Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Damien Chazelle
‹Whiplash›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWhiplash
Dystrybutor UIP
Data premiery2 stycznia 2015
ReżyseriaDamien Chazelle
ZdjęciaSharone Meir
Scenariusz
ObsadaMiles Teller, J.K. Simmons, Paul Reiser, Melissa Benoist, Austin Stowell, Nate Lang, Chris Mulkey, Damon Gupton
MuzykaJustin Hurwitz
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania107 min
WWW
Gatunekdramat, muzyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Męskie granie
[Damien Chazelle „Whiplash” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Whiplash” Damiena Chazelle to jeden z największych przebojów amerykańskiego kina niezależnego ostatnich lat. Ta pełna jazzu historia relacji mistrz-uczeń podbiła rok temu Sundance i od tamtej pory zbiera znakomite recenzje na całym świecie. Niezasłużenie.

Jarosław Robak

Męskie granie
[Damien Chazelle „Whiplash” - recenzja]

„Whiplash” Damiena Chazelle to jeden z największych przebojów amerykańskiego kina niezależnego ostatnich lat. Ta pełna jazzu historia relacji mistrz-uczeń podbiła rok temu Sundance i od tamtej pory zbiera znakomite recenzje na całym świecie. Niezasłużenie.

Damien Chazelle
‹Whiplash›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWhiplash
Dystrybutor UIP
Data premiery2 stycznia 2015
ReżyseriaDamien Chazelle
ZdjęciaSharone Meir
Scenariusz
ObsadaMiles Teller, J.K. Simmons, Paul Reiser, Melissa Benoist, Austin Stowell, Nate Lang, Chris Mulkey, Damon Gupton
MuzykaJustin Hurwitz
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania107 min
WWW
Gatunekdramat, muzyczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Andrew (Miles Teller) jest utalentowanym perkusistą jazzowym, uczniem w prestiżowym nowojorskim konserwatorium. Chłopak trafia do jednej z najlepszych orkiestr w kraju, prowadzonej przez słynącego z trudnego charakteru – ale i wybitnych osiągnięć – Terence’a Fletchera (J.K. Simmons w oscarowej formie). Ten okazuje się zupełnym przeciwieństwem wyrozumiałych i cierpliwych nauczycieli w rodzaju Seana Maguire’a z „Buntownika z wyboru” czy pana Miyagi z serii „Karate Kid” – wiązanek bluzgów i psychicznych tortur, którymi motywuje swoich podopiecznych, nie powstydziłby się sierżant Hartman z „Full Metal Jacket”. Fletcher nie jest jednak zwykłym zwyrodnialcem – on wierzy, że tylko upokorzenia wyrobią charakter w młodych muzykach i pozwolą im przekroczyć ich własne ograniczenia. Słowa otuchy i bezstresowe nauczanie tylko zagłaskałyby na śmierć tkwiący w uczniach potencjał.
Chciałoby się współczuć bohaterowi, który, by zadowolić nauczyciela (i uniknąć kolejnej serii wyzwisk), wypruwa sobie żyły, godzinami ćwicząc kolejne takty – a nawet gotów jest zaryzykować życie, byle nie wypaść ze składu zespołu. Tyle że z Andrew sympatyzować bardzo trudno: chłopak wywyższa się i ponad zwyczajną rodzinę z klasy średniej, w której szczytem aspiracji młodego człowieka była do tej pory kariera w uniwersyteckiej lidze futbolu, i ponad poznaną w kinie Nicole, która rzekomo ma być zawadą na jego drodze do wielkości. Obiema rękoma podpisałby się pod pojawiającym się w filmie butnym hasłem: „Kto nie ma talentu, kończy grając rocka”. Andrew niekiedy potrafi być uroczy, jak w scenie, gdy ogląda film z ojcem, zajadając popcorn – rychło jednak okazuje się, że jedyną znaczącą figurą w życiu chłopaka jest Fletcher, drań i sadysta, ale przynajmniej taki, który potrafi zrozumieć muzyczną pasję.
Prawdę mówiąc, ja również mam problem ze zrozumieniem, dlaczego Andrew poświęca czas i zdrowie właśnie dla jazzu. Muzyka w filmie Chazelle’a – najzupełniej słusznie – zostaje pozbawiona romantycznego nimbu, a szlifowanie kolejnych taktów przedstawione zostaje jako katorga, a nie bezbolesne wznoszenie się na skrzydłach natchnienia. „Whiplash” popada jednak w inną skrajność, redukując jazz do technicznej doskonałości, a artystów do roli maszyn, czysto i z dokładnością do ułamka sekundy wydobywających dźwięki z instrumentów. Reżyser zapomina też, że wielkość nie zależy od setek godzin wytężonej pracy, ale także od „iskry bożej”, szczęścia i pomysłowości (znamienne, że bohaterowie filmu sami nie komponują, ale tylko odgrywają jazzowe standardy). Równie podejrzane wydaje się to, że „Whiplash” rehabilituje okrutną tresurę, jakiej Fletcher poddaje członków zespołu – wprawdzie reżyser podrzuca w pewnym momencie sugestię, jakoby żołnierski dryl raczej wpędzał w depresję niż wyzwalał pokłady geniuszu, ale w finale przyznaje rację kontrowersyjnemu wychowawcy, pokazując, że naprawdę wielki artysta wytrzyma każdą szykanę.
Dramat Chazelle’a jest w równej mierze wypełniony jazzowym rytmem, co testosteronem – niemal nie widzimy tu kobiet, muzyka jest domeną samców alfa, dla których każda oznaka słabości jest czymś niemęskim i wstydliwym (nie bez powodu wyzwiska Fletchera mają homofobiczny charakter). Uderzające, jak wiele łączy „Whiplash” z celebrującymi machismo klasycznymi tytułami o boksie i innych sztukach walki – Chazelle nawet filmuje w podobnej manierze. Zbliżenia na krople potu i krwi; ostrość obrazu, pozwalająca dostrzec drgnienia włosków na rękach postaci; konfrontacyjne sceny, odgrywane przez aktorów na najwyższych nutach – wszystko to tworzy napięcie chwilami trudne do wytrzymania. Finałowy koncert ma tu dramaturgię walki Rocky’ego Balboy o pas mistrza świata, w której bohater najpierw musi paść na deski, a dopiero w ostatniej rundzie efektownie nokautuje rywala. „Whiplash” robi jednak wrażenie ustawionego pojedynku – końcowy perkusyjny popis jest skrzętnie wyliczonym na aplauz fajerwerkiem (moim zdaniem przydługim i męczącym), wobec którego wszelkie wątpliwości mają odsunąć się w cień.
Nietrudno zrozumieć, dlaczego „Whiplash” uwodzi widzów i krytyków na całym świecie. Jest tu psychologiczna intensywność, którą obdzielić by można dziesięć skandynawskich dramatów; niezła muzyka; fabularne napięcie i zwroty akcji rodem z kina sensacyjnego. Między Tellerem a Simmonsem panuje filmowa chemia, która ten manifest maczyzmu czyni odrobinę znośniejszym. Ja jednak nie potrafię lubić filmu, który dowodzi, że psychiczne znęcanie się bywa niekiedy efektywną metodą wychowawczą. Może dlatego, że od jazzu zawsze wolałem rocka.
koniec
30 grudnia 2014

