Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Paul Feig
‹Ghostbusters. Pogromcy duchów›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGhostbusters. Pogromcy duchów
Tytuł oryginalnyGhostbusters
Dystrybutor UIP
Data premiery15 lipca 2016
ReżyseriaPaul Feig
ZdjęciaRobert D. Yeoman
Scenariusz
ObsadaMelissa McCarthy, Chris Hemsworth, Kristen Wiig, Bill Murray, Kate McKinnon, Sigourney Weaver, Elizabeth Perkins, Andy Garcia
MuzykaTheodore Shapiro
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiUSA
WWW
Gatunekakcja, komedia, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Bez życia
[Paul Feig „Ghostbusters. Pogromcy duchów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Problemem „Ghostbusters. Pogromców duchów” nie jest nadmiar estrogenu: kobiety ganiają za złośliwymi duchami równie przekonująco, co mężczyźni. Niestety, komedia Paula Feiga okazuje się nieświeżym towarem poddanym nieprzekonującemu liftingowi – kolejną nową wersją niewolniczo przywiązaną do starej formuły, pozbawioną własnego charakteru.

Jarosław Robak

Bez życia
[Paul Feig „Ghostbusters. Pogromcy duchów” - recenzja]

Problemem „Ghostbusters. Pogromców duchów” nie jest nadmiar estrogenu: kobiety ganiają za złośliwymi duchami równie przekonująco, co mężczyźni. Niestety, komedia Paula Feiga okazuje się nieświeżym towarem poddanym nieprzekonującemu liftingowi – kolejną nową wersją niewolniczo przywiązaną do starej formuły, pozbawioną własnego charakteru.

