Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXIV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja ogląda: Styczeń 2014 (3)

Esensja.pl
Esensja.pl
Dziś, w trzeciej styczniowej edycji „Esensja ogląda” recenzje filmów: „Sierpień w hrabstwie Osage”, „Nimfomanka – część 1”, „Niebieskie żony łąkowych Maryjczyków” i dwugłos o „Hobbicie: Pustkowiu Smauga”.

Krystian Fred, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Styczeń 2014 (3)

Dziś, w trzeciej styczniowej edycji „Esensja ogląda” recenzje filmów: „Sierpień w hrabstwie Osage”, „Nimfomanka – część 1”, „Niebieskie żony łąkowych Maryjczyków” i dwugłos o „Hobbicie: Pustkowiu Smauga”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Sierpień w hrabstwie Osage
Daniel Markiewicz [100%]
Kopalnia odkryć – że Julia Roberts potrafi być świetną aktorką, że Meryl Streep w „Żelaznej damie” dała ledwie próbkę swojego talentu, wreszcie że wystawiana na deskach teatru sztuka potrafi „zagrać” również przełożona na obraz filmu (co wcale nie było tak oczywiste po udanej, ale mimo wszystko zaledwie poprawnej „Rzezi” Polańskiego). John Wells zgromadził mnóstwo dobrych i bardzo dobrych aktorów, a swoimi decyzjami obsadowymi sprawił, że każdy z nich świetnie odnajduje się w swojej roli i nie ma tu wyboru nietrafionego. Poza wymienioną już dwójką znakomici są wszyscy – od charyzmatycznego Chrisa Coopera, przez zwariowaną Juliette Lewis, aż po maminsynkowatego Benedicta Cumberbatcha. Ale kreacje gwiazdorów na niewiele by się tu zdały, gdyby nie śmieszno-gorzki scenariusz, idealnie zbalansowany między dramatem a komedią. Sama fabuła nie jest tu może przesadnie skomplikowana, a jej główny twist wygląda na nieco wymuszony – głównie dlatego, że pojawia się dopiero w momencie, gdy widz przyzwyczaił się już do sycącej, ale jednak stonowanej (mimo częstych wybuchów złości i starć między członkami rodziny) narracji. Ta przypomina prozę znakomitego pisarza, Jonathana Franzena, ale „Sierpień w hrabstwie Osage” daje odbiorcy o wiele większą przyjemność, niż powolny sposób opowiadania Amerykanina. Doskonałe potwierdzenie znajduje tu podany na początku cytat z innego literata, T.S. Eliota o tym, że „życie jest bardzo długie”. Rzeczywiście – jest długie, tak jak długie bywają próby znalezienia sobie w nim miejsca, pogodzenia z życiem innych, często będących najbliższą rodziną. I o tym ten film mówi chyba najdosadniej: zdobywanie sobie pozycji w choćby najmniejszej i, pozornie, najbardziej przyjaznej społeczności jest nieustanną szarpaniną, w której na wierzch wydobywają się najmniej pożądane fakty, emocje oraz uczucia. Ale owo długie życie jest takie również po to, by starać się jednak ten niekorzystny stan rzeczy zmienić.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Nimfomanka – Część 1
Krystian Fred [80%]
Orgazm intelektualny. „Nimfomanka” to zły film. Zły film porno. Gadają i gadają, a momentów wcale nie tak dużo, jakby można byłoby się spodziewać. Lars von Trier zakpił tym samym z gawiedzi, żądnej cycków i prącia, umiejętnie zwabionej do kin przy pomocy nie budzących wątpliwości trailerów. No cóż, po tak sprytnie przeprowadzonej promocji (włącznie z florydzkim kinem, które uraczyło zwiastunem dzieciarnię czekającą na disnejowską produkcję) sukces frekwencyjny był murowany. A i podzielenie czterogodzinnego obrazu na dwie części miało cel daleki od artystycznego. Zresztą cały film można traktować jako żart duńskiego prowokatora. Oparta na dialogu fabuła to kolejne rozdziały z życia hiperseksualnej bohaterki, uzupełnione przez imaginacje jej słuchacza. Antychryst współczesnego kina miesza ze sobą nastroje od groteski po skatologiczny naturalizm, przeplatając ją autobiograficznymi prztyczkami i już na stale zadomowionymi w jego filmografii nawiązaniami do Andrieja Tarkowskiego. Pierwszej części daleko do moralitetu, który zapowiadała tytułowa bohaterka. Mamy bardziej do czynienia z prześmiewczą analizą relacji damsko-męskich, które brutalnie obnażone wydają się ponurym żartem Natury. „Nimfomanka” to prawdziwa orgia aktorska, zaczynając od głównych ról (szczególnie warta uwagi debiutantka Stacy Martin) a na epizodach kończąc (Uma Thurman!). Szkoda jednak, że reżyser zaoferował widzom stosunek przerywany.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków
Krystian Fred [70%]
