Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

30. Warszawski Festiwal Filmowy: Dzień 6
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
I znów cztery filmy w naszym przeglądzie obrazów 30. Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Dziś „Ja, kamikaze”, „Plemię”, „Chodźmy pogrzeszyć” i „Serce, serduszko”

Karolina Ćwiek-Rogalska, Gabriel Krawczyk, Urszula Lipińska

30. Warszawski Festiwal Filmowy: Dzień 6
[ - recenzja]

I znów cztery filmy w naszym przeglądzie obrazów 30. Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Dziś „Ja, kamikaze”, „Plemię”, „Chodźmy pogrzeszyć” i „Serce, serduszko”
Plemię (The Tribe, reż. Myroslav Slaboshpyskiy)
Urszula Lipińska [90%]
Nie wiem, czy to film roku, ale na pewno zmieści się pod jego koniec w pierwszej trójce. Na początku powitanie w postaci wybitnie zniechęcającej planszy, że oto czeka widza seans filmu w języku migowym, bez napisów, opowiadanym całkowicie poprzez język ciała. Ale to co rozwija się przed oczyma dalej jest więcej niż wciągające: ostra fabuła zmuszająca do wytężenia zmysłu obserwacji, podążania za ruchem postaci, wychwytywania najmniejszego detalu. „Plemię” oferuje niezwykłe, niecodzienne zanurzenie w kino. Nagle obraz staje się kilkanaście razy bardziej ważny niż jest zazwyczaj, początkowo stawiający opór język migowy przeobraża się w coś koherentnego dla postaci i zrozumiałego dla każdego, emocjonalność tego filmu zostaje wywindowana na jakieś niespotykane dotąd poziomy. Przy tym „Plemię” oferuje moc i sugestywność właściwą najbardziej wyrazistym filmom ostatnich lat. Fabularnie, to rzecz bardzo typowa dla kino wschodnioeuropejskiego: ponura historia o świecie bez szczęścia i na to szczęście perspektyw, niemniej jednak brak słów wydaje się nieco zmieniać przekaz. Uzmysławiać cielesność, pozawerbalny sposób porozumiewania się portretowanej w filmie grupy, jej osobność, właściwe jej rytuały. Jednym słowem: jeśli macie na festiwalu obejrzeć jeden film, to najlepiej niech to będzie ten.
Chodźmy pogrzeszyć (Itirazim Var, reż. Onur Ünlü)
Karolina Ćwiek-Rogalska [80%]
Pomysł w tym filmie jest zasadniczo bardzo prosty: niech imam z meczetu, w którym zastrzelono lichwiarza, wplącze się w śledztwo. Dodajmy do tego malownicze zaułki Stambułu, trochę humoru, zagmatwaną intrygę kryminalną i worek nawiązań do Sherlocka Holmesa i otrzymamy całkiem przyjemną komedię kryminalną z elementami dramatu. I chociaż scenariusz nie do końca daje widzowi okazję do śledzenia wszystkich kawałków kryminalnej układanki – scenarzysta chyba za bardzo wczuł się w ukrywanie ich przed widzem – to świetne aktorstwo (zwłaszcza grającego główną rolę Serkana Keskina) i bardzo dobrze napisane postaci mogą tę lukę w satysfakcjonujący sposób wypełnić. Do tego dochodzi też sprytne wykorzystanie tradycyjnej muzyki tureckiej (nasz imam gra na sazie) i przeplatanie europejskich klisz znanych z filmów kryminalnych z wątkami orientalnymi. Sprawnie zrealizowany przepis na sukces.
Serce, serduszko (reż. Jan Jakub Kolski)
Karolina Ćwiek-Rogalska [40%]
Bez zaskoczeń: Kolski powtarza w nowym filmie swoje, wciąż te same, motywy. Samo w sobie nie stanowi to wielkiej przeszkody w odbiorze filmu – mówi się przecież, że wielcy artyści przez całe życie tworzą tak naprawdę to samo dzieło. W tym jednak wypadku motywy te okazują się mało twórcze, przeszkadza też niewspółgrający z całością montaż. Główną bohaterką jest mała dziewczynka, Masza (Maria Blandzi), półsierota, której matka trudniła się zielarstwem. Głównym marzeniem Maszy jest zdać do szkoły baletowej i wyrwać się z domu dziecka, gdzie trafiła, bo jej ojciec (Marcin Dorociński) po śmierci matki szuka zapomnienia w alkoholu. Dyrektorka domu dziecka – z bliżej niesprecyzowanych powodów – nie chce puścić dziewczynki na egzamin, więc ta rusza, wspierana przez nową pracownicę placówki, Kordulę (Julia Kijowska), na wyprawę z Bieszczad do Gdańska.
