Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Wojciech Smarzowski
‹Wołyń›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWołyń
Dystrybutor Forum Film
Data premiery7 października 2016
ReżyseriaWojciech Smarzowski
ZdjęciaPiotr Sobociński jr
Scenariusz
ObsadaMichalina Łabacz, Arkadiusz Jakubik, Wasyl Wasylik, Adrian Zaremba, Lech Dyblik, Jacek Braciak, Izabela Kuna, Jarosław Gruda
MuzykaMikołaj Trzaska
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiPolska
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Idąc i patrząc
[Wojciech Smarzowski „Wołyń” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Błędem byłoby oczekiwanie od Wojciecha Smarzowskiego, że nakręci film, który zasypie wszystkie podziały i doprowadzi do pojednania polsko-ukraińskiego. Raz, że zbyt wiele przelano krwi. Dwa, że minęło jeszcze zbyt mało czasu od tamtych wydarzeń. Trzy, że zbrodnia wołyńska wciąż nie została „rozliczona”. Podkreślić należy jednak fakt, że „Wołyń” to po prostu film uczciwy. Choć Ukraińcy – zwłaszcza ci z części zachodniej kraju – mogą mieć na ten temat inne zdanie.

Sebastian Chosiński

Idąc i patrząc
[Wojciech Smarzowski „Wołyń” - recenzja]

Błędem byłoby oczekiwanie od Wojciecha Smarzowskiego, że nakręci film, który zasypie wszystkie podziały i doprowadzi do pojednania polsko-ukraińskiego. Raz, że zbyt wiele przelano krwi. Dwa, że minęło jeszcze zbyt mało czasu od tamtych wydarzeń. Trzy, że zbrodnia wołyńska wciąż nie została „rozliczona”. Podkreślić należy jednak fakt, że „Wołyń” to po prostu film uczciwy. Choć Ukraińcy – zwłaszcza ci z części zachodniej kraju – mogą mieć na ten temat inne zdanie.

