Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

David Ayer
‹Furia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFuria
Tytuł oryginalnyFury
Dystrybutor Monolith
Data premiery24 października 2014
ReżyseriaDavid Ayer
ZdjęciaRoman Vasyanov
Scenariusz
ObsadaBrad Pitt, Shia LaBeouf, Logan Lerman, Scott Eastwood, Jon Bernthal, Jason Isaacs, Xavier Samuel, Michael Peña
MuzykaSteven Price
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiChiny, USA, Wielka Brytania
Gatunekakcja, dramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Szlachetne szaleństwo
[David Ayer „Furia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Furia” oferuje to, co we współczesnym kinie wojennym najlepsze: gatunkowe mięcho przyprawione emocją, widowisko rodem z Dantego, nie zagłuszające egzystencjalnego dramatu jednostki.

Gabriel Krawczyk

Szlachetne szaleństwo
[David Ayer „Furia” - recenzja]

„Furia” oferuje to, co we współczesnym kinie wojennym najlepsze: gatunkowe mięcho przyprawione emocją, widowisko rodem z Dantego, nie zagłuszające egzystencjalnego dramatu jednostki.

David Ayer
‹Furia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFuria
Tytuł oryginalnyFury
Dystrybutor Monolith
Data premiery24 października 2014
ReżyseriaDavid Ayer
ZdjęciaRoman Vasyanov
Scenariusz
ObsadaBrad Pitt, Shia LaBeouf, Logan Lerman, Scott Eastwood, Jon Bernthal, Jason Isaacs, Xavier Samuel, Michael Peña
MuzykaSteven Price
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiChiny, USA, Wielka Brytania
Gatunekakcja, dramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
David Ayer to przykład rzemieślnika, zdolnego wykuć ze znanego filmowego tworzywa niezmiennie oszałamiające kształty. Tym razem sięga po formułę kina wojennego, a dokładniej – po wypracowaną w Stanach Zjednoczonych lat 40., popularną po dziś dzień strukturę zwaną „combat films”. To nic innego jak batalia sensu stricto, w zamyśle odwzorowywane na ekranie jeden do jednego działania wojenne, fabuła pozbawiona melodramatyzmu pokojowej egzystencji. Nie ma tu uników od żołnierskiej powinności – wykonywana na polu bitwy misja stanowi kościec i główną atrakcję opowiadanej historii. Oczywiście, misja taka, mimo że najczęściej inspirowana jest epizodem z prawdziwej historii, na ekranie rządzi się nieco innymi prawami.
Tak jak amerykańscy klasycy, Ayer wkomponowuje faktyczne wydarzenia w udramatyzowaną, eskapistyczną dynamikę ruchomych obrazów. Cofa nas do kwietnia 1945 roku, kiedy zachodni alianci wkroczyli na terytorium Niemiec, i każe oglądać potyczki z wnętrza tytułowego czołgu Amerykanów – Shermana obsadzonego przez czterech weteranów i żółtodzioba. Wspólnie z tym ostatnim poznajemy wątpliwe uroki rzeczywistości schyłku wojny. Niedoświadczonemu żołnierzowi przychodzi mierzyć się z wrogiem i z wyznawanymi dotychczas zasadami – na wojnie jak nigdzie indziej narażonymi na szwank. Krwawa bitwa oraz pojedynek innego rodzaju: będące dramatem moralnym starcie poglądów, opowiadane są pod dyktando aktualnej filmowej mody, wykształconej wieloletnim doświadczeniem kina wojennego. David Ayer ucieka więc od poetyckiej deformacji właściwej „Czasowi apokalipsy” Coppoli czy przygodowego rozmachu „Mostu na rzece Kwai”. Jego narracją rządzi konkret kojarzący się ze spielbergowskim „Szeregowcem Ryanem”. Pokazany na ekranie koszmar wojny stanowi raczej naturalistyczną rekonstrukcję niż metaforę literacką.
Już nie zastanawiamy się, gdzie podziały się ciała nieboszczyków: trupy leżą na polu walki, w błocie, miażdżone gąsienicami zbliżających się czołgów. Już nie patrzymy na apoteozę amerykańskiego bohaterstwa. Gdy żołnierze tracą kompanów, nie zważają na międzynarodowe konwencje: chcą mścić się nawet na bezbronnych i, jeśli zdarza się okazja, po prostu to robią. Już nie zachwycamy się efektownością batalistycznej panoramy. Wydarzenia nierzadko powodują odruch klaustrofoba, gdy pokazywane są z wnętrza tytułowego pojazdu, stanowiącego jedyną osłonę przed gradem kul nieprzyjaciela, gdy wokół słychać kolejne eksplozje i grzechot karabinów maszynowych.
Niestety bywa, że mamy w „Furii” do czynienia z typowo hollywoodzką mechanizacją wojennego widowiska. W finale trup ściele się gęsto, a Ayer zobojętnia nas na masową śmierć anonimowego przeciwnika – przeciwnika mającego zeza, działającego głupio i przerywającego ogień właśnie wtedy, gdy jeden z głównych bohaterów wypowiada jakąś emocjonalną sentencję. Mimo tego niedopracowania, Ayer nie dehumanizuje walczących i nie czyni ich bezwolnymi maszynami do zabijania. Na podstawowy dylemat granego przez Logana Lermana głównego żółtodzioba dowódca o twarzy Brada Pitta odpowiada: albo zabijesz, albo dasz zginąć swojej załodze. Zwierzęcy instynkt przetrwania Ayer udanie zasłania obowiązkiem przestrzegania wartości innych niż (jak się okazuje, w kinie już lekko zestarzały) patriotyzm. Tak jak w poprzednim filmie, policyjnych „Bogach ulicy”, reżyser świetnie portretuje swoich skrajnie różniących się od siebie bohaterów i przekonuje nas do budowanej na ekranie braterskiej więzi, silniejszej niż strach, niebezpieczeństwo i wyznawane ideały. To właśnie test męskości, rozumianej jako wzięcie odpowiedzialności za towarzyszy broni, stanowi w „Furii” najistotniejszą kwestię. Choć w jednym czołgu siedzą ludzie różnych narodowości, odmiennych wrażliwości, sił charakteru i inteligencji, wywodzący się zapewne z różnych klas i wyznający różne religie – razem tworzą mozaikowy obraz jedności amerykańskiego narodu. Ayerowi udaje się przekonać nas, że w ogniu walki, w tym spektaklu z piekła rodem, da się wypracować wartości, za które warto walczyć do upadłego. Nie sięga po bezwstydnie powiewającą amerykańską flagę i po abstrakcyjną ideę ojczyźnianej miłości. Jest bardziej praktyczny, a przez to – przekonujący. Gdy patrzymy na walczących ramię w ramię facetów, zaczynamy wierzyć w szlachetną męską przyjaźń.
koniec
28 października 2014