Paul Feig
‹Ghostbusters. Pogromcy duchów›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGhostbusters. Pogromcy duchów
Tytuł oryginalnyGhostbusters
Dystrybutor UIP
Data premiery15 lipca 2016
ReżyseriaPaul Feig
ZdjęciaRobert D. Yeoman
Scenariusz
ObsadaMelissa McCarthy, Chris Hemsworth, Kristen Wiig, Bill Murray, Kate McKinnon, Sigourney Weaver, Elizabeth Perkins, Andy Garcia
MuzykaTheodore Shapiro
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiUSA
WWW
Gatunekakcja, komedia, SF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Kiedy tylko ogłoszono, że w nowej wersji „Pogromców duchów” żeńska obsada zastąpi starych bohaterów, w internecie wybiło mizoginistyczne szambo, którego odór przebił nawet rasistowską reakcję wielu fanów „Gwiezdnych Wojen” na czarnego szturmowca w „Przebudzeniu Mocy”. Kobiety z miotaczami cząsteczek rzekomo miały zrujnować bezcenne wspomnienia z dzieciństwa, gdy to Bill Murray, Harold Ramis, Dan Aykroyd i Ernie Hudson rozprawiali się ze zjawiskami nadprzyrodzonymi straszącymi nowojorczyków w jednej z najbardziej kultowych komedii lat osiemdziesiątych. Tymczasem wystarczyłoby wrócić po latach do filmu Reitmana i okazałoby się, że wcale on taki zabawny; w dodatku obciążony ładunkiem seksizmu, który może nie przeszkadzał trzydzieści lat temu (a i pewnie późniejszym ośmiolatkom, oglądającym „Pogromców” po raz pierwszy w telewizji lub na wideo), ale w XXI wieku, przy całym sentymencie do oryginału, powoduje jednak spory dyskomfort. Z tej perspektywy powierzenie głównych ról w reboocie kobietom – skądinąd znakomitym aktorkom komediowym – jawić się powinno raczej jako dziejowa sprawiedliwość.
Bardziej uzasadnione wątpliwości pojawiły się przy okazji kolejnych zwiastunów, w których trudno dopatrzeć się było odkrywczej fabuły i udanych żartów, a warstwie wizualnej i efektom specjalnym niebezpiecznie blisko było do kiepskich gier komputerowych. Teraz, gdy „Ghostbusters. Pogromców duchów” obejrzeć można w kinach (swoją drogą, ciekawe czemu polski dystrybutor nie przetłumaczył tytułu na „Pogromczynie duchów”), widać, że o ile obawy co do szkodliwości estrogenu były zupełnie bezzasadne, o tyle film Paula Feiga cierpi na tyle innych poważnych przypadłości, że trudno ostatecznie uznać go za udany.
Zaczyna się jednak znakomicie – gdy przewodnik wycieczki (bezbłędny Zach Woods z „Doliny Krzemowej”) po dziewiętnastowiecznej posiadłości pewnego arystokraty opowiada o jej luksusowym wyposażeniu, w którego skład wchodziły m.in. bidet do twarzy i ogrodzenie przeciw Irlandczykom, można uwierzyć, że ktoś tu jednak się wysilił i napisał kilka niezłych scen i linijek dialogowych. Niestety, podobnie zabawnych momentów jest w filmie bardzo niewiele. Wina w tym głównie marnego scenariusza, który, po błyskotliwym początku, bez większej finezji zaczyna recykling pomysłów z oryginału z 1984 roku, ślepo wierząc, że vis comica i umiejętność improwizacji Kristen Wiig, Melissy McCarthy, Kate McKinnon i Leslie Jones wystarczą dla odświeżenia starej formuły.
Szybko orientujemy się, że choć płeć bohaterów uległa zmianie w stosunku do produkcji Reitmana, to nowe postacie charakterami zostały obdzielone bardzo podobnie co „starzy” pogromcy. Wiig wnosi do filmu sceptycyzm Billa Murraya, McCarthy cielęcy entuzjazm Dana Aykroyda, McKinnon, tak jak wcześniej Harold Ramis, gra nerda, którego naukowego żargonu nikt nie rozumie (ma za to szaloną fryzurę, jakby jej palec wiecznie tkwił w gniazdku elektrycznym). Wyjątkiem jest tu Leslie Jones, która, w przeciwieństwie do Erniego Hudsona, nie jest jedynie „elementem etnicznym”, bez którego „Pogromcy” swobodnie by się obyli (i którego po latach mało kto będzie pamiętać) – jej bohaterka, eks-pracownica nowojorskiego metra znająca historię miasta na wyrywki, stanowi esencjalną część nowego składu, a charyzma i ekranowa prezencja komiczki sprawiają, że częstokroć to jej udaje się rozbawiać najskuteczniej.
Niewiele nowego oferuje też sama fabuła: bohaterki tracą pracę na uniwersytecie, bo świat akademicki nie chce być kojarzony z dziwakami zajmującymi się zjawiskami paranormalnymi; zakładają prywatną działalność gospodarczą i niecierpliwie czekają na pierwszych klientów (którzy jakimś cudem nie walą drzwiami i oknami). W końcu okazuje się, że Nowy Jork jednak potrzebuje pogromców, bo niezbyt przyjaźnie nastawione istoty z innego wymiaru zamierzają zatrzymać się w mieście na dłużej. Największe pretensje do Feiga (i jego współscenarzystki, Katie Dipold) można mieć właśnie o to, że zamiana płci bohaterów to jedyny oryginalny pomysł na reboot – a i tak zupełnie niewygrany w filmie. Na dobrą sprawę wystarczyłoby kilka kosmetycznych poprawek w scenariuszu i w główne role z powodzeniem mogliby wcielić się mężczyźni.
„Pogromczynie” opowiedziane są bez pasji, odhaczają kolejne punkty obecne w filmie Reitmana, ale same nie wnoszą wiele nowej jakości – nie ma tu scen, do których będzie się wracać po seansie. Komedia Feiga jest kolejnym – po „Terminatorze: Genisys”, „Jurassic World”, czy nawet „Przebudzeniu Mocy” – przykładem przesadnego przywiązania do pamiętnego oryginału. Tak jakby ponowne opowiedzenie dokładnie tej samej historii miało gwarantować, że widzowie pokochają nową wersję równie mocno jak ulubione produkcje sprzed lat. To nie będzie przypadek „Ghostbusters. Pogromców duchów”, którym odważniejsze poprzestawianie starych klocków wyszłoby tylko na zdrowie.
Humor dawnych „Pogromców” nie należał do zbyt wyszukanych, ale i tak broni się lepiej niż większość żartów z nowej wersji: oczywiście, jeśli masz na planie tak uznane komediowe aktorki, od czasu do czasu coś musi zagrać (obok Jones wyróżnić należy kreskówkową rolę McKinnon), ale niestety średni poziom dowcipu wyznaczany jest tu przez powracającą stanowczo zbyt wiele razy skargę Melissy McCarthy dotyczącą zawartości wontonów w chińskiej zupie. Chwilowych przebłysków dostarcza Chris Hemsworth obsadzony w roli Kevina, bosko przystojnej, acz niezbyt rozgarniętej sekretarki bohaterek – wydaje się jednak, że nawet ten pomysł lepiej wyglądał na papierze (choć niestosowne umizgi granej przez Wiig Erin Gilbert do podwładnego miło kojarzą się z rolą, jaką aktorka odgrywała w skeczach „Around the Town” z „Saturday Night Live”). Epizody gwiazd filmów Reitmana, które powinny pełnić rolę wisienek na torcie, też sprawiają wrażenie przypadkowych i wysilonych. Cover słynnej piosenki Raya Parkera Jr. w wykonaniu Fall Out Boy i Missy Elliot chciałbym jak najszybciej wymazać z pamięci. O tym, że oglądamy produkcję, która, mimo wszystko, nominalnie jest komedią, najłatwiej zapomnieć w ostatnim akcie – bałaganiarskim, przeładowanym akcją, pełnym komputerowych efektów, ale pozbawionym wdzięku.
W „Zombielandzie” Rubena Fleischera jest cała sekwencja stanowiąca hołd dla „Pogromców duchów” – po włamaniu do domu Billa Murraya podekscytowany bohater nakłania małolatę, która o istnieniu aktora nigdy nie słyszała, do obejrzenia komedii Reitmana. Gdy za ćwierć wieku nakręcą reboot „Zombielandu” i dokonają genderowej podmianki, kto wie, może nowi bohaterowie włamią się do domu Kristen Wiig. Jeśli jednak będą chcieli obejrzeć którąś z kultowych ról aktorki, pomyślą raczej o „Druhnach” niż o „Ghostbusters”. I to będzie dużo lepszy wybór.
koniec
18 lipca 2016

Komentarze

19 VII 2016   15:45:24

A czy to prawda, że wszyscy, ale to wszyscy mężczyźni w filmie to albo złoczyńcy albo idioci? Czytałem tę opinię już kilka razy w anglojęzycznej sieci...

