Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

7. American Film Festival: Siedmiu wspaniałych
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
7 edycja American Film Festival spoczęła już w annałach filmowych historyków. Ameryka A.D. 2016 to kraina nieustannie przecinana paradoksem. Równie dzika, co oswojona. Gdzie siąpi deszcz, grzeje słońce, lecz po wszystkim nie zawsze wychodzi tęcza. Zatem czego jak czego, ale całej gamy ekranowych emocji i tym razem z pewnością nie zabrakło. Dobrych filmów także.

Kamil Witek

7. American Film Festival: Siedmiu wspaniałych
[ - recenzja]

7 edycja American Film Festival spoczęła już w annałach filmowych historyków. Ameryka A.D. 2016 to kraina nieustannie przecinana paradoksem. Równie dzika, co oswojona. Gdzie siąpi deszcz, grzeje słońce, lecz po wszystkim nie zawsze wychodzi tęcza. Zatem czego jak czego, ale całej gamy ekranowych emocji i tym razem z pewnością nie zabrakło. Dobrych filmów także.
Jedynie z kronikarskiego obowiązku wspomnę zwycięzcę w postaci „Hunky Dory”, bo cały tegoroczny konkurs fabuł cierpiał na dolegliwość, która powinna być najzdrowszym elementem kina niezależnego: treściową miałkość. Zresztą sam się sobie dziwię, że na minionej edycji łatwiej mnie było szczerze rozbawić niż mocno poruszyć. Taki stan rzeczy to wciąż dla mnie spora niewiadoma. Dwadzieścia kilka festiwalowych seansów nie dało do końca pełnej odpowiedzi na pytanie, czy aby najnowsza odsłona dramatycznej Ameryki po prostu zaliczyła zadyszkę, czy stała się dla mnie – parafrazując słowa Colina Firtha ze „Szpiega” – filmowo wyjątkowo brzydka. Dość powiedzieć, że w teorii solidny zestaw złożony z najnowszych filmów Olivera Assayasa, Andrei Arnold, Kelly Reichardt czy Jeffa Nicholsa, okazał się być zlepkiem co najmniej niespełnionych dzieł. Szanowany wrocławski krytyk Michał Hernes po każdej festiwalowej dyspucie, wątpiąc w moje kinofilstwo, zwykł mawiać, że jestem osobą nienawidzącą filmy. Lecz nie tylko po to aby zadać temu kłam przedstawiam siedem filmów, które z ostatniej edycji American Film Festival mogę szczerze polecić. Jeżeli będziecie mięli okazję – koniecznie musicie je złapać!
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
7. Joshy (reż. Jeff Baena)
Streszczenie filmu brzmi jak klasyczny bromance. Grupka znajomych wybiera się na weekend na prowincję. W zamierzeniach – wieczór kawalerski, lecz każdy kto spodziewa się powtórki z „Kac Vegas” srogo się zawiedzie. Tytułowy Joshy przeżywa właśnie osobistą tragedię: jego narzeczona kilka miesięcy wcześniej popełniła samobójstwo. Wyjazd ma być nie tyle katharsis, co po prostu sposobem na spędzenie czasu w otoczeniu znajomych twarzy z dala od przyziemności i problemów. Pomóc mają w tym alkohol, narkotyki i kobiety – czyli obowiązkowy zestaw dla zbolałej problemami męskiej duszy. Przewrotność polega na tym, że choć każdy z uczestników weekendu będzie starał się z Joshym i jego nadszarpniętymi uczuciami obchodzić jak z jajkiem, to swoje obróci w drobny mak. Żonaty maniak trawki trafi na kobietę swojego życia, outsiderski introwertyk rozstanie się z dziewczyną a imprezowy wesołek zaliczy załamanie nerwowe. Okazuje się bowiem, że czasem najlepszą odskocznią i lekarstwem na własne problemy jest zauważenie, iż inni także nie są na nie stuprocentowo odporni.
Ekstrakt: 70%


WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
6. Sully (reż. Clint Eastwood)
Hanks w metodzie aktorskiej nie stosuje ekspresyjnych emocji, bo takie też nie odzwierciedlałyby odtwarzanego oryginału. Dramat kapitana portretuje w sposób uczciwy, dając występ stonowany i skromny, lecz w pełni godny niespodziewanego narodowego bohatera. Bo rolą filmu Eastwooda jest nie szukanie sensacji wokół pamiętnego lotu, tylko wierne odtworzenie krzepiących uczuć, jakie ówcześnie wywołał dowodzący lotem 1549. Kapitan Sully wraz z załogą i służbami ratunkowymi swym wyczynem nie podzielił, lecz podniósł na duchu amerykańskie społeczeństwo, żyjące w drżącej obawie o kolejne dramaty związane z katastrofą lotniczą.
Ekstrakt: 70%


WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
5. Człowiek-scyzoryk (reż. Dan Kwan, Daniel Scheinert)
„Człowiekowi-scyzorykowi” aura najdziwniejszego filmu festiwalu towarzyszyła jeszcze sporo przed jego rozpoczęciem. Lecz nie spodziewajcie się wizualnego szpagatu, bo formalnie jest tu bez błyskotek. Prawdziwy skarb stanowią natomiast dwie główne role. Paul Dano chyba już na stałe zagościł w kinie indy, zresztą w kreacji zagubionego na pustkowiu Hanka czuje się znakomicie. Co ciekawe, Daniel Radcliffe w roli nieboszczyka paradoksalnie ma tu więcej „do zagrania”. W byciu intrygującym Mannym zdaje się chwilami na przerysowanie i zbytnią szarżę, dlatego też przez większość filmu zastanawiamy się czy nie jest tylko wymysłem wyobraźni popadającego w szaleństwo samotnika. Ten komediodramat na dwa głosy może wydawać się utartą bazą do spojrzenia Hanka w głąb siebie, ale bądźcie czujni. Moje krążenie ledwie po powierzchni filmu nie jest zupełnie przypadkowe. Tym bardziej, kiedy nie chce się użyć mocnego i psującego oglądanie spoilera. W każdym razie, jeśli ktoś stawiał na swoiste spotkanie „Robinsona Crusoe” z „Weekendem u Berniego”, zdecydowanie stracił swoje pieniądze.
Ekstrakt: 70%


WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
4. Życie animowane (reż. Roger Ross Williams)
W ambicjach reżysera „Życia animowanego” nie ma jednowymiarowego i sztampowego dokumentu o batalii z chorobą. Choć gros kadrów służy ukazaniu korelacji filmów z terapią, to jednocześnie z historii Owena wyłania się nietypowa opowieść z gatunku coming-of-age. Chłopak bowiem właśnie kończy studia. Stoi na progu namiastki dorosłości, wyprowadzki z domu, i początku samodzielnego życia. Gdy na moment zapomnimy o jego przypadłości, jawi się jako zwyczajny młody dorosły. Taki jak każdy inny. Z podobnymi rozterkami i wątpliwościami. Zarazem podekscytowany i poddenerwowany tym, co nowe i nieznane w kolejnym etapie życia. Prawdziwa siła filmu leży w urzeczywistnieniu marzeń rodziców każdego dziecka dotkniętego jakąkolwiek przypadłością. Udowodnieniu sobie i wszystkim wokół, że ich największy skarb nie różni się od reszty. Na swój sposób jest i zawsze będzie wyjątkowy. Dlatego „Życiu animowanemu” nie można odmówić mocy pobudzającej autentyczne wzruszenie.
Ekstrakt: 70%


WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
3. Wystrzałowe krewetki (reż. Brent Hodge)
Duże rozczarowanie to i tak najłagodniejsze określenie, jakim przyjąłem werdykt konkursu American Docs(gdzie wygrał „Udław się tym pytaniem. Frank Zappa własnymi słowami”). „Wystrzałowe krewetki” to bowiem film, który posiadł mą duszę od pierwszej do ostatniej minuty. Dokument podąża za żeńską drużyną koszykówki z amatorskiej ligi w Los Angeles. Na parkiecie możemy zobaczyć modelki, matki, piosenkarki, prawniczki i… Aubrey Plazę. Co więcej, zawodniczki podkreślają, że nie do końca orientują się w zasadach gry, a zajęcia taktyczne to dla nich niezrozumiała kombinacja rozrysowanych linii i iksów. Uśmiech wywołują już nazwy rywalizujących zespołów: „The Princess Layups”, „Shecago Bulls” czy „Space Glams”, a to tylko kilka drużyn z rozrastającej się roku na rok ligi. Prześmiewczy ton dokumentu sprawia, że musi minąć wiele minut, aby uwierzyć w przedstawiane nam realia. Nie pomagają w tym podawane fakty. By zdobyć sponsora, drużyna „Krewetek” zrealizowała w Burger Kingu własną, lecz fake’ową reklamę w stylu lat 90. Gwiazdą drużyny jest „Han Ma Boogie”, a ich każdy mecz relacjonuje dwójka internetowych podcasterów, którzy znają się na wszystkim tylko nie na…koszykówce. Co z tego, skoro sezon i występy „Krewetek” śledzi się z wypiekami podobnymi do dreszczowców polskich piłkarzy ręcznych. Dokument to zresztą gotowa recepta dla każdego dotkniętego chorobą Los Angeles. Pot, walka i zmęczenie to autentyczne uczucia i czasem jedyne, których można doznać w tej krainie wiecznej sztuczności. Zatem nie ważne ile w „Wystrzałowych krewetkach” jest dokumentalnej prawdy. Odświeżenie skostniałej formy to nadzieja, że ten jeden z najstarszych filmowych gatunków ma jeszcze wiele do zaoferowania. A także zachęta dla wszystkich by wyjść na dwór, do hali czy gdziekolwiek indziej, by – ze znajomymi lub nie – trochę się poruszać.
Ekstrakt: 80%


WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
2. Manchester by the Sea (reż. Kenneth Lonergan)
Pięknie powolny, lecz wyrazisty i nienużący dramat. Casey Affleck gra tu niejakiego Lee, pozornie cichego, lecz wybuchowego dozorcę w jednym z bostońskich budynków. Nie jest to jednak opowieść o żywocie złotej rączki wśród amerykańskiego blokowiska. Lee zmuszony jest wrócić do rodzinnego Manchesteru z powodu śmierci brata. Zorganizować pogrzeb, dopełnić formalności. A także zmierzyć się z duchami przeszłości, które kiedyś wypędziły go z rodzinnych stron. Mrucząca i zamknięta w sobie postać Afflecka na każdym kroku cierpi. Jego wypalenie życiem bije przez ekran. Każdy dzień smakuje tak samo: słowa są wypowiadane od niechcenia, codzienność to sączone samotnie piwo i towarzyszący mu oglądany z otępieniem mecz. Świetnie dopasowana do emploi aktora rola wybrzmiewa tu z podwójną siłą. Tym bardziej, że reżyser Kenneth Lonergan fabularne wątki rozbija na dwie ścieżki. W retrospekcjach poznajemy diametralnie innego Lee – mężczyznę cieszącego się życiem i rodzinną duszę towarzystwa. Odkrycie zdarzeń sprzed lat nie będzie w „Manchester by the Sea" jednak celem samym w sobie. To raczej obrazek złamanego człowieka z przeszłością ciągnącą się za nim w nieskończoność. Bo wśród rodzajów bólu i wyrzutów sumienia są też takie, które niczym i nigdy nie da się uciszyć.
Ekstrakt: 80%


WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
1.Każdy by chciał!! (reż. Richard Linklater)
Richard Linklater i jego dwie pasje: baseball i dorastanie. Najnowszy film autora oscarowego „Boyhooda” nazwano duchową kontynuacją „Uczniowskiej balangi”, lecz porównywanie obu obrazów to jak próba zmierzenia wiedzy licealisty i studenta wyższej uczelni. Linklater swoich bohaterów zostawił w beztroskich latach 70., czasach pierwszych porywów serca, imprez bez wiedzy rodziców i ukradkowych pocałunków w krzakach. „Każdy by chciał!!” to już wyższa półka. Ożywają lata 80. Wraz z nimi sentyment do całej epoki, naznaczonej kasetami wideo, przykrótkimi szortami i pstrokatymi barwami. Jednego dnia jesteś królem disco, by następnego przeobrazić się w podrygującego mistrza country lub krzykliwego fana mocnego brzmienia. Nie ma bowiem rzeczy, której członkowie uniwersyteckiego zespołu baseballowego nie zrobią, aby zdobyć wymarzone panny. Linklater nie tworzy skomplikowanego psychologicznie pejzażu postaci zanurzonych w problematyce studenckiej dorosłości. Lecz jego przezabawna i klimatyczna podróż do własnej młodości niesie ze sobą cechy niedostępne w większości przegadanych dramatów. Daje szansę na zrobieniu kilka kroków wstecz, spojrzenia z dystansem na nudnawe sprawy przyziemności jak pieniądze, kariera czy dobrobyt, które w statecznym życiu nabierają przewartościowanego znaczenia. Przypomina o pięknie czasów gdzie każde uczucie jest dziewicze, zmartwienia nie istnieją, a nadchodzącej przyszłości nie można się wręcz doczekać. Zatem gdy okazuje się, że jeden z bohaterów od wielu lat fałszuje dokumenty i zmienia co roku szkoły by wciąż czuć niepowtarzalną atmosferę lat studenckich, nikt nie wątpi w podłoża jego motywacji. Dla benefitów obracania się w świecie z filmu Linklatera, każdy by tak chciał!!
Ekstrakt: 90%
koniec
4 listopada 2016