Wojciech Smarzowski
‹Wołyń›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWołyń
Dystrybutor Forum Film
Data premiery7 października 2016
ReżyseriaWojciech Smarzowski
ZdjęciaPiotr Sobociński jr
Scenariusz
ObsadaMichalina Łabacz, Arkadiusz Jakubik, Wasyl Wasylik, Adrian Zaremba, Lech Dyblik, Jacek Braciak, Izabela Kuna, Jarosław Gruda
MuzykaMikołaj Trzaska
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiPolska
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Wojciech Smarzowski nigdy nie unikał tematów kontrowersyjnych – zarówno obyczajowo (vide „Wesele”, „Dom zły”, „Drogówka” czy „Pod Mocnym Aniołem”), jak i historycznie („Róża”). Jeśli więc któryś z polskich współczesnych reżyserów miał zabrać się za realizację filmu o rzezi wołyńskiej, on nadawał się do tej roli znakomicie. Gdy zresztą przed paru laty ogłosił, że weźmie na warsztat prozę Stanisława Srokowskiego (opowiadania z wydanego przed dziesięciu laty tomu „Nienawiść”), jak Polska długa i szeroka było słychać westchnienie ulgi. Zakładano bowiem, że Smarzowski nakręci obraz odpowiadający prawdzie historycznej, nie uginając się przed wymogami aktualnej polityki. Czy spełnił oczekiwania? Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości!
Tak samo, jak filmy poświęcone Holokaustowi nie muszą służyć pojednaniu niemiecko-żydowskiemu („Lista Schindlera” jest tutaj raczej wyjątkiem), nie należało oczekiwać od „Wołynia”, że stanie się mostem, pośrodku którego spotkają się potomkowie ofiar i zbrodniarzy. I że stojąc naprzeciw siebie, wzajemnie wybaczą sobie dawne urazy. Polacy z Kresów zasłużyli nie na film, który mógłby zostać wykorzystany jako narzędzie polityczne przez rządzących (nieważne jakiej opcji), ale nade wszystko – uczciwy, pokazujący bezmiar ich tragedii. Opowieści Stanisława Srokowskiego, publikowane także w innych jego książkach (trylogia „Saga Kresowa”, tom opowiadań „Strach”), odpowiadają temu, co relacjonowali świadkowie wydarzeń w Galicji wschodniej z lat 1943-1944, o czym także – na długo przed autorem z Wrocławia – pisali Włodzimierz Odojewski („Zasypie wszystko, zawieje…”, 1973) czy, w odniesieniu do ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego – Józef Mackiewicz („Droga donikąd”, 1955; „Nie trzeba głośno mówić”, 1969).
To oczywiste, że większości obywateli naszego wschodniego sąsiada – zwłaszcza tych o poglądach nacjonalistycznych, gloryfikujących Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) – dzieło Smarzowskiego, mówiąc eufemistycznie, nie przypadnie do gustu. Niektórych zapewne rozsierdzi i z tego też powodu spotka się z totalną krytyką. Ale czy, z drugiej strony, można się temu dziwić? Czy w Polsce środowiska (skrajnie) prawicowe reagowały inaczej, kiedy na ekrany kin trafiło „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego? Problem najistotniejszy, z którym – mimo że od zakończenia drugiej wojny światowej minęło już ponad siedemdziesiąt lat – wciąż się borykamy, to spoglądanie na tamten czas przez pryzmat Polaka, który przeżył jedynie okupację niemiecką, przez pryzmat mieszkańca Kraju Warty czy Generalnego Gubernatorstwa. Gdzie sytuacja była stosunkowo prosta – wróg był jeden.
Na Kresach wschodnich, co najpełniej obrazuje proza Józefa Mackiewicza, mieliśmy do czynienia z prawdziwym węzłem gordyjskim – znajdujący się w mniejszości Polacy żyli w otoczeniu swych znacznie liczniejszych sąsiadów litewskich, białoruskich i ukraińskich. Do tego dochodziła jeszcze ludność żydowska i dwaj okupanci – Niemcy (z którymi wiązali swą przyszłość nacjonaliści litewscy i ukraińscy) oraz Sowieci (utrzymujący z czasem coraz liczniejszą partyzantkę na tyłach Wehrmachtu). A nie można zapominać także o bandach rabunkowych; nagle z dniem wybuchu wojny zwykli kryminaliści nie stali się przecież szanowanymi obywatelami. Administracja niemiecka chętnie zresztą wysługiwała się na tych terenach miejscową ludnością – wiedziała o ich nienawiści zarówno do Sowietów, jak i Polaków. Tyle że polityka, którą można zdefiniować krótkim „dziel i rządź”, ma to do siebie, że często wymyka się spod kontroli – i tak też stało się latem 1943 roku na Wołyniu.