Motyw wędrówki, która ma pozwolić bohaterom na doznanie duchowej przemiany, odmianę losu i zacieśnienie więzów, jest przecież bardzo klasycznym pomysłem. W filmie Kolskiego szwankuje jednak wykonanie. Niby spotykamy po drodze galerię barwnych postaci: lekarkę weterynarii (Gabriela Muskała), która rozpoznaje klientów po imionach ich zwierząt, niemieckiego lalkarza (Franciszek Pieczka), który trzyma na podwórzu wiejskiej chałupy karuzelę, starszą baletnicę (Maja Komorowska) skrywającą mroczny sekret, wytatuowanego w Matki Boskie księdza-rapera (Borys Szyc), ale wszystkie te postaci brzmią lepiej na papierze, niż w rzeczywistości. Brakuje czasu na ekspozycję, więc najczęściej nakreślone są tylko z wierzchu, bardzo grubymi rysami, przez co nawet ekspresja aktorska nieco się w tym wszystkim zatraca. Łatwo jest je opisać, bo takie właśnie są: wyposażone w dwie-trzy charakterystyczne cechy, więc trudno powiedzieć, czy i o skrywa się pod nimi. W tej magiczności nie ma tajemnicy. Nie pomaga też brakująca lub szwankująca psychologia postaci, oparta na bardzo prostych pomysłach: Kordula, wymalowana w wyzywające wzory i z bliznami po samookaleczeniach, okazuje się przecież małą dziewczynką, wrażliwość skrywającą pod maską wulgarności. Tam, gdzie pojawia się niedopowiedzenie, film zyskuje: tak jak w scenach w domu starszej baletnicy. Szkoda tylko, że trwa to tak krótko.
Nawet pejzaże, które mają budować wymyślony świat polskiej prowincji, tym razem nie zgrywają się ze sobą. Miejsca mają wypełniać czytelne znaki, symbole: Gdańsk – stoczniowe żurawie, Bieszczady – chata w środku lasu, Kazimierz – renesansowe kamieniczki etc. Magiczna aura wytraca się jednak powoli, ale skutecznie, bo za dużo tu grzybów w barszczu. Z całego magicznego realizmu chyba tylko chata niemieckiego lalkarza pozwala nacieszyć sobą oko, wszystko inne sprawia wrażenie, że gdzieś to już widzieliśmy, tyle tylko, że lepiej zrobione. Zapewne w poprzednich filmach reżysera.
Ja, kamikadze (Parole de kamikaze, reż. Masa Sawada)
Gabriel Krawczyk [10%]
Bardziej niż dzieło filmowe, japońsko-francuski „Ja, kamikadze” przypomina wyjęty z archiwum, nieobrobiony materiał do reportażu. Jest jak surowiec, z którego należałoby wyrzeźbić godne dłuższego zawieszenia oka kształty. Niestety, autorzy dokumentu – rozmowy z 90-letnim byłym dowódcą radykalnej w swoim poświęceniu jednostki powietrznej z Japonii – ograniczają się do elokwencji, charyzmy i błyskotliwości tytułowego bohatera. A tych (za co nie sposób krytykować słabowitego weterana) jest na ekranie jak na lekarstwo. Słuchamy jego wspomnień, które przerywają pełne starczego wysiłku ciągnące się chwile milczącego namysłu. Patrzymy na zarejestrowane nieruchomymi ujęciami próby dobrania odpowiednich słów i naświetlenia tragicznych wydarzeń czasu wojny, dotychczas ukrytych w otchłani zapomnienia. Zadanie przykucia uwagi widzów filmowcy pozostawiają starcowi. Skutkuje to nieodpartym wrażeniem pewnego rodzaju szantażu emocjonalnego popełnianego na odbiorcach. Jakby autorzy wychodzili z wygodnego założenia, iż wyrażony w tytule zamiar oddania żołnierzowi głosu na wyłączność zwolni ich z twórczej odpowiedzialności oraz z groźby krytyki. Być może emocje wyciągnięte z tego audiowizualnego mozołu stałyby się usprawiedliwieniem dla całego przedsięwzięcia. W filmie emocji jednak brak. Notoryczne drzemki montażysty, zanik reżyserskiej inwencji i brak jakiegokolwiek reasearchu w poszukiwaniu materiałów źródłowych, które urozmaiciłyby autobiograficzną opowieść, wreszcie niemrawość pytanego i pytającego – cała ta formalna, narracyjna i merytoryczna siermiężność pcha widzów do wyjścia ewakuacyjnego. Seans filmowy to przecież nie wojna – w tym wypadku ucieczka z pola walki może okazać się najmądrzejszym rozwiązaniem.
koniec
16 października 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: W te dni majowe, gdy kończyła się wojna
Sebastian Chosiński

