Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Trey Edward Shults
‹To przychodzi po zmroku›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTo przychodzi po zmroku
Tytuł oryginalnyIt Comes at Night
Dystrybutor M2 Films
Data premiery7 lipca 2017
ReżyseriaTrey Edward Shults
ZdjęciaDrew Daniels
Scenariusz
ObsadaJoel Edgerton, Christopher Abbott, Carmen Ejogo, Riley Keough, Kelvin Harrison Jr., Griffin Robert Faulkner, David Pendleton, Mikey
MuzykaBrian McOmber
Rok produkcji2017
Czas trwania91 min
Gatunekgroza / horror, kryminał
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Ciemno
[Trey Edward Shults „To przychodzi po zmroku” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jeśli uważacie, że nie ma horroru bez wysypu jump-scare’ów, a brak finałowego twista zupełnie dyskwalifikuje filmy z tego gatunku, lepiej odpuście sobie seans „To przychodzi po zmroku”. Jeśli jednak sądzicie, że od wyskakujących z ciemności potworów o wiele bardziej niepokojące potrafi być psychologiczne napięcie między bohaterami, a nic tak nie potęguje grozy jak ciasna przestrzeń, gra światłem i ruch kamery, filmu Treya Edwarda Shultsa nie powinniście przegapić.

Jarosław Robak

Ciemno
[Trey Edward Shults „To przychodzi po zmroku” - recenzja]

Jeśli uważacie, że nie ma horroru bez wysypu jump-scare’ów, a brak finałowego twista zupełnie dyskwalifikuje filmy z tego gatunku, lepiej odpuście sobie seans „To przychodzi po zmroku”. Jeśli jednak sądzicie, że od wyskakujących z ciemności potworów o wiele bardziej niepokojące potrafi być psychologiczne napięcie między bohaterami, a nic tak nie potęguje grozy jak ciasna przestrzeń, gra światłem i ruch kamery, filmu Treya Edwarda Shultsa nie powinniście przegapić.

