Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Wojciech Smarzowski
‹Pod Mocnym Aniołem›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPod Mocnym Aniołem
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery17 stycznia 2014
ReżyseriaWojciech Smarzowski
ZdjęciaTomasz Madejski
Scenariusz
ObsadaRobert Więckiewicz, Julia Kijowska, Jacek Braciak, Andrzej Grabowski, Izabela Kuna, Agata Kulesza, Arkadiusz Jakubik, Kinga Preis
MuzykaMikołaj Trzaska
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiPolska
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Splot faktów - pętla
[Wojciech Smarzowski „Pod Mocnym Aniołem” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
O tym, że Wojciech Smarzowski najbieglejszym w alkoholach polskim filmowcem jest – wiadomo nie od dziś. Adaptacja prozy Jerzego Pilcha potwierdza tę oczywistość, lecz wywołuje przy tym pytanie: czy nie czas na otrzeźwienie?

Gabriel Krawczyk

Splot faktów - pętla
[Wojciech Smarzowski „Pod Mocnym Aniołem” - recenzja]

O tym, że Wojciech Smarzowski najbieglejszym w alkoholach polskim filmowcem jest – wiadomo nie od dziś. Adaptacja prozy Jerzego Pilcha potwierdza tę oczywistość, lecz wywołuje przy tym pytanie: czy nie czas na otrzeźwienie?