20 VII 2016   15:50:12

Jaka miła recenzja. W atmosferze miłości i całkowitej poprawności.
Jak się okazuje wszyscy, łącznie ze mną, którzy są przywiązani do "seksistowskiego" oryginału swoimi uwagami "wybili w mizoginicznym szambie".
Obawiam się, że gdyby wbrew "dziejowej sprawiedliwości" w filmie zagrali po raz kolejny Murray i spółka całość wypadła by lepiej.
I chyba wystarczyło napisać, że to zły film jest a nie bawić się w przemycanie ideologii Panie Robak.

20 VII 2016   22:08:31

Autor cierpi chyba na tę samą chorobę (lewicowość), co niejaki pan Dobry, może to jego alter ego, bo i styl pisania recenzji podobny...

22 VII 2016   10:21:33

O, i to właśnie przykłady tego, co wybija.

22 VII 2016   21:21:04

Tacy już jesteśmy, brzydko nienowocześni. W ramach pokuty posypmy wszyscy głowy popiołem, wszak nie wolno krytykować postępowych recenzentów...

22 VII 2016   21:52:23

Swoją drogą ciekawe skąd ten najazd kuców na Esensję. Kiedyś można było być rasistą czy mizoginem, ale przynajmniej mało kto się tym chwalił.

22 VII 2016   22:23:55

Dziwne, nie? Przecież wszyscy ludzie powinni myśleć to samo i tak samo, a jakoś nie chcą. Co się dzieje z tym światem?

27 VII 2016   16:05:52

film ma kilka niedoróbek, ale... byłem na nim z córką i pewnie wyniesie z niego przekonanie, że dziewczyny też mogą pracować na uniwersytecie, pisać książki, walczyć z duchami, uratować świat i patrzeć z góry na zidiociałych facetów. i nie trzeba być feministą, żeby właśnie tego życzyć tego córce. a więc film jedynie przywoity, za to ważny.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Wiedza nie chroni przed naiwnością
Sebastian Chosiński

27 X 2021

Reżyserski debiut Karena Szachnazarowa nie wypada tak rewelacyjnie, jak jego cztery kolejne filmy z lat 80. XX wieku. Ale to nie oznacza, że „Dobrych ludzi” nie warto poznać. To mądry i wiele mówiący o rzeczywistości radzieckiej epoki Leonida Breżniewa komediodramat, który rozgrywa się w środowisku naukowców. Wartością dodaną jest legendarny aktor Gieorgij Burkow, który pojawia się na ekranie w roli głównej.

więcej »

East Side Story: Współczesna baśń w blasku zorzy polarnej
Sebastian Chosiński

24 X 2021

Ten niepozornie rozpoczynający się film okazuje się być jedną z bardziej interesujących produkcji rosyjskich tego roku. Pod ironicznym płaszczykiem „Mleko” Karena Oganesiana skrywa bowiem nadzwyczaj ważne tematy: dla kobiet i mężczyzn, dla dorosłych i nastolatków. Od reżysera i aktorów udział w nim wymagał też niemałej odwagi, ponieważ jego obyczajowa śmiałość niektórych może szokować.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Nie nadeptuj (przyszłemu) teściowi na odcisk!
Sebastian Chosiński

20 X 2021

Reżyserski dorobek Siergieja Sidieliowa jest nadzwyczaj mizerny: zaledwie cztery filmy pełnometrażowe, w tym tylko trzy zrealizowane samodzielnie. Z tych trzech jeden to inscenizacja opery. A mimo to z dwóch pozostałych autor mógł być dumny. Zwłaszcza z komedii „Ulica pełna niespodzianek”, która w drugiej połowie lat 50. i kolejnych dekadach aż do upadku Związku Radzieckiego cieszyła się statusem kultowej.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Grudzień 2016 (1)
— Jarosław Loretz

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Grudzień 2016 (1)
— Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Joanna Pienio, Agnieszka Szady, Kamil Witek

Perturbacje damsko-damskie
— Joanna Pienio

Tegoż autora

Żmije
— Jarosław Robak

American Film Festiwal 2018 (1)
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Pretty in Pink
— Jarosław Robak

Szycie wewnętrzne
— Jarosław Robak

Film o filmie tak złym, że aż dobrym
— Jarosław Robak

Czarująca historia miłosna
— Jarosław Robak

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ameryka jak wielki park Disneya
— Jarosław Robak

Duch Ameryki a kwestia rasowa
— Jarosław Robak

NajAmerican Film Festival 2017
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.