Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 kwietnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Gabe Ibáñez
‹Automata›

EKSTRAKT:0%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAutomata
ReżyseriaGabe Ibáñez
ZdjęciaAlejandro Martínez
Scenariusz
ObsadaAntonio Banderas, Birgitte Hjort Sørensen, Melanie Griffith, Dylan McDermott, Robert Forster, Tim McInnerny, Andy Nyman, David Ryall
MuzykaZacarías M. de la Riva
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiHiszpania, USA
GatunekSF, thriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

San Sebastian 2014: My, roboty

Esensja.pl
Esensja.pl
„Wasz czas dobiega końca. Nasz dopiero się zaczyna” – tak dramatycznym stwierdzeniem promowany jest najnowszy film Gabe Ibáñeza, apokaliptyczny thriller science-fiction „Autómata”. Po jego obejrzeniu nie da się jednak nie zauważyć, że w dziele Hiszpana dramatyczne jest chyba tylko to zdanie.

Marta Bałaga

San Sebastian 2014: My, roboty

„Wasz czas dobiega końca. Nasz dopiero się zaczyna” – tak dramatycznym stwierdzeniem promowany jest najnowszy film Gabe Ibáñeza, apokaliptyczny thriller science-fiction „Autómata”. Po jego obejrzeniu nie da się jednak nie zauważyć, że w dziele Hiszpana dramatyczne jest chyba tylko to zdanie.

Gabe Ibáñez
‹Automata›

EKSTRAKT:0%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAutomata
ReżyseriaGabe Ibáñez
ZdjęciaAlejandro Martínez
Scenariusz
ObsadaAntonio Banderas, Birgitte Hjort Sørensen, Melanie Griffith, Dylan McDermott, Robert Forster, Tim McInnerny, Andy Nyman, David Ryall
MuzykaZacarías M. de la Riva
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiHiszpania, USA
GatunekSF, thriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
W niedalekiej przyszłości Ziemia staje się nieprzyjazną dla ludzi pustynią. Nieliczni, którym udało się przetrwać, wegetują w zanieczyszczonych miastach ochraniani przez specjalne roboty Automata Pilgrim 7000. Roboty funkcjonują według dwóch prostych zasad à la Trzy Prawa Robotów Asimova: Po pierwsze – priorytetem musi być dla nich zawsze bezpieczeństwo ludzi. Po drugie – pod żadnym pozorem nie mogą same wprowadzać żadnych poprawek do swojego oprogramowania. Produkuje je korporacja ROC, dla której pracuje agent ubezpieczeniowy Jacq Vacuan (Antonio Banderas). Gdy otrzymuje zawiadomienie o znalezieniu robota, który najwyraźniej zdołał obejść obowiązujące zasady, uznaje to za dobry żart. Okazuje się jednak, że granice regulujące współżycie ludzi i robotów najwyraźniej zaczynają ulegać zatarciu.
Biedny Gabe Ibáñez. Gdyby „Autómata” trafiła od razu tam, gdzie powinna, czyli do koszyka z przecenionymi płytami DVD, nikt by się pewnie nad jego filmem specjalnie nie pastwił. Jakimś cudem zawędrowała jednak do konkursu głównego festiwalu w San Sebastian, a jak wiadomo duży ekran bezlitośnie eksponuje wszystkie niedociągnięcia.
„Autómata” jest filmem tak złym, że aż… bardzo złym i oglądanie go nie sprawia nawet odrobiny grzesznej przyjemności – gdy dla zwiększenia ładunku emocjonalnego filmu wykorzystuje się kobietę w ciąży wiadomo już, że nie będzie dobrze. Nawet nie można o nim powiedzieć, że stanowi ambitną porażkę, bo wszystkie zawarte w nim zagadnienia wydają się bardzo znajome – „Autómatę” można by określić jako „Blade Runnera” dla ubogich.
Podobieństwa do arcydzieła Ridleya Scotta są rażące; miasta przyszłości są brudne, ciemne i rozświetlane tylko gigantycznymi reklamami, pełno jest chińskich knajp, bohaterowie noszą nieprzemakalne płaszcze i wciąż porusza się kwestię człowieczeństwa, do tego jeszcze reżyser określa swój film jako science-fiction noir. Jednak to, co u Scotta było nowatorskie i jedynie zasugerowane, u Ibáñeza ukazane jest tak topornie, że już po pierwszych 30 minutach filmu od ciągłego przewracania zaczynają boleć oczy.
„Autómata” nie ma do zaproponowania żadnej nowatorskiej wizualnej koncepcji i zarówno post-apokaliptyczny piaszczysty krajobraz, jak i ukazana w nim technologia odwołują się do filmów znanych i lubianych. Nawet same roboty, stanowiące przecież najważniejszą część filmu, zapomina się już po wyjściu z kina. Pomysł, żeby w przyszłości ludzkość cofnęła się w technologicznym rozwoju o jakieś trzydzieści lat wydaje się decyzją nie tyle artystyczną, ile praktyczną – w końcu nie bez powodu film nakręcono w Bułgarii z udziałem aktorów, którym ostatnio nie najlepiej się wiedzie.
Film stanowi prawdziwy przegląd złamanych karier obiecujących kiedyś aktorów, który otwiera Dylan McDermott, z niewiadomych przyczyn wyglądający jakby wypożyczono go na chwilę z planu najnowszego filmu Stevena Seagala, i nierozpoznawalna Melanie Griffith. Będący także producentem filmu Banderas, dzięki któremu film tak naprawdę powstał, w filmie po prostu… dużo krzyczy. Może dlatego, że w pewnym momencie zdał sobie wreszcie sprawę, w czym tak naprawdę gra. Javier Bardem powinien dziękować swojemu szczęściu, że jego udział w filmie ogranicza się do dubbingowania jednego z robotów.
Sceny akcji są nużące, a te ewidentnie obliczone na wywołanie śmiechu wypadają blado. Od czasu do czasu reżyser dorzuca też perełki sztuki dialogu w stylu „najpierw go usmażyłeś, teraz przez ciebie płacze”, które to zdanie rzuca od niechcenia jeden z bohaterów na widok płynu wyciekającego z „oczu” robota. Im mniej powie się o padających co kilka minut głębokich spostrzeżeń na temat życia, wszechświata i całej reszty, tym lepiej. To, że wygłaszają je zaskakująco wygadane roboty nie czyni ich mniej pretensjonalnymi.
Jak udowadnia „Autómata”, filmy science-fiction gdy są dobre, są bardzo dobre, ale w przeciwieństwie do Mae West gdy są złe, wcale nie są jeszcze lepsze. Gdy są złe, oznacza to po prostu 2 godziny spędzone w towarzystwie łysego Banderasa i robota, który po godzinach para się prostytucją.
koniec
23 września 2014