Wojciech Smarzowski
‹Pod Mocnym Aniołem›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPod Mocnym Aniołem
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery17 stycznia 2014
ReżyseriaWojciech Smarzowski
ZdjęciaTomasz Madejski
Scenariusz
ObsadaRobert Więckiewicz, Julia Kijowska, Jacek Braciak, Andrzej Grabowski, Izabela Kuna, Agata Kulesza, Arkadiusz Jakubik, Kinga Preis
MuzykaMikołaj Trzaska
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiPolska
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Premierowy „Pod Mocnym Aniołem” wypada rozpatrywać trojako. Po pierwsze, jako samodzielny, któryś tam z kolei reprezentant alkoholicznej filmografii. Po drugie, jako adaptację wyróżnionej w 2001 roku Nagrodą Literacką NIKE powieści Jerzego Pilcha. Po trzecie wreszcie, jako szósty tytuł Wojciecha Smarzowskiego, sumiennie wytykającego defekty polskości, rzemieślnika bijącego na głowę większość artystów rodzimej kinematografii.
Przy okazji pierwszych dwóch kryteriów żarliwym, a przy tym wiarygodnym i zaskakująco merytorycznym sprzymierzeńcem ekipy filmowej okazał się po seansie sam autor literackiego, w dużej mierze autobiograficznego pierwowzoru, znający alkoholizm z autopsji Pilch. Popełnił list do kinowej publiczności, dał się (i wciąż daje się) wywiadywać – a wszystko ku chwale Smarzowskiego i, zdaniem wybitnego felietonisty, jego nowego arcydzieła. Choć pisarz nie pozostaje wobec filmu bezkrytyczny (wytyka skrótowość przedstawienia walki bohatera z nałogiem), to niezaprzeczalnie wielka jest siła Pilchowej pochwały. W rozmowie z Tadeuszem Lubelskim dla miesięcznika Kino Pilch ujawnia sporą wiedzę o filmowych wizjach alkoholizmu. W premierowym dziele dopatruje się licznych nawiązań: użytych wprost – do „Pętli” Hasa, i tych mniej oczywistych – do „Lokatora” Polańskiego, „Miłości blondynki” Formana i innych. Zestawia przedstawianą przez Smarzowskiego przepełnioną procentami rzeczywistość z tą kształtowaną przez Tarkowskiego w „Stalkerze”. Jego zdaniem polski reżyser wygrywa porównania z Johnem Hustonem i jego „Pod wulkanem”, z Billym Wilderem i jego „Straconym weekendem”, z Mike′em Figgisem i jego „Zostawić Las Vegas”, a nawet ze wspomnianym Hasem. Poprzedników Smarzowski ma ponadprzeciętnych, by nie powiedzieć wyskokowych, lecz to wizja Polaka, zdaniem Pilcha, jest najbliższa charakterowi jego wstydliwych doświadczeń i literackiemu światowi Mocnego Anioła.
Rok temu przy okazji „Drogówki” porównaniem do „bolesnego spływu rynsztokiem ku czeluściom grzesznego bagniska” strzeliłem sobie w stopę. Dziś nie znajduję bowiem bardziej odstręczającego porównania, na które jednakowoż „Anioł” (alternatywny tytuł użyty przez samego reżysera) zasługuje. Wypada napisać, że tym razem sami bohaterowie sprawiają sobie owo bagnisko – nie w żadnych kanałach, ale na powierzchni: na ulicy, na klatce schodowej, w domu, wśród znajomych, w dzień i w nocy, na pełny etat, przez cztery pory roku, dopóki śmierć ich dopadnie. Chcą wysuszyć morze wódki, lecz topią się w kałuży własnego kału i rzygowin.
Alkoholiczne delirium oddane zostaje na ekranie celnie, a dla niektórych widzów zapewne wstrząsająco. Nie sposób nie docenić całej gamy środków użytych w tym celu przez reżysera, jego operatorów i montażystę (stałego współpracownika Smarzowskiego, Pawła Laskowskiego). Gwałtowny, rwany montaż odpowiada przebiegom psychicznym pijanych i wciąż pijących bohaterów. Degrengoladę budują na ekranie nie tylko monologiczne bredzenia postaci oraz przedstawiane wydarzenia (wciąż się chleje, choć z przerwami na często niefinalizowane odwyki). Najmocniej, i nieporównywalnie silniej niż charakterystyczna fraza Jerzego Pilcha, oddziałuje na widza sensualny styl ujęć: realistycznych, wielokrotnych, delirycznie zniekształcanych, wraz z postępującym upodleniem coraz krótszych i częstszych – niczym refren jakiejś natrętnej weselnej piosenki. Co więcej, choć ustawienia kamery powtarzają się, to niejednokrotnie zmienia się tło – z letniego w zimowe i tak w kółko, do zawrotu głowy, do upadłego. Smarzowski komponuje turpistyczną symfonię grozy, w której fizjologia pijaka, jego zwidy (mieszają się wspomnienia, imiona, twarze, głosy i języki), przemykający czas i przemijające życie grają w zgodnym rytmie – w rytmie żłopania z kolejnej butelczyny. W tej nadmiarowej korespondencji formy i treści „Pod Mocnym…” przypomina „Requiem dla snu” Aronofsky′ego. Polski twórca naraża się więc na podobny sprzeciw – wobec wydmuszki, formalnie bezbłędnej, lecz ubogiej treściowo. Protest jest w tym wypadku moim zdaniem uzasadniony, szczególnie, że większość wspomnianych chwytów była już przez „Smarzola” stosowana, a nie kryje się za nimi wiele treści. Nie warto uprawiać tanią psychoanalizę – czy to narcyzm Smarzowskiego daje o sobie znać, czy może działanie pod publikę zachłyśniętą wyrazistym stylem reżysera – lecz wspomnieć należy, że poruszająca narracja i forma frapowałyby mocniej, gdyby nie znajomość poprzednich tytułów reżysera: „Domu złego”, „Wesela” czy „Małżowiny” (którą tu notabene z upodobaniem się cytuje). W pewnym momencie półtoragodzinnego seansu zamierzone odczucie delirium zostaje w moim przypadku przeważone przykrym wrażeniem déjà vu.
Należy przy tym podkreślić: mimo wszystko dynamiczna, zgodna z duchem powieści i autorsko ją przepracowująca, adaptacja na ekran tak niefilmowej prozy Pilcha udowadnia talent Wojciecha Smarzowskiego, w który uczciwemu recenzentowi nie wypada wątpić. Reżyser i scenarzysta w jednej osobie wzbogaca pierwowzór o typowy mu wisielczy humor; menelskie anegdoty Pilcha przeplata swoimi (a z „Drogówki” wiadomo, że zna ich Smarzowski całą masę). Podobnie jak sam Tarantino, ponownie jak rok temu, twórca „Róży” zabawia uważnego widza, rysując przed nim pokrywające się na przestrzeni nowego i zeszłych scenariuszy zbiory postaci i wydarzeń.
Wybitny, efektownie stylizowany język Pilcha, oskarżanego niekiedy o nonszalancję w poruszaniu tak przecież poważnego tematu, z grającym główną rolę pisarza-alkoholika Więckiewiczem czyni filmowiec nośnikiem idei nie całkiem dostrzegalnej w książce. Tutaj pierwszoosobowa narracja (w scenach przedstawiających zwykłe życie święcącego triumfy pisarza tak sitcomowa w swojej sztuczności) pozostaje literaturą w filmie, przez co owa literackość tym bardziej jest zastanawiająca. Staje się ona oznaką ludzkiej słabości i pragnienia ucieczki przed prawdą, kreacji świata przez bohatera i autokreacji; staje się kodem niezdolnego przyznać się do zniewolenia bohatera. „Pod Mocnym Aniołem” to zatem film komplementarny wobec pierwowzoru, który, choć wywołuje poważne zastrzeżenia a w skali „Smarzowskiej” zawodzi, jest kolejnym dowodem żywotności polskiego kina.
koniec
16 stycznia 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Ludzie na kutrze, a kuter w wodzie
Sebastian Chosiński

