Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Yachun Dong, Nikita Michałkow
‹Balet w płomieniu wojny›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBalet w płomieniu wojny
Tytuł oryginalnyБалет в пламени войны [Zhan huo zhong de ba lei]
Data premiery22 maja 2015
ReżyseriaYachun Dong, Nikita Michałkow
ZdjęciaLijun Jiang
Scenariusz
ObsadaShuci Cao, Jegor Korieszkow, Natalia Surkowa, Yuan Du, Jin Chen, Zhibing Liu, Shigeo Kobayashi
MuzykaLei Lei
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiChiny, Japonia, Rosja
Czas trwania96 minut
Gatunekmelodramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

East Side Story: Miłość w barwach żółto-czerwonych
[Yachun Dong, Nikita Michałkow „Balet w płomieniu wojny” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Ostatnie lata zdecydowanie nie należą do najszczęśliwszych dla Nikity Michałkowa. Filmy kręcone przez słynnego reżysera w ojczyźnie uginają się pod ciężarem propagandowego patriotyzmu. Mogło się więc wydawać, że na dobre wyjdzie mu podróż do Chin. Niestety, „Balet w płomieniu wojny” to dzieło równie kuriozalne. Acha! oficjalnie jako autor obrazu podpisany jest Chińczyk Yachun Dong, ale tajemnicą poliszynela jest, że spory wpływ na jego kształt miał Michałkow (oficjalnie występujący jako „art director”).

Sebastian Chosiński

East Side Story: Miłość w barwach żółto-czerwonych
[Yachun Dong, Nikita Michałkow „Balet w płomieniu wojny” - recenzja]

Ostatnie lata zdecydowanie nie należą do najszczęśliwszych dla Nikity Michałkowa. Filmy kręcone przez słynnego reżysera w ojczyźnie uginają się pod ciężarem propagandowego patriotyzmu. Mogło się więc wydawać, że na dobre wyjdzie mu podróż do Chin. Niestety, „Balet w płomieniu wojny” to dzieło równie kuriozalne. Acha! oficjalnie jako autor obrazu podpisany jest Chińczyk Yachun Dong, ale tajemnicą poliszynela jest, że spory wpływ na jego kształt miał Michałkow (oficjalnie występujący jako „art director”).

