Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Joshua Oppenheimer, Christine Cynn
‹Scena zbrodni›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułScena zbrodni
Tytuł oryginalnyThe Act of Killing
Dystrybutor Against Gravity
Data premiery28 lutego 2014
ReżyseriaJoshua Oppenheimer, Christine Cynn
ZdjęciaCarlos Arango De Montis, Lars Skree
MuzykaKarsten Fundal, Simon Thamdrup Jensen
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiDania, Norwegia, Wielka Brytania
Czas trwania115 min
Gatunekdokument, historyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Esensja ogląda: Marzec 2014 (2)
[Joshua Oppenheimer, Christine Cynn „Scena zbrodni” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W drugiej marcowej edycji „Esensja ogląda” kinowy głośny, nominowany do Oscara dokument „Scena zbrodni” oraz spojrzenie na trzy filmy na DVD.

Krystian Fred, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Marzec 2014 (2)
[Joshua Oppenheimer, Christine Cynn „Scena zbrodni” - recenzja]

W drugiej marcowej edycji „Esensja ogląda” kinowy głośny, nominowany do Oscara dokument „Scena zbrodni” oraz spojrzenie na trzy filmy na DVD.

Joshua Oppenheimer, Christine Cynn
‹Scena zbrodni›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułScena zbrodni
Tytuł oryginalnyThe Act of Killing
Dystrybutor Against Gravity
Data premiery28 lutego 2014
ReżyseriaJoshua Oppenheimer, Christine Cynn
ZdjęciaCarlos Arango De Montis, Lars Skree
MuzykaKarsten Fundal, Simon Thamdrup Jensen
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiDania, Norwegia, Wielka Brytania
Czas trwania115 min
Gatunekdokument, historyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Scena zbrodni
Krystian Fred [100%]
Rzecz o banalności zła. W ciągu zaledwie dwóch lat (1965-66) w Indonezji zamordowano ponad pół miliona osób w ramach tzw. walki z komunizmem. Wyroki śmierci zapadały nie tylko na członków partii i jej zwolenników, ale również na osoby, które podejrzewano o skłonność ku czerwieni, m. in. na mniejszość chińską. Sprawcy masowych mordów cieszą się po dziś dzień szacunkiem i uznaniem, a o swoich poczynaniach opowiadają bez skrępowania. W końcu wypełniali patriotyczny obowiązek. Reżyser Joshua Oppenheimer zaproponował uczestnikom tamtych wydarzeń, by odegrali swoje role jeszcze raz. Kręcony przez nich obraz przypomina film sensacyjny najniższych lotów, przepleciony surrealistycznymi wstawkami, w których, oprócz roznegliżowanych tancerek wyłaniających się z pyska wielkiej ryby, pojawiają się ofiary dziękujące za… swoją śmierć. Dla seryjnych morderców (podkreślam: prawdziwych uczestników wydarzeń z lat 60., którzy swoje ofiary torturowali, gwałcili, dusili, pozbawiali głów…) najistotniejszymi okazują się wygląd przed kamerą i oddanie szczegółów egzekucji, z wyeksponowaniem własnych zasług w przyśpieszeniu machiny śmierci. Moralność pozostaje w głębokim cieniu polityki. Udział w filmie (a w rzeczywistości eksperymencie) zachodniego reżysera to dla nich doskonała szansa do zrealizowania swojej pasji: aktorstwa. Oni sami już 50 lat temu, podczas dokonywania morderstw, wzorowali się na amerykańskim kinie gangsterskim. Gangster to dla nich freeman – człowiek wolny, niezatrzymujący się przed nikim i niczym. Właśnie zastosowana przez Oppenheimera technika łączenia czystego dokumentu z fabularną inscenizacją tworzy bulgocący kocioł, z którego przelewa się na zmianę egzotyczna groteska na granicy dobrego smaku i radykalny naturalizm. Tę ryzykowną mieszankę gwarantuje dwóch oprawców (będących makabryczną wersją Flipa i Flapa): Anwar Congo i Herman Koto. Pierwszy – to siwiejący starszy pan, który uwielbia rozbawiać otoczenie i doglądać swoich wnuków, czy aby nie skrzywdzili kaczuszki. Drugi zaś, to otyły imbecyl, którego ambicje sięgają daleko poza własne umiejętności. W żaden sposób nie przypominają urodzonych morderców, do jakich przyzwyczaiła nas popkultura. Stajemy przed obliczem ludzi, którzy dzięki korzystnemu systemowi politycznemu, pozostają nietykalni i niczym nie niepokojeni. Ale czy na pewno?. Arcydzieło, które czuje się głęboko w trzewiach.
• • •
DVD
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Oszukane
Jarosław Loretz [30%]