Ciekawostka etno-kinematograficzna. Aleksiej Fiedorczenko zabiera widzów do krainy łąkowych Maryjczyków, by skonfrontować ich kulturę i wierzenia ze współczesnością. Nie popisał się może fabularną wirtuozerią, ale zagwarantował widzom poszerzenie horyzontów poznawczych (zresztą film nagrodzono Grand Prix na 13. MFF-T-Mobile Nowe Horyzonty), jakiego dawno w kinie nie było. Obraz poświęcony jest Maryjczykom – ludowi zamieszkującemu Republikę Mari El wchodzącą w skład Federacji Rosyjskiej. 23 nowele przedstawiają losy miejscowych kobiet w zderzeniu z boską Przyrodą i własną seksualnością. Przenosimy się do magicznego świata (pełnego cudownych drzew i bestii czyhających na niewieście waginy), który rządzi się banalnie prostymi zasadami, odwołującymi się do wierzeń i przesądów. Właśnie zderzenie rytuałów i guseł ze współczesnością brudnych blokowisk powoduje niebywale zabawny (wyśmienity wątek zombie na zlecenie), a niekiedy i szokujący (konsekwencje zadarcia z boginią Owdą) efekt. To co istniało zaledwie w warstwie metafizycznej, tu zostaje sprowadzone na ziemię i zmaterializowane Nie ma w tym jednak kpiny czy podglądactwa rodem z National Geographic. Jest za to szacunek i ciekawość do niezwykle barwnej kultury. Na długo w pamięci pozostają starannie zaprojektowane kadry, które same w sobie stanowią dzieła sztuki, gotowe do powieszenia na ścianie. Ciekawe spojrzenie na seksualność człowieka, powoli wchłanianą przez normy kulturowe. Do skonfrontowania z „Nimfomanką” von Triera.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Hobbit: Pustkowie Smauga
Agnieszka Szady [80%]
Znając jacksonowską adaptację „Władcy pierścieni” oraz pierwszy epizod „Hobbita”, wiedziałam, że mogę się spodziewać pięknej scenografii oraz kilku wartych zapamiętania scen utopionych w rozwlekłej narracji (po skróceniu o 1/3 byłby to naprawdę świetny film fantasy) i przyduszonych paroma absurdami. Tutaj w roli Absurdu Numer Jeden wystąpił Legolas, odstawiający popisy w stylu wuxia na głowach spławianych beczkami krasnoludów, w roli Absurdu Numer Dwa – beczka-niszczyciel (sekwencja trzy razy za długa) i wreszcie, last but not least, Absurd Numer Trzy: Thorin, płynący na kawałku blachy po strudze płynnego złota, z twarzą tuż nad metalem o temperaturze 1064 stopni. Jestem w stanie w filmach przygodowych zaakceptować pewną kreatywność w podejściu do praw fizyki, ale tutaj jej nagromadzenie było po prostu za duże.
Scenografia i bohaterowie to dla mnie główne plusy filmu. Co prawda Jacksonowi trudno było się zdecydować, czy głównym bohaterem ma być – zgodnie z tytułem – hobbit, czy może wódz krasnoludów i jego młodszy kuzyn, ale nie da się zaprzeczyć, że wszyscy trzej wypadli w swoich rolach bardzo dobrze. Wizje Śródziemia po prostu rzucają na kolana – od dusznej, klaustrofobicznej Mrocznej Puszczy poczynając, poprzez baśniową architekturę elfiego pałacu aż po realistycznie odrapane i rozchwierutane miasto na jeziorze. Ale jednak sprowadzenie epickiej opowieści do paru ładnych obrazków (za które podniosłam ogólną ocenę z 70 do 80 punktów na 100) to nie jest coś, czego bym po kinie oczekiwała. Nawet po tym przygodowym.
Michał Kubalski [70%]
Cóż można dodać. W moim odczuciu „przeskoczeniem rekina” był dopiero Absurd Numer Trzy – natomiast serfującego na orku Legolasa i jego późniejsze harce na rzece uznałem za nieco irytujące, ale przewidywane nawiązanie do „Władcy Pierścieni” i zjazdu na tarczy podczas obrony Helmowego Jaru. Nie podobała mi się także zmiana, polegająca na podziale drużyny w Mieście na Jeziorze – zapewne ma to być oznaka przechodzenia Thorina na Mroczną stronę Mocy. Ale poza tym… Było lepiej niż na „Niezwykłej podróży” – mniej przeciągania (chociaż faktycznie scena z beczkami oraz potyczki z orkami były zbyt długie), więcej elfów, Dol Guldur, fantastyczny Stephen Fry w roli burmistrza Miasta na Jeziorze.
Wiele kontrowersji budziło dodanie przez reżysera wątku romansowego oraz samej Tauriel – elfki ze słabością do wysokich krasnoludów. Nie wypadło to źle, a sama Tauriel w porównaniu z Arweną wypada co najmniej dobrze: jej „elfowatość” nie opiera się na przeciąganiu samogłosek i rozjaśnianiu twarzy. Kto umrze, a kto przeżyje do samego końca? Skoro Jackson wprowadza takie zmiany w stosunku do materii oryginału, nagle ta kwestia nie jest już tak oczywista. Tym bardziej dłużyć się będzie oczekiwanie na ostatnią, trzecią część filmowego „Hobbita”.
koniec
22 stycznia 2014