Yachun Dong, Nikita Michałkow
‹Balet w płomieniu wojny›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBalet w płomieniu wojny
Tytuł oryginalnyБалет в пламени войны [Zhan huo zhong de ba lei]
Data premiery22 maja 2015
ReżyseriaYachun Dong, Nikita Michałkow
ZdjęciaLijun Jiang
Scenariusz
ObsadaShuci Cao, Jegor Korieszkow, Natalia Surkowa, Yuan Du, Jin Chen, Zhibing Liu, Shigeo Kobayashi
MuzykaLei Lei
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiChiny, Japonia, Rosja
Czas trwania96 minut
Gatunekmelodramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Początki kontaktów kinematografii chińskiej i rosyjskiej (a wcześniej radzieckiej) datują się na lata krótko po zakończeniu drugiej wojny światowej, choć nigdy nie były tak rozwinięte, jak mogłoby to wynikać z racji sąsiedztwa i porozumienia ideologicznego (pamiętajmy jednak, że Mao Tse-tung przez lata dystansował się od polityki prowadzonej chociażby przez Nikitę Chruszczowa). Po upadku ZSRR uległy jeszcze większemu rozluźnieniu. Od czasu do czasu jednak filmowcy rosyjscy korzystają z usług producentów Państwa Środka, jak chociażby podczas pracy nad serialową (dwudziestoodcinkową) adaptacją powieści Borisa Wasiljewa „Tak tu cicho o zmierzchu”, pod którą jako reżyser podpisał się niejaki Mao Veynin (w 2005 roku). Równo dziesięć lat później do Chin wybrał się natomiast Nikita Michałkow, aby wspomóc mało doświadczonego Yachun Donga – twórcę nakręconego do spółki z Songiem Yemingiem dramatu wojennego „Pierwszego sierpnia” (2010) – w realizacji „Baletu w płomieniu wojny”. Oficjalnie pełnił przy nim jedynie funkcję dyrektora artystycznego, ale w rzeczywistości był współreżyserem dzieła. Choć można podejrzewać, że jakoś specjalnie chwalić się tym nie będzie…
Producenci chińscy wyłożyli na „Balet…” 5,5 miliona dolarów. Zdjęcia trwały dwa miesiące, a plan zlokalizowano w miasteczku Hengdaohezi w prowincji Heilongjiang na północnym- wschodzie Chin (w czasie wojny był to obszar marionetkowego, kolaborującego z Japończykami, państewka Mandżukuo). Wybudowano tam stylizowane na lata 40. XX wieku dwie ulice, tunel kolejowy oraz gospodę, która była jednym z głównych miejsc akcji. Praca nie należała do łatwych; w niektóre zimowe dni temperatura spadała bowiem do minus trzydziestu stopni Celsjusza. Po raz pierwszy obraz Donga i Michałkowa zaprezentowano w maju ubiegłego roku w Moskwie podczas Festiwalu Filmów Chińskich; miesiąc później pokazano go podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Szangchaju, a po dwóch kolejnych trafił do dystrybucji kinowej – niestety (a może to i lepiej?), jak dotąd, tylko w Chinach.
Akcja filmu rozgrywa się w ciągu kilku miesięcy 1945 roku w miasteczku na dalekiej północy Chin, w pobliżu granicy ze Związkiem Radzieckim. Obszar ten okupuje japońska Armia Kwantuńska. Dla żołnierzy z Kraju Kwitnącej Wiśni to nie był najgorszy okres; Cesarstwo nie znajdowało się – do lata 1945 roku – w stanie wojny z Krajem Rad, więc jedyne zadania, jakie spoczywały na okupantach, to strzeżenie granicy i trzymanie w posłuchu miejscowej ludności. Dopiero po konferencji jałtańskiej, gdzie podjęto decyzję o przystąpieniu ZSRR do wojny z Japonią, sytuacja zaczęła się stopniowo zmieniać. Armia Czerwona rozpoczęła przerzucanie na drugą stronę granicy zwiadowców, którzy mieli spenetrować teren i zebrać informacje na temat liczebności wroga. Jednym z nich jest młody kapitan (rodem z Leningradu) Andriej Suponiew. W czasie prowadzenia rozpoznania został zdekonspirowany, a uciekając – ranny. Wydostał się jednak z pułapki i znalazł schronienie w drewutni. To właśnie tam, słysząc jęki, znajduje go nastoletnia Erer.
Dziewczyna pochodzi z biednej rodziny, dlatego od najmłodszych lat pomaga rodzicom, zarabiając na utrzymanie domu. Pracuje w gospodzie, którą prowadzi Rosjanka, ciocia Luba, była balerina baletu leningradzkiego, która swoimi opowieściami zaszczepiła w młodej Chince miłość do tej dziedziny sztuki. W wolnym chwilach uczy ją zresztą tańczyć. Znalazłszy Andrieja, Erer zabiera go do domu; rodzice dziewczyny ukrywają krasnoarmiejca w piwnicy, aż wreszcie dochodzi do zdrowia na tyle, że z pomocą chińskiego kolejarza komunisty może opuścić miasto i wrócić do swoich. Suponiew odchodzi bez słowa pożegnania, ale zostawia zakochanej w nim nastolatce list i medalion z pozytywką – po jego otwarciu słychać dźwięki z „Jeziora łabędziego” Piotra Czajkowskiego, widać też zdjęcie tańczącej kobiety. Erer nie umie czytać po rosyjsku, biegnie więc do cioci Luby z prośbą o przetłumaczenie. Pokazuje jej również pozytywkę i wtedy okazuje się… Domyślacie się już ciągu dalszego? Że niby niemożliwe? Skądże! Skoro Janek Kos z „Czterech pancernych i psa” mógł z Gdańska trafić do Kraju Ałtajskiego, to i los Andrieja i Luby wcale nie wydaje się taki fantastyczny.
Kilka miesięcy później, wypełniając obietnice złożone w Jałcie, Józef Stalin wysyła Armię Czerwoną przeciwko Japończykom – 9 sierpnia 1945 roku rozpoczyna się tak zwana operacja kwantuńska. Suponiew wraca do miasteczka, w którym mieszka Erer, tym razem jednak jako dowódca oddziału. Co dzieje się dalej? To też nie jest jakoś szczególnie trudne do przewidzenia. W każdym razie robi się bardzo sentymentalnie. I to chyba największy grzech „Baletu…”. Całkiem intrygująca historia wojenna (z domieszką szpiegowskiej sensacji) ginie bowiem rozmyta w melodramatycznym banale. Nagle wszyscy zaczynają wzdychać, „ochać” i „achać”; miłość wylewa się nawet z żołnierskich sapogów Andrieja, który jakby zapomniał o tym, że Erer w zasadzie jest jeszcze dzieckiem. Jakby tego było mało, reżyserzy nasycają film masą symboli; w sposób typowy dla chińskiego kina historycznego nieprawdopodobnie rozciągają też narrację. Efekt jest taki, że od chwili, kiedy fabuła powinna dostać kopa (wkroczenie Armii Czerwonej), zaczyna wiać nudą.
Drażnią także stereotypy w przedstawieniu postaci: Chińczycy i Rosjanie są szlachetni i bohaterscy, za to żołnierze japońscy to prawdziwe bestie, mordujący bez pamiętania – nieważne, wrogów czy swoich. Oczywiście nie chodzi o to, aby po latach relatywizować zbrodnie – wszak okupacja japońska Chin była bardzo okrutna – ale żeby nie znalazł się choć jeden w miarę przyzwoity bądź targany wyrzutami sumienia Japończyk – to już duża przesada. Być może wzięło się to z braku doświadczenia scenarzysty Tian Honga, ale przecież Nikita Michałkow mógł mu chyba służyć w tej dziedzinie radą. Poza autorem fabuły debiutantami byli również operator Lijun Jiang oraz kompozytorka Lei Lei. Po raz pierwszy na planie filmowym pojawiła się także baletnica Shuci Cao, która wcieliła się w Erer. Nieporównywalnie bardziej znani są aktorzy rosyjscy, którzy pojawili się w „Balecie…”: Jegor Korieszkow („Podróż zimowa”, „Jeszcze jeden rok”, „Bracia Cz.”), czyli filmowy Andriej, oraz Natalia Surkowa („Dureń”, „Udar słoneczny”, „Rozwód na własne życzenie”) jako ciocia Luba. W paskudnego wojskowego naczelnika stacji kolejowej wcielił się natomiast japoński aktor Shigeo Kobayashi, znany między innymi z „Kwiatów wojny” (2011).
koniec
31 lipca 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Marzenia nie do spełnienia
Sebastian Chosiński

