Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 marca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Steven Spielberg
‹Wojna światów›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna światów
Tytuł oryginalnyWar of the Worlds
Dystrybutor UIP
Data premiery8 lipca 2005
ReżyseriaSteven Spielberg
ZdjęciaJanusz Kamiński
Scenariusz
ObsadaTom Cruise, Dakota Fanning, Miranda Otto, Tim Robbins, Justin Chatwin, Morgan Freeman, Lisa Ann Walter, Dianne Zaremba
MuzykaJohn Williams
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania116 min
WWW
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Obcy jest w nas
[Steven Spielberg „Wojna światów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Temat był wałkowany na wszystkie możliwe sposoby. Obcy w przyszłości, obcy mali i duzi, źli i dobrzy, mordujący i ratujący ludzkość. Moda na przybyszów z kosmosu ma swoje początki w książce „Wojna Światów” Herberta George’a Wellsa z 1898 r. i jej ekranizacji z roku 1953. Widać historia zaczyna zjadać własny ogon, bo zamiast dalej czerpać z niezapomnianej „Wojny…”, bezwstydnie zabiera się za robienie kolejnej ekranizacji powieści Wellsa. A opieranie się na tak starych rozwiązaniach fabularnych zawsze niesie ze sobą poważne niebezpieczeństwa.

Łukasz Kustrzyński

Obcy jest w nas
[Steven Spielberg „Wojna światów” - recenzja]

Temat był wałkowany na wszystkie możliwe sposoby. Obcy w przyszłości, obcy mali i duzi, źli i dobrzy, mordujący i ratujący ludzkość. Moda na przybyszów z kosmosu ma swoje początki w książce „Wojna Światów” Herberta George’a Wellsa z 1898 r. i jej ekranizacji z roku 1953. Widać historia zaczyna zjadać własny ogon, bo zamiast dalej czerpać z niezapomnianej „Wojny…”, bezwstydnie zabiera się za robienie kolejnej ekranizacji powieści Wellsa. A opieranie się na tak starych rozwiązaniach fabularnych zawsze niesie ze sobą poważne niebezpieczeństwa.

Steven Spielberg
‹Wojna światów›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna światów
Tytuł oryginalnyWar of the Worlds
Dystrybutor UIP
Data premiery8 lipca 2005
ReżyseriaSteven Spielberg
ZdjęciaJanusz Kamiński
Scenariusz
ObsadaTom Cruise, Dakota Fanning, Miranda Otto, Tim Robbins, Justin Chatwin, Morgan Freeman, Lisa Ann Walter, Dianne Zaremba
MuzykaJohn Williams
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania116 min
WWW
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
„Wojna Światów” spod ręki Stevena Spielberga stoi nad przepaścią rozdzielającą różne sposoby pojmowania filmowej materii. Po jej jednej stronie jest pomysł sprzed ponad wieku – że najazd obcych, że ostateczną bronią Ziemian stają się drobnoustroje. Fabuła oczywiście poddana jest lekkiemu liftingowi. Rzecz dzieje się w Ameryce w czasach współczesnych, a nie w Anglii, jak to miało miejsce w pierwowzorze. Przeciwko obcym zaś wyruszają śmigłowce i najnowocześniejsze czołgi.
Niemniej naciąganie skóry i odsysanie tłuszczu nie zakrywa starczych zmarszczek fabuły. Czy obcy nie wiedzą, że na ziemi żyją drobnoustroje? Stać ich na bajeranckie trójnogie pojazdy kroczące, a nie mogą zbudować najprostszego mikroskopu? Niedorzeczność. Do tego wyglądają przekomicznie – te rybie pyszczki, te psie oczy. Giger (twórca postaci Obcego z tetralogii „Alien”) na ich widok popłakałby się ze śmiechu.
Ale to wszystko nieważne. Bowiem po drugiej stronie przepaści nie jest już tak źle. Spielberg, choć jedną nogę stawia na zmurszałej ze starości, przeżartej przez infantylizm fabule, drugą twardo stoi w całkiem już współczesnym kinie. Mamy zatem sprawnie pokazany obraz ludzi po tragedii - zaszczutych, przerażonych, zatrutych beznadzieją, osamotnionych. Oto dosłownie na ich oczach niezwyciężona amerykańska armia rozpada się jak domek z kart. Oto znany im świat w jeden dzień przeradza się we wrogą i, nomen omen, obcą rzeczywistość. Spod cienkiej powłoki cywilizowanej socjalizacji wydostają się brudy ludzkiej natury. Na ulicy człowiek strzela do człowieka, by odebrać mu samochód, zaraz potem tłum tratuje się wchodząc na jedyny działający prom. Słaby nie ma szans. Ginie. Silny zresztą też. Może chwile później.
Gdzie amerykańska solidarność znana z „Dnia Niepodległości”? Gdzie górnolotne, spasione patosem przemówienia? Gdzie Will Smith z rozbrajającym uśmiechem dający po pysku mackowatemu Obcemu? Nie ten świat, zdaje się mówić Spielberg.
Ray Ferrier (Tom Cruise), egoistyczny, tchórzliwy robotnik portowy, choć z początku zagubiony na równi z tysiącami swoich krajanów, znajduje siły by bronić rodziny. Nawet kosztem życia innych. I bynajmniej nie mowa tu o obcych. Skąd te siły? Wiadomo – bo syn, bo córeczka, bo była (koniecznie!) żona. Po hollywoodzku, jasna sprawa. Ale jednocześnie cały ten heroizm i walka pokazane są wyjątkowo naturalistycznie. Cruise z łopatą w dłoni staje do walki z oszalałym ze strachu człowiekiem. W innych okolicznościach minęliby się bez słowa, może pogadali chwilę o pogodzie, zapytali, jak w pracy. Tu walczą o przetrwanie.
W Hollywood, szczególnie w podobnych rozrywkowych produkcjach, takie podejście to rzadkość. Zbliżone sceny można było oglądać w angielsko-holendersko-amerykańskim „28 dni później” Danny’ego Boyle’a. Ta sama szczera wiwisekcja mrocznych zakamarków ludzkiego umysłu, nieprzystająca do lukrowanych amerykańskich produkcji.
To się nazywa mieć pecha! Statek musiał opróżniać toalety, akurat gdy przelatywał nad Tomem…
To się nazywa mieć pecha! Statek musiał opróżniać toalety, akurat gdy przelatywał nad Tomem…
A na końcu, niestety, czeka happy end odgrzebany spod warstwy kurzu osiadłego na fabularnym pierwowzorze. Spielberg, jakby zdając sobie sprawę z beznadziejnego zakończenia, poświęca mu raptem kilkanaście minut. Bohaterowie biegają, mordują, walczą o życie, płaczą po kątach, aż tu nagle, hop siup – obcy umierają. Uściski, znowu płacz po kątach, koniec. Spielberg nie próbuje ratować fabularnych mielizn, z bakteriami mordującymi najeźdźców na czele. Bo byłaby to walka równie beznadziejna, co starcie czołgu z trójnogim pojazdem obcych. Nie chodzi więc o obcych ani o ten nieszczęsny katar, potężniejszy od działa kaliber 105 mm, ale o ludzi na ulicach. O potwora wewnątrz nich.
Spielberg po to tylko przyobleka swój obraz w szatki starej „Wojny Światów”, by lepiej go sprzedać. Ale, po prawdzie, nowa „Wojna światów” byłaby znacznie lepszym filmem, gdyby wyrugować z niego obcych. Najlepsze momenty obrazu to te, w których nie widzimy przybyszów z kosmosu, ale spustoszenia, jakie ich atak poczynił w cywilizowanym społeczeństwie. Słowem – godne uznania jest to, co nijak nie wiąże się z fabularnym pierwowzorem.
Z zastąpieniem obcych czymś innym Spielberg nie miałby problemu. Mało to „złego” na świecie?
koniec
20 lipca 2005

