Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Michał Bielawski
‹Mundial. Gra o wszystko›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMundial. Gra o wszystko
Data premiery23 maja 2014
ReżyseriaMichał Bielawski
Scenariusz
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiPolska
Czas trwania96 min
Gatunekdokument, sportowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Viva España Olé!
[Michał Bielawski „Mundial. Gra o wszystko” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Za dwa dni ruszają kolejne piłkarskie mistrzostwa świata – kolejne, w których nie zobaczymy Polaków. Na osłodę w kinach wciąż można obejrzeć świetny film Michała Bielawskiego, przypominający czasy, gdy byliśmy trzecią drużyną świata i pokazujący, jak bardzo skomplikowane były to dni.

Konrad Wągrowski

Viva España Olé!
[Michał Bielawski „Mundial. Gra o wszystko” - recenzja]

Za dwa dni ruszają kolejne piłkarskie mistrzostwa świata – kolejne, w których nie zobaczymy Polaków. Na osłodę w kinach wciąż można obejrzeć świetny film Michała Bielawskiego, przypominający czasy, gdy byliśmy trzecią drużyną świata i pokazujący, jak bardzo skomplikowane były to dni.

Michał Bielawski
‹Mundial. Gra o wszystko›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMundial. Gra o wszystko
Data premiery23 maja 2014
ReżyseriaMichał Bielawski
Scenariusz
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiPolska
Czas trwania96 min
Gatunekdokument, sportowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Doskonale pamiętam, gdzie i w jakich okolicznościach oglądałem mecz Polska-ZSRR z hiszpańskiego mundialu z 1982 roku, ów słynny zwycięski remis 0:0. Było to w ośrodku wypoczynkowym w Jarosławcu, we wspólnej świetlicy, wraz z tłumem innych wczasowiczów. Pamiętam słynne rajdy Smolarka do rogu, lekko się irytowałem, dlaczego Polska, która w dwóch poprzednich meczach z Peru i Belgią wklepała rywalom osiem bramek (brzmi jak science fiction, nie?) nie gromi Rosjan, ale po zakończeniu meczu wiwatowałem wraz z całą salą, stojąc na krześle i dzielnie powiewając nad sobą własną bluzą. Półfinał był nasz, Ruscy zostali wyeliminowani! Wspomnienie, które zostaje do końca życia.
Mecz z ZSRR, jak i całe mistrzostwa w Hiszpanii to nie tylko niezwykła dramaturgia, nie tylko turniej pełen podtekstów politycznych, to wręcz doświadczenie pokoleniowe. Ostatni tak wielki sukces polskiego futbolu, odniesiony w ponurych czasach stanu wojennego, gdy mało było powodów do radości. Może nie z perspektywy dziewięcioletniego chłopaka, ale przecież i ja byłem świadomy historii. Jadąc do owego ośrodka wczasowego po drodze podrzucaliśmy moją ciotkę do ośrodka dla internowanych, gdzie przebywał jej syn, mój kuzyn.
Filmem dokumentalnym „Mundial, Gra o wszystko” Michał Bielawski przypomina owe mistrzostwa i wpisuje je w ówczesne realia. Opowiada – głosami samych uczestników (Bońka, Piechniczka, Laty, Majewskiego, Smolarka), archiwalnymi nagraniami, animowanymi wstawkami – historię tamtych mistrzostw od początku eliminacji, od słynnej afery na Okęciu, aż po powrót Srebrnej Jedenastki do kraju (wówczas za trzecie miejsce przyznawano medale srebrne – stąd propaganda PRL, by sukces jeszcze bardziej podkreślić, wprowadzała zarówno dla ekipy Górskiego , jak i Piechniczka termin „Srebrna Jedenastka”). Znajdzie się tu miejsce i na eliminacyjne boje z NRD ze smakowitą anegdotą, jak to polska reprezentacja pojechała do Niemiec z własnym prowiantem i piciem, bo obawiała się otrucia przez przedstawicieli zaprzyjaźnionego kraju demokracji ludowej. Znajdzie się miejsce na oddanie nerwówki (kto oglądał, ten pamięta) po meczach z Włochami i Kamerunem, a zwłaszcza po pierwszej połowie z Peru, w której Polacy, którzy musieli wygrać, gnietli niemiłosiernie, a piłka do bramki wpaść nie chciała (raz, po strzale Bońka, wpadła, ale sędzia nie uznał). Znajdzie się wreszcie – pięknie zmontowana, niczym w kinie akcji – kanonada goli, gdy w 135 minut Polacy wklepali ich Peruwiańczykom i Belgom aż osiem. Aż wreszcie przychodzi czas na mecz z ZSRR…
I tu należy wspomnieć o drugiej narracji filmu: internowanych 13 grudnia 1981 r., którzy toczą zupełnie inną grę. Testują na strażnikach obozu granice swej niezależności, którą, mimo aresztowania, pragną pielęgnować. Z socjalistycznym państwem mocują się jeszcze, wciąż nie chcąc dać się w pełni zresocjalizować. A nie jest to gra łatwa, choć z dzisiejszej perspektywy wiemy, jak to wszystko się skończyło, to przecież działacze „Solidarności” mieli wciąż w głowie, że w zasadzie nic nie mogłoby przeszkodzić władzom, gdyby chciały raz na zawsze pozbyć się problemu opozycji. Wizja wyprowadzania pod mur nie wydawała się nigdy być całkiem niemożliwa…