14 VIII 2019

Wasilij Szukszyn jak mało który z twórców radzieckich potrafił wejść w skórę zwykłego człowieka, często przetrąconego przez los i pozbawionego perspektyw, ale nie tracącego nadziei na poprawę swej marnej egzystencji. O tym właśnie chciał opowiedzieć w jednym ze swoich kolejnych filmów – „Wezwij mnie w świetlistą dal”. Zanim jednak doszło do jego realizacji, aktor i reżyser zmarł. Projekt doprowadzili do końca jego przyjaciele – Stanisław Liubszyn i Gierman Ławrow.

więcej »

Szalone lata 60.
Piotr Nyga

12 VIII 2019

O tym, że Quentin Tarantino kocha kino i potrafi brawurowo łamać reguły gatunkowe, wiemy nie od dziś. Wystarczy przytoczyć jego wzorowany na b-klasowych filmach sensacyjnych z epoki VHS nakręcony wspólnie z Robertem Rodriguezem dyptyk „Grindhouse”, inspirowany azjatyckim kinem akcji „Kill Bill” czy antywestern „Django”. Po lekkiej zadyszce, której owocem stała się kręcona niemalże na autopilocie „Nienawistna ósemka”, jeden z największych reżyserów wszech czasów powraca. I to w jakim stylu!

więcej »

East Side Story: Dwie strony medalu, ale prawda tylko jedna
Sebastian Chosiński

11 VIII 2019

Wojna między Ukrainą a Rosją o Donbas rozgrywa się nie tylko w sferze militarnej, ale również propagandowej. Od samego początku konfliktu zostali do niego zaprzęgnięci twórcy filmowi. Niektórzy z własnej woli, kierowani patriotyzmem; inni tworząc na konkretne zamówienie władz. Co przyświecało Renatowi Dawletjarowi, gdy przystąpił do pracy nad dramatem „Donbas. Granica”? Można odnieść wrażenie, że… pozorowanie obiektywizmu.

więcej »

Polecamy

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem

Z filmu wyjęte:

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Czy duże dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Czy małe dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Nasi w zaświatach
— Jarosław Loretz

Meble na wysoki połysk
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.