Komentarze

17 II 2015   14:32:20

Odnoszę wrażenie, że osoba recenzująca albo nie oglądała "Blade Runnera" albo "Automaty". Prawa robotów również zostały tutaj zmienione, o dziwo na znacznie bardziej realistyczne niż te Asimova. Jeżeli ktoś nie lubi danego gatunku to po co w ogóle się za niego zabiera?

09 XII 2015   12:50:24

nadzwyczaj słaba recenzja - autor zjadł wszystkie rozumy i swój też

06 IV 2019   01:19:55

Save the robots!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Jak rodził się kazachski kapitalizm
Sebastian Chosiński

21 IV 2019

Akan Satajew jest jednym z najpopularniejszych reżyserów w Kazachstanie. Od lat bowiem dostarcza filmy, które łączą sensacyjną fabułę z wątkami romansowymi i obserwacjami obyczajowymi. Na podstawie jego dzieł można dostrzec ewolucję współczesnego Kazachstanu – od postsowieckiej republiki do silnego państwa rozdającego karty w regionie. „Biznesmeni” to opowieść o tym, jak budowano w tym kraju kapitalizm. I ile wymagało to ofiar.

więcej »

Mam wiersz
Konrad Wągrowski

18 IV 2019

Opowieść o pani z przedszkola, która rzuca się z całą mocą w ratowanie dla świata poetyckiego talentu jednego z jej podopiecznych jest dużo bardziej nieoczywista niż mogłoby się wydawać.

więcej »

Powojenny melodramat
Konrad Wągrowski

16 IV 2019

Film Jamesa Kenta, będący ekranizacją powieści Rhidiana Brooka przemknął przez nasze ekrany w tempie ekspresowym, nie przyciągając specjalnej uwagi ani krytyków ani widzów. Wydaje się. że zawiniała słaba promocja, czy nawet jej prawie całkowity brak. Co dziwi, bo „W domu innego” można było reklamować jako stylowy melodramat z Keirą Knightley w roli głównej – którym zresztą film Kenta naprawdę jest.

więcej »

Polecamy

Makabra (anatomiczna)

Z filmu wyjęte:

Makabra (anatomiczna)
— Jarosław Loretz

Rezydencja marzeń (producentów filmowych)
— Jarosław Loretz

Dzielny mały skuter
— Jarosław Loretz

Grunt to dobra służąca
— Jarosław Loretz

Ćwiczenia pod prysznicem
— Jarosław Loretz

Wyścig donikąd
— Jarosław Loretz

Wycieczka donikąd
— Jarosław Loretz

Życie w zawieszeniu
— Jarosław Loretz

Wonder Wheel
— Jarosław Loretz

Zróbmy sobie statuę
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ale to już było
— Krzysztof Czapiga

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.