Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXIV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Peter Jackson
‹Hobbit: Bitwa Pięciu Armii›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHobbit: Bitwa Pięciu Armii
Tytuł oryginalnyThe Hobbit: The Battle of the Five Armies
Dystrybutor Forum Film
Data premiery26 grudnia 2014
ReżyseriaPeter Jackson
ZdjęciaAndrew Lesnie
Scenariusz
ObsadaLuke Evans, Evangeline Lilly, Hugo Weaving, Cate Blanchett, Elijah Wood, Martin Freeman, Benedict Cumberbatch, Ian McKellen, Christopher Lee, Ian Holm, Andy Serkis, James Nesbitt
MuzykaHoward Shore
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiUSA
CyklHobbit
Gatunekfantasy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Karuzela wrażeń

Esensja.pl
Esensja.pl
W „Bitwie Pięciu Armii” karuzela wrażeń potrafi zawrócić w głowie. Ci widzowie, którzy nie zdążą wskoczyć do dawno rozpędzonej huśtawki, nie mają tu czego szukać.

Gabriel Krawczyk

Karuzela wrażeń

W „Bitwie Pięciu Armii” karuzela wrażeń potrafi zawrócić w głowie. Ci widzowie, którzy nie zdążą wskoczyć do dawno rozpędzonej huśtawki, nie mają tu czego szukać.

