Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXVI

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (2)
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zapraszamy do kolejnej edycji „Esensja ogląda”, a w niej recenzje pięciu filmów – niedawnych kinowych premier „Godzilli” i „Mundialu”, obecnych już dłużej na ekranach „Noego” i „Zimowego żołnierza” oraz bośniackiej produkcji sprzed kilku lat.

Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (2)
[ - recenzja]

Zapraszamy do kolejnej edycji „Esensja ogląda”, a w niej recenzje pięciu filmów – niedawnych kinowych premier „Godzilli” i „Mundialu”, obecnych już dłużej na ekranach „Noego” i „Zimowego żołnierza” oraz bośniackiej produkcji sprzed kilku lat.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Godzilla
Jarosław Loretz [40%]
To przykre, gdy w filmie o Godzilli sama Godzilla jest ledwie fabularnym dodatkiem. Twórcy bezsensownie spróbowali połączyć klasyczny niszczycielski film o potworze z głębin morza z równie klasycznym motywem amerykańskiego wojaka, co to ratuje w pojedynkę cały świat, podczas gdy jego żona truchleje z niepokoju, a dziecię ledwo uchodzi z życiem. Bo co to za film o potworach, w którym pierwszy potwór pojawia się po… ilu? Trzydziestu minutach? I gdzie znacznie, znacznie więcej czasu poświęca się pokazywaniu ckliwych rodzinnych rozmów, słownych czułostek i żoninego zaniepokojenia niż samej walki potworów? Wojak leci do Japonii, wojak wraca do Ameryki, wojak wpycha się do pociągu, a Godzilla…? No cóż, gdzieś tam sobie przez moment płynie, grzecznie dbając o to, by broń Boże nie zarysować ogonem kadłuba któregoś z towarzyszących mu statków. Po czym znowu oglądamy wyczyny wojaka, co to świat ratuje. To prawda, efekty są super, dewastacja idzie na maksa, a Godzilla wreszcie wygląda jak Godzilla, a nie jak jaszczurzyca w rui, tyle że akcja fatalnie co i rusz grzęźnie, podsycana strasznie kłującą w oczy sztampą. Wiadomo, kto przeżyje, wiadomo, gdzie i kiedy będą kłopoty, wiadomo, kto ma rację, wiadomo też, że żadnemu dziecku krzywda stać się nie może. Bo Godzilla zasłoni swoim cielskiem szkolny autobus, żeby nie trafiła weń zbłąkana rakieta.
Przyznam, że ta scena ostatecznie mnie dobiła. A przecież wcześniej dzielnie zaciskałem zęby, przetrwałem wszelkie nudziarskie, aż proszące się o natychmiastowe wycięcie bzdurstwa z ratującym świat herosem, przełknąłem nawet dryfujący po powierzchni rzeki WRAK CZOŁGU oraz najwyraźniej równie lekkie KOLEJOWE OSIE, wyrzucone przez fale na brzeg tuż obok naszego wojaka. Machnąłem też ręką na prześmieszne ujęcia, gdy wychodzący z morza Godzilla wywołuje ogromną falę zalewającą pół miasta, ale już dając z powrotem nura TUŻ PRZY BRZEGU, prawie wcale nie marszczy powierzchni wody. W efekcie z kina wyszedłem mocno zawiedziony. Bo ta nowa „Godzilla” to żaden tam hołd, a po prostu nudny, hollywoodzki plastik, taki ckliwy dramacik z potworem w tle. Ja już może podziękuję za chybione starania amerykańskich ekip i poproszę o kolejny odcinek sagi ze skośnookim facetem w gumowym kombinezonie, bo jednak Japończykom wychodzi ta bajeczka ze znacznie większym wdziękiem.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Mundial. Gra o wszystko
Piotr Dobry [80%]
Kolejny dokument, którego nie wolno przegapić, to „Mundial. Gra o wszystko” Michała Bielawskiego, rzecz o tym, jak MŚ ′82 były rozgrywane zarówno przez piłkarzy, jak i władze epoki stanu wojennego, manipulujące przekazem medialnym czy szantażujące internowanych działaczy Solidarności groźbą odebrania telewizorów na czas mistrzostw. Film operuje typową dla futbolu retoryką wojenną (mecz to bitwa, koszulka zdobyta od zawodnika ZSRR to skalp etc.), ale tym razem nie chodzi o kultywowanie maczyzmu, tylko wpisanie się w dyskurs rozliczeniowy, wciąż gorejący, co pokazały właśnie emocje wywołane pogrzebem Jaruzelskiego. Przy czym Bielawski nie jest zainteresowany ani demonizowaniem PRL-u, ani tak dziś modną płytką nostalgią; wyciąga z lamusa krzepiącą historię „zwycięskiego remisu”, ale poddaje w wątpliwość jej rzeczywisty wpływ na morale Polaków. W efekcie ten „Mundial”, również dzięki ciekawej formie (przestrzenne zdjęcia, animacje, kroniki wideo po cyfrowej obróbce), śledzi się z zaangażowaniem godnym najlepszych rozgrywek, ale już o końcowy komentarz, mimo obecności Dariusza Szpakowskiego na ekranie, każdy widz musi postarać się sam.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Noe – wybrany przez Boga
Konrad Wągrowski [70%]