Komentarze

22 I 2014   19:32:03

"Thorin, płynący na kawałku blachy po strudze płynnego złota, z twarzą tuż nad metalem o temperaturze 1064 stopni"
Zwracam uwagę na fakt, że była to krasnoludzka taczka, więc miała co najmniej +15 do wytrzymałości :D
Do listy bzdur dodałbym od siebie wielkiego złotego krasnoluda. Co prawda nie znam się na chemii ani fizyce, ale jego nagłe roztopienie się w oczekiwany przez krasnoludy sposób zaleciało mi właśnie bzdurą nie mniejszą od pływania po złocie.

Zaś Barrel-Combo Bofura (?) miał tę przewagę nad innymi bzdurami, że był zabawny, więc dało się go przełknąć.

22 I 2014   19:37:44

Tak a propos drugiej części "Hobbita" - czy nie zdawało Wam się, że krasnoludzki "sposób na Smauga" był mocno zapożyczony z trzeciej odsłony cyklu "Aliens" - tylko im się pomyliła kolejność "obróbki" przeciwnika w związku z czym będziemy mieli trzecią część "Hobbita" ;)

Miałem też wrażenie, że o ile we "Władcy pierścieni" jeźdźcy Rohanu byli scenograficznie wypisz wymaluj konnymi "wikingami" o tyle ślicznie odrapane miasto na jeziorze trąciło jakby tą samą epoką historyczną ale geograficznie bliżej mu było wschodu niż północy ;) Tylko co tam robiła ta fikuśna "krasnoludzka kusza" niemal żywcem przeniesiona z "Jak wytresować smoka?" ;)

Ogólnie zgadzam się z opiniami - bardzo przyjemny dla oka film. Tylko, że podziwiając widoki i akrobacje należy sobie wyłączyć obwody porównujące go z treścią książki i przymknąć oko na to i owo.