W areszcie trzeba jednak jakoś żyć. Piłka daje szansę na rozrywkę. Ale jak to – kibicować drużynie, której sukces zostanie wykorzystany propagandowo przez władze? Iść na ustępstwa wobec ekipy więziennej, by dostać telewizor i szansę na oglądanie meczy? To nie są takie proste decyzje, bo niby przecież to nadal drużyna polska, niby piłkarze za władzą nie manifestują, ale dylematy pozostają. Rozproszy je mecz z ZSRR – upokorzenie Wielkiego Brata będzie przecież wielką radością dla całego kraju, tego nie da się ujmować inaczej niż tylko stwierdzając: zwycięski remis z ZSRR był najpiękniejszym światełkiem dla całej Polski w ciężkich czasach i być może dał wielu osobom siłę, by podtrzymywać zdruzgotane w 1982 nadzieje.
Ten mecz, jakże jest inny od wcześniejszych zwycięstw. Przypominam – Polska i ZSRR ograły Belgię, my 3:0, Rosjanie 1:0. Remis więc nam wystarczał. Piechniczek jest rozsądny – nie zakłada gry otwartej, ataków frontalnych, ale przede wszystkim solidną defensywę. To nie był piękny mecz, być może dla postronnego obserwatora był nudny. Nie było sytuacji, pamiętnych akcji, ale nie było też panicznej obrony Częstochowy. Było spokojne rozgrywanie piłki, mądra gra w obronie, nieodsłanianie się i słynne rajdy Smolarka, który nawet gdy miał otwartą drogę w kierunku bramki, skręcał w kierunku narożnika. Niesamowite, że nikt później nie potrafił powtórzyć tej taktyki – w pełni zgodnej z prawidłami gry, bo piłka była wciąż na boisku, nikt niczego nie symulował, ale jednak sekundy leciały. Nie szlachetnym zrywem, nie bohaterskim bojem, ale rozsądkiem, podstępem i sprytem pokonaliśmy ZSRR. Czy nie ma w tym czegoś pięknie symbolicznego?
Szkoda, że Michał Bielawski nie zdecydował się nieco inaczej zmontować swego filmu, że nie uczynił z meczu ze Związkiem Radzieckim ostatecznej kulminacji – to byłoby piękne podsumowanie turnieju i symboliczne finałowe połączenie obu toków narracji. Cała historia mundialu wydała mu się jednak na tyle ciekawa, że nie mógł sobie odmówić wspomnienia meczu z Włochami, kontrowersji z niewystawieniem Szarmacha i pięknego zwycięstwa nad poobijaną Francją, które dała nam miejsce trzecie na świecie. A – jak sam zauważa trener Piechniczek – między miejscem trzecim i czwartym była przepaść jakości. Ostatecznie pointą filmu jest obecność Lecha Wałęsy na meczu Lechia Gdańsk – Juventus Turyn (w którym wówczas grał Boniek), moment, który również przeszedł do historii i był kolejnym przykładem na to, jak futbol może łączyć się z polityką. Też pięknie.
Co właściwie mówi nam – tak ogólnie – film Michała Bielawskiego? Oczywiście poza przypomnieniem chwil chwały, jakiej polska piłka nożna od tamtych nie zaznała (nie żartujcie mi tu z medalem w Barcelonie, to zupełnie inna skala)? Mówi chyba o tym, że futbol to dużo poważniejsza sprawa, niż może się wydawać. Że może podnosić morale całego narodu, że może być pięknym wspólnym, łączącym doświadczeniem, że może tworzyć symbole większe niż sam sport. Że jego odbiór może być niejednoznaczny, niemożliwy do ogarnięcia czy przewidzenia. Że jest żywiołem, nad którym nie mogą zapanować nawet bezpośredni bohaterowie. Przecież każdy gest może być odebrany w bardzo różny sposób – dla jednych np. koszulka radzieckiego piłkarza, w której Boniek udziela po meczu wywiadu to zwycięskie trofeum, dla innych niepokojący symbol uległości. Ale z tego przecież można – należy – wybierać najbardziej korzystne interpretacje. I tak przecież właśnie robiono.
Bo film pokazuje też pewną podnoszącą na duchu historię. Historie ekipy, która jechała na mistrzostwa nie będąc faworytem (stan wojenny wykluczył możliwość rozgrywania jakichkolwiek sparingów), miała problemy, ale je przezwyciężyła i pokazała, jak zwyciężać mamy. Wszystko wszak skończyło się szczęśliwie, pięknym happy endem – z mistrzostw przywieźliśmy medale, już niedługo później wypuszczono internowanych, siedem lat później skończył się w Polsce komunizm. Czy wiele mamy w historii tak pięknych happy endów?
A przy okazji jeszcze cała ta hiszpańska eskapada dała Polakom wiele radości i pięknych wspomnień. Jak owo machanie kurtką na krześle w ośrodku wczasowym w Jarosławcu.
koniec
10 czerwca 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Nie nadeptuj (przyszłemu) teściowi na odcisk!
Sebastian Chosiński