Komentarze

28 X 2014   12:13:08

Czekałem na ten film z nadzieją, że będzie to solidny kawałek wojennego kina... Sam jeszcze nie widziałem tego dzieła ale z powyższej recenzji można by wywnioskować, że film się udał i właściwie było na co czekać. Tylko, że mam też alternatywną opinię znajomego, który już "Furię" widział z której wynika coś raczej przeciwnego - pozwolę sobie zacytować:
"Wczoraj obejrzałem film pt. Furia, na który bardzo czekałem z dwóch powodów: lubię Brada Pitta i bardzo interesuję się drugą wojną światową, a szczególnie częścią pancerną. Furia miała być godnym następcą Szeregowca Ryana bądź Kompanii Braci. No cóż... Chyba nie do końca ten zamysł się udał, aczkolwiek dowiedziałem się kilka ciekawych rzeczy:
1. Niemcy mieli w roku 1945 przewagę militarną w sensie sprzętu. Biorąc pod uwagę fakt, że w tym roku było około 100.000 sztuk tylk shermanów i t34, to tygrysów i panter było pewnie ze 2 razy więcej. Ale pewnie były gorsze i dlatego Niemcy tyle ich natłukli, a potem nie wiedzieli jak ich używać... Gdyby tylko posiadali te doskonałe shermany...
2. (Jak słusznie zauważył mój kolega GR) niemieckie dziewczyny, jeśli były czyste i zdrowe, to po bzykaniu wybuchały z koleżanką, dlatego po wszystkim najlepiej było oddalić się od takiej dziewczyny na bezpieczną odległość.
3. Niemcy jak zobaczyli czołg, który strzela, to biegali wokół niego dotąd aż większość z nich ginęła. Zrozumiałe więc był, że najchętniej biegali z przodu czołgu, bo tam był karabin maszynowy i więcej mogło ich zginąć. Nie wiadomo tylko czy tak robili wszyscy Niemcy czy tylko doborowe oddziały SS.
3. Odnośnie doborowych i doświadczonych oddziałów SS - jak szli do boju i wróg mógł być w pobliżu, to chętnie śpiewali. Chodziło pewnie o to, by zachować się fair wobec słabszego przeciwnika, który miał mniej sprzętu w końcu.
4. Niemcy nie używali panzer faustów, które nosili na ramieniu, ale wyjmowali nowe ze skrzynek. Prawdopodobnie w obawie, że do tamtych byli przywiązani i nie chcieli ich popsuć, albo zarysować czy coś.
5. Snajperzy Niemieccy nikogo nie zabijali, ale za to powodowali, że ofiara po 4 czy 5 trafieniach wyglądała na zmęczoną i mówiła wolniej. Pieprzone bestie z tych snajperów! Jakim trzeba być człowiekiem, żeby tak robić???!!!!
6. Po rozpoczęciu walki, bez względu na porę dnia, zawsze robiło się ciemno. Nie wiem jak oni to robili w czasie wojny, ale takie są fakty. Pociski wtedy fajniej wyglądały i obie strony były ogólnie zahasane/zachasane i strzelali dużo, żeby fajniej było.
7. W SS był taki zwyczaj, że jak przeciwnik zabił ci 1500 twoich kolegów i schował się pod czołg, to się go puszczało wolno. Himmler to wymyślił i to się całkiem fajnie sprawdzało.
I to tyle z wniosków po jednym dniu od obejrzenia. Polecam film ze względu na realizm historyczny."

