Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Mistrz kierownicy ucieka

Esensja.pl
Esensja.pl
Edgar Wright nakręcił heist movie z potencjałem wprowadzenia go z miejsca do panteonu gatunku. Lecz mimo płynących zewsząd zachwytów, z ostatecznym werdyktem, czy „Baby Driver” będzie wymieniany jednym tchem obok „Gorączki”, „Podejrzanych” i „Ocean’s Eleven”, trzeba będzie trochę się wstrzymać.

Edgar Wright
‹Baby Driver›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBaby Driver
Dystrybutor UIP
Data premiery7 lipca 2017
ReżyseriaEdgar Wright
ZdjęciaBill Pope
Scenariusz
ObsadaAnsel Elgort, Jon Bernthal, Jon Hamm, Eiza González, Micah Howard, Lily James, Morgan Brown, Kevin Spacey
MuzykaSteven Price
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiUSA, Wielka Brytania
Czas trwania113 min
WWW
Gatunekakcja, muzyczny
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Podobno Wright za młodu słysząc „Bellbottoms” Jon Spencer Blues Explosions doświadczył objawienia. Mając w uszach piosenkę, w wyobraźni rozgrywał szaloną ucieczkę samochodem, gdzie każdy takt współgrał z akcją i odwrotnie. Ten zresztą motyw będzie w „Baby Drive” powtarzał się wielokrotnie. Kule na ekranie świszczą w rytmie muzyki, smsy pisane są do taktu, a policyjna syrena sprawdza się w roli elektro-miksera. Akompaniament muzyczny definiuje perspektywę obrazu na równi z pędzącymi brykami, nieprawdopodobnymi pościgami i zuchwałymi napadami, które łączy jeden przymiot – kierowca szybki jak błyskawica.
Baby to młodsze wcielenie Drivera z „Drive”. Małomównego, wycofanego diabła za kółkiem. Jego zadaniem jest zgubić po napadzie policyjną pogoń, dowieźć ekipę do bezpiecznego lokum. Po akcji skoczyć po kawę, zgarnąć swoją część łupu i czekać na następny telefon. „Dzwonią. Jadę” - to najkrótszy opis jego życiowego zajęcia. Muzyka, do której podłączony jest niczym jak do kroplówki, nieodzownie partneruje mu w każdej akcji. W fatalnym „Hudsonie Hawku” główny bohater dokonywał kradzieży nucąc piosenki o określonej długości, aby wiedzieć ile jeszcze zostało mu czasu do ucieczki. Baby z podobną drobiazgowością selekcjonuje własną track listę, nakręcającą go do szybkiej jazdy. Dominują w niej kawałki z budowanym dramatyzmem: powolną uwerturą i uderzeniem w środku. Nasączone zmiennością i dynamizmem. Jeśli znacie gitarowe solo Briana Maya z „Brighton Rock” Queen to dalsze tłumaczenie jest zbędne. Każdy takt, każda nuta jest tu przemyślana, bo kradzież i ucieczka jest jak perfekcyjna rock’n’rollowa symfonia, gdzie nie ma miejsca na pomyłki.
W „Baby Driver” czuć przemożną ochotę Wrighta na zabawę konwencją i uczynienia z filmu obiektu kinowego kultu. Mamy tu coolerskie, nasycone barwy, tempo wciskające w fotel bardziej niż niejeden pościg z „Szybkich i wściekłych” i ścieżkę muzyczną, której staranności nie powstydziłby się sam Quentin Tarantino. Z powyższych składników Wright inscenizuje dzieła sztuki kina akcji, gdzie auto w rękach Baby’ego jest pędzlem, niknąca pod kołami szosa – chłonącym je płótnem. Kiedy jednak