMAX-owej „Grawitacji”, to właśnie ten seans był najintensywniejszym z moich stricte kinowych doświadczeń.

Gabriel Krawczyk

Kinowe orgazmy
[James Cameron „Avatar” - recenzja]

W dniach 25-31 października warszawskie Cinema City Arkadia emituje „Avatara” w czterowymiarowej technologii. Byłem, widziałem, odczułem. I muszę przyznać, że, obok IMAX-owej „Grawitacji”, to właśnie ten seans był najintensywniejszym z moich stricte kinowych doświadczeń.

James Cameron
‹Avatar›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAvatar
Dystrybutor CinePix
Data premiery25 grudnia 2009
ReżyseriaJames Cameron
ZdjęciaMauro Fiore, Vince Pace
Scenariusz
ObsadaSam Worthington, Zoe Saldana, Sigourney Weaver, Michelle Rodriguez, Giovanni Ribisi, Wes Studi, CCH Pounder, Stephen Lang, Joel Moore, Peter Mensah
MuzykaJames Horner
Rok produkcji2009
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania150 min
WWW
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Nie chodzi tu rzecz jasna o emocjonalne uczestnictwo w opowiadanej historii, bo trzeba przyznać, niczego tym rodzajom nie ujmując, że blockbuster czy Kino Nowej Przygody (do których przynależy „Avatar”) nie wywołują najmocniejszych wzruszeń tego typu. Chodzi mi o to, czego najbardziej oczekuję od ciemności ogromnej sali, dużego ekranu, głębokich foteli i wielkich głośników po bokach. Chodzi mi o świadomość przenosin do przedstawianego świata, o eskapizm, nigdzie poza salą kinową nieosiągający równej intensywności.
Niezrównaną odyseję poza rzeczywistość zaserwował nam niecałe cztery lata temu James Cameron. Choć jego proekologiczna, antywojenna, alegoryczna opowieść skrywa więcej warstw niż, wśród natłoku klisz i archetypów, mogłoby się wydawać (patrz tekst Przemysława Pietrasa), to nic dziwnego, że odbierana jest przede wszystkim jako synonim (i absolut) kinowej rozrywki. Historia rasy żyjących na Pandorze Na’vich dosłownie zresztą traktuje o ucieczce w świat alternatywny (główny bohater, samotny weteran bez władzy w nogach, zawiadując pełnosprawnym awatarem, w ciele innego odnajduje miłość, rodzinę i życiowy entuzjazm; wszystko to dzieje się na Nowej Ziemi, w przeciwieństwie do planety ludzi – wciąż w pełni żywotnej). My także mogliśmy eksplorować i podziwiać zielono-błękitne uniwersum, niby wyobrażone, a na ekranie tak realne. Najnowsza technologia zapewniała perfekcyjną głębię obrazu i pieczołowite przedstawienie olśniewającego kolorem świata.
Nie zapomnę wyjścia po radomskim (!) seansie na deszczowe, szare miasto – wspomnienie o Pandorze tym silniej obrosło blaskiem wspaniałości. I naiwnej tęsknoty: za nową przygodą (i Nową Przygodą!), wrażliwszymi ludźmi i barwniejszym środowiskiem. Pragnienie powrotu do świata Camerona było ogromne. A jednak obawy związane z ponowną wycieczką po fantastycznym ekosystemie, tym razem więcej niż trójwymiarową, były oczywiste. Czytało się przecież anegdoty Zygmunta Kałużyńskiego o zapachu pieczonego kurczaka (pieczonego tylko w jednej scenie filmu) unoszącym się w kinie przez dwie godziny. A co, myślałem sobie, jeśli ruchome fotele zrzucą mnie na glebę? Co, jeśli mnie przewieje lub od razu zacznę kichać – ja, mieszczuch nieodporny na ziołową atmosferę Pandory i aromaty jej przebogatej flory?