Wojciech Smarzowski stara się, na ile pozwala mu na to uczciwość artysty, wypośrodkować zasługi i winy. Pokazuje więc na ekranie i „dobrych Ukraińców”, i „złych Polaków”; w długiej introdukcji weselnej pojawia się wątek polityki prowadzonej przez kolejne rządy II Rzeczypospolitej na Kresach, która zmierzała do stopniowej polonizacji ludności pochodzenia ruskiego (chociażby poprzez niszczenie cerkwi prawosławnych, co miało doprowadzić do utraty tożsamości narodowej). Nie da się ukryć, że tym sposobem „hodowano” sobie śmiertelnego wroga; ostrzeżeń zresztą nie brakowało – wystarczy wspomnieć (w filmie także jest o tym mowa) o dokonanym w czerwcu 1934 roku w Warszawie zamachu na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego (który zorganizowała OUN). Za nie zawsze – a może nawet często – nieprzemyślane decyzje podejmowane w stolicy cenę zapłacili polscy mieszkańcy Wołynia. Tyle że „płatność” została odłożona na kilka lat.
Na rzeź wołyńską Smarzowski każe nam patrzeć oczyma młodej kobiety, Zosi Głowackiej (w tej roli debiutująca na ekranie Michalina Łabacz), córki polskiego chłopa (Jacek Braciak), zakochanej w swym ukraińskim sąsiedzie Petro (Wasyl Wasylik). Dzień wielkiej radości dla jej siostry Heleny (Maria Sobocińska), w którym wychodzi ona za mąż za Ukraińca, Wasyla Huka (Ołeksandr Zbarazkyj), przynosi nieszczęście Zosi. W czasie uczty weselnej ojciec dziewczyny dogaduje się bowiem z bogatym polskim gospodarzem, wdowcem z dwójką dzieci, Maciejem Skibą (Arkadiusz Jakubik), że wyda córkę za niego. A tak naprawdę sprzedaje ją za kilka mórg ziemi i inwentarz. Wkrótce wybucha wojna, po klęsce wrześniowej Maciej wraca do domu; przemierzając kresowe wsie, widzi odradzający się ukraiński nacjonalizm i wzrastającą nienawiść do „Lachów”, „polskich panów”, podsycaną na dodatek przez niektórych kapłanów. Na razie jednak zostaje ona jeszcze – przynajmniej częściowo – wygaszona przez rządzących twardą ręką Sowietów.
I to jest jeden z największych paradoksów tamtych czasów na Kresach. Ratunkiem dla Polaków była siła okupantów – najpierw radzieckiego, później niemieckiego. To nie przypadek, że rzezie na Wołyniu zaczęły się latem 1943 roku, już po klęsce stalingradzkiej, gdy coraz powszechniejsze było przekonanie o porażce III Rzeszy w wojnie przeciwko Stalinowi, gdy Wehrmacht stracił w zasadzie kontrolę nad ziemiami znajdującymi się na jego tyłach. W filmie jest o tym mowa – że Niemcy „pochowali się w miastach”, wsie tym samym oddane zostały Ukraińcom. Gdy żołnierze UPA wraz z chłopstwem ukraińskim przystępują do plądrowania i mordowania Polaków na masową skalę, nie ma ich kto bronić. Partyzantka polska była słaba i nieliczna, zaś oddziały samoobrony nie zawsze skuteczne. Zosia Głowacka zostaje rzucona w sam środek dramatycznych wydarzeń. Nic nie jest jej oszczędzone, widzi na własne oczy okrucieństwa, których nie da się opisać.
„Wołyń” jest – od pewnego momentu – filmem pełnym przemocy. Nie brakuje w nim scen, które wywołują mimowolne zaciskanie szczęk i ból psychiczny. Czy mógł obejść się bez nich? Nie! Smarzowski przyjął konwencję realistyczną (czy wręcz naturalistyczną), bo tylko taka odpowiada prawdzie historycznej. Unikanie obrazów okrutnych mordów czy tortur byłoby zwyczajnie nieuczciwe, tworzyłoby fałszywy obraz, częściowo zdejmowało winę ze zbrodniarzy. Poza tym należy pamiętać, że – wbrew ogólnemu przekonaniu – reżyser naprawdę zachował umiar. Miał bowiem prawo pójść dalej. Latem 1943 roku (ale nie tylko) na Wołyniu działy się rzeczy jeszcze potworniejsze niż zdzieranie skóry pasami, obcinanie głów, podpalanie żywcem czy rozrywanie końmi. Smarzowski zresztą wcale nie przecierał tu szlaków. Obrazy okrucieństw dokonywanych przez UPA pojawiały się w polskiej kinematografii już wcześniej, wystarczy wspomnieć o „Ogniomistrzu Kaleniu” (1961) Ewy i Czesława Petelskich czy „Zerwanym moście” (1962) Jerzego Passendorfera.
Ale wcale nie do tych filmów najbliżej jest „Wołyniowi”. Optyka przyjęta przez Smarzowskiego, a więc fakt, że na niewyobrażalne cierpienie Kresowiaków patrzymy oczyma młodej kobiety (w 1939 roku, gdy zaczyna się akcja, Zosia ma zaledwie siedemnaście lat), która staje się zresztą jedną z ofiar wydarzeń, przywodzi na myśl dramat Andrieja Smirnowa „Żyła sobie baba” (2011). Z kolei pokazane na ekranie bezmyślne okrucieństwo z miejsca kojarzy się z równie wstrząsającym dziełem Elema Klimowa „Idź i patrz” (1985). Czy polski reżyser inspirował się właśnie nimi? Trudno byłoby uwierzyć w to, że ich nie zna. „Wołyń” zapewne długo jeszcze będzie wzbudzał kontrowersje; całkiem możliwe, że na Ukrainie, jak wiele filmów rosyjskich dotykających trudnych tematów we wzajemnych relacjach obu narodów, zostanie zakazany. Nie zmieni to jednak w niczym faktu, że mamy do czynienia z obrazem wybitnym. Rzetelnym. I uczciwym.
koniec
13 października 2016

