Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Krótko o filmach: Październik 2001
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Duchy Marsa” (John Carpenter′s Ghosts of Mars), „Jay i Cichy Bob kontratakują” (Jay and Silent Bob Strike Back), „Drobne cwaniaczki” (Small Time Crooks)

Michał Chaciński, LV-426

Krótko o filmach: Październik 2001
[ - recenzja]

„Duchy Marsa” (John Carpenter′s Ghosts of Mars), „Jay i Cichy Bob kontratakują” (Jay and Silent Bob Strike Back), „Drobne cwaniaczki” (Small Time Crooks)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
LV-426 [70%]
Wielka draka na Marsie
John Carpenter – mistrz filmów klasy B – znowu w akcji. Tym razem spod jego ręki wyszedł marsjański western z elementami horroru. Oto do jednego z marsjańskich miast wjeżdża pociąg. Jedyna osoba w nim jest przykuta kajdankami do własnego miejsca. Ten film to jej historia.
Najnowszy obraz Carpentera jest swymi korzeniami bliższy raczej „Wielkiej drace w Chińskiej Dzielnicy” i „Ucieczce z Nowego Jorku” niż „Halloween”. Jest walka, jest akcja, jest odrobina humoru. To Carpenter, jakiego polubiłem w dawnych czasach. Nawiasem mówiąc, ten film potwierdza moją prywatną tezę: im Carpenter ma mniej pieniędzy na film, tym będzie on fajniejszy – koronnym dowodem jest „Dark Star”.
Nowością u Carpentera jest sposób filmowania – jako, że film jest relacją z wydarzeń, nie od razu wiemy, co się działo na całym obszarze, gdzie przebywa cała grupa. Podobnie jak główna bohaterka, musimy samodzielnie składać całą historię.
OSTRZEŻENIE – Poniżej znajdują się szczegóły, które mogą zepsuć przyjemność z samodzielnego odkrywania historii.
Najpierw poznęcam się nad potknięciami i wadami. Po pierwsze – tytuł filmu zdradza połowę „głównej zagadki”. Po drugie – na Marsie jest grawitacja równa ziemskiej. Po trzecie – niektóre rzeczy (np. „wyzwolenie” się bohaterki) są ciutkę zbyt przewidywalne. Jako, że te uchybienia psują trochę przyjemność oglądania – musiałem zdjąć kilka punktów z końcowej oceny. Teraz czas na zalety. Zakończenie – gdyby nie ono, stwierdziłbym, że gwiazda Carpentera blednie. Wcale nie. Pomysł: okazuje się, że z prostego pomysłu – broni służącej do pogromu najeźdźców w przypadku własnej przegranej – można wiele wycisnąć. Obsada: Ice Cube i Natasha Henstridge tworzą bardzo pasującą parę aktorów.
Koniec „psujów”.
Podsumowując, jest to typowy film Carpentera, mieszczący się na półce z napisem „nie jest złe”. Jeśli będziecie mieli trochę czasu i kino w pobliżu – idźcie – nie pożałujecie. Najkrócej można go opisać jako połączenie „Wielkiej draki…” z „Atakiem na Posterunek 13”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
LV-426 [70%]
Kevin Smith kontratakuje!
Oto ostatni (zarówno w sensie „najnowszy” jak i „więcej nie będzie”) film Kevina Smitha. Zebrał do swej produkcji większość aktorów, których możemy pamiętać z poprzednich części (Ben Affleck, Matt Damon, Chris Rock, Brian O′Halloran, Joey Lauren Adams), jak i osoby, które jeszcze u niego nie grały (Carrie Fisher, Mark Hammil, Wes Craven). W przeciwieństwie do poprzednich filmów, jest to czysta komedia – można znaleźć tu nawiązania do wieeeelu filmów od „Aniołków Charliego”, poprzez „Gdzie jesteś Scooby-Doo”, aż do świętej trylogii.
Normalny krytyk napisałby zapewne: film ten jest alegorią życia w naszych czasach. Kino drogi, albowiem nie możemy nie zauważyć, że właśnie do tego nurtu Smith chciał dołączyć, odpowiada o wewnętrznej i duchowej ewolucji bohaterów, jakiej doświadczają na swej drodze ku świetlanej przyszłości. Każdy ich przystanek należy tłumaczyć jako kolejne wtajemniczenie.
Stek bzdur.
Jaka jest prawda? Jay i Bob przestają być „lubiani” u siebie. Dodatkowo okazuje się, że pewien osobnik obciął ich na grubą forsę, w Internecie nazywają ich cieniasami. Czas, by sprawy wróciły do normy – czas ruszyć do Hollywood. Po drodze Jay się zakochuje, razem z Bobem uwalniają Suzanne z niewoli, grają wreszcie w filmie zrobionym na podstawie komiksu, opartego na dwóch charakterystycznych postaciach, wzorowanych na Jay′u i Bobie. Proste. O tym, że są ścigani przez FBI i policję całego kraju, nie warto nawet wspominać.