Telewizyjny bieda-film ze stajni tvn-u, tradycyjnie będący ekranizacją jakichś głośnych zdarzeń z ostatnich lat (inne z tego cyklu to choćby „Nad życie” i „Dzień kobiet”) i tradycyjnie kiepsko zagrany, kiepsko zrealizowany i po brzegi wypchany prymitywnymi zagrywkami, mającymi wycisnąć widzowi łzy z oczu. Również tradycyjnie – prawem kaduka puszczony do kin. Tym razem jednak twórcy troszkę przeholowali, bo opowieść opartą na życiu słynnych sióstr Ofmańskich, które dopiero w wieku lat 17 dowiedziały się przez przypadek, że żadnymi siostrami nie są, wyprodukowali i puścili do dystrybucji bez pytania o zgodę samych zainteresowanych. I nic nie pomogło przesunięcie akcji z Warszawy do Krakowa czy zmiana nazwisk bohaterów, skoro w filmie zostało zatrzęsienie elementów pozwalających na jednoznaczną identyfikację osób i zdarzeń, do których odnosi się fabuła. Nie wiem, czy wynikły z tego zatarg z prawniczką obu rodzin skończył się ugodą czy procesem, wiem tylko tyle, że tak jak nie było warto iść na „Oszukane” do kina, tak i nie warto sięgać po nie na DVD. Bo zamiast poczuć dogłębne współczucie dla skrzywdzonych przez szpitalną pomyłkę rodzin, można się zdrowo narechotać oglądając stare krówska brykające z piskiem po łóżku jak dwunastoletnie siksy (a trzeba pamiętać, że występujące w filmie bliźniaczki Chapko mają już po 28 lat) czy obserwując poczynania jednej z dziewczyn, która praktycznie z dnia na dzień zaczyna traktować swoją matkę jak obcą osobę i próbuje wmeldować się biologicznym rodzicom do domu, wygryzając drugą z ich córek.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Blue Jasmine
Jarosław Loretz [70%]
Po paru latach mocno przeciętnych filmów Woody’ego Allena bez Woody’ego Allena (naturalnie jako aktora), najczęściej przypominających fabułą więcej niż ździebko przeintelektualizowane romansidła, znów pojawił się na rynku wyrób nadający się ze wszech miar do spożycia. „Blue Jasmine” jest bowiem historią skonstruowaną na tyle inteligentnie, że potrafi niepostrzeżenie wciągnąć – zarówno dzięki prostej, choć zabarwionej nieco złośliwym humorem fabule, jak i niebanalnej psychologii postaci, notabene wyśmienicie odegranych, co zresztą docenili jurorzy Akademii Filmowej przyznając Cate Blanchett Oscara. Nie przesadzajmy jednak – żadne arcydzieło to nie jest i nawet jeśli faktycznie dążąca w konkretnym kierunku (wątła, bo wątła) intryga budzi zadowolenie, a tło historii jest interesująco pogłębione, to po kilku dniach od seansu „Blue Jasmine” niemal zupełnie zaciera się w pamięci, zostawiając tylko niejasne wrażenie, że czas poświęcony filmowi nie był zupełnie stracony.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Układ zamknięty
Jarosław Loretz [40%]
Ileż można kręcić paszkwili na nomenklaturową sitwę rodem z PRL? To wygląda zupełnie tak, jakby filmowa brać zastygła wpatrzona w przeszłość i zupełnie przeoczyła fakt, że od upadku nie aż tak powszechnie znienawidzonego systemu minęło już dobre ćwierć wieku, w którym to okresie namnożyły się dziesiątki innych patologii i innych sitw, z dzisiejszego punktu widzenia znacznie, znacznie groźniejszych niż powolutku wymierające już kolesiostwo z PZPR. No ale cóż, tym razem Ryszard Bugajski – pokrzepiony finansowaniem ze strony Kas Stefczyka – chwycił za celuloidowy oręż i począł łoić nim dawną nomenklaturę, czyli ludzi tłustych, chciwych i bogatych (świetnie się w tej roli sprawdzają Janusz Gajos i Kazimierz Kaczor), którzy próbują szponiastą czerwoną dłonią chapnąć prywatną własność należącą do krystalicznie uczciwych, miłych i przyjacielskich przedsiębiorców, co to z dziada pradziada stali za demokracją i „o take Polske” walczyli (jeden z nich działał w Solidarności, inny miał ojca represjonowanego w 1968 roku).
Niestety, reżyser nie dość, że zagalopował się w rżnięciu postaci z jednokolorowej tektury (prokurator uwielbia zabijać zwierzęta na polowaniach i jest wredny nawet dla własnej córki, przedsiębiorcy są zaś niemalże bez skazy), to w dodatku zapomniał, że miał robić dramat o owych skrzywdzonych przez skarbówkę i wymiar sprawiedliwości przedsiębiorcach, którzy w wyniku kulawego prawa zostali osadzeni w więzieniu i ograbieni z majątku, zaś ich firmy albo zniszczone (Krakmeat), albo za psi grosz sprzedane (Polmozbyt Kraków). Zamiast tego skoncentrował się na mozolnym – i w sumie bezsensownym, bo nic do całej historii nie wnoszącym – malowaniu portretu prokuratora, który dwoi się i troi, żeby z dawnymi kumplami z PZPR urwać trochę grosza frajerom. I już pal licho, że tu i ówdzie wylazły różne kiksy (zbyt nowe jak na 2003 rok samochody, zamiast CBŚ w rozmowie przewija się CBA), że historia została „urozmaicona” płytkimi zagrywkami (poronienie, zdarzenia w więzieniu) i że zamiast pochylić się nad rzeczywistymi przyczynami całego zjawiska, twórcy mocno sobie popuścili wodze fantazji, powołując do życia osobliwą groteskę. Gorzej, że nic konkretnego z całej tej historii nie wynika. Bo wątek przedsiębiorców, teoretycznie najważniejszy w tej opowieści, został bezsensownie zepchnięty na bok i odarty z głębi, zaś w głównym nurcie zaczął się rozlewać wątek prokuratora, do niczego konkretnego tak naprawdę – naturalnie poza dokopaniem tym ohydnym aparatczykom z PZPR-u – nie służący.
A ponieważ na dodatek akcja STRASZNIE się ślimaczy i bez sensu meandruje, budząc w widzu podejrzenia, że ekipa zapodziała gdzieś nożyczki i nie zdołała przed premierą przyciąć co bujniejszych fabularnych wykwitów, „Układ zamknięty” – mimo w sumie porządnej realizacji – ogląda się z narastającym znużeniem oraz przeświadczeniem o bezcelowości kręcenia takich filmów.
koniec
17 marca 2014

