Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ben Wheatley
‹High-Rise›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHigh-Rise
Dystrybutor M2 Films
Data premiery15 kwietnia 2016
ReżyseriaBen Wheatley
ZdjęciaLaurie Rose
Scenariusz
ObsadaTom Hiddleston, Jeremy Irons, Sienna Miller, Luke Evans, Elisabeth Moss, James Purefoy, Keeley Hawes, Dan Renton Skinner
MuzykaClint Mansell
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiWielka Brytania
Czas trwania119 min
Gatunekakcja, dramat, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Przeszłość, która nadejdzie
[Ben Wheatley „High-Rise” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„High-Rise” Bena Wheatleya, jedna z najbardziej wyczekiwanych premier roku, to film niespełniony: intrygujący na powierzchni, ale ledwie prześlizgujący się po tematyce powieści J.G. Ballarda; alegoria, która niestety nudzi – choć jej sens jest aktualny jak nigdy.

Jarosław Robak

Przeszłość, która nadejdzie
[Ben Wheatley „High-Rise” - recenzja]

„High-Rise” Bena Wheatleya, jedna z najbardziej wyczekiwanych premier roku, to film niespełniony: intrygujący na powierzchni, ale ledwie prześlizgujący się po tematyce powieści J.G. Ballarda; alegoria, która niestety nudzi – choć jej sens jest aktualny jak nigdy.