Szkoda tylko, że Christopher Walken już się posunął w latach, bo byłby chyba jeszcze lepszym Królem Elfów - ileż w tej postaci było zimnej dumy, lekceważenia dla świata i okrutnego szaleństwa. Cudna odtrutka na wszystkie natchnione radosne popisy Legolasa czy romansidła międzygatunkowe :) Każdemu, kto sądził, że elfy to w gruncie rzeczy nieco melancholijne altruistycznie nastawione do świata miłe długowieczne maszynki do zabijania wszelkiego ultra złego plugastwa z pewnością znakomicie zrobiłoby zawarcie bliższej znajomości ze wspomnianym władcą ;) Myślę, że gdyby był młodszy, Walken znakomicie wpisałby się w taki wizerunek bezwzględnej "nadistoty" podobnie jak to kiedyś uczynił wcielając się w szalonego zbuntowanego anioła Gabriela w "Armii Boga".

22 I 2014   21:08:40

@tomek

Combo było w wykonaniu Bombura.

@ender73

Walken w Śródziemiu? Szalona idea. :) Chociaż jako wyjątkowo ekscentryczny czarodziej...

22 I 2014   23:41:35

Jeśli chodzi o "Hobbita", to cierpliwie czekam na trzecią część by obejrzeć całość na raz.

23 I 2014   00:52:09

Rozważać prawa fizyki i realizm w filmie ze smokiem... FACEPALM.

23 I 2014   00:54:44

O czarodziejach i czarach nie warto wspominać... w końcu prawa fizyki ważniejsze w gatunku FANTASY.

23 I 2014   09:55:41

@Dno - zamiast facepalmować, radzę przeczytać "Historię i fantastykę", gdzie Sapkowski w rozmowie z Beresiem wyjaśnia, czym jest realizm w fantasy. Obecność smoków w Śródziemiu, tak samo jak czarodziejów (którzy zresztą nie są ludźmi, ale "istotami wyższymi", w związku z czym ich moc jest zjawiskiem naturalnym), jest wyjaśniona w sposób racjonalny, na tyle na ile fantasy może być racjonalne. Pływanie po roztopionym złocie i jego nienaturalne roztapianie się, podobnie jak upadki w kilkudziesięciometrową przepaść zakończone bez żadnego zadrapania (w pierwszej części) NIE SĄ wyjaśnione. Dlatego to właśnie te motywy, a nie zionący ogniem smok, są bzdurne.

23 I 2014   14:32:25

@tomek - podobnie jak Dno nie pojmuję sensu doszukiwania się racjonalności (lub jej braku)w sztuce (oczywiście pomijam tu jej specyficzne gatunki jak np.filmy dokumentalne). Osobiście nie znoszę mimetyzmu w sztuce; jej rolą nie jest - w mym odczuciu- powielanie naszej rzeczywistości ale budzenie emocji, refleksji,budowanie zupełnie nowych "przestrzeni". Nie sądzę, żeby twórca musiał się tłumaczyć z przyjętej konwencji, z zabaw formą i wykładać kawa na ławę mechanikę stworzonego świata. Dlatego dziwi mnie narzekanie typu "dostał 100 kul i żyje";). Zastanawia mnie dlaczego patrząc na kubistyczny obraz nikt nie zadaje pytania o nieracjonalność oka na ręce, a w przypadku filmów fabularnych wciąż tropimy absurdy?;)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Na Zabajkalu też powstają filmy
Sebastian Chosiński

