Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 stycznia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXCII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja ogląda: Sierpień 2015 (1)
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zapraszamy do pierwszej sierpniowej edycji Esensja ogląda. W tekście cztery recenzje – trzy nowości kinowych i jedna DVD.

Jarosław Loretz, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Sierpień 2015 (1)
[ - recenzja]

Zapraszamy do pierwszej sierpniowej edycji Esensja ogląda. W tekście cztery recenzje – trzy nowości kinowych i jedna DVD.
Kino
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Ant-Man
(2015, reż. Peyton Reed)
Jarosław Loretz [70%]
Bardzo sympatyczna, komiksowa zabawa konwencją, tu i ówdzie dziurawa logicznie (raz twórcy pamiętają o solidnej masie „robaczka”, kiedy indziej wcale) i nudnawa (ach, te jałowe dyskusje i ździebko przeciągnięte scenki z Michaelem Peñą), ale z pewnością poprawiająca humor. Wiele tu bowiem scen przezabawnych i zarazem bardzo pomysłowych, że wspomnę choćby pierwsze użycie kombinezonu, odliczanie czasu w celi czy kwestię „dziwnego psa”. A już do czystego rechotu doprowadza cała sekwencja „klasycznej” naparzanki na dachu pędzącego pociągu, którą raz oglądamy z punktu widzenia bohaterów, a raz z perspektywy zwykłego człowieka. Seans umilają dodatkowo porządne jak zwykle efekty specjalne, sprytnie zrobione retrospekcje z Peñą, atrakcyjna Evangeline Lilly i kolejny w Hollywood rewelacyjny dzieciak (Abby Ryder Fortson). Po wyjściu z kina pozostaje jednak nieuchwytne wrażenie, że film był trochę… jak by to ująć… na pół gwizdka. Że zbyt mocno bujał się od przeciętnych historyjek umoralniających po przefajnowane sceny z mrówkami. Że mimo wszystko można było lepiej wykorzystać drzemiący w pomyśle potencjał. Ale i tak warto wybrać się na „Ant-Mana” do kina.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Z dala od zgiełku
(2015, reż. Thomas Vinterberg)
Jarosław Robak [50%]
Thomas Vinterberg wie, jak filmować Carey Mulligan: w jego wersji „Z dala od zgiełku” według powieści Thomasa Hardy’ego mnóstwo jest zbliżeń, a aktorka – absolutnie zachwycająca w roli Bathsheby Everdene – spojrzeniem, ukradkowym uśmiechem czy grymasem kapitalnie wygrywa psychologiczne niuanse, dzięki czemu każda dialogowa scena nabiera dodatkowej dramaturgii. Bathsheba jest tu kobietą trochę kapryśną, trochę próżną – ale cechy te nie wynikają z głupoty, ale z całkiem uzasadnionego poczucia własnej wartości. Nic więc dziwnego, że kolejni mężczyźni tracą dla niej głowę. Sam film, niestety, nie dorównuje aktorce, będąc poprawnym, niemal szkolnym przekartkowaniem powieści Hardy’ego, pozbawionym ironicznej wymowy tej historii. Vinterberg i jego scenarzysta David Nicholls sporo wycinają z oryginału (zwłaszcza w porównaniu do niemal trzygodzinnej wersji Johna Schlesingera z 1967 roku), na czym cierpi rytm narracji – zbyt pospieszny, by dramat każdej z postaci wybrzmiał tu przekonująco. Mimo to, nawet z dwóch godzin seansu dałoby się co nieco wyrzucić – „Z dala od zgiełku” spokojnie obyłoby się na przykład bez bezbarwnej sceny erotycznej Bathsheby i sierżanta Troya, tym bardziej, że kilka minut wcześniej – znów za sprawą Mulligan – szermierski popis żołnierza zyskuje nieoczekiwanie zmysłowy charakter. Najgorsze jednak, że Vinterberg ani przez chwilę nie przekonuje, że warto dziś ponownie sięgnąć po dziewiętnastowieczną powieść – umie wprawdzie wpleść w film kilka malarskich cytatów (na pewno uważnie studiował obrazy Jeana-François Milleta), ale to stanowczo zbyt mało, w porównaniu choćby z tym, co z „Wichrowymi Wzgórzami” potrafiła zrobić Andrea Arnold. W efekcie jego „Z dala od zgiełku” okazuje się jedynie ładnie sfotografowanym melodramatem. Który w ostatnim akcie – gdzie mamy do czynienia ze swojego rodzaju zmartwychwstaniem – trudno odróżnić od telenoweli.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jarosław Robak [80%]