Z filmów biblijnych najwyżej cenię sobie te, które historie zapisane w Piśmie traktują po swojemu – „Ostatnie kuszenie Chrystusa”, „Żywot Briana”. Nie ma w tym nic z oczekiwania bluźnierstwa – raczej chęć bycia zaskoczonym, zainspirowanym oryginalnym spojrzeniem, zaintrygowanym. I przyznam, że pod tym względem „Noe” – film dziwny, nierówny, ale na swój sposób fascynujący – spełnił moje oczekiwania. Świetnym pomysłem było posiłkowanie się biblijnymi apokryfami, świetna jest też sama koncepcja świata – z fauną podobną do naszej, ale inną, z ludźmi pozbawionymi nadziei, watahami szukającymi łatwych łupów. Świat, który wygląda rzeczywiście na wymagający resetu. Bardzo dobre jest także przedstawienia Noego (jak zwykle świetny Russell Crowe) w oderwaniu od jego przyjętego wizerunku, jak to ładnie opisał Grzesiek Fortuna, dobrego dziadka, który pokazuje parze wiewiórek ich miejsce na statku, w kierunku religijnego fanatyka, nie otrzymującego jasnego komunikatu, ale definiującego swą misję i dążącego do jej realizacji za wszelką cenę. Robią wrażenie też sceny, gdy Noe ogląda obóz Tubal-Caina, gdy nadchodzi potop (Ziemia z kosmosu, pokryta setkami huraganów!). Gorsza jest oczywiście konstrukcja dramaturgiczna (choć akurat dylemat dość ciekawy), w której kino katastroficzne zostaje zastąpione dramatem psychologicznym, ale i tak zaskakująco dużo rzeczy w tym filmie przypadło mi do gustu. No, ale idąc do kina, wiedziałem, że to nie dokument.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz
Konrad Wągrowski [70%]
Podoba mi się w filmach Marvela, że nie idą po linii najmniejszego oporu i tłuką wszystko na jedno kopyto, ale że próbują wykorzystywać różne gatunki, że możemy mieć coś bliskiego klasycznemu SF (Iron Man), fantasy (Thor), kinu wojennemu (pierwszy „Kapitan Ameryka”), czystemu kinu akcji („Avengers”). No i „Zimowy żołnierz” jest hołdem dla kolejnego gatunku – kina szpiegowskiego. Nie zabraknie oczywiście finałowej efektownej rozwałki, ale przyznajmy, że dużo lepsze wrażenie i tak zrobią bardziej kameralne sceny (ze szczególnym uwzględnieniem genialnie rozwijanego napięcia podczas jednej przejażdżki windą). Sam Kapitan, jawiący się jako bohater najbardziej niedzisiejszy z całego uniwersum, ma bardzo fajnie wygrywaną ową niedzisiejszość, ale dzięki niezłej kreacji Chrisa Evansa nawet ma pewną głębię i wewnętrzny smutek. Najsłabiej natomiast wypada tytułowy przeciwnik, no i nieco irytująca mania ciągłego ożywania rzekomo martwych bohaterów (dajcie spokój, czy ktoś się nabrał, że Nick Fury nie żyje?). Myślę, że jakaś bardziej nieodwracalna śmierć by cyklowi nie zaszkodziła.
• • •
KINO ŚWIATA
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jej droga (2010)
Sebastian Chosiński [70%]
Kinematografia bośniacka nie należy do potentatów na Starym Kontynencie; zdecydowana większość powstających w tym kraju filmów kręconych jest w koprodukcji z państwami Europy zachodniej bądź innymi studiami z Bałkanów. A jednak obrazy rodem z Bośni i Hercegowiny trafiają na najważniejsze światowe festiwale i zdobywają nagrody. Jak chociażby uhonorowana Oscarem, opowiadająca o wojnie w byłej Jugosławii, „Ziemia niczyja” (2001) Danisa Tanovicia. Deszcz laurów spadł również na – podejmującą ten sam temat – „Grbavicę” (2006), debiutancką pełnometrażową fabułę, pochodzącej z Sarajewa, Jasmili Žbanić (rocznik 1974). Cztery lata później reżyserka ta zrealizowała kolejny film – może już nie tak udany, ale także zasługujący na uwagę. „Jej droga” – nominowana do Złotego Niedźwiedzia na Berlinare oraz nagrodzona Złotą Morelą na festiwalu w ormiańskim Erywaniu – to opowieść o poszukiwaniu: z jednej strony miłości, z drugiej tożsamości religijnej w kraju doświadczonym traumą wojenną. Główną bohaterką jest dobiegająca trzydziestki piękna Luna (w tej roli Zrinka Cvitešić, znana między innymi z „Kobiety muszkietera”, międzynarodowej produkcji spod znaku płaszcza i szpady). Luna mieszka w Sarajewie i pracuje jako stewardessa, jej partner – Amar (gra go Leon Lučev, którego Žbanić obsadziła już w „Grbavicy”) – jest z kolei pracownikiem kontroli lotów. Oboje pochodzą z rodzin muzułmańskich, choć wiara nie odgrywa w ich życiu szczególnej roli. Być może jest to następstwem dramatycznych przeżyć z czasów wojny: ona straciła rodziców, on napatrzył się na okrucieństwa jako żołnierz armii bośniackiej. Nie mogąc poradzić sobie ze wspomnieniami, Amar coraz częściej sięga po alkohol; przyłapany na tym w pracy, zostaje zawieszony w obowiązkach na pół roku. W tym czasie ma poddać się leczeniu. Przypadek sprawia, że właśnie w takim, najtrudniejszym dla siebie momencie spotyka po latach swego kolegę z wojska, Bahriję (Ermin Bravo, który w tym samym roku zagrał w „Cyrku Columbia” Tanovicia). Pod jego wpływem stopniowo, ale za to radykalnie zmienia się, przystając do konserwatywnej, opartej na fundamentalistycznym islamie wspólnoty wahabitów. Luna przygląda się tej ewolucji z rosnącym niepokojem; ona bowiem odreagowuje wojenną traumę w zupełnie inny sposób – nie chce sobie niczego odmawiać, na dodatek pragnie dziecka, na które jedyną szansą jest sztuczne zapłodnienie. Drogi małżonków rozchodzą się coraz bardziej – mimo że się kochają, nie mogą jednak być ze sobą szczęśliwi. Jasmila Žbanić portretuje współczesnych Bośniaków z dużą subtelnością, nie opowiadając się przy tym po żadnej ze stron. Stara się wyważyć racje, ale jednocześnie unika prześlizgiwania się po temacie, nie szuka na siłę dróg, które mogłyby doprowadzić do happy endu. Zdaje sobie doskonale sprawę, że szczęśliwy finał tej historii pobrzmiewałby wyjątkowo fałszywym tonem.
koniec
6 czerwca 2014