19 I 2022

Zanim w 1977 roku powstało monumentalne „Oswobodzenie Pragi” Otakara Vávry, osiemnaście lat wcześniej o tych samych wydarzeniach, choć w znacznie bardziej kameralnej i dużo mniej patetycznej formie, opowiedział Stanisław Rostocki w swej drugiej pełnometrażowej fabule czyli „Majowych gwiazdach”. Składająca się z czterech nowel historia urzeka poetyckim nastrojem i… zapachem wiosny.

więcej »

East Side Story: Gwiaździsty sztandar ponad wody Newy
Sebastian Chosiński

16 I 2022

To nie proste: z dnia na dzień porzucić dotychczasowe życie (niekoniecznie nawet najszczęśliwsze i najbardziej ustabilizowane) i zacząć nowe w zupełnie innym kraju, tysiące kilometrów od rodzinnych stron. A na to właśnie decyduje się bohaterka dramatu obyczajowego Aleksandra Mołocznikowa „Powiedz jej”, która na dodatek chce zostawić w Rosji męża i zabrać ze sobą ich jedynego syna.

więcej »

Rozwalanie ścian tyłkiem i inne rozterki czterdziestolatków
Agnieszka ‘Achika’ Szady

15 I 2022

Niech nikogo nie zwiedzie kpiarski tytuł recenzji. „Matrix: Zmartwychwstania” jest filmem głęboko symbolicznym i stuprocentowo poważnym.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Dzień 10
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Urszula Lipińska

Dzień 9
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska

Dzień 8
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska

Dzień 7
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Urszula Lipińska

Dzień 5
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska

Dzień 4
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska

Dzień 3
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska

Dzień 2
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Urszula Lipińska

Dzień 1
— Urszula Lipińska, Karolina Ćwiek-Rogalska

Tegoż autora

Sztuka? Gdzieś zaginęła. Ale szlak został przetarty
— Gabriel Krawczyk

W tęczowych kolorach
— Gabriel Krawczyk

Siedem „ale” przeciw „Trzynastu powodom”
— Gabriel Krawczyk

Esensja ogląda: Kwiecień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski

Duchowa biografia erotyczna
— Gabriel Krawczyk

Porażki i sukcesy 2016, czyli filmowe podsumowanie roku
— Piotr Dobry, Gabriel Krawczyk, Jarosław Robak, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Teatr mój widzę ogromny
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Paterson lubi to!
— Gabriel Krawczyk

Remanent filmowy 2016
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Kryminał milicyjny à rebours
— Gabriel Krawczyk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.