Odnoszę wrażenie, że Kevin Smith zrobił ten film dla swoich fanów – i wyłącznie dla nich. Jeśli nie widziało się poprzednich części, 3/4 nawiązań i dowcipów będzie niezrozumiałe.
Jeśli szykujecie się na „duchową obrazę” (jak kiedyś określono „Dogmę”), czeka was zawód – ten film to komedia. Nic tego nie zmieni (chyba, że jesteście obrońcami czystości języka i zwrot „nakopać do dupy” powoduje u was wymioty). Komedia dla miłośników twórczości Kevina Smitha. Jeśli chcesz się dobrze bawić – obejrzyj najpierw „Clerks”, „Chasing Amy” i „Dogmę”. Właśnie za tę hermetyczność muszę trochę obciąć notowania. I powtórzę po raz ostatni. To naprawdę jest komedia, nie szukajcie na siłę głębokiego przesłania.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Michał Chaciński [70%]
Bezpretensjonalna historyjka
Woody Allen ma za sobą najcięższą dekadę w karierze. Lata 90. w jego filmografii przyniosły zbiór najbardziej nierównych filmów, jakie dotychczas wyszły z maszyny do pisania i kamery Allena. Wielbiciele dostali na szczęście filmy, które dołączyły do najlepszych dokonań reżysera („Strzały na Broadway′u”, „Mężowie i żony”), ale dostali również filmy znacznie słabsze, nierówne, chwilami zaskakujące zupełnym brakiem wyczucia („Celebrity” z fatalnie poprowadzoną, irytującą rolą Branagha, „Cienie i mgła” z szeregiem słabo powiązanych odwołań do Bergmana, Kafki i ekspresjonistów). Od dramatycznego rozstania z Mią Farrow praktycznie w każdym kolejnym filmie Allen sprawiał wrażenie, jakby próbował się pozbierać, usprawiedliwiać, odzyskać pewność siebie. Jeszcze w ostatnim filmie dekady – „Słodkim draniu” – argumentował, że prawdziwy artysta nie musi być jednocześnie człowiekiem wyczulonym na emocjonalne potrzeby najbliższych (i że może go to jednak drogo kosztować). Wygląda na to, że reżyser postanowił rozpocząć nową dekadę z zupełnie innym nastawieniem.
Kurtuazyjne przedstawienie widzom postaci: ′Oto moja żona, Zofia. Jako wielbicielka Star Treka zainstalowała sobie we włosach działka plazmowe.′
Kurtuazyjne przedstawienie widzom postaci: ′Oto moja żona, Zofia. Jako wielbicielka Star Treka zainstalowała sobie we włosach działka plazmowe.′
„Drobne cwaniaczki” są całkowicie bezpretensjonalną, pozbawioną moralnych tez historyjką, która zdaje się mieć wyłącznie rozrywkowy cel. Allen powraca do swoich korzeni – tak jak w pierwszych filmach z lat 70., bohaterem historii jest naiwny, ale sympatyczny przestępca-nieudacznik. Podobnie jak w starych allenowskich komediach, większość gagów bierze się z niezdarności bohaterów i z żartów losu, na jakie są wystawiani. Kto lubi te pierwsze slapstickowo-skeczowe komedie Allena znajdzie w „Drobnych cwaniaczkach” nastrój, jakiego nie było u Allena od dwóch dekad. Co najważniejsze – gagi działają! Woody bynajmniej nie zapomniał jak napisać dobry skecz z zaskakującą puentą, ani jak dobrze można bawić widza fabułą i dialogami. Miłym zaskoczeniem jest lekka zmiana w samym sposobie gry Allena – ze zmęczonego, filozofującego starszego pana tutaj Woody zmienił się raczej w 60-letnią wersję Borisa Grushenko z „Miłości i śmierci”. Znawcy filmografii Allena znajdą też w filmie kilka znajomych twarzy, niektóre co najmniej zaskakujące (Elaine Stritch z „Września"!). Warto też zwrócić uwagę na kolejną po „Dzienniku Bridget Jones” rolę, w której Hugh Grant próbuje zmieniać swój ekranowy wizerunek
Krótko mówiąc, Woody Allen jest w dobrej formie, a co najważniejsze, sprawia wreszcie wrażenie „wyluzowanego”. „Drobne cwaniaczki” nie wejdą szturmem do historii filmu, ale bez wątpienia zasługują na poświęcenie im wieczoru. Film powinien przekonać nawet tych widzów, którzy w ostatnich latach mieli problemy ze strawieniem poważniejszych, gorzkich filmów Allena.
koniec
1 października 2001

