Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Martin Scorsese
‹Wilk z Wall Street›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWilk z Wall Street
Tytuł oryginalnyThe Wolf of Wall Street
Dystrybutor Monolith
Data premiery3 stycznia 2014
ReżyseriaMartin Scorsese
ZdjęciaRodrigo Prieto
Scenariusz
ObsadaLeonardo DiCaprio, Jonah Hill, Margot Robbie, Matthew McConaughey, Cristin Milioti, Jon Bernthal, Jean Dujardin, Ethan Suplee, Katarina Cas
MuzykaHoward Shore
Rok produkcji2013
Gatunekdramat, kryminał
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Nosił wilk razy kilka i trochę go poniosło
[Martin Scorsese „Wilk z Wall Street” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Rozmowa Scorsese i DiCaprio przed nakręceniem filmu mogłaby wyglądać mniej więcej tak: przychodzi aktor do reżysera i mówi „Hej, może zrobimy razem coś, za co dostanę Oscara? Wiesz, taki film, w którym pokażę całą gamę moich aktorskich umiejętności, gdzie będę i skromnisiem, i rozbuchanym playboyem, i nawróconym grzesznikiem… Aha, i może jeszcze jakaś scena paraliżu, co? I tak, żebym zagrał postać na przestrzeni paru lat, okej?”. A Scorsese na to: „Nie ma sprawy”.

Karolina Ćwiek-Rogalska

Nosił wilk razy kilka i trochę go poniosło
[Martin Scorsese „Wilk z Wall Street” - recenzja]

Rozmowa Scorsese i DiCaprio przed nakręceniem filmu mogłaby wyglądać mniej więcej tak: przychodzi aktor do reżysera i mówi „Hej, może zrobimy razem coś, za co dostanę Oscara? Wiesz, taki film, w którym pokażę całą gamę moich aktorskich umiejętności, gdzie będę i skromnisiem, i rozbuchanym playboyem, i nawróconym grzesznikiem… Aha, i może jeszcze jakaś scena paraliżu, co? I tak, żebym zagrał postać na przestrzeni paru lat, okej?”. A Scorsese na to: „Nie ma sprawy”.