Najzabawniejszy pesymistyczny film ostatnich lat. Pierwszy dowcip w produkcji Roya Anderssona polega na tym, że tytułowy gołąb jest wypchany i stanowi eksponat w muzeum. Drugi (rozciągnięty do rozmiaru pełnego metrażu), że ludzcy bohaterowie filmu nie mają w sobie wiele więcej życia i snują się po ekranie niczym zombie. Szwedzki reżyser znów, tak jak w „Pieśniach z drugiego piętra” i „Do ciebie, człowieku”, rozważa temat ludzkiej egzystencji – i znów nie dochodzi do szczególnie optymistycznych wniosków. Świat w filmie Anderssona zaludniają nieudacznicy, bezbarwne persony, z których wyssano całą energię. Niech nikogo nie zmylą wypowiadane przez nich od czasu do czasu formułki w rodzaju „cieszę się, że u was wszystko dobrze” – są samotni i odizolowani tak od innych, jak od otoczenia (żadne z filmowych pomieszczeń nie ma odrobiny indywidualnego stylu – wszystkie są tak szare i ascetyczne, że przypominają wnętrza kartonowych pudeł, w których ktoś łaskawie wyciął kilka otworów, żeby wpuścić do środka odrobinę światła). Życie i śmierć jednostki zdają się absurdem, a szczęście jest niemożliwe, potwierdzają kolejni bohaterowie, w rodzaju nieudolnych komiwojażerów próbujących sprzedać m. in. sztuczne zęby wampira i poduszkę-śmiechuszkę. Jeśli myślicie, że sens odnaleźć można patrząc z szerszej, np. historycznej perspektywy… cóż, „Gołąb…” i tu przekonuje, że nie ma tak łatwo. Wielka historia jest u Anderssona wielką katastrofą – zaskakujący fragment z wojskami króla Karola XII szykującymi się do wojny z Rosją skutecznie wybija z głowy rojalistyczny sentyment, z kolei w jednej z ostatnich scen reżyser dosadnie przypomina, że dobrobyt państw Zachodu zbudowany został na wyzysku i cierpieniach innych. Film mógłby być czarnym koszmarem nawet najbardziej depresyjnego egzystencjalisty, ale jest jednak tak mistrzowsko zrealizowany pod względem kompozycji kadru, komediowego timingu, repetycji postaci, motywów i melodii, że zamiast powodować „doła”, raczej budzi podziw dla talentu reżysera i jego ekipy. Nie jest to bynajmniej pusty formalizm – ukazując smutek, banał i horror codzienności, „Gołąb…” przekonująco zaprasza do empatii i wyzwalającego śmiechu. Nawet jeśli nie wydajemy się sobie tacy szarzy i drętwi jak filmowi Szwedzi – to przecież także rzecz o nas.
DVD / BD
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Dawca Pamięci
(2014, reż. Phillip Noyce)
Agnieszka ‘Achika’ Szady
Twórcy książek i filmów dla młodzieży wydają się ostatnio wychodzić z założenia, że jakakolwiek logika czy wewnętrzna spójność świata przez nich wymyślonego to zbędny luksus, skoro nastoletni odbiorca składa się wyłącznie z hormonów i emocji. Zatem wystarczy zapewnić im ładnie wyglądającą oraz odpowiednio zbuntowaną (i cierpiącą, koniecznie cierpiącą) postać płci dowolnej, aby nikt nie zwrócił uwagę na absurdalne realia. Co jako-tako zadziałało w „Igrzyskach śmierci” oraz „Więźniu labiryntu”, zupełnie nie sprawdza się w „Dawcy pamięci”, może dlatego, że główny bohater oprócz przystojnej buźki nie posiada kompletnie żadnych cech pozwalających się przejąć jego losami. Zabrakło też ciekawej akcji – fabularnie film mógłby mieć jakieś 30-40 minut, więc dopchano go rozciągniętymi powyżej wszelkiego rozsądku zbliżeniami gruchającego niemowlaka, bohatera gruchającego do niemowlaka, oraz bohatera wędrującego z niemowlakiem pieszo przez zmieniające się krajobrazy – od rozprażonej pustyni po strome, ośnieżone góry. Dodać przy tym należy, że nie ma ze sobą ani odpowiednich ubrań (uciekł tak, jak stał, z mieszkania w sztucznie regulowanym, łagodnym klimacie) ani zapasu wody i jedzenia, o pieluszkach już nie wspominając. Nie ma też możliwości zdobycia tego wszystkiego, ponieważ świat jest wyludniony, a on w dodatku musi unikać ludzkich enklaw. Jedną z enklaw, w której się wychował, oglądamy zresztą na początku filmu. Jest położona na płaskowyżu, poniżej którego przepływają gęste chmury (najniższe stratusy to pułap około 600 metrów, dobrze mówię?), wszelako kiedy się na chwileczkę rozsuną, widać fragment terenu i niewielkie drzewko w takich proporcjach, jakby patrzący znajdowali się na ósmym czy co najwyżej dziesiątym piętrze wieżowca. W dodatku w jednej ze scen bohater zeskakuje na motocyklu z krawędzi płaskowyżu w dół, nie ponosząc najmniejszej szkody. Cała reszta pokazanej w filmie rzeczywistości (cywilizacja ludzka sztucznie pozbawiona wszelkich uczuć) jest równie logiczna i prawdopodobna. Szkoda czasu.
koniec
4 sierpnia 2015

