Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Bryan Singer
‹X-Men: Apocalypse›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułX-Men: Apocalypse
Dystrybutor Imperial CinePix
Data premiery20 maja 2016
ReżyseriaBryan Singer
ZdjęciaNewton Thomas Sigel
Scenariusz
ObsadaJennifer Lawrence, Michael Fassbender, Evan Peters, Olivia Munn, James McAvoy, Rose Byrne, Oscar Isaac, Sophie Turner
MuzykaJohn Ottman
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiUSA
CyklX-Men
WWW
Gatunekakcja, fantasy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Powszedniość końca świata
[Bryan Singer „X-Men: Apocalypse” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„X-Men: Apocalypse” jest jak kocioł, w którym reżyser Bryan Singer próbuje zmieszać składniki, które smakowały w poprzednich odsłonach serii o mutantach: mamy więc nową drużynę jak z „Pierwszej klasy”, przejmujące dylematy Magneto, przebojowego Quicksilvera kradnącego przedstawienie niczym w „Przeszłości, która nadejdzie”, kilka cytatów z klasycznych komiksów oraz potężnego przeciwnika pragnącego zniszczyć świat jaki znamy. Powstałe danie okazuje się jednak niestrawne – nie wszystkie składniki są pierwszej świeżości i często gryzą się ze sobą, a reżyserowi brakuje talentu, by połączyć je w spójną i emocjonującą całość.

Jarosław Robak

Powszedniość końca świata
[Bryan Singer „X-Men: Apocalypse” - recenzja]

„X-Men: Apocalypse” jest jak kocioł, w którym reżyser Bryan Singer próbuje zmieszać składniki, które smakowały w poprzednich odsłonach serii o mutantach: mamy więc nową drużynę jak z „Pierwszej klasy”, przejmujące dylematy Magneto, przebojowego Quicksilvera kradnącego przedstawienie niczym w „Przeszłości, która nadejdzie”, kilka cytatów z klasycznych komiksów oraz potężnego przeciwnika pragnącego zniszczyć świat jaki znamy. Powstałe danie okazuje się jednak niestrawne – nie wszystkie składniki są pierwszej świeżości i często gryzą się ze sobą, a reżyserowi brakuje talentu, by połączyć je w spójną i emocjonującą całość.