Martin Scorsese
‹Wilk z Wall Street›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWilk z Wall Street
Tytuł oryginalnyThe Wolf of Wall Street
Dystrybutor Monolith
Data premiery3 stycznia 2014
ReżyseriaMartin Scorsese
ZdjęciaRodrigo Prieto
Scenariusz
ObsadaLeonardo DiCaprio, Jonah Hill, Margot Robbie, Matthew McConaughey, Cristin Milioti, Jon Bernthal, Jean Dujardin, Ethan Suplee, Katarina Cas
MuzykaHoward Shore
Rok produkcji2013
Gatunekdramat, kryminał
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Czarna komedia duetu Scorsese-DiCaprio to historia maklera giełdowego Jordana Belforta, oparta na autobiografii bohatera o takim imieniu i nazwisku. W latach 80. Jordan, młody mężczyzna marzący o karierze w biznesie finansowym, mieszka w niewielkim mieszkaniu ze swoją żoną. Chce zarabiać duże pieniądze, ale giełdowe krachy nie sprzyjają jego zamiarom. Ostatecznie trafia do niskiego baraku, gdzie sprzedaje się groszowe aukcje firm, rozwijających swoją działalność po garażach. Wtedy Belfort wpada na pomysł, by aukcje za grosz sprzedawać nie tym, do których pierwotnie skierowana jest ta oferta, ale tym, którzy dysponują zupełnie szaloną gotówką. Pomysł okazuje się strzałem w dziesiątkę, więc Jordan Belfort już wkrótce dołącza do grona tych drugich osób – i „szalona gotówka” nie jest tu tylko frazeologizmem.
W swoim nowym filmie Scorsese przesuwa granice, zarówno jeśli chodzi o treść, jak i o formę. Z jednej strony mamy bowiem wciąż chciwego nowych wrażeń i zysków Belforta, który wciąż chce więcej, choć – po prawdzie – nie wiadomo po co. Mamy również przesuwającą się coraz dalej chciwość klientów, którą potęgować radzi młodemu Jordanowi jego pierwszy mentor (świetny epizod Matthew McConaugheya). Z drugiej, mamy serię poszukiwań formalnych i przesuwania granic artystycznych. Scorsese serwuje widzom kilka różnych gatunków filmowych: jest tu i reklama, i paradokument, i thriller, i komedia. Reżyser wprawnie żongluje konwencjami, przewrotnie dobiera ilustracje muzyczne, widać, że robienie tego filmu go bawi. Czasami może aż za bardzo – jak to się bowiem często dzieje, także w tym przypadku zalety są równocześnie wadami produkcji. Wyraźnie bowiem widać, że trzygodzinnej filmowej epopei przydałaby się rewizyta w montażowni. Zafascynowany swoim bohaterem Scorsese funduje widzom kilka scen, które nie wnoszą nic do fabuły, i sporo takich, które powtarzają kwestie już pokazywane wcześniej nie rozwijając ich, a co więcej czasami sprawiając wrażenie niezamierzonej autokarykatury (na przykład problem z lokajem czy żegluga do Monako). Równocześnie jednak niektóre ze scen, przeciągane niemal w nieskończoność, które można by było uciąć i skrócić, to perełki jedyne w swoim rodzaju, skrzące się bardzo czarnym, mrocznym humorem – Scorsese znęca się nad bohaterem i nad widzami, prowadząc nas przez szereg scen, w których Belforta jest nam żal, śmieszy nas on albo mamy go już powyżej uszu (wspomniana już wyżej scena z paraliżem). Dialogi są często błyskotliwe, ale ten błysk zmienia się w bełkot, kiedy jest tego za dużo, kiedy scena ciągnie się tak, jakby reżyser zapomniał krzyknąć „cięcie” albo szkoda mu było nakręconego materiału.
Można by potraktować „Wilka…” jako demistyfikację systemu giełdowego, w którym makler-samo-zło naciąga bogaczy, ale to nie do końca odpowiada temu, co dzieje się na ekranie. Bohater to złotousty przygłup ze smykałką do interesów, cynik wykorzystujący chciwość najbogatszych – ale daleko mu do Robin Hooda, bo inwestuje głównie w siebie i częściowo w swoją wesołą kompanię obwiesiów spod dość ciemnej gwiazdy. Przez jakiś czas tłumaczy widzom, co właściwie zrobił, że się dorobił, i na czym polegały jego nowatorskie metody, by w końcu zupełnie szczerze machnąć na to ręką: „przecież nie rozumiecie nic z tego i nie obchodzi was to, prawda?”. Ano, prawda – „Wilk…” w niewielkim stopniu obnaża mechanizmy działania giełdy, w większym natomiast jest historią człowieczej pazerności na wszystko, co da się osiągnąć, a co umożliwiają przecież przede wszystkim pieniądze. Film Scorsesego wygląda jak współczesna opera w kilkudziesięciu rozbuchanych obrazach, z aktorstwem balansującym na granicy kiczu i przerysowania, z absurdalną fabułą (opartą na faktach) i napompowanymi bohaterami. Scorsese nie kręci moralitetu. To, że bohater-makler jest „zły” widzimy w filmie w sposób oczywisty w sferze moralnej (narkotyki, prostytutki), nie widzimy za to ofiar jego machinacji finansowych. Za to widzimy tych, których deklaratywnie uszczęśliwił (w świetnej scenie emitowania/kręcenia reklamy). „Zło” staje się tutaj tak samo nierealne, niematerialne jak pieniądze z giełdy, których klient nigdy ma realnie nie zobaczyć, bo powinien je wciąż na nowo inwestować.
Scenariusz „Wilka…”, autorstwa Terence’a Wintera, twórcy „Rodziny Soprano” (tym „gangsterskim” tropem można także podążyć zastanawiając się nad filmem– w końcu mowa o filmie autora „Chłopców z ferajny”!), jest właściwie zbiorem epizodów. To historia, która do niczego nie prowadzi, nie jest, jak wspominałam, moralitetem, służy raczej pokazaniu niezmordowanej reżyserskiej werwy Scorsesego i aktorskiego kunsztu Leonarda DiCaprio, który zagra absolutnie wszystko i będzie w tym wszystkim błyszczał. „Wilk…” to bowiem w dużej mierze popis tego jednego aktora. DiCaprio jako Belfort posunie się do absolutnie wszystkiego, ilustrując swoje popisy filuterną narracją zza kadru. Odważy się spojrzeć widzowi w oczy, chociaż ten przed chwilą widział, jak bohater na haju rozbił helikopter we własnym ogródku, znokautował żonę, prawie spowodował śmiertelny wypadek, i w tym spojrzeniu widać szczerość, podszytą łotrzykowską nutą „bo mogę”. W filmie stara się dotrzymywać mu kroku Jonah Hill jako Donnie Azoff, wspólnik Belforta, ale jego zadanie jest naprawdę trudne. Jedną z większych ról odgrywa tu także postać nieszczęśliwej, ale i dwulicowej żony Belforta (Margot Robbie), choć sam film jest mocno mizoginistyczny. Kobiety występują tu głównie jako ciała, kobiety w firmie Belforta są właściwie mężczyznami w garsonkach – szef w swoich licznych motywacyjnych przemowach w ogóle się do nich nie zwraca, czy też raczej mówi do nich jak do mężczyzn: „jeśli nie wprowadzimy tej firmy na rynek, będziesz miał grubą żonę, a jak ją wprowadzimy, to będziesz miał żonę z dużymi piersiami”. Świat z „Wilka…” to świat mężczyzn. Wszystko tu jest „po amerykańsku” – w pewnym momencie pada w końcu deklaracja, że Stratton Oakmont, firma Belforta, to Ameryka, przerysowana, przekoloryzowana, rozbuchana Ameryka.
To film rozpasany pod każdym względem: sposobu kręcenia, kreacji postaci, scenografii. W tym rozpasaniu gubi się czasem sens – i nie mówię tu o ogólnym sensie obrazu, ale o szczegółach fabularnych (na przykład z filmu w dziwny sposób znika drugie dziecko Belfortów). To sprawia, że z „Wilka…” wychodzi się z dziwnym uczuciem niedosytu. To taki rodzaj kinematograficznej uczty, który zostawia człowieka głodnym.
koniec
2 stycznia 2014