Peter Jackson
‹Hobbit: Bitwa Pięciu Armii›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHobbit: Bitwa Pięciu Armii
Tytuł oryginalnyThe Hobbit: The Battle of the Five Armies
Dystrybutor Forum Film
Data premiery26 grudnia 2014
ReżyseriaPeter Jackson
ZdjęciaAndrew Lesnie
Scenariusz
ObsadaLuke Evans, Evangeline Lilly, Hugo Weaving, Cate Blanchett, Elijah Wood, Martin Freeman, Benedict Cumberbatch, Ian McKellen, Christopher Lee, Ian Holm, Andy Serkis, James Nesbitt
MuzykaHoward Shore
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiUSA
CyklHobbit
Gatunekfantasy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Gdy dwa lata temu narzekało się na epicką długość i spacerowe tempo przy niedostatecznej ilości pomysłów w pierwszej odsłonie trylogii „Hobbit”, łatwo było wietrzyć spisek. Niecierpliwy recenzent obawiał się, że filmowym Śródziemiem zawładnęła Mamona, zaś odpowiedzialnego za całe przedsięwzięcie Petera Jacksona zżarła chciwość – ta sama, która wprowadziła jad w serce smoka Smauga i krasnoludzkich Królów Samotnej Góry. Zeszłoroczna część druga zwróciła honor nowozelandzkiemu twórcy: przed wątpiącym wcześniej recenzentem filmowym otworzyły się niezbadane horyzonty fan fiction. Jackson dwoił i troił wątki, wprowadzał motywy rodem z Tolkienowskiej mitologii, nieznane czytelnikom „Hobbita, czyli tam i z powrotem”, i zapoznawał widzów z całkiem nowymi bohaterami. Równocześnie rozpędzał się, jakby zamiast gigantycznej ekipy filmowej miał do prowadzenia rollercoaster. W pewnym momencie pędził już na złamanie karku, ku uciesze siedzącego z tyłu miłośnika efekciarskich blockbusterów. Zwieńczenie trylogii „Hobbit” to – by zachować wesołomiasteczkową nomenklaturę – zabawa na dawno rozpędzonej karuzeli wrażeń. Wątki i postacie pojawiają się, by za chwilę zniknąć, my zaś, przez cały seans mocno wgnieceni w fotele, na końcu tej zabawy orientujemy się, że wróciliśmy do punktu, od którego rozpoczęliśmy podróż po filmowym Śródziemiu.
Jeśli bowiem „Pustkowie Smauga” (część druga) tylko sugerowało pokrewieństwo z wydarzeniami „Władcy Pierścieni”, „Bitwa Pięciu Armii” w ogóle się z tym nie kryje. Finał opowieści o hobbicie z Shire został pomyślany jako jawny prequel wydarzeń z tamtych filmów. Od walki z siłami ciemności i zapowiedzi ich późniejszego odrodzenia, przez losy pojedynczych postaci, aż po dzieje całych ras: krasnoludzkich, elfickich, ludzkich; cytaty muzyczne i iście Kubrickowska interpunkcja montażowa, zdolna złączyć w mgnienie oka 60 hobbickich lat dzielących obie trylogie – na widza znającego oscarowe filmy Jacksona wszystko to działa tutaj na zasadzie przyjaznego puszczania oczka.
A mimo tego pokrewieństwa, fabuła potrafi zaskoczyć. Jackson obficie czerpie z rezerwuaru filmowej popkultury, tej najbardziej efekciarskiej i przez wielu krytykowanej za swoją powierzchowność, ale także tej klasycznej. Widokówkowe panoramy Śródziemia potrafią uwieść wpisaną w nie estetyką literacko-filmowego gotyku. Gdy niebo zostaje pokryte przez hordy nietoperzopodobnych stworów o wampirycznych obliczach albo gdy patrzymy na otulone mgłą skalne szczyty, gdzie w każdym cieniu mogą ukrywać się orkowie, wówczas daje o sobie znać inspiracja ze strony współodpowiedzialnego za scenariusz Guillermo del Toro, tego fanatyka i znawcy Hammer horrorów z Draculą i Frankensteinem na czele.
Zadurzeni w filmie rozrywkowym kinomani, którzy przystali na samurajskie wygibasy w „Sucker Punch” Zacka Snydera, którzy pamiętają starcie na lodzie w „Królu Arturze” (tym z Clivem Owenem) i nie dziwili się, gdy przeciwnik „Kung Fu Pandy”, pantera Tai-Lung, wspinał się po spadających (!) głazach, ci widzowie trząść się będą z radości, gdy ujrzą na wielkim ekranie w technologii 3D śródziemskie odpowiedniki tamtych scen. Pomysłowość twórców „Bitwy Pięciu Armii” zdaje się nie mieć granic, bo, dajmy na to, pojedynki, które w innym filmie mogłyby stać się finałowym starciem „o wszystko” między główną postacią a szwarccharakterem (vide „Na krawędzi” ze Stallonem), tutaj stanowią ledwie składową gargantuicznej batalistyki, złożonej z kilkunastu konfliktów poszczególnych charakterów – no i, rzecz jasna, z pięciu ogromnych armii. W tym sensie trylogia „Hobbit” ujawnia dziś podobieństwo do równie szeroko rozpisanej „Gry o tron”. I choć mozaika postaci na wspomnianej karuzeli nie daje się zbadać fragment po fragmencie, a zlewa się w fajerwerkową całość, to nie szkodzi to widowisku. Widowiskiem „Bitwa Pięciu Armii” jest przednim.
Niestety, kalejdoskop postaci i wydarzeń sprawia, że nagłe zmiany klimatów emocjonalnych – od heroicznego po rzewny – momentami boleśnie dają o sobie znać. Miłosny dramat włożony w batalistyczne ramy niebezpiecznie zbliża się do groteski, a szastanie muzyczną ckliwością w wykonaniu Enyi przez kilkanaście tylko sekund, by ująć na ekranie zakochanego w leśnej elfce krasnoluda, nie spełnia swojej funkcji. Szczęśliwie, bitewna fabuła tłumi pocieszność ekipy krasnoludów, która to pocieszność w poprzednich częściach pozostawiała wrażenie pomieszania porządków. Najnowszy film daje znacznie mniej miejsca na takie banały: walka odbywa się na śmierć i życie. Zapewne dlatego, w ogniu walki pragnienia i słabości wysuwają się na pierwszy plan.
Wszak trylogia „Hobbit” to opowieść o dramatach wewnętrznych. O tym, że prawdziwa przyjaźń to nie tak wygodna sąsiedzka uprzejmość, którą uprawia się w Shire, a poświęcenie dla druha, nawet wtedy, gdy ten niepozbawiony wad druh grozi ci akurat śmiercią. „Hobbit” mówi także o krasnoludzkim nienasyceniu, zaślepieniu obietnicą bogactwa, żądzy odwetu i o dumie elfów. Uczy, że to najsłabsi, jak mały hobbit Bilbo, dziadunio imieniem Gandalf lub tak prozaiczna rasa, jaką są ludzie, mogą odmienić losy świata – oszukać a nawet zabić smoka czy też pertraktować z największymi władcami na ziemi. Owi bohaterowie fizyczne słabości zastępują krzepkością ducha. Jeszcze zatęsknimy do tych prostych wartości! Opowiadać o nich w taki sposób – tego Jacksonowi możemy wszyscy pozazdrościć.
koniec
19 grudnia 2014