Bryan Singer
‹X-Men: Apocalypse›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułX-Men: Apocalypse
Dystrybutor Imperial CinePix
Data premiery20 maja 2016
ReżyseriaBryan Singer
ZdjęciaNewton Thomas Sigel
Scenariusz
ObsadaJennifer Lawrence, Michael Fassbender, Evan Peters, Olivia Munn, James McAvoy, Rose Byrne, Oscar Isaac, Sophie Turner
MuzykaJohn Ottman
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiUSA
CyklX-Men
WWW
Gatunekakcja, fantasy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Jeszcze kilka dni temu, zapytany o najgorszy film superbohaterski roku nie zastanawiałbym się długo: „Batman v Superman. Świt sprawiedliwości” Zacka Snydera był tak napuszonym, bolesnym dla oczu i uszu widowiskiem, w którym elementy lepszego kina przysłonięte zostały przez nadmiar testosteronu, patos w najgorszym guście i reżyserię ośmiolatka znajdującego szczyt frajdy w zderzaniu ulubionych zabawek, że pierwszy raz w życiu zastanawiałem się, czy przypadkiem Michael Bay nie nakręciłby jakiegoś filmu lepiej (chyba jednak nie). Po obejrzeniu „X-Men: Apocalypse” Bryana Singera już wcale nie byłbym pewien swojej odpowiedzi.
Za wielką zaletę filmów i komiksów „X-Men” uchodzi to, że traktują „o czymś”: ubierając w superbohaterski kostium kwestie tolerancji i lęków jakie budzi odmienność stanowiły popkulturowy refleks opresji mniejszości etnicznych i seksualnych. To metafora o tyle dyskusyjna, że w prawdziwym świecie nie ma powodów, by czarnych, Żydów, homoseksualistów czy muzułmanów bać się bardziej niż białych, heteronormatywnych chrześcijan. Tymczasem w „X-Men” mniejszość mutantów jest z natury o wiele bardziej niebezpieczna niż ludzie pozbawieni genu X: obrażony na ulicy gej najwyżej coś odpyskuje, ale Jean Grey czy Magneto w analogicznej sytuacji są w stanie doprowadzić do małej rzezi (podobne wątpliwości budzić może tegoroczny „Zwierzogród”, oparty na równie ryzykownej alegorii). Metafora trafna czy nie, w najnowszej filmowej odsłonie serii pobrzmiewają zaledwie jej echa – Singer niby nie chce zarzucić jej tak zupełnie (oglądamy na przykład sceny, w których mutantów zmusza się do walk w podziemnych mordowniach), ale woli kierować produkcję w zupełnie inne, „bezpieczniejsze” rejony i opowiedzieć kolejną jednoznaczną historię o walce dobra ze złem. Niestety, powstaje z tego filmowe monstrum, nieustannie wołające o lepszy scenariusz, reżysera z talentem do snucia wielowątkowej narracji i mniej papierowy czarny charakter. Aż trudno uwierzyć, że za „X-Men: Apocalypse” odpowiada ten sam człowiek, który nakręcił kiedyś „Podejrzanych”.
Singer przenosi nas do roku 1983, o dziesięć lat w przód w stosunku do wydarzeń z „Przeszłości, która nadejdzie”: Charles Xavier (James McAvoy) prowadzi szkołę dla „uzdolnionych”, wierząc, że kontrolując swoje zdolności, mogą oni żyć w zgodzie z resztą ludzkości; Magneto (Michael Fassbender) zaszył się w Pruszkowie (sic!), zatrudnił w fabryce i założył rodzinę, a Mystique (Jennifer Lawrence) wyciąga z tarapatów tych mutantów, których ulica potraktowała wyjątkowo brutalnie. Cała trójka oczywiście się spotka, a pretekstem do tego będzie jedno z największych zagrożeń, przed jakimi kiedykolwiek stanęła ludzkość – przynajmniej na papierze, bo na ekranie zapowiedź zagłady nie wypada jakoś szczególnie przerażająco w porównaniu do tego, co w kinie już oglądaliśmy.
Tytułowy Apocalypse, legendarny pierwszy mutant, przez tysiąclecia inspirujący religijne wierzenia rozmaitych kultur, byłby fascynującym przeciwnikiem, gdyby nie to, że w galerii podobnych tyranów, których charakteryzuje jedynie mania zniszczenia świata, wyróżnia go tylko dość kuriozalny image i ciągłe przewracanie oczami (żal patrzeć, gdy aktor tak fenomenalnie grający w różnych rejestrach wrażliwości jak Oscar Isaac, męczy się w okropnie jednowymiarowej roli). Trudno też oprzeć się wrażeniu, że pojawienie się Apocalypse’a jest w kinowej serii przedwczesne – pojedynek z pierwszym, najpotężniejszym z mutantów doskonale nadawałby się na jej konkluzję, ale już jako główny konflikt filmu wprowadzającego nowe postacie (czy raczej nowe wersje bohaterów znanych z pierwszych trzech części „X-Men”) zupełnie się nie sprawdza.
