Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja ogląda: Luty 2015 (1)
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dziś w „Esensja ogląda” dwie polskie propozycje DVD i na deser kino świata.

Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Luty 2015 (1)
[ - recenzja]

Dziś w „Esensja ogląda” dwie polskie propozycje DVD i na deser kino świata.
DVD / BD
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Miasto 44
(2014, reż. Jan Komasa)
Sebastian Chosiński [40%]
Wychodzi na to, że w ostatnich latach to Jan Komasa ma monopol na pokazywanie w filmie powstania warszawskiego. Najpierw na podstawie zachowanych kronik z czasów zrywu mieszkańców stolicy przeciwko okupantowi niemieckiemu zrealizował „fabularyzowany dokument” „Powstanie warszawskie”, a następnie zrobił kolejny krok, kręcąc pełnometrażową fabułę „Miasto 44”. Drugi z filmów, bardzo nowoczesny w formie, miał przede wszystkim trafić do młodych widzów – i to rzeczywiście mogło się udać. Komasa sięgnął bowiem po zagrywki typowe dla współczesnego kina akcji (spowolnienie kadrów, tak zwany „bullet-time”), a nawet horroru (deszcz krwi lejącej się z nieba i zombiastyczne wyobrażenia powstańców przedzierających się kanałami z jednej dzielnicy miasta do drugiej). Wizualnie jest to – bez dwóch zdań – atrakcyjne. Szkoda tylko, że skrywa kompletną niemoc scenariuszową, w efekcie czego film przypomina wydmuszkę. Owszem, ładnie pomalowaną na zewnątrz, ale w środku wypełnioną powietrzem, a nie fabularnym farszem. To wizja historii bliższa sztucznemu do bólu i przyprawiającemu o zgrzytanie zębów „Czasowi honoru” aniżeli „Kanałowi” (1956) Andrzeja Wajdy czy „Kolumbom” (1970) i „Godzinie W” (1979) Janusza Morgensterna.
Fasadowe jest tutaj niemal wszystko. Począwszy od obrazu okupacyjnej, jeszcze przedpowstaniowej, codzienności (mieszkańcy kamienicy w centrum Warszawy, mimo godziny policyjnej, organizują sobie na podwórzu mocno zakrapianą imprezkę z ogniskiem i śpiewami przy gitarze), aż po pierwsze dni niepodległościowego zrywu (kiedy to, organizując zbiórki poszczególnych oddziałów, młodzi bojownicy zachowują się tak, jakby gremialnie przygotowywali się do wyjazdu na biwak, a rygory konspiracji były im całkowicie obce). Jakby tego było mało, pierwszy dzień powstania – według Komasy – ograniczył się do zdobywania przez bohaterów filmu jednej jedynej klatki schodowej. Później już tylko, pełni euforii, odpoczywali sobie po dobrze wypełnionym obowiązku. Możemy się domyślać, że odpoczywali też wszyscy inni żołnierze Armii Krajowej w całym mieście, ponieważ aż do następnego dnia walk w „zasięgu” słuchu widza nie padł ani jeden strzał – czy to ze strony Polaków, czy też Niemców. Zapadająca w pamięć scena deszczu krwi i spadających z nieba kawałków ludzkiego mięsa, będąca efektem wybuchu na zatłoczonej ulicy czołgu pułapki – też skrywa bzdurę. Jeśli miałyby to być rozerwane szczątki ludzi, kawałki rąk, nóg czy tułowia, powinny być zawinięte w strzępy ubrań, po których jednak jakimś cudem nie pozostał najmniejszy ślad.
Od strony fabularnej „Miasto 44” to katastrofa. Komasa, będący także scenarzystą filmu, być może obmyślał to sobie tak: „Wybiorę jako bohaterów młodych bojowników – niech będzie to jeden chłopak i dwie rywalizujące o niego dziewczyny, aby mogło między nimi poważnie zaiskrzyć – a potem rzucę ich perypetie miłosne na obraz walczącej stolicy. I dalej samo będzie się kręcić”. Otóż nie kręci się! Stefan (Józef Pawłowski), Biedronka (Zofia Wichłacz) i Kama (Anna Próchniak) miotają się po mieście bez ładu i składu. Najbardziej irytujący jest Stefan, o którym do samego końca trudno powiedzieć – walczy czy tylko pozoruje udział w powstaniu? Znacznie więcej charyzmy wykazują dziewczyny, ale i dla nich autor fabuły nie wymyślił niczego atrakcyjnego, co skutkuje tym, że do pokazania mają niewiele więcej ponad swoje wdzięki. Szwankuje też strona techniczna dzieła. Mimo że wizualnie „Miasto 44” przyprawia o „ochy” i „achy”, to – jak w większości polskich filmów – często trudno zrozumieć, co mówią bohaterowie. Zwłaszcza grani przez aktorów młodego pokolenia, bo gdy na przykład matka Stefana (w tej roli Monika Kwiatkowska) wpada w histerię i piszczy nielitościwie, zrozumieć można każde słowo. I jest jeszcze finał. A raczej gwóźdź do trumny tej narodowej katastrofy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Płynące wieżowce