Komentarze

19 XII 2014   14:11:40

O ile pamiętam co czytałem to "tak prozaiczna rasa, jaką są ludzie, mogą odmienić losy świata" powinno być zdaniem o hobbitach.

19 XII 2014   14:33:28

@wiq

Niekoniecznie. U Tolkiena też jest kilkakrotnie podkreślane, że z perspektywy elfów (a nawet krasnoludów) ludzie są rasą słabą i niepewną. We Władcy Jacksona również był ten wątek, że Elrond wątpił w to, czy ludzie pokonają Saurona. Nie czepiałbym się więc w tej kwestii ani recenzenta, ani filmu.

Nie wiem za to, o co chodzi z "dziaduniem imieniem Gandalf". Ani widzowie, ani najważniejsi gracze w Śródziemiu nie mają wątpliwości, że Gandalf to nie lada mocarz. Więc z perspektywy kogo Gandalf należy do grupy "najsłabszych"?

19 XII 2014   14:49:03

Sprawa dziadunia rozjaśni się, gdy obejrzycie film. Podobnie z odmienianiem losów świata przez ludzi. Gwoli ścisłości dodam, że ani w książkowym, ani w filmowym "Hobbicie" nie ma hobbitów odmieniających losy świata. Jest tylko jeden. W filmie za to tych ludzi jest więcej (ciekawostka: jeden z elfów zapowiada Aragorna).

19 XII 2014   15:38:17

@Gabiel

Ok, jeśli sformułowanie "najsłabsi" obejmuje również tych, którzy jedynie udają najsłabszych, to wierzę, że film może tłumaczyć, kto się na to nabiera i uważa Gandalfa za zwykłego dziadunia. Po prostu zestawienie Bilba i Gandalfa w tym samym zdaniu, po przecinku i scharakteryzowanie ich tym samym przymiotnikiem jest trochę mylące. To jest jednak różnica, czy mówimy o najsłabszych, czy też może o potężnych istotach, które tylko udają słabych, przybierając postać poczciwych staruszków. W tym sensie Gandalf i Bilbo to dwie bardzo różne postacie (bo Bilbo niczego nie udaje, on rzeczywiście zaczyna swoją podróż jako "najsłabszy", a nawet na jej końcu po wieloma względami jest najsłabszy, tj. nie jest jakimś dzielnym wojem).

19 XII 2014   16:15:04

Nie spodziewałem się takiej egzegezy własnego tekstu. Jeśli to konieczne, dopowiem, o co mi chodziło i o czym moim zdaniem mówi Jackson (i Tolkien także): że pozory mogą mylić i ci bardziej słabi, trochę słabi i wcale nie słabi, którzy udają słabych, mogą okazać się gigantami charakteru.

19 XII 2014   16:49:47

Spoko, uważam, że konstrukcja tego zdania ("[Hobbit] Uczy, że to najsłabsi [...] mogą odmienić losy świata") jest wadliwa, bo nie uwzględnia tych trzech poziomów znaczeniowych, które chciałeś przekazać (jak mówisz, że najsłabsi mogą zmienić losy świata, to mało kto zinterpretuje to jako: ludzie udający słabych mogą zmienić losy świata - to znaczy, można się tego domyślić na podstawie znajomości filmów i książek o Sródziemiu, co nie zmienia faktu, lecz nie z samego zdania ), ale to jest drobnostka i nie ma sensu tego ciągnąć, bo może niektórzy woleliby tu rozpocząć dyskusję na poważniejsze tematy. Możemy więc uznać, że jestem super-czepialski.

