Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Scott Derrickson
‹Doktor Strange›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDoktor Strange
Tytuł oryginalnyDoctor Strange
Dystrybutor Disney
Data premiery26 października 2016
ReżyseriaScott Derrickson
ZdjęciaBen Davis
Scenariusz
ObsadaRachel McAdams, Benedict Cumberbatch, Tilda Swinton, Mads Mikkelsen, Scott Adkins, Chiwetel Ejiofor, Michael Stuhlbarg, Benedict Wong
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiUSA
CyklMarvel Cinematic Universe
Gatunekakcja, fantasy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Magia i mózg
[Scott Derrickson „Doktor Strange” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Kim pan jest w tym ogromnym multiwersum, panie Strange?”, filozoficznie zagaduje głównego bohatera sama Starożytna grana przez Tildę Swinton. I jest to bardzo dobre pytanie.

Piotr Dobry

Magia i mózg
[Scott Derrickson „Doktor Strange” - recenzja]

„Kim pan jest w tym ogromnym multiwersum, panie Strange?”, filozoficznie zagaduje głównego bohatera sama Starożytna grana przez Tildę Swinton. I jest to bardzo dobre pytanie.

Scott Derrickson
‹Doktor Strange›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDoktor Strange
Tytuł oryginalnyDoctor Strange
Dystrybutor Disney
Data premiery26 października 2016
ReżyseriaScott Derrickson
ZdjęciaBen Davis
Scenariusz
ObsadaRachel McAdams, Benedict Cumberbatch, Tilda Swinton, Mads Mikkelsen, Scott Adkins, Chiwetel Ejiofor, Michael Stuhlbarg, Benedict Wong
Rok produkcji2016
Kraj produkcjiUSA
CyklMarvel Cinematic Universe
Gatunekakcja, fantasy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Od Sherlocka Holmesa do Alana Turinga – Benedict Cumberbatch zdaje się stworzony do ról geniuszy z przerośniętym ego. Jednak jego Stephen Strange, wybitny neurochirurg, playboy i miłośnik gadżetów przedłużających męskość, stopniem arogancji, próżniactwa i cynizmu grubo przewyższa tamte postaci – to w zasadzie antybohater na styku Tony’ego Starka i doktora House’a.
I jak w każdej bajce z morałem, a filmy Marvela do takowych predestynują, bohatera spotyka surowa kara za samouwielbienie tudzież drwiący stosunek wobec bliźnich. Luksusowe auto na pełnej prędkości wypada z drogi i dachuje, gruchocząc bezcenne dłonie chirurga. Zdesperowany Strange wyprzedaje majątek, chwytając się każdej deski ratunku. Nie pomagają osiągnięcia nowoczesnej medycyny, to czemu by nie spróbować szarlatanerii na Dalekim Wschodzie. Co prawda i tu nasz egocentryk nie uzyskuje pożądanego panaceum, ale czymże jest nieuleczenie dłoni przy uzdrowieniu duszy!
Fabuła powielająca schematy „Thora” i „Iron Mana”, zdjęcia Bena Davisa („Strażnicy Galaktyki”, „Avengers: Czas Ultrona”), kostiumy Alexandry Byrne („Avengers”, „Thor”), scenografia Charlesa Wooda („Thor: Mroczny świat”), obowiązkowe sceny po napisach końcowych – „Doktor Strange” ani przez chwilę nie pozwala nam zapomnieć, że jesteśmy w uniwersum Marvela. Zarazem jednak wyłamuje się z rutyny – tak jak wcześniej „Ant-Man” okazywał się i filmem superbohaterskim, i sztandarową komedią z repertuaru Paula Rudda, a serialowy „Luke Cage” – miksem konwencji superhero/blaxploitation, tak „Strange” łączy w sobie kolejny odcinek marvelowskiej sagi z regularnym fantasy o czarodziejach w pelerynach.
Dotychczasowi Avengersi, Strażnicy Galaktyki czy mityczni bogowie z Asgardu posiadali oczywiście ponadnaturalne zdolności, niemniej walczyli głównie fizycznie. Bohaterowie „Strange’a” wykorzystują mistycyzm i wiedzę tajemną z prastarych ksiąg, rzucają zaklęcia, zaginają czasoprzestrzeń, nagminnie – nie tylko jednorazowo, jak herosi w finale drugiego „Thora” – skaczą między portalami. Jest to wszystko na swój sposób odświeżające dla MCU, nawet jeśli twórcy jedynie sprytnie przetwarzają popkulturowe tropy.
Wizualnie i retorycznie film czerpie bowiem nie tylko ze wcześniejszych odcinków multiwersum i surrealistycznych kadrów z klasycznych komiksów Steve’a Ditko. Manipulacja architekturą odsyła do „Incepcji”, trening w nepalskim klasztorze – do „Batmana: Początku”, relacja mistrz-uczeń – do „Gwiezdnych wojen”, alternatywne światy – do „Matrixa”, astralne wrota – do „Odysei kosmicznej”. W olśniewającej walce finałowej, gdzie w ruch nie idą pięści, lecz magia przy wydatnym udziale mózgu, pojawia się nawet pomysłowa trawestacja mitu o Syzyfie. Z kolei motyw żywej peleryny dowcipnie nawiązuje do latającego dywanu z perskich baśni.
Humor w ogóle jest mocną stroną filmu, przy czym nie wydaje się wymuszony, co było bolączką kilku innych produkcji Marvela. Przednio wypadają żarty z użyciem „Single Ladies” Beyoncé w świecie mnichów i z pomyleniem zaklęcia z hasłem do Wi-Fi. Cumberbatch zaś z właściwą dla siebie swadą i ujmującą dezynwolturą wciela się w faceta sypiącego sarkastycznymi one-linerami, które śmieszą wyłącznie jego.
Obsada to kolejny atut. Niby gwiazdy z pierwszej ligi to w MCU standard, ale brytyjski tercet w składzie Cumberbatch, Tilda Swinton i Chiwetel Ejiofor (Mordo) zdecydowanie podnosi poprzeczkę prestiżu. Castingowi towarzyszyły poniekąd zasadne zarzuty o whitewashing, ale efekt rozwiewa wątpliwości. Androgyniczna, niepokojąca tak, jak tylko ona potrafi – Swinton w roli Starożytnej to strzał w dziesiątkę. Ponadto Azjatów godnie reprezentuje Benedict Wong jako bibliotekarz, postać teoretycznie mniejszej wagi, a bardziej zapadająca w pamięć niż niewykorzystana, niestety, Rachel McAdams w roli stereotypowej dziewczyny/powiernicy bohatera (patrz: Pepper Potts, Jane Foster). Największy zgrzyt to jednak czarny charakter Madsa Mikkelsena, rola tak nijaka na poziomie fabularnym, że zapamiętuje się po niej głównie fantazyjnie demoniczny makijaż. Kudy Kaeciliusowi do Lokiego.
Owe defekty nie zmieniają skądinąd faktu, że Marvel znów dostarczył spektakularnej, a przy tym niegłupiej rozrywki. Niby w duchu inżyniera Mamonia, a jednak jakimś cudem stanowiącej odrębną jakość. Magia.
koniec
11 listopada 2016