(2013, reż. Tomasz Wasilewski)
Jarosław Loretz [30%]
Bez serc, bez ducha, to szkieletów płynące wieżowce, gumiaste i nieapetyczne. Aktorzy przeżywają udrękę gdzieś tam w czesiu, marszczą czoła i udają, że kochają/nienawidzą, a w tym czasie obojętny na bezosobowo, niepokojąco mechanicznie podaną fabułę widz ziewa, coraz tęskniej wyczekując głębszego sensu, a potem już tylko napisów końcowych. Tak sobie myślę, że tok rozumowania reżysera (i zarazem scenarzysty) musiał na samym starcie biec mniej więcej następującym torem: hej, zróbmy film o gejach, bo to modne, najlepiej z jakąś dłuższą sceną rżnięcia (wiadomo – bez sapania nie ma kina „Made in Poland”), do tego dorzućmy mnóstwo scen bez dialogów, z bohaterami patrzącymi, myślącymi i dumającymi ponad miarę, i będzie git, wyjdzie z tego hajart. No i chyba rzeczywiście wyszedł, skoro produkt dostał sporo nagród. Nie zmienia to jednak faktu, iż rzecz jest pustą, pretensjonalną wydmuszką, z bezsensownym dodatkiem golizny, aczkolwiek – trzeba to przyznać – posiadającą nietypowo filmowaną Warszawę, interesująco melancholijną muzykę i garść zachwycających plastycznie ujęć. Minusy jednak zdecydowanie przeważają nad plusami i świadczą o tym, że reżyser – podobnie jak w przypadku poprzedniego filmu, „W sypialni” – bardziej dba o gusta nieco znudzonych klasycznym kinem festiwalowych krytyków niż zwyczajnych zjadaczy chleba.
Kino świata
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Salvo. Ocalony
(2013, reż. Fabio Grassadonia, Antonio Piazza)
Sebastian Chosiński [60%]
O fabularnym debiucie pary włoskich (a mówiąc konkretniej: sycylijskich) scenarzystów Fabia Grassadonii i Antonia Piazzy napisano w ubiegłym roku wiele dobrego (także na łamach „Esensji”), przyrównując go do westernów Sergia Leone czy kryminałów Jean-Pierre’a Melville’a. I choć „Ocalony” nie jest filmem złym, to jednak wszystkie te peany są raczej przejawem myślenia życzeniowego, próby przekonania siebie samego, czym ten obraz mógłby być, gdyby za kamerą stali nie debiutanci, ale stary wyjadacz, który na kręceniu filmów zęby zjadł. To opowieść o pracującym na zlecenie mafii gangsterze, tytułowym Salvo (w którego wcielił się palestyński aktor Saleh Bakri, znany z komediodramatu „Przyjeżdża orkiestra” i melodramatu „Sól tej ziemi”), który pewnego dnia otrzymuje zlecenie, jakich wcześniej zapewne wykonał już wiele – ma pozbyć się niewygodnego dla przestępców człowieka. Włamuje się więc do jego domu, gdzie oprócz skazanego na śmierć, znajduje również jego niewidomą siostrę Ritę (gra ją debiutująca wówczas na ekranie piękna Sara Serraiocco), która staje się przypadkowym świadkiem egzekucji.
Salvo nie ma wyboru i – gdy musi nagle ewakuować się z zagrożonego terytorium – zabiera kobietę ze sobą. Tym samym naraża się swoim zleceniodawcom, którzy uważają, że Rita również powinna wyzionąć ducha. Problemem jednak staje się fakt, że zawodowy killer nie ma sumienia – a jakże! – pozbawiać życia niewinną osobę. Cała ta historia rozegrana jest w tak powolnym rytmie (to ją wiąże z rozgrywającymi się na Dzikim Zachodzie opowieściami Leone), że gdyby można było na taśmie filmowej przeprowadzić badanie elektrokardiogramem, lekarze zajmujący się „pacjentem” mogliby mieć poważne wątpliwości, czy on jeszcze w ogóle żyje. Ale też nie w tym tkwi główny problem „Ocalonego”, bo gdyby za tym wyborem reżyserów kryło się jakieś głębsze przesłanie, można by im wybaczyć pewne potknięcia i fragmenty ewidentnej nudy, tymczasem przez większość filmu karmieni jesteśmy – na wiarę – przekonaniem, że Salvo przeżywa jakieś wewnętrzne katusze moralne. I każe nam się wierzyć, że jest kimś innym niż zwykłym rzezimieszkiem. Choć tak naprawdę dowiadujemy się o nim tylko jednego – że nie jest obojętny na kobiece wdzięki. Tylko po co od razu kręcić o tym stuminutowy film?!
koniec
10 lutego 2015