Obawy moje nie sprawdziły się. Co prawda, dystrybutor ostrzega mierzących mniej niż 100 cm i dzieci poniżej 4 roku życia, kobiety w ciąży, osoby niepełnosprawne, starsze, o chorym sercu, kręgosłupie lub szyi, cierpiące na chorobę lokomocyjną i epilepsję – i ja Was ostrzegam, bo to seans niezwykle żywiołowy. Szczęśliwie dla mnie, mojej osoby ostrzeżenia te jednak nie dotyczą. Rzekłbym nawet, iż seans przeżyłem w komforcie godnym relaksacyjnej sesji z masażem, mimo niespodzianek czyhających z najmniej spodziewanych miejsc sali kinowej i… fotela. Oczywiste obawy, które pojawiają się przed wielowymiarowym seansem polegają na niepewności zanurzenia się w świat opowieści i uczestnictwa w niej. Efekty czwartego wymiaru mogą być przecież tak intensywne, że zwyczajnie zajmą naszą uwagę, neutralizując atuty samej fabuły… Tutaj jednak przeżycie emocjonalne i intelektualne, zwykle polegające na słuchaniu i oglądaniu opowieści, nabiera dodatkowego, cielesnego sensu. Efektów specjalnych jest 24, wszystkie ponoć skrzętnie przedyskutowane z samym reżyserem widowiska (nie sposób zliczyć je samodzielnie, bo dystrybutor dokonał tu chyba mało subtelnego rachunku polegającego na podziale podstawowych rodzajów efektów na pomniejsze typy; przykładowo, gdy pojawiają się trzy zapachy, trzy efekty mamy odhaczone). Nie ulega jednak wątpliwości, że w trakcie seansu (w przypadku tego tytułu, co szybko się zapewne nie powtórzy, wykorzystującego całe spektrum efektów dziś dostępnych) jesteśmy nieustannie zaskakiwani. Seans przynosi dziecięcą niemal radość z zanurzenia się w przygodzie. Tylko czasem jest do śmiechu, gdy spojrzy się na bok, a tam sąsiad, poważny dziennikarz po pięćdziesiątce, galopuje na swoim fotelu razem z Jake’em Sullym, trzęsąc się cały i nie będąc zdolnym notować. Takie uroki pokazów prasowych. Takie uroki sali kinowej, w której wszyscy na powrót stajemy się dziećmi i przenosimy się do świata rodem z przygodowych powieści Kiplinga, Karola Maya („Winnetou”!), J.F. Coopera („Ostatni Mohikanin”) czy Juliusza Verne’a.
Odwiedzając po raz pierwszy salę Škoda 4DX™ Cinema City Arkadia, nie warto przed rozpoczęciem seansu przyglądać się wygodnym, iście kosmicznym fotelom, na których zasiadamy. Efekt zaskoczenia w tym wypadku powinien być największy. I ja nie zdradzę wszystkich tajemnic seansu. Pobudzę tylko Waszą ciekawość, wspominając kilka z nich. Kojarzycie moc, z jaką grają największe sale kinowe, gdy basowe dźwięki zbliżającego się zagrożenia sprawiają, że cała sala drży od hałasu? To nic w porównaniu z wibracjami, jakie serwują nam fotele – niby wygodne jak fotele masujące, lecz wprawiające w ekscytację i wbijające w plecy i pośladki metaforyczne szpilki. Kojarzycie trójwymiarową podróż na ikranie (latającym stworze, którego główny bohater „Avatara” próbował okiełznać)? Tutaj nie sposób skupić się na trójwymiarowych przeszkodach na powietrznym szlaku, gdy za sprawą ruchomych foteli dosłownie tkwimy nad przepaścią, a zaraz po tym odczuwamy siłę bezwładności, gdy Jake Sully nie jest zdolny opanować wierzchowca. Przyrodnicze ciekawostki, choć dla niektórych rozczarowujące – by wspomnieć niesklasyfikowany przeze mnie, dziwaczny zapach Pandory – już po chwili są przyjemne dla naszych subiektywnych receptorów, gdy skojarzenia okołozapachowe (związane z miłym wspomnieniem wydarzeń) przemieniają się z naszych głowach w zapachową ucztę, z której chcemy czerpać pełnymi płucami.
Nie jest to tekst sponsorowany, a jednak z pełną świadomością będę zachwycał się tym niemal trzygodzinnym kalejdoskopem wrażeń do ostatniej linijki. I choć zastrzec mogę, że otwarcie kolejnego wymiaru prowadzi na szlak wyjątkowo stromy (wszystko tu bowiem można udoskonalić: umieścić więcej zapachów, upłynnić ruchy fotela, ochłodzić pryskającą wodę, zlikwidować dym, w pewnym momencie zbyt gęsty itd., itp.), to jednak wejście na pierwszy szczyt otwiera panoramę na kolejne, jeszcze bardziej zachwycające. Już zacieram ręce na następną technologiczną rewolucję.
koniec
28 października 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Słonica w składzie moskiewskiej porcelany
Sebastian Chosiński

