Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Gore Verbinski
‹Mexican›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMexican
Tytuł oryginalnyThe Mexican
Dystrybutor UIP
Data premiery11 maja 2001
ReżyseriaGore Verbinski
ZdjęciaDariusz Wolski
Scenariusz
ObsadaJames Gandolfini, Gene Hackman, Bob Balaban, Brad Pitt, Julia Roberts
MuzykaAlan Silvestri
Rok produkcji2001
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania123 min
WWW
Gatunekkomedia, sensacja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Ni pies, ni wydra
[Gore Verbinski „Mexican” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Marketingowe marzenie: umieścić na jednym planie dwie spośród najbardziej kasowych gwiazd amerykańskiego kina dla zachęcenia szerokiej widowni (Julia Roberts i Brad Pitt), dorzucić aktora, który przekona bardziej wybrednych widzów, że film ma posmak „niezależny” (James Gandolfini), dostarczyć dobry scenariusz (J.H. Wyman) i reżysera z dobrym opanowaniem warsztatu (Gore Verbinski). Kinowa rzeczywistość: film zbyt mało masowy, aby przekonać szeroką widownię i zbyt zachowawczy dla wybredniejszego widza.

Michał Chaciński

Ni pies, ni wydra
[Gore Verbinski „Mexican” - recenzja]

Marketingowe marzenie: umieścić na jednym planie dwie spośród najbardziej kasowych gwiazd amerykańskiego kina dla zachęcenia szerokiej widowni (Julia Roberts i Brad Pitt), dorzucić aktora, który przekona bardziej wybrednych widzów, że film ma posmak „niezależny” (James Gandolfini), dostarczyć dobry scenariusz (J.H. Wyman) i reżysera z dobrym opanowaniem warsztatu (Gore Verbinski). Kinowa rzeczywistość: film zbyt mało masowy, aby przekonać szeroką widownię i zbyt zachowawczy dla wybredniejszego widza.