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Rosyjscy „chłopcy z ferajny”
Sebastian Chosiński

8 XII 2019

W ubiegłym tygodniu „Byk” – debiutancki film Borisa Akopowa – do licznych nagród zdobytych już wcześniej dołożył dwa kolejne laury. Tym razem wywalczone na warszawskim Festiwalu Filmów Rosyjskich „Sputnik nad Polską” – nagrodę jury oraz nagrodę publiczności. Czy zasłużenie? Ci, którzy cenią kino gangsterskie w stylu „Psów” Władysława Pasikowskiego, nie będą mieli najmniejszych wątpliwości, że tak.

więcej »

Krótko o filmach: Rodowe dziedzictwo
Jarosław Loretz

7 XII 2019

Wiele filmów może zabić zła klasyfikacja. Jednym z nich jest promowane jako horror „Uciszyć zło”.

więcej »

Do sedna: Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
Marcin Knyszyński

7 XII 2019

Pomysł nakręcenia filmu wykorzystującego motywy biblijne chodził po głowie Darrena Aronofsky’ego już od czasu „Requiem dla snu”. Rzecz o potopie i budowie Arki, ta „jedna z najstarszych opowieści w historii ludzkości”, pojawiła się w kinach w roku 2014 – i wzbudziła kontrowersje, podobnie jak wszystkie wcześniejsze filmy reżysera.

więcej »

Polecamy

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga

Do sedna:

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Pomysł na powstanie
— Jarosław Robak

Co nam w kinie gra: Salvo. Ocalony
— Marta Bałaga

Esensja ogląda: Grudzień 2013 (1)
— Gabriel Krawczyk, Konrad Wągrowski

Co nam w kinie gra: Płynące wieżowce
— Kamil Witek

Espoo Ciné 2013: Pojedynek w ciemności
— Marta Bałaga

13. T-Mobile Nowe Horyzonty: Relacja trzecia
— Kamil Witek

Z tego cyklu

Marzec 2018 (2)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Luty 2018 (2)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Luty 2018 (1)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Pomysł na powstanie
— Jarosław Robak

Co nam w kinie gra: Płynące wieżowce
— Kamil Witek

13. T-Mobile Nowe Horyzonty: Relacja trzecia
— Kamil Witek

12. T-Mobile Nowe Horyzonty: Dzień siódmy
— Patrycja Rojek, Kamil Witek, Zuzanna Witulska

Janek Wiśniewski padł, Janek Komasa wstał
— Artur Zaborski

London is calling
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.