20 X 2021

Reżyserski dorobek Siergieja Sidieliowa jest nadzwyczaj mizerny: zaledwie cztery filmy pełnometrażowe, w tym tylko trzy zrealizowane samodzielnie. Z tych trzech jeden to inscenizacja opery. A mimo to z dwóch pozostałych autor mógł być dumny. Zwłaszcza z komedii „Ulica pełna niespodzianek”, która w drugiej połowie lat 50. i kolejnych dekadach aż do upadku Związku Radzieckiego cieszyła się statusem kultowej.

więcej »

East Side Story: Miłość i rewolucja na lodzie
Sebastian Chosiński

17 X 2021

Polski dystrybutor nie byłby sobą, gdyby wprowadzając ten film do oferty Netflixa, nie zmienił jego tytułu. Zamiast oryginalnych (w podwójnym tego słowa znaczeniu) „Srebrnych łyżew” mamy komercyjnie brzmiący „Zimowy romans”. I chociaż wszystko – w teorii – się zgadza, to jednak film Michaiła Łokszyna nie zasługuje na to, by postrzegać go jedynie w kategoriach obrazu miłosnego.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: O jeden ząb za daleko
Sebastian Chosiński

13 X 2021

W normalnym kraju człowiek z trzydziestoma trzema zębami wybrałby się do dentysty i poprosił go o usunięcie nadmiarowego trzonowca (kła albo siekacza). W Związku Radzieckim ktoś taki mógł stać się sensacją naukową i celebrytą. Przynajmniej tak to sobie wyobrażał Gieorgij Danielija, który na podstawie tych domysłów zbudował oś fabularną „nienaukowo-fantastycznej” (jak poinformowano w napisach) komedii… „Trzydzieści trzy”.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (2)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.