Równie blado wypadają pomagierzy Apocalypse’a – wprawdzie przemykają przez ekran na tyle długo, żeby odgrywający ich aktorzy odebrali czek za angaż, ale są na tyle pozbawieni osobowości, że trudno powiedzieć, dlaczego właściwie chcą obrócić świat w perzynę. Singer zupełnie nie wie, co zrobić z Magneto, tak fascynującym w „Pierwszej klasie”: najpierw umieszcza go w dziwacznym simulakrum Polski Ludowej, w którym jelonki jedzą z ręki córkom robotników, a potem właściwie ignoruje cały rozwój tej postaci, przydając jej telenowelowe motywacje i arbitralnie zmieniając je w ostatnim akcie filmu. Wiem, że Auschwitz stworzyło Magneto jakiego znamy (Signer oczywiście musi zrobić zbliżenie na wytatuowany numer na ręce, przecież mogliśmy zapomnieć o jednej z najważniejszych rzeczy definiujących tę postać), ale czy pytanie „co robił Bóg podczas Holokaustu?” musi być tu zadane właśnie przez niego? Czy w ogóle musi paść w tym filmie? I czy naprawdę kogoś takiego jak Erik Lehnsherr, zwłaszcza w przejmującej interpretacji Michaela Fassbendera, satysfakcjonowałaby odpowiedź „A, wiesz, no, nie było mnie tu, ale jakbym był, to bym pomógł. A teraz chodź, zobacz jak się robi zagładę z prawdziwego zdarzenia”?
Niewiele lepiej prezentuje się nowe pokolenie „dobrych” mutantów – i znów, wina nie leży po stronie aktorów. Ci wypadają wcale nieźle, zwłaszcza śliczna Sophie Turner umie obdarzyć młodą Jean Grey kruchością, ale i niejasnym przeczuciem drzemiącej w niej mocy, równie wielkiej, co zdolnej sprowadzić na świat kolejną katastrofę. Singera nie interesuje jednak charakterystyka postaci. Zamiast tego woli od czapy dorzucić cytat z „Broni X” – paru nerdów pewnie doceni, w końcu i tak ten komiks zostaje potraktowany tu lepiej niż w „Wolverine: Genezie”, ale należałoby się raczej zastanowić, czy cała ta sekwencja służy czemuś więcej niż zajawieniu nadchodzącego filmu o Loganie i czy nie można było przeznaczyć tych minut na pogłębienie relacji między bohaterami, o których „Apocalypse” naprawdę traktuje.
Starsza gwardia nie ma się lepiej – po prostu dowiadujemy się jak profesor X stracił włosy i raz na zawsze porzucamy nadzieję, że Mystique w wykonaniu Jennifer Lawrence okaże się kiedyś kimś ciekawszym niż niebieską kalką Katniss Everdeen z „Igrzysk śmierci”. Przywracając dla serii Moirę McTaggert, agentkę CIA i ukochaną profesora X, Singer i Kinberg jakby nie zauważyli, że od wydarzeń z „Pierwszej klasy” minęło dwadzieścia lat – ja oczywiście kupuję, że ktoś o urodzie Rose Byrne będzie piękny i za kolejnych dwadzieścia, ale już trudno mi uwierzyć, że po tak długim czasie kariera tej postaci w agencji nie posunęła się do przodu ani o krok.
Największy kłopot z filmem Singera – a jest to choroba, która dotknęła też „Batman v Superman” – to zbyt wysoka stawka. Bez przerwy i śmiertelnie poważnie mówi się tu o końcu świata, niemal wszyscy bohaterowie dostają okazję, by łkać jak dzieci, ale trudno wyczuć ten dramat z ekranu (jaką ulgą jest tu kolejna po „Przeszłości, która nadejdzie” dynamiczna i zabawna scena akcji z udziałem Quicksilvera – szkoda tylko, że gdy już następuje niemożliwym jest traktowanie późniejszych wydarzeń na serio). Wizja apokalipsy to zawsze pole do popisu dla wyobraźni twórcy, ale ani efekty specjalne w filmie nie powalają, ani obrazy skonstruowane przy ich pomocy nie pozostają w pamięci. Finałowa, przydługa rozwałka w Kairze jest kulminacją równie beznamiętną, co ostatni akt filmu Snydera, a jeśli ogląda się ją odrobinę lepiej, to tylko dlatego, że zamiast tonąć w ciemnościach, w palecie kolorystycznej dominują różne odcienie szarości – tło trochę bardziej przyjazne dla oczu. Choć niby idzie tu o życie miliardów – a i sam Kair to też całkiem ludne miasto – zwykli ludzie padający ofiarą terroru Apocalypse’a właściwie nie pojawiają się w wieńczących produkcję scenach akcji; pojedynek o losy Ziemi wygląda raczej na awanturę w rodzinie, w którym bohaterowie okładają się supermocami. Nie ma groźby, by świat w „X-Men” skończył się hukiem, ani nawet skomleniem – pozostaje ledwie wzruszenie ramion.
koniec
30 maja 2016