Komentarze

04 XI 2016   23:32:18

Paterson, gdzie Paterson?

05 XI 2016   16:30:01

Najpierw trzeba było się na niego dostać ;) Spokojnie, na pewno przy jego premierze o nim nie zapomnimy :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Słonica w składzie moskiewskiej porcelany
Sebastian Chosiński

21 VIII 2019

Siergiej Gierasimow zapisał się w historii kina radzieckiego dwoma monumentalnymi freskami: opowiadającą o czasach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej „Młodą Gwardią” oraz „Cichym Donem”, czyli opartą na powieści Michaiła Szołochowa historią kozaków dońskich, którzy w czasie wojny domowej w Rosji przeszli na stronę „czerwonych”. „Trzecia córka” jest dziełem o tyle nietypowym, że opowiada historię obyczajową z elementami dramatu społecznego.

więcej »

East Side Story: Dramat w trzynastu aktach
Sebastian Chosiński

18 VIII 2019

Przed tygodniem za sprawą filmu Renata Dawletjarowa mogliśmy spojrzeć na konflikt ukraińsko-rosyjski w Donbasie oczyma Rosjan. Dzisiaj dzięki nowemu dziełu Siergieja Łoźnicy zmieniamy optykę. „Donbas” (już bez żadnych podtytułów) to składający się z trzynastu scen obraz ogarniętej wojną wschodniej Ukrainy, której mieszkańcy – na przekór losowi – próbują żyć normalnie w absolutnie nienormalnej sytuacji.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Marzenia nie do spełnienia
Sebastian Chosiński

14 VIII 2019

Wasilij Szukszyn jak mało który z twórców radzieckich potrafił wejść w skórę zwykłego człowieka, często przetrąconego przez los i pozbawionego perspektyw, ale nie tracącego nadziei na poprawę swej marnej egzystencji. O tym właśnie chciał opowiedzieć w jednym ze swoich kolejnych filmów – „Wezwij mnie w świetlistą dal”. Zanim jednak doszło do jego realizacji, aktor i reżyser zmarł. Projekt doprowadzili do końca jego przyjaciele – Stanisław Liubszyn i Gierman Ławrow.

więcej »

Polecamy

Polska szkoła plakatu

Z filmu wyjęte:

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Czy duże dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Czy małe dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Nasi w zaświatach
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Walka żywiołów
— Piotr Dobry

7. American Film Festival: Znaczy kapitan
— Kamil Witek

7. American Film Festival: Rain Man
— Kamil Witek

Z tego cyklu

Dream Baby Dream
— Kamil Witek

Znaczy kapitan
— Kamil Witek

Rain Man
— Kamil Witek

Tegoż twórcy

Pomysł na życie zawodowe po osiemdziesiątce
— Konrad Wągrowski

To mógł być dobry film
— Konrad Wągrowski

Co nam w kinie gra: Boyhood
— Marta Bałaga

Berlinale 2014: Rodzinny portret
— Marta Bałaga

Esensja ogląda: Lipiec 2013 (2)
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Noc jeszcze młoda
— Gabriel Krawczyk

Esensja ogląda: Sierpień 2012 (kino)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski

Medium z wyboru
— Krzysztof Czapiga

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (16)
— Jakub Gałka

Mrzonki samotnika
— Ewa Drab

Tegoż autora

Odwaga jest kobietą
— Kamil Witek

Nie graj już tego więcej, Woody
— Kamil Witek

Przesilenie
— Kamil Witek

Oszukani
— Kamil Witek

WyBLACKnięci
— Kamil Witek

Domek z kart
— Kamil Witek

Krótko o filmach: Sekretne życie emerytki
— Kamil Witek

Koniec podróży
— Kamil Witek

Wyścig
— Kamil Witek

Oscary 2019: Esensja przyznaje Oscary
— Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.