Komentarze

17 III 2014   20:47:56

"Stare krówska"? Naprawdę? Pomijając, czy było to potrzebne sformułowanie, 28-letnie kobiety są "stare"?

17 III 2014   21:23:09

Gdy udają nastolatki, to tak. Parafrazując klasyka: "mamusię oszukasz, tatusia oszukasz, ale czasu nie oszukasz". ;)

17 III 2014   21:33:11

Tak - jak na mój gust są za stare, żeby skutecznie udawać podlotki. Bo w tym momencie mam co najwyżej kupę śmiechu, a przecież z pewnością nie o to chodziło twórcom.

Zresztą z facetami jest taka sama sytuacja. Kilka razy widziałem w filmach rodem z USA (tyle że takich z budżetem nie wykraczającym za czwarte zero), jak 25-30-letnie byki robiły za rozdokazywanych uczniaków strzelających się gumami i składających na lekcjach papierowe samolociki.

Trzeba znać umiar i wiedzieć, kiedy się przekracza granicę groteski.

17 III 2014   21:46:55

Cóż, redaktorzy Esensji po prostu posiadają rozległą wiedzę (popartą, jak mniemam, osobistym doświadczeniem) odnośnie zachowań „dwunastoletnich siks brykających z piskiem po łóżku” i jak ich zachowanie różni się od „starych krówsk” powyżej 28 lat.

17 III 2014   21:59:19

Takie rzeczy zdarzają się też w produkcjach wysokobudżetowych vide "Uprowadzona" gdzie dziewczyna dwudziestopięcioletnia grała nastolatkę i w dodatku dziewicę. Nie wiem co było bardziej kuriozalne. ;)

17 III 2014   22:05:12

@Jale
W porządku, rozumiem intencję, ale wciąż uważam, że sformułowanie jest obraźliwe i co więcej nie wygląda dobrze w skądinąd ciekawym tekście.