Komentarze

02 I 2014   09:43:40

Terence Winter to obecnie przede wszystkim twórca "Boardwalk Empire", co znacznie lepiej wiąże go z najnowszym filmem Scorsese.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Z góry czasami widać lepiej
Sebastian Chosiński

24 V 2020

Pochodząca z Ukrainy reżyserka Oksana Karas nie miał dotąd większych możliwości przebicia się w Polsce. Owszem, jej filmy od czasu do czasu pokazywane są na festiwalach, lecz żaden, jak do tej pory, nie stał się u nas przebojem. Na to samo nie może również liczyć dramat „Ponad niebem”, który – nawiązując do klasyki literatury rosyjskiej XIX wieku – mówi o jak najbardziej współczesnych (aczkolwiek uniwersalnych) problemach.

więcej »

Projekt Błękitna Księga, sez. 2 odc. 1: W Mekce wyznawców teorii spiskowych
Marcin Mroziuk

22 V 2020

Trzeba przyznać, że drugi sezon „Projektu Błękitna Księga” rozpoczyna się od mocnego uderzenia. Michael Quinn i J. Allen Hynek udają się bowiem do miejsca, które rozpala wyobraźnię nie tylko zagorzałych tropicieli UFO. Tak, dobrze myślicie – chodzi o Roswell w stanie Nowy Meksyk.

więcej »

Projekt Błękitna Księga, odc. 10: O krok od wojny. Ale z kim?
Marcin Mroziuk

20 V 2020

W takich opałach, jak w finałowym odcinku pierwszego sezonu, Michael Quinn i J. Allen Hynek jeszcze nie byli. Pojawienie się niezidentyfikowanych obiektów latających nie gdzieś na odludziu w Teksasie czy Newadzie, lecz w National Mall w Waszyngtonie, powoduje bowiem, że para głównych bohaterów niespodziewanie znajdzie się w centrum bezwzględnej walki o polityczne wpływy. Kłopot w tym, że w tym przypadku nie wiadomo, kto w rzeczywistości jest wrogiem, a kto sprzymierzeńcem.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Styczeń 2014 (1)
— Gabriel Krawczyk, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Wielkopostne podpłomyki
— Wojciech Lewandowski

O pustej Golgocie
— Przemysław Ciura

Esensja ogląda: Kwiecień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Martin Scorsese składa hołd
— Marta Chojnacka

Szczypta magii od Martina Scorsese
— Tomasz Markiewka

Wyspa śniących
— Tomasz Rachwald

Dobry i zły glina
— Kamil Witek

Upadek Ikara
— Ewa Drab

Rżną się gangi, rżnie się demokracja
— Marta Bartnicka

Tegoż autora

Teatr mój widzę ogromny
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Kujawski swing
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Wszystko będzie dobrze?
— Karolina Ćwiek-Rogalska

O Dannym Collinsie to piosenka
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Mafia w rytmie disco
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Czy chrzcić Marsjan?
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Dokąd oczy poniosą, a scenariusz pozwoli
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Tabula rasa
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Porażki i sukcesy 2014
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Jarosław Robak, Grzegorz Fortuna, Jacek Walewski, Konrad Wągrowski, Krystian Fred, Kamil Witek, Miłosz Cybowski, Adam Kordaś

Truskawki zamiast armat!
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.