17 III 2019

Bogactwem kulturowym Związku Radzieckiego i – w nieco mniejszym stopniu – dzisiejszej Rosji jest możliwość przenikania się kultur narodów mieszkających (w przeszłości i obecnie) na terenie tych państw. Oprócz tego jednak każdy z nich stara się - zwłaszcza dzisiaj – zachować własną odrębność kulturową. Dzieje się to głównie w literaturze, teatrze i kinie. „Na brzegu snu” Baira Uładajewa to film zrealizowany (w przeważającej części) przez Buriatów i dla ludności buriackiej.

więcej »

Kiedy wejdziesz między wrony…
Marcin Mroziuk

16 III 2019

W czasie wojennej zawieruchy człowiek nie tylko chwyta się wszelkich sposobów, aby przetrwać, ale nierzadko dopuszcza się też czynów, do jakich w innych okolicznościach nie byłby zdolny. I właśnie tę prawdę o ciemnej stronie ludzkiej natury dobitnie ukazuje czarno-biały „Kapitan”, oparty zresztą na autentycznych losach Williego Herolda.

więcej »

Wyścig
Kamil Witek

15 III 2019

Ryk silników, zapach spalin, szalona prędkość, Robert Kubica. Dla każdego, komu na dźwięk choćby jednego z tych terminów rozszerzają się automatycznie oczy, serial dokumentalny „Formuła 1: Jazda o życie” będzie pozycją bardziej niż obowiązkową.

więcej »

Polecamy

Ćwiczenia pod prysznicem

Z filmu wyjęte:

Ćwiczenia pod prysznicem
— Jarosław Loretz

Wyścig donikąd
— Jarosław Loretz

Wycieczka donikąd
— Jarosław Loretz

Życie w zawieszeniu
— Jarosław Loretz

Wonder Wheel
— Jarosław Loretz

Zróbmy sobie statuę
— Jarosław Loretz

Szpiedzy z tamtych lat
— Jarosław Loretz

Zła passa Cyganów
— Jarosław Loretz

Rtęć morderczą jest
— Jarosław Loretz

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Wszędzie, czyli w Oklahomie
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Esensja ogląda: Styczeń 2014 (2)
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Konrad Wągrowski

East Side Story: Niebo tu bywa nad wyraz okrutne
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Grudzień 2013 (6)
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Śródziemski rollercoaster
— Gabriel Krawczyk

Przygoda trwa
— Anna Kańtoch

Z tego cyklu

Marzec 2018 (2)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Luty 2018 (2)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Luty 2018 (1)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Krótko o filmach: Manifest artysty
— Miłosz Cybowski

Karuzela wrażeń
— Gabriel Krawczyk

Jak dobrze wyglądać na łosiu, czyli bitwa w Śródziemiu
— Anna Kańtoch

Udana podróż
— Tomasz Markiewka

Niekończąca się opowieść
— Gabriel Krawczyk

12. T-Mobile Nowe Horyzonty: Dzień trzeci
— Patrycja Rojek, Kamil Witek, Zuzanna Witulska

Szarzyzna królestwa depresji
— Ewa Drab

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (14)
— Jakub Gałka

Ckliwość zamiast nostalgii
— Tomasz Rachwald

Czarne i białe w kolorze
— Urszula Lipińska

Tegoż autora

Krótko o komiksach: Nie będziesz pierwszym, którego zabiłam, kumasz?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

„Marvel” znaczy „coś cudownego”
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o komiksach: Skrzyżowanie „Calvina i Hobbesa” z „Sisters”
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Przedstawienie musi trwać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o komiksach: Happy endy są dla mięczaków
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Nieco zdegenerowany owad
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Kiedy klaun zmyje uśmiech
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Inspektor Ishida na tropie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Spider-Manowie wszystkich wymiarów, łączcie się!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nie tylko klata
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.