Komentarze

30 X 2016   19:44:34

Dlaczego film wybitny dostał 80% ekstraktu?

21 VII 2017   14:02:13

Bo gdyby nie był wybitny, dostałby 70%.
Myślałem, że to oczywiste.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Z Sachalinu do Kapsztadu
Sebastian Chosiński

20 X 2019

Fabuła nowego filmu Aleksandra Wieledinskiego jest tak zakręcona, że gdyby nie zapewnienie reżysera, iż podobna historia przydarzyła się niegdyś jego ojcu, trudno byłoby w nią uwierzyć. Nie zmienia to jednak faktu, że może nie od razu wszystko, co przydarza się nam bądź naszym rodzicom, należy przenosić na ekran. „W porcie Cape Town…” wypada bowiem słabiej od poprzedniego kinowego dzieła Wieledinskiego – dramatu „Geograf przepił globus”.

więcej »

Wspomnienia z wakacji: W blasku słońca
Marcin Knyszyński

18 X 2019

Na początku 2018 roku światem filmowego horroru wstrząsnął film „Hereditary” w reżyserii Ariego Astera. Produkcja wychodziła dość wyraźnie poza standardy gatunku i przyzwyczajenia odbiorców – nie dziwią zatem (podobnie jak w przypadku późniejszej o pół roku nowej wersji „Suspirii”) skrajne opinie. Drugi film Astera, „Midsommar”, został już przed premierą odpowiednio zaszufladkowany – to od tego gościa co zrobił „Hereditary”, pewnie będzie ostra jazda. Film wchodzi do kin na samym początku (...)

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Miłość w cieniu czerwonej gwiazdy
Sebastian Chosiński

16 X 2019

Jeszcze kilka lat wcześniej, w czasach stalinowskich, taki film, jak „A jeśli to miłość…” Julija Rajzmana, nie mógłby powstać. Radziecka młodzież miała bowiem kochać nade wszystko Partię, Ojczyznę i Josifa Wissarionowicza, a nie siebie nawzajem. Pewne oznaki takiego myślenia można zresztą dostrzec w kreacji postaci dyrektorki szkoły i nauczycielki języka niemieckiego.

więcej »

Polecamy

Dalekowschodnie nauki

Z filmu wyjęte:

Dalekowschodnie nauki
— Jarosław Loretz

Jubileuszowy ptak
— Jarosław Loretz

Jak w plener, to z przyjaciółmi
— Jarosław Loretz

Pamiętajcie o higienie!
— Jarosław Loretz

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Usłyszcie ich krzyk!
— Sebastian Chosiński

Człowiek z rozgoryczenia
— Piotr Dobry

Sztuka? Gdzieś zaginęła. Ale szlak został przetarty
— Gabriel Krawczyk

Esensja ogląda: Czerwiec 2014 (1)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady

Splot faktów - pętla
— Gabriel Krawczyk

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Joanna Pienio, Małgorzata Steciak

Esensja ogląda: Czerwiec 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Ewa Drab, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Kwiecień 2013
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Tomasz Kujawski, Małgorzata Steciak, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Marzec 2013 (3)
— Jarosław Loretz, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski

Wspomnienia z niepamięci
— Gabriel Krawczyk

Tegoż autora

Na bezdrożach nostalgiczni poganie
— Sebastian Chosiński

Smutek nad Rusią
— Sebastian Chosiński

Bez nieba gwiaździstego, bez prawa moralnego
— Sebastian Chosiński

Kanibal z Niebuszewa
— Sebastian Chosiński

Olbrzym, którego nie należy się bać
— Sebastian Chosiński

Kim jestem? Czego chcę? Dokąd dążę?
— Sebastian Chosiński

Olof Palme musiał zginąć!
— Sebastian Chosiński

Hodowla Zła w centrum Londynu
— Sebastian Chosiński

Nekrofil z Poznania
— Sebastian Chosiński

Nieprzewidywalna przewidywalność
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.