Ze szczegółów dodam jeszcze, że byłbym ostrożny, gdy idzie o wygłaszanie sądów "wówczas daje o sobie znać producencka inicjatywa Guillermo del Toro". Z dodatków do Hobbita można się dowiedzieć, że cała koncepcja del Toro (dotycząca scenografii, wyglądu potworów, klimatu poszczególnych scen) została zamieniona ma koncepcję Jacksonowską po przejęciu sterów przez tego drugiego i wpływy del Toro są już tylko widoczne w scenariuszu oraz niektórych scenach z pierwszego filmu (scena z trollami). del Toro po opuszczeniu projektu nie brał już żadnego udziału w pracach nad Hobbitem, więc na czym miałaby polegać jego "producencka inicjatywa"? W ogóle del Toro nie jest wymieniany jako producent BPA w oficjalnych materiałach. Skąd zatem ta fraza o "PRODUCENCKIEJ inicjatywie"?

19 XII 2014   20:33:04

Co do czepialstwa i (nie)ścisłości: ufam, że seans filmu rozwieje wątpliwości. Zdania typu "Jackson uczy, że słabsi zmieniają świat" nie mają wcale uwzględniać "trzech poziomów interpretacyjnych", a rzucić delikatne światło i zapowiedzieć problematykę dostrzeżoną przeze mnie w filmie. Racja, pogadajmy o filmie. Łatwiej o nim rozmawiać, gdy już się go obejrzy. Wówczas rzetelniej skomentuje się wpływ/brak wpływu del Toro, który to wpływ w moim przekonaniu wciąż jest tu widoczny. Oczywiście, nie mam stuprocentowej pewności, że coś było jego pomysłem, a nie Jacksona. Zwracam jednak uwagę, że finałowa wersja skryptu powstała na bazie tworzonej przez del Toro, nad którą ten pracował, jak pewnie wiesz, zanim przestał wyrabiać z czasem i na stołku reżysera zasiadł Jackson. Nazwisko tego pierwszego wciąż widnieje w napisach do trzeciej części (tu przyznaję się do gafy i postaram się o poprawkę): wśród odpowiedzialnych za scenariusz.

19 XII 2014   22:16:19

"Oczywiście, nie mam stuprocentowej pewności, że coś było jego pomysłem, a nie Jacksona".

Powtarzasz ten argument "jak zobaczysz film", ale ja się akurat czepiam kwestii, które są stosunkowo niezależne od tego, co jest w filmie. O ile nie okaże się, że nietoperzopodobne stwory mają na głowie napisu del Toro, to raczej nie dostrzegę tam jego wpływów, bo nie mam pojęcia, jak odróżnić Jacksonowskie hordy od del Torowskich (Jackson też wie co nieco o klasyce horrorów), wiem za to, że del Toro od czterech lat nie zajmuje się już Hobbitem. A takie rzeczy jak efekty specjalne do trzeciego filmu i projekty cyfrowych stworów pojawiające się dopiero w ostatniej odsłonie Hobbita zaczęły najpewniej powstawać stosunkowo niedawno, na etapie postprodukcji. Na przykład w dodatkach do Pustkowia Smauga Jackson mówi, że w okolicach premiery pierwszej części Hobbita nie mieli jeszcze pojęcia, jak dokładnie będzie wyglądał Smaug. Nie sądzę więc, aby projekt tych quasi-nietoperzy i sceny z nimi mieli gotowe już na cztery lata przed premierą BPA.

Ale to jest kolejny szczegół. Nie chcę, żebyś odbierał moje uwagi jako atak na Twoją recenzje, która jest ogólnie w porządku (bo daje wyobrażenie na temat tego, czego można od BPA oczekiwać, a czego nie). Po prostu skupiam się na szczegółach, które budzą jakieś tam moje wątpliwości, i może też Ciebie skłonią do przemyśleń.