Komentarze

30 V 2016   11:19:05

"simulakrum Polski Ludowej, w którym jelonki jedzą z ręki córkom robotników" --> Nie córkom robotników, tylko córce Magneto. Jej moc "dogadywania się" ze zwierzętami jest jednoznacznie i ewidentnie przedstawiona, więc podawanie tej sceny za przykład nieprawdziwego czy wręcz śmiesznego wizerunku PRL jest błędem. Jeśli już mamy dawać takie przykłady, to raczej należało wspomnieć o pracownikach polskiej huty lat '80-ych (właśnie huty, nie żadnej fabryki), którzy najwyraźniej znają doskonale język angielski.

"w prawdziwym świecie nie ma powodów, by (...) muzułmanów bać się bardziej niż (...) chrześcijan"
Taaaaa?

30 V 2016   21:43:11

"Trudno też oprzeć się wrażeniu, że pojawienie się Apocalypse’a jest w kinowej serii przedwczesne – pojedynek z pierwszym, najpotężniejszym z mutantów doskonale nadawałby się na jej konkluzję"

Przedwczesne? To zakończenie drugiej trylogii, w sumie 8 film z tego uniwersum. Po ilu częściach można by wobec tego pokazać Apocalypsa? Po 15?

30 V 2016   21:57:44

"w prawdziwym świecie nie ma powodów, by czarnych, Żydów, homoseksualistów czy muzułmanów bać się bardziej niż białych, heteronormatywnych chrześcijan."

Moim zdanie heteronormatywni chrzescijanie są jednak o wiele bardziej niebezpieczni od muzułmanów. Ten ich barbarzyński zwyczaj podkładania bomb gdzie się tylko da... Coś okropnego.

31 V 2016   11:47:53

@Rory
"w sumie 8 film z tego uniwersum" --> Dziewiąty, "Deadpool" też jest zaliczany do serii. Ewentualnie pierwszy "Wolverine", bo nie wiem konkretnie, który film odrzuciłeś ;)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Nie nadeptuj (przyszłemu) teściowi na odcisk!
Sebastian Chosiński

20 X 2021

Reżyserski dorobek Siergieja Sidieliowa jest nadzwyczaj mizerny: zaledwie cztery filmy pełnometrażowe, w tym tylko trzy zrealizowane samodzielnie. Z tych trzech jeden to inscenizacja opery. A mimo to z dwóch pozostałych autor mógł być dumny. Zwłaszcza z komedii „Ulica pełna niespodzianek”, która w drugiej połowie lat 50. i kolejnych dekadach aż do upadku Związku Radzieckiego cieszyła się statusem kultowej.

więcej »

East Side Story: Miłość i rewolucja na lodzie
Sebastian Chosiński

17 X 2021

Polski dystrybutor nie byłby sobą, gdyby wprowadzając ten film do oferty Netflixa, nie zmienił jego tytułu. Zamiast oryginalnych (w podwójnym tego słowa znaczeniu) „Srebrnych łyżew” mamy komercyjnie brzmiący „Zimowy romans”. I chociaż wszystko – w teorii – się zgadza, to jednak film Michaiła Łokszyna nie zasługuje na to, by postrzegać go jedynie w kategoriach obrazu miłosnego.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: O jeden ząb za daleko
Sebastian Chosiński

13 X 2021

W normalnym kraju człowiek z trzydziestoma trzema zębami wybrałby się do dentysty i poprosił go o usunięcie nadmiarowego trzonowca (kła albo siekacza). W Związku Radzieckim ktoś taki mógł stać się sensacją naukową i celebrytą. Przynajmniej tak to sobie wyobrażał Gieorgij Danielija, który na podstawie tych domysłów zbudował oś fabularną „nienaukowo-fantastycznej” (jak poinformowano w napisach) komedii… „Trzydzieści trzy”.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Remanent filmowy 2016
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Freddie i jego koty
— Sebastian Chosiński

Killer Queen
— Piotr Nyga

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (1)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady

O mutancie, który skakał przez czas
— Konrad Wągrowski

Jednooki, jednoręki
— Marcin T. P. Łuczyński

Mutanci kwitną
— Eryk Remiezowicz

Mutanci są wśród nas
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Żmije
— Jarosław Robak

American Film Festiwal 2018 (1)
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Pretty in Pink
— Jarosław Robak

Szycie wewnętrzne
— Jarosław Robak

Film o filmie tak złym, że aż dobrym
— Jarosław Robak

Czarująca historia miłosna
— Jarosław Robak

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ameryka jak wielki park Disneya
— Jarosław Robak

Duch Ameryki a kwestia rasowa
— Jarosław Robak

NajAmerican Film Festival 2017
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.