Komentarze

07 VI 2014   03:59:59

Jarosław Loretz chyba wybrał się na Pacific Rim 2 - w klasycznych Godzillach też często potwór nie był na pierwszym planie, bo ten był już zajęty przez, zaskoczenie, ludzi będących realizacjami klisz, tyle że japońskich. A jak już uprawiamy nitpicking, to dziwię się, że jest wspomnienie takich bzdurek jak lekkie szyny kolejowe, a nie ma rozdarcia szat nad bezsensem istnienia potworów żywiących się jedynie promieniowaniem radioaktywnym. Nawet szukać dziury w całym trzeba umieć.

07 VI 2014   10:42:56

Ale japońskie klisze nie są tak dojmująco naiwne i bez końca eksploatowane. A co do stwora - to niech se żre to promieniowanie, w końcu to wyssana z palca fantastyka. Tylko niech wtedy nie "szuka promieniowania" odchodząc od całego składu odpadów radioaktywnych (bidulki musieli otwierać drzwi i sprawdzać, czy coś się nie urodziło, a wystarczyło przelecieć się śmigłowcem; już nie wspomnę o zwykłym zatrzęsieniu się całej góry) w kierunku jedynego w okolicy miasta, w którym nie ma absolutnie NIC do żarcia - przynajmniej dla niego.
Jak zwykle podkreślam - założeń się nie czepiam. Czepiam się wykonania i logiki wewnętrznej.