19 XII 2014   22:49:51

Ok, nieściśle się wyraziłem. Tak to bywa z pisaniem na tempo ;) Celowo nie pisałem jednak o takich szczegółach, jak projekty postaci. Miałem bowiem na myśli klimat, ikonografię rodem z gotyckiego horroru (z którego uroków del Toro namiętnie korzysta). Nietoperze, odludne wzgórza, zamglone panoramy byłyby dobrym przykładem potwierdzającym to skojarzenie. Dlatego obstawiam pozostałość po del Toro. Ale racja, co innego pewność bezpośredniego wpływu, co innego prawdopodobieństwo inspiracji.
Dzięki za komentarz.

06 I 2015   00:39:08

Sensowna recenzja. A Pani Ani poroże łosia chyba zasłaniało ekran:)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Na Zabajkalu też powstają filmy
Sebastian Chosiński

17 III 2019

Bogactwem kulturowym Związku Radzieckiego i – w nieco mniejszym stopniu – dzisiejszej Rosji jest możliwość przenikania się kultur narodów mieszkających (w przeszłości i obecnie) na terenie tych państw. Oprócz tego jednak każdy z nich stara się - zwłaszcza dzisiaj – zachować własną odrębność kulturową. Dzieje się to głównie w literaturze, teatrze i kinie. „Na brzegu snu” Baira Uładajewa to film zrealizowany (w przeważającej części) przez Buriatów i dla ludności buriackiej.

więcej »

Kiedy wejdziesz między wrony…
Marcin Mroziuk

16 III 2019

W czasie wojennej zawieruchy człowiek nie tylko chwyta się wszelkich sposobów, aby przetrwać, ale nierzadko dopuszcza się też czynów, do jakich w innych okolicznościach nie byłby zdolny. I właśnie tę prawdę o ciemnej stronie ludzkiej natury dobitnie ukazuje czarno-biały „Kapitan”, oparty zresztą na autentycznych losach Williego Herolda.

więcej »

Wyścig
Kamil Witek

15 III 2019

Ryk silników, zapach spalin, szalona prędkość, Robert Kubica. Dla każdego, komu na dźwięk choćby jednego z tych terminów rozszerzają się automatycznie oczy, serial dokumentalny „Formuła 1: Jazda o życie” będzie pozycją bardziej niż obowiązkową.

więcej »

Polecamy

Ćwiczenia pod prysznicem

Z filmu wyjęte:

Ćwiczenia pod prysznicem
— Jarosław Loretz

Wyścig donikąd
— Jarosław Loretz

Wycieczka donikąd
— Jarosław Loretz

Życie w zawieszeniu
— Jarosław Loretz

Wonder Wheel
— Jarosław Loretz

Zróbmy sobie statuę
— Jarosław Loretz

Szpiedzy z tamtych lat
— Jarosław Loretz

Zła passa Cyganów
— Jarosław Loretz

Rtęć morderczą jest
— Jarosław Loretz

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Styczeń 2014 (3)
— Krystian Fred, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Esensja ogląda: Grudzień 2013 (6)
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Śródziemski rollercoaster
— Gabriel Krawczyk

Przygoda trwa
— Anna Kańtoch

Esensja ogląda: Kwiecień 2013
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Tomasz Kujawski, Małgorzata Steciak, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Styczeń 2013 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Piotr Dobry, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Udana podróż
— Tomasz Markiewka

Niekończąca się opowieść
— Gabriel Krawczyk

12. T-Mobile Nowe Horyzonty: Dzień trzeci
— Patrycja Rojek, Kamil Witek, Zuzanna Witulska

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (14)
— Jakub Gałka

Tegoż autora

Sztuka? Gdzieś zaginęła. Ale szlak został przetarty
— Gabriel Krawczyk

W tęczowych kolorach
— Gabriel Krawczyk

Siedem „ale” przeciw „Trzynastu powodom”
— Gabriel Krawczyk

Duchowa biografia erotyczna
— Gabriel Krawczyk

Paterson lubi to!
— Gabriel Krawczyk

Remanent filmowy 2016
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Kryminał milicyjny à rebours
— Gabriel Krawczyk

Biograficzne rzemiosło
— Gabriel Krawczyk

Nieszkodliwe kłamstwa i miarkowane sentymenty
— Gabriel Krawczyk

Bridget Jones i Tarantino
— Gabriel Krawczyk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.