19 II 2020

W tym samym 1972 roku w Związku Radzieckim przeniesiono na ekran dwa dzieła prozatorskie Borisa Wasiljewa – debiutancką nowelę „Kuter Iwana” oraz późniejszą o dwanaście lat powieść „Tak tu cicho o zmierzchu”. Drugi film zyskał wielką sławę na całym świecie, pierwszy natomiast – na długi czas powędrował na półkę. Był po prostu zbyt pesymistyczny i obyczajowo odważny.

więcej »

Mmm? Eee… Ach!
Agnieszka ‘Achika’ Szady

17 II 2020

Post-apo w wersji psio-kociej? Z miasta zniknęli wszyscy ludzie i domowe pupilki muszą sobie radzić same. Zdobycie pożywienia nie nastręcza wielkich problemów (kiedy już przedostaną się do wnętrza centrum handlowego), gorzej, że pościg – i to z kilku różnych stron – ciągle następuje im na pięty.

więcej »

East Side Story: Nie dzieje się nic, a wydarza tak wiele
Sebastian Chosiński

16 II 2020

„Pewnego razu w Trubczewsku” Łarisy Sadiłowej to dzieło z gatunku tych, w których dzieje się niewiele, ale wydarza tak dużo. Nostalgiczny melodramat opowiada o spóźnionej i nie do końca spełnionej miłości dwojga ludzi, którzy znają się od lat, ponieważ mieszkają po sąsiedzku. Problem w tym, że oboje mają rodziny – współmałżonków i dzieci.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Babel.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (1)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady

Tegoż twórcy

Usłyszcie ich krzyk!
— Sebastian Chosiński

Człowiek z rozgoryczenia
— Piotr Dobry

Sztuka? Gdzieś zaginęła. Ale szlak został przetarty
— Gabriel Krawczyk

Idąc i patrząc
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (1)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Joanna Pienio, Małgorzata Steciak

Esensja ogląda: Czerwiec 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Ewa Drab, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Kwiecień 2013
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Tomasz Kujawski, Małgorzata Steciak, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Marzec 2013 (3)
— Jarosław Loretz, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski

Wspomnienia z niepamięci
— Gabriel Krawczyk

Tegoż autora

Sztuka? Gdzieś zaginęła. Ale szlak został przetarty
— Gabriel Krawczyk

W tęczowych kolorach
— Gabriel Krawczyk

Siedem „ale” przeciw „Trzynastu powodom”
— Gabriel Krawczyk

Duchowa biografia erotyczna
— Gabriel Krawczyk

Paterson lubi to!
— Gabriel Krawczyk

Remanent filmowy 2016
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Kryminał milicyjny à rebours
— Gabriel Krawczyk

Biograficzne rzemiosło
— Gabriel Krawczyk

Nieszkodliwe kłamstwa i miarkowane sentymenty
— Gabriel Krawczyk

Bridget Jones i Tarantino
— Gabriel Krawczyk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.