Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Ryan Coogler
‹Creed. Narodziny legendy›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
65,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCreed. Narodziny legendy
Tytuł oryginalnyCreed
Dystrybutor Forum Film
Data premiery6 stycznia 2016
ReżyseriaRyan Coogler
ZdjęciaMaryse Alberti
Scenariusz
ObsadaSylvester Stallone, Michael B. Jordan, Tessa Thompson, Graham McTavish, Wood Harris, Phylicia Rashad, Ritchie Coster, Stephanie Damiano
MuzykaLudwig Göransson
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiUSA
CyklRocky, Creed
Czas trwania95 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Wyjście z cienia
[Ryan Coogler „Creed. Narodziny legendy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Umówmy się – sequel, reboot czy spin-off to nie są terminy budzące szczególny respekt. Tymczasem siódma już odsłona sagi o Rockym podpada pod każdą z tych trzech definicji. Spróbujcie jednak zlekceważyć „Creeda”, a momentalnie pośle was na deski.

Piotr Dobry

Wyjście z cienia
[Ryan Coogler „Creed. Narodziny legendy” - recenzja]

Umówmy się – sequel, reboot czy spin-off to nie są terminy budzące szczególny respekt. Tymczasem siódma już odsłona sagi o Rockym podpada pod każdą z tych trzech definicji. Spróbujcie jednak zlekceważyć „Creeda”, a momentalnie pośle was na deski.

Ryan Coogler
‹Creed. Narodziny legendy›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
65,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCreed. Narodziny legendy
Tytuł oryginalnyCreed
Dystrybutor Forum Film
Data premiery6 stycznia 2016
ReżyseriaRyan Coogler
ZdjęciaMaryse Alberti
Scenariusz
ObsadaSylvester Stallone, Michael B. Jordan, Tessa Thompson, Graham McTavish, Wood Harris, Phylicia Rashad, Ritchie Coster, Stephanie Damiano
MuzykaLudwig Göransson
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiUSA
CyklRocky, Creed
Czas trwania95 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Pomysł wyjściowy jest nośny i idealnie trafiający w czas. Oto stary Włoski Ogier schodzi z ringu i wskakuje w buty mentora, porzucone rękawice podnosi zaś młody Afroamerykanin, syn Apolla Creeda, uśmierconego przez Ivana Drago w cokolwiek groteskowych okolicznościach w części czwartej.
Nie tylko pokoleniowa, ale i etniczna wymiana bohatera nie stanowi w kinie, czy też w ogóle w popkulturze, żadnego novum – żeby daleko nie szukać, wciąż mamy na ekranach nowe (również, nawiasem, siódme) „Gwiezdne wojny” z analogiczną sytuacją, czyli Hanem Solo w roli sidekicka czarnoskórego Finna. W oczach wielu to dowód na „poprawność polityczną”, co jest oczywistym nonsensem dla każdego, kto uznaje jakiegokolwiek innego protagonistę poza białym heteroseksualnym mężczyzną.
„Creed” wchodzi wręcz w polemikę z tym fałszywym aksjomatem, odsyłając do zgoła przeciwnej teorii o „wielkiej nadziei białych”. Pojęcie ukuto ponad sto lat temu w ramach reakcji zszokowanej opinii publicznej na pierwszego czarnego mistrza świata wagi ciężkiej, Jacka Johnsona. Desperacko szukano wówczas boksera zdolnego „uratować honor białej rasy”. „Biały Człowiek musi być ocalony”, pisał nie kto inny jak Jack London.
Hollywood przejęło te uprzedzenia i pielęgnowało przez dekady, mimo że w międzyczasie czarnoskórzy pięściarze już na dobre zdążyli zdominować boks. Zadziałał swoisty mechanizm wyparcia: podczas gdy Muhammada Alego i Mike’a Tysona honorowano jako najwybitniejszych w historii, młodych Afroamerykanów konsekwentnie zbywano w kwestii własnego bohatera w kulturze popularnej. Musieli zadowolić się właśnie Apollem Creedem, odgrywanym przez charyzmatycznego Carla Weathersa, ale wciąż suplementarnym. W tym kontekście całą serię o Rockym można odczytywać jako akuratną historycznie alegorię stosunków rasowych. Apollo jest najpierw przeciwnikiem Rocky’ego, potem przyjacielem i partnerem w biznesie, ale nigdy nie wychodzi z jego cienia.
„Creed” burzy status quo już samym tytułem. To film powstały na styku trzech wartości: hollywoodzkiego crowd-pleasera, kina niezależnego oraz nowej fali afroamerykańskiego rewizjonizmu. Symboliczne przekazanie pałeczki przez Sylvestra Stallone’a, który schodzi na drugi plan aktorski, ale także po raz pierwszy nie figuruje jako scenarzysta, nie jest jedynie zmianą warty w obrębie cyklu, lecz również odpowiedzią na przemiany demograficzne w Stanach.
Reżyser Ryan Coogler znalazł sposób, by młodego Adonisa Creeda uczynić postacią pasującą zarówno do uniwersum Rocky’ego, jak i do realiów „Fruitvale Station”, swojego głośnego debiutu sprzed trzech lat. Z Oscarem Grantem z tamtego filmu łączy Adonisa nie tylko osoba fantastycznego aktora Michaela B. Jordana, ale cały zestaw kulturowo-społecznych obciążeń, ze samospełniającym się proroctwem na czele.
To dlatego Adonis, świetnie sytuowany „biały kołnierzyk” z Los Angeles, z dnia na dzień porzuca luksusy i próbuje się zbratać z filadelfijską klasą robotniczą, wśród której zyskuje przydomek „Hollywood” (!). Kwestie tożsamościowe pozwalają zresztą na paralelę na poziomie meta – w końcu bądź co bądź uprzywilejowany reżyser ma w ręku niebywale popularną franczyzę, znaczący fragment amerykańskiego folkloru, w ramach którego zawiera „swoje” kino autorskie, podnosi „swoje” tematy (dorastanie bez ojca, agresja środowiskowa, patologiczny system socjalny), a zarazem oddaje cesarzowi co cesarskie.
Będą więc i sentymentalne wspominki, i przebieżka ulicami Filadelfii, i trening z łapaniem kury, i – last but not least – nakręcone z werwą sceny bokserskie. Wszystko to w rytmie hip-hopu przeplatanego z nieśmiertelnymi motywami Billa Contiego w ciekawej aranżacji.
Podobnie do obu światów przynależy wątek romantyczny: Bianca (magnetyczna Tessa Thompson) wspiera Adonisa jak niegdyś Adrian Rocky’ego, a przy tym jest początkującą piosenkarką występującą w klubie, w którym, jak się dowiadujemy, zaczynali The Roots czy John Legend.
Najcenniejsze jednak jest poczucie, że cała ekipa dała z siebie wszystko. Nie ma mowy o odcinaniu kuponów. Stallone nie miał tak dobrego występu od czasu „Cop Land” Mangolda; jego kanoniczny osiłek o gołębim sercu i cielęcym spojrzeniu nabrał z wiekiem oczywistej szlachetności, ale Sly musiał też chyba odstawić botoks, bowiem pierwszy raz na tym etapie kariery wygląda i sprawia wrażenie pogodzonego ze starością. Dobiegający siedemdziesiątki Rocky Balboa jest jak sam film: szczery, empatyczny, ujmująco prostolinijny.
Żywy dowód na to, że kunszt kunsztem, ale w kinie to autentyzm jest na wagę złota.
koniec
15 stycznia 2016

