Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

30. Warszawski Festiwal Filmowy: Dzień 5
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W piątym dniu 30. Warszawskiego Festiwalu Filmowego mamy dla Was recenzje czterech filmów: „Carmina i Amen”, „Fantail”, „Party Girl” i „Modris”.

Karolina Ćwiek-Rogalska, Urszula Lipińska

30. Warszawski Festiwal Filmowy: Dzień 5
[ - recenzja]

W piątym dniu 30. Warszawskiego Festiwalu Filmowego mamy dla Was recenzje czterech filmów: „Carmina i Amen”, „Fantail”, „Party Girl” i „Modris”.
Carmina i Amen (Carmina y Amén, reż. Paco León)
Karolina Ćwiek-Rogalska [90%]
Carmina mieszka w Sewilli razem z mężem Antoniem. Antonio choruje na to i owo, więc Carmina codziennie podaje mu leki. Pewnego wieczoru Antonio przychodzi do żony poskarżyć się, że po dawce nowych medykamentów czuje się jakoś niewyraźnie. Carmina uspokaja go, zaraz poda mu kolację i wszystko będzie w porządku. Antonio siada więc na fotelu w salonie. I umiera.
Taki jest punkt wyjścia w filmie Leóna. Wraz z rozwojem fabuły możemy śledzić, w jaki sposób Carmina usiłuje poradzić sobie ze śmiercią męża tak, by urzędnicy przez dwa kolejne dni nie zorientowali się, że umarł. Wdowie zależy bowiem jeszcze na przychodzących w poniedziałek świadczeniach socjalnych, stąd też spędza weekend w mieszkaniu z nieboszczykiem, roztrząsając różne kwestie z ich wspólnego czterdziestoletniego pożycia, pomagając córce w opiece nad wnuczką, wspierając sąsiadkę wychowującą niepełnosprawnego syna czy wysiedlając dzikich lokatorów z salonu piękności córki. Film stoi dialogami, prowadzonymi między kobietami, i monologami Carminy. León wplótł tu dużo niewymuszonego humoru, dalekiego od przerysowania czy slapsticku. Film zyskuje bardzo dużo dzięki temu, że trzyma się blisko rzeczywistości, jednocześnie przez zachowanie bohaterek pokazując, jak jest niejednorodna i wielowymiarowa. To, co mamy za rzeczywistość może przepoczwarzać się na naszych oczach. „Ja nie kłamię”, mówi w pewnym momencie Carmina, „to co mówię staje się prawdą”.
Aktorstwo w „Carminie i amen” jest doskonałe. Właściwie nie da się znaleźć roli, w której aktor brzmiałby fałszywie. Nawet z lekka przerysowany, agresywny syn głównej bohaterki czy rozerotyzowana masażystka opowiadająca Carminie o swoich erotycznych przygodach są wiarygodni. Kobieca wspólnota nad grobem Antonia, w którą narracja zgrabnie wplata też hiszpańską królową, stanowi o sile filmu nie tylko jeśli chodzi o sposób jej napisania, ale i o to właśnie, jak jest zagrana. Obrazy silnych, stanowczych kobiet w kinie hiszpańskim nie są bowiem rzadkością, natomiast w tym przypadku wykonanie zasługuje na wielkie pochwały. Film ten jednak nie byłby tak dobry, gdyby nie mądry scenariusz, który obfituje nie tylko we wspomniane świetne dialogi i monologi, ale też bardzo zręcznie prowadzi widza przez delikatne zakręty fabuły aż do samego końca.
Fantail (Fantail, reż. Curtis Vowell)
Karolina Ćwiek-Rogalska [80%]
Kameralna opowieść o poszukiwaniu tożsamości. Tania pracuje na nocnej zmianie na stacji benzynowej, gdzieś na przedmieściach Auckland. Ma młodszego brata, który zaczyna obracać się w nie za ciekawym towarzystwie, chorą na cukrzycę matkę, która wymaga całodziennej opieki i ojca, który odszedł od rodziny i wyprowadził się do Australii. Tania wychowana została jako Maoryska. Mimo jasnych włosów i oczu czuje się Maoryską, mówi jak Maoryska i tak stara się o sobie myśleć. To jej brat jednak odziedziczył wszystkie maoryskie geny, jak sama mówi. Ona jest „białą Maoryską” – wychowana w ten sposób święcie w to wierzy, choć cały świat jak na złość uwziął się, żeby udowodnić jej, że tak nie jest.