Ben Wheatley
‹High-Rise›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHigh-Rise
Dystrybutor M2 Films
Data premiery15 kwietnia 2016
ReżyseriaBen Wheatley
ZdjęciaLaurie Rose
Scenariusz
ObsadaTom Hiddleston, Jeremy Irons, Sienna Miller, Luke Evans, Elisabeth Moss, James Purefoy, Keeley Hawes, Dan Renton Skinner
MuzykaClint Mansell
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiWielka Brytania
Czas trwania119 min
Gatunekakcja, dramat, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
O tym, że przeniesienie „Wieżowca” J. G. Ballarda na wielki ekran nie może być łatwe, wie każdy, kto zajrzał na pierwszą stronę powieści, na której jeden z bohaterów pałaszuje pieczony udziec owczarka alzackiego. Kto czytał dalej, dowiedział się, że kolejne rozdziały są jeszcze mocniejsze, a owa obiadowa scenka to dość idylliczny obrazek w porównaniu z serią aktów przemocy ogarniętych zbiorową psychozą mieszkańców luksusowego wieżowca. O adaptacji książki Ballarda marzył od lat producent Jeremy Thomas („Ostatni cesarz”), za kamerą miał stanąć Nicholas Roeg („Nie oglądaj się teraz”), jedną z wersji scenariusza przygotował Bruce Robinson („Withnail i ja”). Z tej trójki w czołówce „High-Rise” znalazł się już tylko Thomas – realizacja karkołomnego projektu przypadła jednemu z najciekawszych współczesnych brytyjskich reżyserów, Benowi Wheatleyowi („Lista płatnych zleceń”, „Turyści”), scenariusz zaś podpisała jego stała współpracowniczka, Amy Jump. Efekt jest co najmniej interesujący, niemniej trudno uznać go za kinowe spełnienie.
Opublikowana w 1975 roku powieść opowiada o buncie mieszkańców czterdziestopiętrowego modernistycznego wieżowca, którego architekt – spoglądający na swoje dzieło z wysokości penthouse’u na szczycie budynku – zaplanował przestrzeń, w której lokatorzy realizować mogliby wszystkie swoje potrzeby: na poszczególnych piętrach można znaleźć supermarket, basen, siłownię, salę do gry w squasha. Gdyby nie praca, mieszkańcy właściwie nie musieliby opuszczać terenu osiedla (a z czasem także i to okazuje się niewystarczającym pretekstem). Dlaczego więc w miejscu, które zdaje się stworzone do względnie dostatniego i szczęśliwego życia, dochodzi do zamieszek – i czemu przybierają tak gwałtowny i surrealistyczny kształt? Ballard opisuje drastyczne wydarzenia „na chłodno”, z ciekawością dokumentalisty badającego interesujący gatunek zwierzęcia – zamiast oczywistych odpowiedzi znaleźć można u niego raczej wskazówki, z których marksista wyczyta alegorię walki klas, freudysta obraz konfliktu id (dolnych pięter) z superego (penthouse), a postmodernista bunt przeciw betonowej bryle, w której zaprogramowano dla człowieka każdy rodzaj aktywności.
Wheatleyowi niezupełnie udaje się przenieść tak gęstą substancję na ekran, choć literze powieści pozostaje wierny chyba nieco przesadnie. Twórca „Turystów” najlepiej czuje Ballardowską estetykę – w starannie skomponowanych ujęciach oddaje zimno brutalistycznego wieżowca, ale też fascynację, którą on budzi. Górując – w towarzystwie kilku bliźniaczych budynków – nad okolicą, świadczy o statusie lokatorów i zaprasza do eksploracji kolejnych pięter, oferując możliwości, o których ułożeni mieszczanie z klasy średniej wcześniej tylko fantazjowali. Twórcy nie uwspółcześnili powieściowej stylizacji, zachowując modę i gadżety lat siedemdziesiątych, stąd oglądając „High-Rise” można odnieść wrażenie, że znalazło się kapsułę czasu z minionej epoki. A jednak szybko okazuje się, że pod vintage’ową powierzchnią pulsują napięcia i emocje, które już wcale tak zamierzchłe nie są.
Na pierwszy rzut oka mieszkańcy wieżowca stanowią dość homogeniczną masę – lokatorami są tu głównie przedstawiciele wolnych zawodów: lekarze, prawnicy, dziennikarze, celebryci. Rychło okazuje się, że ta postklasowa zbiorowość „pojedynczych mężczyzn, kobiet i rodzin”, błyskawicznie odtwarza klasowe różnice: najwyższe piętra zajmuje elita z najzasobniejszym portfelem, zaś im bliżej parteru, tym więcej dzieci, kiepskich fryzur, tańszego alkoholu. Nawet plakat z „Che” Guevarą się znajdzie. Podczas gdy na szczycie dekadenckie imprezy wyglądają, jakby ich uczestnicy właśnie wrócili z planu „Barry’ego Lyndona”, najniższe piętra, choć bawią się równie dekadencko, przywiązują mniejszą wagę do dress code’u. Wheatley nie potrafi jednak wytłumaczyć, jak te różnice przekładają się na codzienne funkcjonowanie wieżowca, realne podziały i przywileje, które zaprowadzą mieszkańców do konfrontacji (za to sam początek rewolucji, gdy Wilder, krzepki producent telewizyjny „z dołu”, prowadzi gromadkę dzieci do szturmu na zajęty przez osiedlową arystokrację basen należy do najlepszych scen w filmie). Jeszcze słabiej wypada przedstawienie społecznej regresji mieszkańców budynku, osobliwej inwolucji, w której lokatorzy błyskawicznie przechodzą od nowoczesnych klas i hierarchii do walki plemion skupionych na „swoich” piętrach, kończąc w formach jeszcze bardziej pierwotnych. Czarny humor, który twórcy całkiem umiejętnie wydobywają z tego materiału to za mało, by ten wieżowiec utrzymać w pionie – z każdą kolejną sceną rozsypują się nie tylko społeczne relacje i człowieczeństwo lokatorów, ale też cała filmowa konstrukcja – jest tak, jakby reżyserowi starczyło wyobraźni i narracyjnej werwy na pierwszą godzinę filmu, ale jego drugą połowę kręcił już trochę na kacu, a chaosem przedstawianych wydarzeń chciał usprawiedliwić rozwlekłość i nudę kolejnych ekscesów.
„High-Rise” cierpi też z powodu braku bohatera – Tom Hiddleston w roli lekarza Roberta Lainga ma świetną ekranową prezencję, a jego bohater, zamieszkały na jednym z środkowych pięter, patrzący na wydarzenia w budynku trochę z odrazą, trochę z fascynacją, to ciekawy przykład everymana, który obserwuje powstającą na jego oczach logikę i zamiast buntu wybiera przystosowanie. Jednocześnie przez cały film pozostaje on postacią zbyt enigmatyczną i niedookreśloną, by widz mógł przejąć się jego losem. Co tu też dużo kryć, kiedy do roli everymana wybierasz Toma Hiddlestona, nie znajdziesz wiele osób, które będą mogły się w nim rozpoznać. Luke Evans w roli Wildera i Jeremy Irons jako architekt Anthony Royal są bezbłędnie obsadzeni i wzajemnie skontrastowani, ale zdają się jedynie figurami na szachownicy, których ostateczne zwarcie powoduje wzruszenie ramion. Jeszcze mniej do zagrania mają kobiety – a szkoda, bo zwłaszcza Sienna Miller jest tu intrygująca i rozbudowanie jej roli wcale nie zaszkodziłoby filmowi.
Książkowy „Wieżowiec” odczytuje się czasem jako zapowiedź rządów Margaret Thatcher (ten motyw zostaje zresztą przez Wheatleya zasugerowany): czasów indywidualizmu, zachłyśnięcia się możliwościami, jakie daje nowoczesność – ale też wzrostu społecznych nierówności i podniesienia egoizmu do rangi cnoty. U Ballarda brak solidarności, alienacja i izolacja od wszystkiego, co dalej niż dwa sąsiednie piętra, nieuchronnie prowadzą do erupcji przemocy i zapanowania prawa silniejszego i sprytniejszego. Wheatley bierze z tego kilka sugestywnych obrazów, podkreśla wisielczy humor, dorzuca śliczny cover „S.O.S” Abby w wykonaniu Portishead, ale to trochę za mało by oddać złowrogą wizję, która dziś jest nawet bardziej aktualna niż przed czterdziestu laty.
koniec
18 kwietnia 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Wiedza nie chroni przed naiwnością
Sebastian Chosiński