Komentarze

13 XI 2016   20:28:27

chyba miało być jednak proste i jednoznaczne "aspirują" a nie niezbyt pasujące tutaj "predestynują"...

13 XI 2016   21:16:42

racja bo niby kogo te filmy "predestynują"? patrz SJP: "predestynować - CZYNIĆ KOGOŚ LUB COŚ szczególnie przydatnym do czegoś"; no i że filmy są szczególnie przydatne do bajek z morałem? wtopa autora i korekty

14 XI 2016   08:14:49

za dr Maciejem Malinowskim, językoznawcą: "predestynować. Jeśli określone cechy jakiejś osoby lub rzeczy albo inne okoliczności predestynują ją do czegoś, to czynią ją szczególnie przydatną do tego, np. Jej dźwięczny głos predestynował ją do tej roli..."

--> więc właśnie filmy Marvela predestynują do roli współczesnych bajek z morałem.

Mam nadzieję, że rozjaśniłem.

Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wspomnienia z wakacji: W blasku słońca
Marcin Knyszyński

18 X 2019

Na początku 2018 roku światem filmowego horroru wstrząsnął film „Hereditary” w reżyserii Ariego Astera. Produkcja wychodziła dość wyraźnie poza standardy gatunku i przyzwyczajenia odbiorców – nie dziwią zatem (podobnie jak w przypadku późniejszej o pół roku nowej wersji „Suspirii”) skrajne opinie. Drugi film Astera, „Midsommar”, został już przed premierą odpowiednio zaszufladkowany – to od tego gościa co zrobił „Hereditary”, pewnie będzie ostra jazda. Film wchodzi do kin na samym początku (...)

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Miłość w cieniu czerwonej gwiazdy
Sebastian Chosiński

16 X 2019

Jeszcze kilka lat wcześniej, w czasach stalinowskich, taki film, jak „A jeśli to miłość…” Julija Rajzmana, nie mógłby powstać. Radziecka młodzież miała bowiem kochać nade wszystko Partię, Ojczyznę i Josifa Wissarionowicza, a nie siebie nawzajem. Pewne oznaki takiego myślenia można zresztą dostrzec w kreacji postaci dyrektorki szkoły i nauczycielki języka niemieckiego.

więcej »

East Side Story: Latający Kiwaczek na tropie Smoczego Króla
Sebastian Chosiński

13 X 2019

Takiego zagęszczenia gwiazd zagranicznych na metr kwadratowy planu filmowego nie było chyba w rosyjskim (względnie radzieckim) kinie od czasu „Czerwonego namiotu” Michaiła Kałatozowa. Jason Flemyng, Jackie Chan, Arnold Schwarzenegger, Charles Dance, świętej pamięci Rutger Hauer (a to jeszcze wcale nie wszyscy) – uświetnili „Tajemnicę smoczej pieczęci” Olega Stiepczenki, obraz będący kontynuacją głośnego „Wija” sprzed pięciu lat.

więcej »

Polecamy

Dalekowschodnie nauki

Z filmu wyjęte:

Dalekowschodnie nauki
— Jarosław Loretz

Jubileuszowy ptak
— Jarosław Loretz

Jak w plener, to z przyjaciółmi
— Jarosław Loretz

Pamiętajcie o higienie!
— Jarosław Loretz

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Sierpień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry

Esensja ogląda: Listopad 2016 (2)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Sierpień 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry

Esensja ogląda: Grudzień 2012 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Marcin T.P. Łuczyński, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Z krwi i kości
— Grzegorz Fortuna

Keanu barada nikto, czyli Ziemia się nie zatrzymała
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.