Komentarze

15 I 2016   22:48:50

Murzyn, a nie żaden "Afroamerykanin", panie politycznie poprawny recenzencie.
Ciekawe, jak pan mówi na Murzynów mieszkających w Europie? Afroeuropejczycy?

15 I 2016   23:50:48

Kurczę, za dużo tu rozwodzenia się nt. problemów kina amerykańskiego z czarnoskórymi aktorami, za mało o samym filmie. Ten artykuł powinien się znaleźć w dziale publicystyka.
Ale film obejrzę z pewnością.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Rambo wchodzi jak smok
Sebastian Chosiński

29 XI 2020

To nie jest film, który można uznać za bardzo dobry. Spokojnie da się go przypisać do kina klasy B. A jednak sensacyjny „Rosyjski nalot” Denisa Kriuczkowa, mimo że wszystko jest w nim umowne, ogląda się z zapartym tchem niemal od pierwszej do ostatniej minuty. Jest bowiem pokazaną z przymrużeniem oka opowieścią z pogranicza „Wejścia smoka” i „Wściekłych psów”, a z przykładów nam bliższych – „Fabryki” Jurija Bykowa i „Psów” Władysława Pasikowskiego.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Zanim wybije północ. Ta Północ!
Sebastian Chosiński

25 XI 2020

W Związku Radzieckim istniała tradycja realizacji komedii obyczajowych, których akcja rozgrywała się w okresie noworocznym. Przodował w tym Eldar Riazanow, który praktycznie w każdej dekadzie swojej kariery reżyserskiej dostarczał spragnionym dobrej zabawy widzom jeden taki obraz. W latach 60. był to „Zakręt szczęścia” – opowieść, jak wiele z jego filmów, oparta na autentycznym wydarzeniu.

więcej »

East Side Story: Obłomow naszych czasów
Sebastian Chosiński

22 XI 2020

Irina Waśkowska nie jest postacią w Polsce całkowicie nieznaną; wielbiciele teatru mieli już możliwość poznać jej twórczość. Nie poznali natomiast dotąd sztuki „Rosyjska śmierć”, która w 2018 roku stała się najpierw kanwą tak zatytułowanej krótkometrażówki, a rok później została rozbudowana – jako „Jak Nadia poszła po wódkę” – do pełnego metrażu. W obu przypadkach za reżyserię odpowiadał Władimir Mirzojew.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Wakanda w moim sercu!
— Sebastian Chosiński

Jest gdzieś, lecz nie wiadomo, gdzie…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.