07 VI 2014   12:52:48

"Tylko niech wtedy nie "szuka promieniowania" odchodząc od całego składu odpadów radioaktywnych (...) w kierunku jedynego w okolicy miasta, w którym nie ma absolutnie NIC do żarcia - przynajmniej dla niego"
Tyle, że w tym momencie ona (!) nie szukała już żarcia, ale podążała za wezwaniem samca, więc poszła na jego spotkanie. Choć fakt, że bezsensownym jest zakładanie gniazda w oddaleniu od takiego źródła pokarmu.

08 VI 2014   16:41:14

"Niego" odnosiło się do "stwora". Nie determinowałem płci.
A tak poza tym - przecież to w ogóle jakaś bzdura jest z tym kierowaniem się na wezwanie samca, skoro stroną dominującą wyraźnie jest samica. W dodatku samiec może ZNACZNIE szybciej podróżować...

08 VI 2014   20:41:33

Oj tam oj tam. Jakoś musieli uzasadnić rozwałkę w centrum miasta :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nic nowego pod słońcem
Miłosz Cybowski

20 V 2019

Pierwszy „John Wick” mógł jeszcze zaskakiwać bezkompromisowością, drugi, mimo pewnej sztampy, oferował jeszcze więcej, natomiast trójka… Trójka w żadnym wypadku nie pozostaje w tyle.

więcej »

East Side Story: Stachanowcy pod gradem bomb i kul
Sebastian Chosiński

19 V 2019

A już zdążyłem się zmartwić! Że maj w pełni, a w kinach rosyjskich brak premier filmowych związanych z tradycyjnie hucznie obchodzonym w tym miesiącu Dniem Zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Aż w końcu dotarł do mnie „Korytarz nieśmiertelności” Fiodora Popowa – dramat wojenny o jednym z istotniejszych, aczkolwiek nieco już zapomnianych, epizodów składających się na dzieje blokady Leningradu.

więcej »

Kryminalny egzystencjalizm
Konrad Wągrowski

13 V 2019

Trzeci sezon „Detektywa” tylko z pozoru jest kalką pierwszego. Na koniec okazuje się bowiem, że w gruncie rzeczy wcale nie oglądaliśmy opowieści kryminalnej.

więcej »

Polecamy

Tania siła robota

Z filmu wyjęte:

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Samopodający się talerz
— Jarosław Loretz

Chatka niekoniecznie z piernika
— Jarosław Loretz

Zwrotów nie przyjmujemy. Na ogół.
— Jarosław Loretz

Małe ptaki konsumuje się w całości
— Jarosław Loretz

Makabra (anatomiczna)
— Jarosław Loretz

Rezydencja marzeń (producentów filmowych)
— Jarosław Loretz

Dzielny mały skuter
— Jarosław Loretz

Grunt to dobra służąca
— Jarosław Loretz

Ćwiczenia pod prysznicem
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Maj 2015 (2)
— Jarosław Loretz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Październik 2014 (1)
— Kamil Witek, Konrad Wągrowski, Jarosław Loretz, Piotr Dobry

Viva España Olé!
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Maj 2014 (3)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Gabriel Krawczyk, Agnieszka Szady

17. Cropp Kultowe: Dzień 1. Potworna piękność
— Ewa Drab

Powrót Króla Potworów
— Krzysztof Spór

Kiedy tarcza nie wystarcza
— Piotr Przytuła

Esensja ogląda: Kwiecień 2014 (2)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady

Źródła
— Grzegorz Fortuna

Bohater na nasze czasy
— Jarosław Robak

Z tego cyklu

Marzec 2018 (2)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Luty 2018 (2)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Luty 2018 (1)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Koniec podróży
— Kamil Witek

Krótko o filmach: Avengers: Wojna bez granic
— Sebastian Chosiński

Thanos kopie tyłki!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Czekając na deus ex machina
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

NajAmerican Film Festival 2017
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Gwiezdny pył
— Kamil Witek

Ciemna strona Rebelii
— Konrad Wągrowski

Who Watches the Watchmen?
— Kamil Witek

Strefa X, czyli kosmici z garażu
— Agata Malinowska

Czarny łabędź, biały łabędź
— Krzysztof Czapiga

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.