Pewnie i tak obejrzę - skoro już nie będę się wiele spodziewał może nawet mi się spodoba ;)

28 X 2014   13:08:15

Niestety, moje odczucia po filmie są bliższe tym znajomego endera. Tragedii nie było, ale 80% to gruba przesada.

28 X 2014   18:50:18

Film momentami przesadzony i przekombinowany, to fakt. Od siebie mogę jeszcze dodać epatowanie makabrą/gore/jakkolwiek-to-nazwać (rzadko, ale jednak), które w moim odczuciu jest aż nazbyt nachalne. Tak, jakby twórcom bardziej zależało na pokazaniu SPOSOBU, w jaki żołnierze ginęli, a nie samego FAKTU śmierci w tragicznych okolicznościach. A przynajmniej ja to tak odebrałem. Film mógłby się obejść bez ujęć fragmentów twarzy czy ludzkiej "wydmuszki" pod gąsienicami czołgu.

28 X 2014   21:49:01

Ciekawe czy film jest tak pompatyczny i napuszony jak ta recenzja? "widowisko rodem z Dantego", "spektakl z piekła rodem", itd. itp.

30 XI 2014   21:11:44

Do wybuchu miny pod gąsienicą "Furii" ten film nawet daje się oglądać - nie żeby to był poziom "Kompanii Braci" czy nawet "Szeregowca Ryana" ale ogólnie do przełknięcia. Później już tylko masakra - dosłownie i w przenośni ;) Ciekawe ile minut przetrwałby w kwietniu 1945 unieruchomiony Sherman otoczony chmarą niemieckich żołnierzy - 5?. Nawet biorąc pod uwagę zaskoczenie Panzerfausty raz dwa zakończyłyby takie starcie. Zdaje się, że reżyserowi marzyło się jako kulminacja starcie na miarę Termopil - wyszło niestety nie tyle epicko co żałośnie nierealistycznie.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Gwiaździsty sztandar ponad wody Newy
Sebastian Chosiński

16 I 2022

To nie proste: z dnia na dzień porzucić dotychczasowe życie (niekoniecznie nawet najszczęśliwsze i najbardziej ustabilizowane) i zacząć nowe w zupełnie innym kraju, tysiące kilometrów od rodzinnych stron. A na to właśnie decyduje się bohaterka dramatu obyczajowego Aleksandra Mołocznikowa „Powiedz jej”, która na dodatek chce zostawić w Rosji męża i zabrać ze sobą ich jedynego syna.

więcej »

Rozwalanie ścian tyłkiem i inne rozterki czterdziestolatków
Agnieszka ‘Achika’ Szady

15 I 2022

Niech nikogo nie zwiedzie kpiarski tytuł recenzji. „Matrix: Zmartwychwstania” jest filmem głęboko symbolicznym i stuprocentowo poważnym.

więcej »

Devs: Odc. 3. W tym szaleństwie jest metoda
Marcin Mroziuk

14 I 2022

Wprawdzie Lily odrzuciła propozycję rosyjskiego szpiega, ale to wcale nie oznacza, że zrezygnuje z prowadzenia prywatnego śledztwa w sprawie śmieci Sergeia. Inną sprawą jest to, że jej zachowanie w tym odcinku początkowo wprawia nas w zdumienie.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krótko o filmach: Bright
— Jarosław Loretz

Remanent filmowy 2016
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Tegoż autora

Sztuka? Gdzieś zaginęła. Ale szlak został przetarty
— Gabriel Krawczyk

W tęczowych kolorach
— Gabriel Krawczyk

Siedem „ale” przeciw „Trzynastu powodom”
— Gabriel Krawczyk

Duchowa biografia erotyczna
— Gabriel Krawczyk

Paterson lubi to!
— Gabriel Krawczyk

Remanent filmowy 2016
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Kryminał milicyjny à rebours
— Gabriel Krawczyk

Biograficzne rzemiosło
— Gabriel Krawczyk

Nieszkodliwe kłamstwa i miarkowane sentymenty
— Gabriel Krawczyk

Bridget Jones i Tarantino
— Gabriel Krawczyk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.