Autorką scenariusza jest Sophie Henderson, która zagrała również Tanię. Mąż Henderson stanął za kamerą, a całość filmowego budżetu zamknęła się w 250 tysiącach dolarów (być może stąd wynikają nieco zbyt długie ujęcia marek produktów sprzedawanych na stacji). Większość akcji dzieje się na obskurnej stacji benzynowej – tutaj Tania spędza noce, stykając się z takim samym odrzuceniem, jak w przypadku społeczeństwa maoryskiego. Klienci traktują ją jako obiekt, służącą, kogoś, kto nie nadając się do niczego innego, utkwił w beznadziejnej pracy. Kontrapunktem dla Tanii jest Dean, szkoleniowiec sieci stacji benzynowych, do których należy także ta, na której pracuje dziewczyna. Dean jest Maorysem – deklaruje jednak, że nie identyfikuje się z żadną kulturą, może poza free runningiem, którym chce zaimponować Tanii. Na stacji okazjonalnie pojawia się przełożony Tanii, Rog, który może być kimś więcej niż tylko szefem, scenariusz nie dopowiada jednak żadnych oczywistych rozwiązań w tej kwestii. Dlaczego maoryski ojciec bohaterki opuścił rodzinę? To pytanie nie pada zadane wprost, możemy tylko domyślać się powodów, dla których to zrobił.
Henderson zręcznie oplata swoją opowieść wokół mitów o maoryskim tricksterze Mauim, który starając się być czczonym herosem ciągle ponosi porażki, a zamiast naprawiać – wszystko psuje. Maui jest ulubionym bohaterem opowieści ojca Tanii i pełni też rolę alter ego jej brata Pi, który w chwilach podekscytowania każe zwracać się do siebie per Maui. Nowozelandzkie zwyczaje odzwierciedla też sam tytuł filmu: fantail to ptak, który podobno przynosi nieszczęście. Opierając się na mitycznym schemacie w ogóle, twórcy przywołują też skojarzenia z klasycznymi mitami europejskiego antyku: relacje rodzeństwa, nieobecny ojciec z wielkim wpływem na życie swoich dzieci, wędrówka w poszukiwaniu tożsamości. Henderson stawia przed widzem pytanie, co właściwie oznacza czuć się przynależnym do jakiejś kultury i co ma nam zagwarantować, że jesteśmy jej członkami: kolor skóry, język, pochodzenie, czy to, co czujemy? Ile wiemy o sobie i swoich możliwościach? „Fantail” to naprawdę skromny, świetnie napisany i bardzo dobrze zagrany film.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Party Girl (reż. Marie Amachoukeli, Claire Burger, Samuel Theis
Urszula Lipińska [60%]
Przesycona smutkiem opowieść o tym, że natury czasami nie da się zmienić. Bo jak już przychodzi zmiana – niby ta upragniona i wyczekiwana – to wraz z nią przychodzi także świadomość kompletnej na tę zmianę niegotowości. Bohaterka „Party Girl” przekroczyła tę granicę i szybko to dostrzega. Swoje życie zarówno kocha, jak i go nienawidzi, ale nade wszystko jest do niego po prostu przywiązana. Jest przywiązana do samotności, klubowej codzienności, rytuału nakładania makijażu z brokatem i neonowymi kolorami. W momencie, gdy poznaje mężczyznę, który wymaga całkowitej zmiany, przeobrażania się z klubowej diwy w kurę domową, Angelique odkrywa, że jest już za późno. Nikt nie zaakceptuje jej stylu życia, więc nikt nie będzie potrafił z nią być. Ani ona nie będzie potrafiła być z kimś. „Party Girl” ukazuje ten wewnętrzny konflikt z dużą rozwagą i delikatnością, ale nie brakuje temu filmowi także braku litości wobec bohaterki. Twórcy nie ukrywają, że odkrycie Angelique dużo ją kosztuje – jest jak zderzenie z czołgiem, który uświadamia kobiecie, że przespała pewien moment w swoim życiu. Że być może przespała szansę na szczęście.
Modris (reż. Juris Kursietis)
Urszula Lipińska [50%]
Ten film jest niczym zagubiony kawałek polskiego kina. Choć nasza kinematografia już potrafi nakręcić inne rzeczy, potrafi pokazać „Miasto 44” i potrafi pokazać „Idę”, takie filmy jak „Modris” wciąż tu powstają. Ile my już to razy widzieliśmy: rodzina bez ojca i perspektyw, zanurzona w biedzie i ponurości. Syn kradnie od własnej matki na używki, matka kompletnie nie potrafi sobie z tym dać rady, świat dokoła się sypie, a na żadne porozumienie się nie zanosi. Wszystko wygląda trochę jak dalszy ciąg „Z odzysku” Sławomira Fabickiego i w rzeczywistości wielkiej różnicy między tymi filmami nie ma. „Modris” to bowiem kolejny odcinek wschodnioeuropejskiej udręki, w którym całe zło świata sprzysięgło się przeciwko jednemu bohaterowi. Dlatego Modris ma w oczach gniew, a w głowie wojnę – nie brata się z nikim, bo nawet jak to robi, to zostaje oszukany i wykorzystany. Desperacko szuka porozumienia, aż w końcu daje za wygraną. Dostrzega, że jego miejsce jest w więzieniu, z daleka od zgiełku, złości i bliskich, którzy potrafią go jedynie zawieść.
koniec
15 października 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Rozpruwacz w Petersburgu
Sebastian Chosiński