18 III 2014   02:12:06

Jak bym napisał "dojrzałe kobiety", to uciekłby wydźwięk. ;)

18 III 2014   08:48:30

Ba - ale istnieje kilka mniej inwazyjnych, a elegantszych określeń. Ja rozumiem, że film może wywoływać frustrację, którą recenzent chce odreagować słownie, ale mimo wszystko "krówska" są jednak zbyt mocne. Pozdrawiam!

18 III 2014   14:30:13

Stary byk/stara krowa to zwyczajowe określenia na osoby, które w sposób łatwo zauważalny i dość niezręczny próbują udawać osoby znacznie młodsze. Starą krową może już być np. piętnastolatka, która zachowuje się jak kilkuletnie dziecko.

18 III 2014   15:08:43

Kończąc, bo podejrzewam, że każde z nas ma jeszcze spory zasób argumentów: jest różnica między "krową" a "krówskiem", poza tym wzdragałabym się przed określeniem 15-latki "starą krową": "hej, stara krowo, ale żeś się odstroiła dzisiaj!". Powtórzę: rozumiem intencję, widzę zastrzeżenia co do użycia.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Diablęta, których boją się anarchiści
Sebastian Chosiński

18 IX 2019

Chyba mało kto spodziewał się, włącznie z samym reżyserem, że największym sukcesem komercyjnym Ormianina Edmonda Keosajana będzie sequel niemego awanturniczo-przygodowego obrazu o „czerwonych diablętach” – grupie nastolatków walczących w czasie wojny domowej w Rosji z „czarnymi” i „białymi”. Nowa wersja tej opowieści, nakręcona w 1966 roku, otrzymała miano „Nieuchwytnych mścicieli” i okazała się początkiem trylogii.

więcej »

East Side Story: Gdzie Rzym, gdzie Krym… a gdzie Władywostok
Sebastian Chosiński

15 IX 2019

Po ośmiu latach przerwy na ekrany telewizorów powrócił w dwóch pełnometrażowych filmach pułkownik Siergiej Michajłowicz Diedow – weteran chyba wszystkich wojen, w jakie zaangażowany był Związek Radziecki i Rosja od czasów interwencji w Afganistanie. I ponownie odpowiedzialny za jego „przygody” został Andriej Szczerbinin. Szkoda jedynie, że „Jeden za wszystkich” – czwarta odsłona serii „W stanie spoczynku” – tak bardzo odstaje poziomem od trzech wcześniejszych.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Kilka gorzkich scen z życia nomenklatury
Sebastian Chosiński

11 IX 2019

To ostatni wielki film kultowego radzieckiego reżysera, który jak nikt inny – może oprócz Gruzina Gierogija Danieliji – potrafił jednocześnie rozśmieszać i wzruszać. Choć akurat w „Zapomnianej melodii na flet” znacznie więcej jest powodów do wzruszeń. Nie bez powodu, wszak w czasie pracy nad tym melodramatem Eldar Riazanow przeżywał poważne kłopoty zdrowotne i musiał leczyć się po udarze.

więcej »

Polecamy

Dom jak malowanie

Z filmu wyjęte:

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Transatlantyk 2014: Dzień 3
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Październik 2013 (3)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Espoo Ciné 2013: Kobieta na skraju załamania nerwowego
— Marta Bałaga

Skończyła się boża chwała, teraz wódka by się zdała
— Gabriel Krawczyk

Zakleszczeni w postkomunie
— Grzegorz Fortuna

Z tego cyklu

Marzec 2018 (2)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Luty 2018 (2)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Luty 2018 (1)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Nie graj już tego więcej, Woody
— Kamil Witek

Nie tylko Temida jest ślepa
— Sebastian Chosiński

Nic już nie gra
— Grzegorz Fortuna

Wenecja 2014: Wielka cisza
— Marta Bałaga

Rozsądek i romantyczność
— Jarosław Robak

Espoo Ciné 2013: Kobieta na skraju załamania nerwowego
— Marta Bałaga

Skończyła się boża chwała, teraz wódka by się zdała
— Gabriel Krawczyk

Zakleszczeni w postkomunie
— Grzegorz Fortuna

Rzymskie wakacje
— Grzegorz Fortuna

Więcej takich pocztówek
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.