Komentarze

04 VIII 2015   20:17:03

Zgadzam się z Achiką w całej rozciągłości. Ten film jest tak pełen głupot, że człowiek się za głowę łapie, zamiast wzruszać.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o serialach: For All Mankind odc.8: Są rzeczy ważniejsze niż Księżyc
Marcin Osuch

21 I 2020

W poprzednim odcinku bohaterowie serialu zostali w sytuacji praktycznie bez wyjścia. Od strony intrygi było to zrobione bardzo sprawnie. Twórcy kontynuują tę dobrą passę w ósmym epizodzie zatytułowanym „Rozłam”.

więcej »

Zderzenie wizji i osobowości
Marcin Mroziuk

20 I 2020

Cóż z tego, że „Dwóch papieży” ogląda się z przyjemnością, skoro po skończonym seansie okazuje się, że z filmu tego naprawdę niewiele nowego można dowiedzieć się o Benedykcie XVI czy Franciszku i w zasadzie nie do końca wiadomo, po co on w ogóle powstał.

więcej »

East Side Story: „Jeśli chcesz, to skacz!”
Sebastian Chosiński

19 I 2020

Jacy są młodzi, wielkomiejscy Rosjanie? Co siedzi w ich duszach i umysłach? Z jakimi borykają się problemami? Czego pragną i do czego dążą? Ile jest w nich buntu i przeciwko komu lub czemu go kierują? Te – i wiele innych pytań – stawia, a na niektóre nawet stara się odpowiedzieć, Aleksandr Gorczilin w swoim pełnometrażowym fabularnym debiucie zatytułowanym wieloznacznie… „Kwas”.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Wrzesień 2015
— Jarosław Loretz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Szarża mrówczej kawalerii
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wenecja 2014: Sens życia według Roya Anderssona
— Marta Bałaga

Z tego cyklu

Marzec 2018 (2)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Luty 2018 (2)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Luty 2018 (1)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Skazani na śmierć
— Sebastian Chosiński

Krótko o filmach: Ant-Man i Osa
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Trzęsienie ziemi
— Kamil Witek

Społeczeństwo nigdy nie zapomina
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Salt ziemi czarnej
— Konrad Wągrowski

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (4)
— Jakub Gałka

Teraz Polska!
— Urszula Lipińska

Anatomia fascynacji
— Urszula Lipińska

Wrócić do domu
— Tomasz Kujawski

Bezbronni i wyczerpani
— Michał Chaciński

Tegoż autora

Z filmu wyjęte: Śliczne japońskie domki
— Jarosław Loretz

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory
— Jarosław Loretz

Kadr, który… może cię przygnieść
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Światło wiekuiste
— Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Zygzakiem po Neapolu
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (4/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (3/4)
— Jarosław Loretz

Azaliż jestem stróżem brata mego? No nie bardzo, bo mam dopiero 10 lat…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Pożegnania 2019 (2/4)
— Jarosław Loretz

Kadr, który…: Troll żywemu nie przepuści
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.