tempo wyhamowuje, spowalniają też bohaterowie. Między sekwencyjnymi majstersztykami fabuła przeskakuje równie gładko co zmiana stron kasety na oldschoolowych walkmanach bez funkcji autoreversu. Na tak nakreślonym tle Wright bowiem ogrywa bowiem banalną opowieść o exodusie totalnym. Nie tylko w złodziejskim procederze to słowo klucz. Niekończące się dźwięki muzyki są ucieczką i remedium na ciągnące się od dzieciństwa dolegliwości zdrowotne i duszy chłopaka. Na dodatek Baby – wciśnięty do złodziejskiego biznesu na siłę, pragnie wyrwać się z półświatka i wieść zwyczajne życie. Zza kamiennej twarzy marzy o zakochaniu, chce rzucić wszystko, wjechać na autostradę w za drogim samochodzie, i z muzyką płynącą z głośników mknąć gdzieś w nieznane. Oczywistym węzłem fabularnym będzie moment, kiedy bohater prędzej czy później stanie na rozdrożu ostatecznych rozwiązań i snuta sielanka nie potrwa długo. Wyjście z przestępczego procederu nigdy nie jest łatwe, a już szczególnie, kiedy ekranowym bossem jest Kevin Spacey. Wright w komponowaniu filmu zdał się trochę na sprawdzony przepis przemysłu muzycznego - wypełniając obowiązkowy czas płyty, pomiędzy hitami wcisnął mniej wyraziste utwory drugiego sortu.
Nie można jednak odmówić Wrightowi czucia kina i zapału. W obiektywie kamery łączy formy i gatunki. W zmieniających się jak w szafie grającej stylach, ma swoją metodę, którą podbija autorskim stemplem. Skrzętnie dokonuje fuzji i reinterpretacji kina gangsterskiego, heist movies czy niewinnego love story. Skupia czujnie oko na scenograficznych detalach, pościgi filmuje w close-upach, gdzie zaciśnięta twarz wychyla się w dramatycznym skupieniu zza samochodowej kierownicy. Ogrywając powierzchownie stonowaną kreację swojego głównego bohatera, wypełnia tło wokół niego postaciami o jaskrawszym emploi. Ci są może i wdzięcznie barwni, lecz przyjmują wyłącznie stereotypowe pozy etatowych ekranowych złoczyńców. Jamie Foxx wygrywa rolę bezwzględnego bad motherfuckera, dla którego lekiem na wszystko jest kula w łeb. John Hamm to zaślepiony bon vivant o wytrwałości Terminatora. Kevin Spacey jest… Kevinem Spacey w swoim galowym, cynicznym wydaniu. W charakterologicznym kontrapunkcie do typów spod ciemnej gwiazdy ustawiona jest urocza kelnereczka z przydrożnej jadłodajni. Pośpiewująca pod nosem, z uchem do muzyki. Jest z innego świata, głowę wypełniają niewinne, eskapistyczne marzenia i pragnienia. Nic dziwnego zatem, że nie tylko ładna buzia sprawia, że dla Baby’ego to ona jest znacznie bliższa jego sercu.
Choć brzmi to jak garść zgranych motywów, drobne wady nie zagrażają trwałości konstrukcji całego filmu. W „Baby Driver” liczy się przede wszystkim frajda z oglądania, a tę Edgar Wright potrafi dostarczyć jak mało kto. Fabuła, gdzie przecież przez dużą jej część bohaterowie dociskają tylko gaz do dechy lub pociągają za spust, nie trąci kiczem, co na tle ostatnich zdobyczy gatunku jest rzadkością. A to już na dobre – choć nie wybitne – kino popularne z pewnością wystarcza.
koniec
7 lipca 2017
dodajdo