Komentarze

22 III 2015   17:03:13

Jarosławie Robaku, chociaż się nie znamy, zwracam się do Ciebie z wielką prośbą, mianowicie nie pisz już więcej. Nigdy. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Pozdrawiam

31 III 2015   00:12:26

Porównanie do Pana Miyagi? Naprawdę...? Popieram propozycję XmmX. Pan Robak chyba ogąlał film jednym okiem bo połowa tego co napisał to bzdury.

31 III 2015   01:21:20

Hmm, a możesz zacytować to zdanie, w którym porównuję Fletchera do pana Miyagi? A potem jeszcze raz je przeczytać?
Ale oczywiście dziękuję za merytoryczne uwagi, pozdrawiam!

01 VI 2015   18:07:55

A ja przyznam Ci rację, Jarku. Dobry tekst, celnie punktujący manieryczność filmu afirmującego poniekąd mizoginię, wyniosłość i brutalność, odzierającego muzykę z warstwy emocjonalnej, z dozy prawdziwego uczucia. I również po stokroć wolę rock od jazzu.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Kasztanowy ludzik: Odc. 3. Źli rodzice muszą być ukarani
Marcin Mroziuk

6 XII 2021

Nie ulega wątpliwości, że po tym, jak Thulin ocaliła życie Hessowi, ich współpraca zaczyna się coraz lepiej układać. To, co razem odkryją, pozwoli im zaś na przygotowanie pułapki na mordercę. Szkopuł tkwi w tym, że plan ten będzie wiązać się ze sporym ryzykiem.

więcej »

Niedoczarowana
Agnieszka ‘Achika’ Szady

5 XII 2021

Mirabelle to wyrodek: jako jedyna z potomkiń i potomków abueli Almy nie ma magicznych umiejętności. Czy silny charakter zrekompensuje tak drastyczne braki? „Nasza magiczne Encanto” to opowieść o dojrzewaniu… w pewnym sensie całej rodziny.

więcej »

Kasztanowy ludzik: Odc. 2. To dopiero początek koszmaru
Marcin Mroziuk

3 XII 2021

Kiedy Mark Hess wytrwale podąża tropem, który inni uznali za błędny, wprawdzie nie mamy pewności, czy uda mu się rzeczywiście odkryć coś istotnego, ale za to oczywiste się dla nas staje, czemu nie najlepiej dogaduje się on z przełożonymi.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Kwiecień 2015 (1)
— Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Styczeń 2015 (1)
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Tomasz Kujawski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Krótko o filmach: W rytmie pogrzebów
— Marcin Osuch

CamerImage 2016: Wypijmy za marzycieli!
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Żmije
— Jarosław Robak

American Film Festiwal 2018 (1)
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Pretty in Pink
— Jarosław Robak

Szycie wewnętrzne
— Jarosław Robak

Film o filmie tak złym, że aż dobrym
— Jarosław Robak

Czarująca historia miłosna
— Jarosław Robak

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ameryka jak wielki park Disneya
— Jarosław Robak

Duch Ameryki a kwestia rasowa
— Jarosław Robak

NajAmerican Film Festival 2017
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.