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

W lesie… jesteśmy z polskimi slasherami
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

30 III 2020

Przypadek „W lesie dziś nie zaśnie nikt” pokazuje, że zrobić dobry slasher, będący hołdem dla klasyki, też trzeba umieć.

więcej »

East Side Story: Droga przez mękę
Sebastian Chosiński

29 III 2020

Nie wątpię, że Siergiej Czernikow kocha kino i jego największym marzeniem jest realizować filmy, które przypadną do gustu widzom. Niestety, jak na razie jest to miłość nieodwzajemniona. Debiutancki dramat Czernikowa powstawał przez kilka lat, a kiedy już doczekał się premiery, okazał się dziełem nad wyraz niedorobionym. Dlatego, jeżeli nie musicie oglądać jej z recenzenckiego obowiązku, unikajcie „Zimy”.

więcej »

Do sedna: Alejandro González Iñárritu. Zjawa.
Marcin Knyszyński

28 III 2020

„Zjawa” to jak na razie ostatni film Alejandro Gonzáleza Iñárritu. Nie powtórzył sukcesu „Birdmana”, który rok wcześniej zdobył Oscara w kategorii „Najlepszy film”, ale przyniósł drugą z rzędu nagrodę reżyserowi, który rozsiadł się na Parnasie i do tej pory zastanawia się co dalej. My w tym czasie cofamy się o dwieście lat i lądujemy na północy Stanów Zjednoczonych.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Styczeń 2016 (1)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Jarosław Robak, Konrad Wągrowski

Najlepszego sortu Amerykanin
— Jarosław Robak

Esensja ogląda: Czerwiec 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Ewa Drab, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Luty 2013 (Kino)
— Miłosz Cybowski, Gabriel Krawczyk, Alicja Kuciel, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Styczeń 2013 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Piotr Dobry, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Dymy i światła
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Człowiek pogryzł konia
— Łukasz Gręda

Zabili go i uciekł
— Agnieszka Szady

Przygoda, przygoda każdej chwili szkoda!
— Łukasz Gręda

Tegoż autora

Prawie magia w prawie świecie
— Łukasz Kustrzyński

Tego ciemny lud nie kupi
— Łukasz Kustrzyński

Sztuka wybaczania
— Łukasz Kustrzyński

Niewidoczny POPiS reżysera
— Łukasz Kustrzyński

Bigos z zepsutą kiełbasa i morze słowackiej wódki
— Łukasz Kustrzyński

Ci wspaniali mężczyźni w swych latających strojach Batmana
— Łukasz Kustrzyński

Posłyszałem szum w ciemności
— Łukasz Kustrzyński

A co by było gdyby…
— Łukasz Kustrzyński

Prowincjonalne ciasteczko, czyli bracia Coen trzymają poziom
— Łukasz Kustrzyński

U Rodrigueza (prawie) bez zmian
— Łukasz Kustrzyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.