Komentarze

19 VII 2017   09:21:45

" - Słuchaj film trzeba nakręcić, wakacje idą.
- szefie nie dam rady, przygotowuje sie naprawdę do dużej produkcji, reklama chipsów albo piwa - nie pamiętam już
- Daj spokój załatwię Spacey, Foxx i pójdzie
- A scenariusz już jest ?
- No nie ale jak masz takich aktorów? Spacey zagra jak zwykle, Foxxowi się powie, ze ma być jak u Tarantino w Jango - tylko, że koni nie będzie. Na zdjęcia masz 5-7 dni. dasz radę. Dodatkowo załatwiłem z wytwórnią dostęp do muzyki z lat 60-80. To teraz modne. to się zmontuje i będzie hit"
- Ok, martwi mnie tylko brak tego scenariusza, w szkole mówili, że musi być.
- Pooglądaj trochę starych filmów, najlepiej z napadami na banki i pogoniami samochodowymi. Dasz radę."

12 IX 2017   23:53:17

Film okrutnie gówniany, zlepiony z ogranych motywów, z drewnianym bohaterem i papierowymi drugoplanowcami (wygadany murzyn z getta, chuda laska strzelająca akimbo seriami z peemów, wielki szef mafii w krawacie itp) z cukierkowym finałem, doklejonym po dwóch finałach poprzednich.
Lekko spojlerując: współudział w licznych napadach z bronią w ręku połączonych z morderstwami zostaje na dobrą sprawę wykasowany i wybaczony na zasadzie "to dobry chłopak był, dzień dobry mówił i oddał torebkę" - klasyczny pokaz hollywoodzkiej pustki umysłowej i moralnej scenarzystów.
K@rwa, ja, który to coś ukradłem ściągając z torrenta jestem większym gangusem niż zaprezentowne w tym "filmie" ekipy hipster-gangsterów.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: Prostaczek naszych czasów
Sebastian Chosiński

18 II 2018

Komediodramat Witalija Susłina ma bardzo gorzki wydźwięk. Ale czy może być inaczej, skoro opowiada o sympatycznym i pracowitym wiejskim prostaczku, którego postanawia wykorzystać do swoich niecnych celów para cwaniaczków z dużego miasta? „Boże cielę” – choć tytuł oryginalny jest nieco bardziej dosłowny – idealnie oddaje i charakter głównego bohatera, i nastrój filmu.

więcej »

East Side Story: Chrześcijański fundamentalizm vs. agnostycyzm
Sebastian Chosiński

11 II 2018

W ten film dramat wpisany był od samego początku pracy nad nim. Scenarzystka i reżyserka Walerija Surkowa za podstawę fabuły obrała bowiem mniej znaną sztukę Anny Jabłonskiej – ukraińskiej pisarki, która zginęła przed siedmioma laty w zamachu terrorystycznym na moskiewskim lotnisku Domodiedowo. „Poganie” to film, który konfrontuje ze sobą poczucie szczęścia, do którego dąży człowiek, z wiarą, która narzuca na niego wiele ograniczeń. A wnioski, do jakich prowadzi na pewno nie są jednoznaczne…

więcej »

Film o filmie tak złym, że aż dobrym
Jarosław Robak

9 II 2018

Dziś premiera „The Disaster Artist” Jamesa Franco. Przypominamy recenzję z American Film Festival.

więcej »

Polecamy

Każdy kadr to Ameryka

Dobry i Niebrzydki:

Każdy kadr to Ameryka
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Rzeźnia dla dwojga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Partia na party w czasach Brexitu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jak smakują Porgi?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Esensja ogląda: Lipiec 2017
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Esensja ogląda: Grudzień 2016 (2)
— Jarosław Loretz

Święto Zmarłych
— Bartosz Sztybor

Tegoż autora

One Man Show
— Kamil Witek

Nie interesuje mnie żaden związek
— Kamil Witek

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Kuglarskie sztuczki
— Kamil Witek

NajAmerican Film Festival 2017
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Remanent filmowy 2016
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Tydzień z życia kierowcy
— Kamil Witek

Gwiezdny pył
— Kamil Witek

Trzęsienie ziemi
— Kamil Witek

Who Watches the Watchmen?
— Kamil Witek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.