27 X 2021

Reżyserski debiut Karena Szachnazarowa nie wypada tak rewelacyjnie, jak jego cztery kolejne filmy z lat 80. XX wieku. Ale to nie oznacza, że „Dobrych ludzi” nie warto poznać. To mądry i wiele mówiący o rzeczywistości radzieckiej epoki Leonida Breżniewa komediodramat, który rozgrywa się w środowisku naukowców. Wartością dodaną jest legendarny aktor Gieorgij Burkow, który pojawia się na ekranie w roli głównej.

więcej »

East Side Story: Współczesna baśń w blasku zorzy polarnej
Sebastian Chosiński

24 X 2021

Ten niepozornie rozpoczynający się film okazuje się być jedną z bardziej interesujących produkcji rosyjskich tego roku. Pod ironicznym płaszczykiem „Mleko” Karena Oganesiana skrywa bowiem nadzwyczaj ważne tematy: dla kobiet i mężczyzn, dla dorosłych i nastolatków. Od reżysera i aktorów udział w nim wymagał też niemałej odwagi, ponieważ jego obyczajowa śmiałość niektórych może szokować.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Nie nadeptuj (przyszłemu) teściowi na odcisk!
Sebastian Chosiński

20 X 2021

Reżyserski dorobek Siergieja Sidieliowa jest nadzwyczaj mizerny: zaledwie cztery filmy pełnometrażowe, w tym tylko trzy zrealizowane samodzielnie. Z tych trzech jeden to inscenizacja opery. A mimo to z dwóch pozostałych autor mógł być dumny. Zwłaszcza z komedii „Ulica pełna niespodzianek”, która w drugiej połowie lat 50. i kolejnych dekadach aż do upadku Związku Radzieckiego cieszyła się statusem kultowej.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Żmije
— Jarosław Robak

American Film Festiwal 2018 (1)
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Pretty in Pink
— Jarosław Robak

Szycie wewnętrzne
— Jarosław Robak

Film o filmie tak złym, że aż dobrym
— Jarosław Robak

Czarująca historia miłosna
— Jarosław Robak

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ameryka jak wielki park Disneya
— Jarosław Robak

Duch Ameryki a kwestia rasowa
— Jarosław Robak

NajAmerican Film Festival 2017
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.