31 V 2020

Od lat wzbudzają we mnie ogromny niepokój filmy, nad scenariuszami których pracowało zbyt liczne grono autorów. W przypadku „Dziewiątej” – historycznego kryminału grozy Nikołaja Chomierikiego – jest to aż jedenaście osób. I nie ma wśród nich samego reżysera, co oznacza, że nie miał on żadnego wpływu na fabułę, która chcąc nie chcąc musiała być wypadkową pomysłów osób o bardzo różnych doświadczeniu i wyobraźni.

więcej »

Do sedna: Richard Kelly. Pułapka.
Marcin Knyszyński

30 V 2020

Trzeci film Richarda Kelly’ego nie imponuje już tak bardzo jak „Donnie Darko” i nie jest tak pociągająco enigmatyczny jak „Koniec świata”. Reżyser spuścił nieco z tonu i zaserwował film dość prosty fabularnie, lecz przypominający oczywiście w pewien sposób swoich poprzedników. „The Box” („Pułapka” po polsku) poniósł w kinach porażkę, ale do tego Kelly był już przyzwyczajony. Nie zmienia to faktu, iż warto na ten film zwrócić uwagę.

więcej »

Projekt Błękitna Księga, sez. 2 odc. 3: Pustynna rozgrywka
Marcin Mroziuk

28 V 2020

Twórcy serialu postanowili wykorzystać w tym odcinku jeszcze jedno miejsce, z którym związanych jest wiele teorii spiskowych. Otóż kolejnym zadaniem Michaela Quinna i J. Allena Hyneka jest wyjaśnienie zaginięcia kaprala Millera, które zdarzyło się nie gdzie indziej tylko w Strefie 51.

więcej »

Polecamy

Richard Kelly. Pułapka.

Do sedna:

Richard Kelly. Pułapka.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Birdman.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Biutiful.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Dzień 10
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Urszula Lipińska

Dzień 9
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska

Dzień 8
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska

Dzień 7
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Urszula Lipińska

Dzień 6
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska, Gabriel Krawczyk

Dzień 4
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska

Dzień 3
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska

Dzień 2
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Urszula Lipińska

Dzień 1
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska

Tegoż autora

Teatr mój widzę ogromny
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Oscary 2016: Esensja typuje Oscary 2016
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Kujawski swing
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Wszystko będzie dobrze?
— Karolina Ćwiek-Rogalska

007: Wszystkie laski Jamesa Bonda
— Urszula Lipińska

31. Warszawski Festiwal Filmowy: Dzień siódmy
— Karolina Ćwiek-Rogalska

31. Warszawski Festiwal Filmowy: Dzień szósty
— Karolina Ćwiek-Rogalska

31. Warszawski Festiwal Filmowy: Dzień piąty
— Karolina Ćwiek-Rogalska

31. Warszawski Festiwal Filmowy: Dzień trzeci
— Karolina Ćwiek-Rogalska

31. Warszawski Festiwal Filmowy: Dzień drugi
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.