21 VIII 2019

Siergiej Gierasimow zapisał się w historii kina radzieckiego dwoma monumentalnymi freskami: opowiadającą o czasach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej „Młodą Gwardią” oraz „Cichym Donem”, czyli opartą na powieści Michaiła Szołochowa historią kozaków dońskich, którzy w czasie wojny domowej w Rosji przeszli na stronę „czerwonych”. „Trzecia córka” jest dziełem o tyle nietypowym, że opowiada historię obyczajową z elementami dramatu społecznego.

więcej »

East Side Story: Dramat w trzynastu aktach
Sebastian Chosiński

18 VIII 2019

Przed tygodniem za sprawą filmu Renata Dawletjarowa mogliśmy spojrzeć na konflikt ukraińsko-rosyjski w Donbasie oczyma Rosjan. Dzisiaj dzięki nowemu dziełu Siergieja Łoźnicy zmieniamy optykę. „Donbas” (już bez żadnych podtytułów) to składający się z trzynastu scen obraz ogarniętej wojną wschodniej Ukrainy, której mieszkańcy – na przekór losowi – próbują żyć normalnie w absolutnie nienormalnej sytuacji.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Marzenia nie do spełnienia
Sebastian Chosiński

14 VIII 2019

Wasilij Szukszyn jak mało który z twórców radzieckich potrafił wejść w skórę zwykłego człowieka, często przetrąconego przez los i pozbawionego perspektyw, ale nie tracącego nadziei na poprawę swej marnej egzystencji. O tym właśnie chciał opowiedzieć w jednym ze swoich kolejnych filmów – „Wezwij mnie w świetlistą dal”. Zanim jednak doszło do jego realizacji, aktor i reżyser zmarł. Projekt doprowadzili do końca jego przyjaciele – Stanisław Liubszyn i Gierman Ławrow.

więcej »

Polecamy

Polska szkoła plakatu

Z filmu wyjęte:

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Czy duże dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Czy małe dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Nasi w zaświatach
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż autora

Sztuka? Gdzieś zaginęła. Ale szlak został przetarty
— Gabriel Krawczyk

W tęczowych kolorach
— Gabriel Krawczyk

Siedem „ale” przeciw „Trzynastu powodom”
— Gabriel Krawczyk

Duchowa biografia erotyczna
— Gabriel Krawczyk

Paterson lubi to!
— Gabriel Krawczyk

Remanent filmowy 2016
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Kryminał milicyjny à rebours
— Gabriel Krawczyk

Biograficzne rzemiosło
— Gabriel Krawczyk

Nieszkodliwe kłamstwa i miarkowane sentymenty
— Gabriel Krawczyk

Bridget Jones i Tarantino
— Gabriel Krawczyk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.