Gore Verbinski
‹Mexican›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMexican
Tytuł oryginalnyThe Mexican
Dystrybutor UIP
Data premiery11 maja 2001
ReżyseriaGore Verbinski
ZdjęciaDariusz Wolski
Scenariusz
ObsadaJames Gandolfini, Gene Hackman, Bob Balaban, Brad Pitt, Julia Roberts
MuzykaAlan Silvestri
Rok produkcji2001
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania123 min
WWW
Gatunekkomedia, sensacja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Co ciekawe, materiał wyjściowy jest tutaj bardzo przyzwoity. Scenariusz wprowadza odpowiednią ilość niespodzianek, umiarkowanie interesującą intrygę i kilka nieszablonowych postaci. W intrydze pobrzmiewają nawet chwilami wspomnienia meksykańskich wątków z filmów Sama Peckinpaha (głównie z „Przynieście mi głowę Alfredo Garcii”). Wizualnie filmowi również nic nie brakuje. Gore Verbinski wyreżyserował wcześniej „Polowanie na mysz” – jeden z ulubionych filmów mojego 12-letniego bratanka, z którym obejrzałem film kilka razy bez znudzenia. To właśnie reputacja „Polowania na mysz” zagwarantowała Verbinskiemu telefon z planu „The Mexican”, gdzie zastąpił poprzedniego reżysera filmu. Niestety, „The Mexican” jest doskonałym przykładem tego, że nie każdy potrafi z dobrych składników złożyć równie dobrej całości.
Bardzo bolesny przypadek błędnej oceny swoich możliwości serwuje w „The Mexican” Julia Roberts. Zaledwie rok wcześniej zbudowała dobrą rolę u Stevena Soderbergha (Erin Brockovich), opierając się na serii dobrze rozegranych, ostrych monologów. W „The Mexican” aktorka próbuje tego samego zagrania, ale niestety tym razem z katastrofalnym skutkiem. Jej nagłe wybuchy i tyrady pod adresem narzeczonego brzmią sztucznie i zupełnie niewiarygodnie, przez co błyskawicznie irytują. Fatalna, źle skalkulowana rola. Strach pomyśleć, ale aktorka, która zainkasowała tegorocznego Oscara za najlepszą rolę w karierze, zaledwie kilka miesięcy później dała na ekranie pokaz takiej amatorszczyzny. O ile po ubiegłorocznym występie u Soderbergha miałem nadzieję, że Roberts dorosła do „prawdziwych” ról, o tyle po zakończeniu seansu „The Mexican” postanowiłem, że nie chcę jej oglądać na ekranie przez co najmniej kilka miesięcy.
Oczywiście za zamieszczenie w filmie scen tak źle zagranych przez jedną z gwiazd filmu odpowiedzialny jest również reżyser. Co mogło być przyczyną? Podejrzewam, że brak reżyserskiego doświadczenia. W odróżnieniu od Soderbergha, Verbinski nie ma na swoim koncie wieloletniego kontaktu z prawdziwymi gwiazdami. „The Mexican” to dla niego dopiero drugi film. Być może reżysera sparaliżowała myśl, że najbardziej kasowej kobiecie kina miałby powiedzieć kilka gorzkich słów (w końcu to z powodu nieporozumień z Julią Roberts z planu wyproszono poprzedniego reżysera…).
O ile jednak jako tako jestem w stanie zrozumieć oddanie przez Verbinskiego pola głównej aktorce, o tyle brak koncepcji przy orkiestracji całości filmu uważam za niewybaczalny. A dokładnie tak odebrałem „The Mexican” – jako film bez całościowej koncepcji. Verbinski nie znalazł dla filmu odpowiedniego tonu i wyreżyserował wszystko na jednej nucie, bez amplitudy dramatycznej, czy emocjonalnej. Zarówno sceny teoretycznie emocjonujące, jak i sceny konwersacji wydawały mi się równie mało wciągające. Intryga, zamiast rozkręcać się coraz bardziej, pod koniec po prostu ciągnie się jak telewizyjne wypowiedzi polityków po 22.00. W rezultacie film znacznie nadszarpnął moją cierpliwość i w końcówce już wyłącznie męczył.
Niestety, błędem okazało się też to, co w oczach pomysłodawców filmu musiało wyglądać na główną zaletę produkcji – połączenie Brada Pitta i Julii Roberts w ekranową parę. Ich wspólne sceny nie tylko zdają się pozbawione koniecznej iskierki wzajemnego zainteresowania, ale sprawiają wręcz wrażenie, jakby aktorzy odgrywali je oddzielnie, bez obecności partnera na planie. Przykład: scena konwersacji z Julią Roberts na balkonie z początku filmu. Jeśli segmenty wypowiedzi Pitta i Roberts kręcono oddzielnie i dopiero później zmontowano, to realizatorom nie udało się wywołać iluzji ciągłej konwersacji. Jeśli, co gorsza, podczas kręcenia sceny obie gwiazdy były obecne na planie, to reżyser fatalnie poprowadził aktorów i kamerę. Jakkolwiek było, scena ta rozpoczyna całą serię mało wiarygodnych interakcji Pitta i Roberts. Trudno było mi uwierzyć, że ta dwójka rzeczywiście może być parą.
Kto broni się w tym niedopieczonym filmowym daniu? W scenach bez Julii Roberts broni się Brad Pitt, w nietypowej roli średnio rozgarniętego posłańca. Nie powinno to być zaskoczeniem dla widzów, którzy znają jego wcześniejsze występy przeczące wizerunkowi „chłopca z plakatu” („Kalifornia”, „Siedem”). Broni się również James Gandolfini, co z kolei nie powinno być zaskoczeniem dla wielbicieli „Rodziny Soprano” (w końcu udowodnił w tym serialu, że jest jednym z największych aktorskich odkryć ostatnich lat). Dla dziwnej roli w „The Mexican” Gandolfini zdołał znaleźć właściwy ton, mieszając w odpowiednich proporcjach współczucie, wrażliwość i groźne gesty. Mimo wszystko broni się również sama intryga. Szkoda tylko, że reżyser nie potrafił zaprezentować jej z nieco większym entuzjazmem i wyczuciem nastroju. Szkoda też, że potencjalnie interesujące wątki zostały tutaj nadmiernie przytępione, zapewne w trosce o masowego widza (o ileż ciekawsze byłoby np. odwrotne rozwiązanie meksykańskiej konfrontacji1) Gandolfiniego i Pitta).
„The Mexican” mógł być filmem dużo lepszym. Chciałbym zobaczyć, co z tego samego materiału byłby w stanie wykrzesać, powiedzmy, David Fincher w odpowiednio lekkim nastroju. Niestety, udział gwiazd (mimo, że przyjęły niższe stawki) nadmuchał budżet filmu do poziomu blisko 50 milionów dolarów i zapewne właśnie to zmusiło realizatorów do wygładzenia wątków potencjalnie kontrowersyjnych. W rezultacie powstała dziwna hybryda, która nie zadowoli chyba żadnego typu widowni. Dla widza masowego zbyt wiele tu nietypowych wątków, dla wielbicieli kina mniej hollywoodzkiego, film będzie zapewne zbyt wykalkulowany i zachowawczy. Zapowiadało się ciekawie, wyszło przeciętnie.
koniec
1 lipca 2001
1) Dla mniej zorientowanych czytelników – tzw. Mexican stand-off, czyli w wolnym przekładzie „meksykańska konfrontacja” to sytuacja, w której dwie postacie jednocześnie mierzą do siebie z bardzo bliskiej odległości z pistoletów. Sceny tego typu można znaleźć m.in. w filmach Johna Woo, który zrobił z meksykańskiej konfrontacji swój znak firmowy.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Diablęta, których boją się anarchiści
Sebastian Chosiński