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Co uczeń może powiedzieć o swoim nauczycielu?
Sebastian Chosiński

13 XI 2019

Nad „Kluczem bez prawa przekazania” kirgiskiej reżyserki Dinary Asanowej zawisła chyba jakaś klątwa. Bardzo smutny los czekał bowiem troje współtwórców tego filmu. Asanowa zmarła nagle w wieku zaledwie czterdziestu trzech lat, a dwoje nastoletnich odtwórców istotnych dla fabuły ról zginęło w wyjątkowo tragicznych okolicznościach.

więcej »

Niania średnio tania
Jarosław Loretz

12 XI 2019

Netflix już nie raz udowodnił, że wśród niezbyt porywającej pulpy potrafi dostarczyć i zaskakująco dobre filmy. „Opiekunka” to właśnie jeden z nich.

więcej »

Bliskie spotkania owczego stopnia
Konrad Wągrowski

11 XI 2019

Baranek Shaun nie należy może do topowych bohaterów studia Aardman (przegrywa tu stanowczo z Wallacem i Gromitem), ale jest sympatyczny i, co tu ukrywać, lubiany. Być może dlatego doczekał się pierwszego Aardmanowskiego pełnometrażowego sequela.

więcej »

Polecamy

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.

Z filmu wyjęte:

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
— Jarosław Loretz

Śmigłowiec rzecz droga
— Jarosław Loretz

Samochód rzecz święta
— Jarosław Loretz

Idea wiecznie żywa
— Jarosław Loretz

Dalekowschodnie nauki
— Jarosław Loretz

Jubileuszowy ptak
— Jarosław Loretz

Jak w plener, to z przyjaciółmi
— Jarosław Loretz

Pamiętajcie o higienie!
— Jarosław Loretz

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Najnowszy film Kevina Smitha
— Michał Młotek

Z tego cyklu

Zawiedzione nadzieje
— Marcin Mroziuk

Mroczna sielanka
— Sebastian Chosiński

Zwycięstwo kontra zabawa
— Marcin Mroziuk

Ciałem y duchem
— Jarosław Loretz

Zabawa z żywymi trupami
— Marcin Mroziuk

Opiekuńczość po skandynawsku
— Sebastian Chosiński

Film nieoczywisty
— Miłosz Cybowski

Demoniczne Buenos
— Jarosław Loretz

Proszę popatrzeć na światełko
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Sekretne życie emerytki
— Kamil Witek

Tegoż twórcy

Nie graj już tego więcej, Woody
— Kamil Witek

Esensja ogląda: Wrzesień 2016 (1)
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Esensja ogląda: Luty 2016
— Sebastian Chosiński, Marcin Mroziuk, Jarosław Robak, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Pażdziernik 2015 (1)
— Jarosław Loretz, Jarosław Robak

Nic już nie gra
— Grzegorz Fortuna

Esensja ogląda: Sierpień 2015 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Rozsądek i romantyczność
— Jarosław Robak

Esensja ogląda: Marzec 2014 (2)
— Krystian Fred, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Październik 2013 (3)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Espoo Ciné 2013: Kobieta na skraju załamania nerwowego
— Marta Bałaga

Tegoż autora

Co nam w kinie gra: 2001: Odyseja kosmiczna
— Konrad Wągrowski, Michał Chaciński

Tydzień z Wesem Andersonem: Tragikomedie dla dziwaków, czyli „Genialny klan”
— Michał Chaciński

Tydzień z Wesem Andersonem: Danie dla smakoszy, czyli „Rushmore”
— Michał Chaciński, Konrad Wągrowski

„Ten film był dnem dna”, czyli historia ekranizacji prozy Stanisława Lema
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Great Scott!
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Władca Pierś Ceni, czyli edycja specjalna alternatywnych ekranizacji
— Michał Chaciński

Z Archiwum X: Spisek, mumbo-jumbo i potwory tygodnia
— Urszula Baluta, Michał Chaciński, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Konrad Wągrowski

Porażki i sukcesy A.D. 2007
— Michał Chaciński, Piotr Dobry, Ewa Drab, Urszula Lipińska, Łukasz Twaróg, Kamil Witek, Konrad Wągrowski

Klasyka pod lupę: Biegnij, Blady, biegnij czyli legenda Blade Runnera
— Michał Chaciński, Konrad Wągrowski

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (2)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.