18 IX 2019

Chyba mało kto spodziewał się, włącznie z samym reżyserem, że największym sukcesem komercyjnym Ormianina Edmonda Keosajana będzie sequel niemego awanturniczo-przygodowego obrazu o „czerwonych diablętach” – grupie nastolatków walczących w czasie wojny domowej w Rosji z „czarnymi” i „białymi”. Nowa wersja tej opowieści, nakręcona w 1966 roku, otrzymała miano „Nieuchwytnych mścicieli” i okazała się początkiem trylogii.

więcej »

East Side Story: Gdzie Rzym, gdzie Krym… a gdzie Władywostok
Sebastian Chosiński

15 IX 2019

Po ośmiu latach przerwy na ekrany telewizorów powrócił w dwóch pełnometrażowych filmach pułkownik Siergiej Michajłowicz Diedow – weteran chyba wszystkich wojen, w jakie zaangażowany był Związek Radziecki i Rosja od czasów interwencji w Afganistanie. I ponownie odpowiedzialny za jego „przygody” został Andriej Szczerbinin. Szkoda jedynie, że „Jeden za wszystkich” – czwarta odsłona serii „W stanie spoczynku” – tak bardzo odstaje poziomem od trzech wcześniejszych.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Kilka gorzkich scen z życia nomenklatury
Sebastian Chosiński

11 IX 2019

To ostatni wielki film kultowego radzieckiego reżysera, który jak nikt inny – może oprócz Gruzina Gierogija Danieliji – potrafił jednocześnie rozśmieszać i wzruszać. Choć akurat w „Zapomnianej melodii na flet” znacznie więcej jest powodów do wzruszeń. Nie bez powodu, wszak w czasie pracy nad tym melodramatem Eldar Riazanow przeżywał poważne kłopoty zdrowotne i musiał leczyć się po udarze.

więcej »

Polecamy

Dom jak malowanie

Z filmu wyjęte:

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Marzec 2014 (1)
— Miłosz Cybowski, Konrad Wągrowski

Gdyby Tarantino pracował u Disneya
— Agnieszka Szady

Sztorm
— Ewa Drab

Piraci wszystkich krajów…
— Marcin Łuczyński

Stukadełko w umrzyka skrzyni
— Marcin Łuczyński

Miej serce i patrzaj w serce
— Ewa Drab

Nowości: Marzec 2004
— Konrad Wągrowski

DVD: Piraci z Karaibów. Klątwa Czarnej Perły
— Konrad Wągrowski

Na ekranach: Październik 2003
— Joanna Bartmańska, Marta Bartnicka, Piotr Dobry, Tomasz Kujawski, Konrad Wągrowski

Chała z Karaibów
— Marta Bartnicka

Tegoż autora

„Ten film był dnem dna”, czyli historia ekranizacji prozy Stanisława Lema
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Great Scott!
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (2)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (1)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Dwóch samurajów
— Michał Chaciński

Quiz: Czy nadajesz się na producenta filmowego?
— Michał Chaciński

Kill Bill - czwórgłos
— Marta Bartnicka, Michał Chaciński, Anna Draniewicz, Konrad Wągrowski

Szara strefa moralności
— Michał Chaciński

Więcej czasu, mniej Apokalipsy
— Michał Chaciński

Dorastanie w drodze
— Michał Chaciński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.