Trey Edward Shults
‹To przychodzi po zmroku›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTo przychodzi po zmroku
Tytuł oryginalnyIt Comes at Night
Dystrybutor M2 Films
Data premiery7 lipca 2017
ReżyseriaTrey Edward Shults
ZdjęciaDrew Daniels
Scenariusz
ObsadaJoel Edgerton, Christopher Abbott, Carmen Ejogo, Riley Keough, Kelvin Harrison Jr., Griffin Robert Faulkner, David Pendleton, Mikey
MuzykaBrian McOmber
Rok produkcji2017
Czas trwania91 min
Gatunekgroza / horror, kryminał
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Apokalipsa w „To przychodzi po zmroku” zostaje sprowadzona do czterech ścian. Po świecie hula dziesiątkujący ludzkość tajemniczy wirus, jednak zamiast obrazami końca cywilizacji, Shults rozpoczyna swój film kameralną katastrofą – ofiarą choroby zostaje członek najbliższej rodziny, a pozostali dokładają starań, by ulżyć mu w cierpieniu i samemu uchronić się przed niebezpieczeństwem. Zaszyci w domku w głębi lasu, pozbawieni kontaktu z innymi ludźmi, wyposażeni w zasoby, spośród których tylko drewno wydaje się niewyczerpalne, próbują przetrwać, nie wiedząc (ani szczególnie nie pytając), czy upór w ich sytuacji ma sens i czy będzie jeszcze kiedyś do czego wracać. Pewne jest tylko to, żeby nie wychodzić z domu po zmroku, a i za dnia robić to tylko parami, po powrocie zaś dobrze zamykać drzwi – w leśnej głuszy w każdej chwili czyhać może niebezpieczeństwo (reżyser sprytnie nie dopowiada, czy bohaterowie bronią się przed zakażonymi, czy przed innymi zdrowymi, którzy w obliczu końca świata mogliby zapomnieć o moralności). Sprawa komplikuje się, gdy na ganek domu bohaterów trafia poszukujący zapasów mężczyzna.
„To przychodzi po zmroku” nie jest horrorem atrakcji, w którym niezliczone jump-scare’y mają w równej mierze przyprawić widza o zawał serca, jak i odwrócić uwagę od niedorzeczności scenariusza. Shults ma zupełnie inny sposób na wzbudzanie niepokoju. Po pierwsze, o żniwie, które zbiera wirus, wiemy właściwie tyle, co odcięci od świata bohaterowie. Nie wiemy, ilu ludzi pozostało przy życiu. Nie wiemy, skąd wzięła się choroba i czy jest na nią lekarstwo. Po drugie, reżyser zręcznie zaciera granice między jawą a snem. Po trzecie, świetnie gra się tu przestrzenią i światłem – tym, co widać, i, zwłaszcza, tym, czego nie. Las po zmierzchu jest już wystarczająco przerażający (fantastyczny jest tu np. pomysł na wykorzystanie oświetlenia z latarki przyczepionej do strzelby) – a dołóżmy do tego jeszcze ciemne, ciasne przestrzenie wewnątrz domu bohaterów, i kamerę, która powolutku przesuwa się ciemnymi korytarzami w stronę czerwonych, zamkniętych na zasuwę drzwi. Potwory może i czają się na zewnątrz – ale to, co w środku, często nie jest bardziej sympatyczne. Bo i „To przychodzi po zmroku” najchętniej eksploruje właśnie wnętrze, psychikę bohaterów. I to właśnie czwarty sposób, aby widz poczuł się nieswojo.
Tylko pozornie wydaje się, że rodzina Paula (Joel Edgerton) i Sarah (Carmen Ejogo), wypracowała schematy radzenia sobie z apokalipsą. Nienaruszalne zasady, bezwzględne posłuszeństwo, autorytet ojca – na tym wszystkim prędzej czy później musi pojawić się rysa, bo koniec świata nie unieważnia ludzkiej natury. Gdy w życie bohaterów nieoczekiwanie wkracza Will (Christopher Abbott) z młodą żoną (Riley Keough) i dzieckiem, wcześniej wypracowana rutyna może okazać się niewystarczająca. Pojawiają się pytania o zaufanie (tym bardziej, że opowieści Willa nie zawsze są spójne) i odpowiedzialność za innego. Znakomitym dramaturgicznie posunięciem było uczynienie głównego bohatera z nastolatka – siedemnastoletni Travis (świetny Kelvin Harrison Jr) w ciągu kilku dni doświadcza śmierci dziadka, wątpliwości, czy ojciec aby na pewno zawsze ma rację, erotycznej fascynacji oraz moralnych dylematów, którymi obdzielić powinien kilka ładnych lat życia – tymczasem, w sytuacji, gdy każdy dzień może być ostatnim, nie ma czasu na ich przepracowanie, pozostają tylko koszmary we śnie i na jawie).
Shults buduje swój film z klocków niby w kinie grozy opatrzonych: konserwatywny ojciec, empatyczna matka, dorastający chłopak, tajemniczy nieznajomy, pociągająca dziewczyna – toż to zestaw wzięty wprost z poradnika scenopisarstwa. Okruchy apokalipsy, które widzimy jedynie z perspektywy bohaterów, a także nieśmiało kiełkujące pytanie o moralność w desperackich czasach, to „Droga”, „The Walking Dead” i co tam jeszcze chcecie. Z kolei wirus, którego nosiciel z automatu zostaje śmiertelnym zagrożeniem, może kojarzyć z przynajmniej setką produkcji o zombie (a i w inspiracji filmem „Coś” Carpentera byłoby coś na rzeczy). A jednak reżyserowi udaje się poskładać swój film zarówno bez uciekania się do pustych hołdów dla popkulturowej tradycji, jak i bez cudzysłowów i pastiszowych zagrywek). Produkcja Shultsa przypomina w tym najlepsze amerykańskie horrory ostatnich lat, które zarzuciły postmodernistyczną ironię na rzecz tonu serio. I choć ostatecznie nieco im ustępuje – nie ma tu ani tak kapitalnej metafory jaką dla dojrzewania znalazło „Coś za mną chodzi”, ani transgresji na miarę „Czarownicy” czy „Zło we mnie” – to jednak cieszy, że znów oglądamy kino grozy, które traktuje widza poważnie. Takie, które wie, że człowiek postawiony w skrajnej sytuacji wystarczy, by przyprawić o ciarki. Zwłaszcza jeśli filmować go w ciemności.
koniec
10 lipca 2017

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Ludzie na kutrze, a kuter w wodzie
Sebastian Chosiński

19 II 2020

W tym samym 1972 roku w Związku Radzieckim przeniesiono na ekran dwa dzieła prozatorskie Borisa Wasiljewa – debiutancką nowelę „Kuter Iwana” oraz późniejszą o dwanaście lat powieść „Tak tu cicho o zmierzchu”. Drugi film zyskał wielką sławę na całym świecie, pierwszy natomiast – na długi czas powędrował na półkę. Był po prostu zbyt pesymistyczny i obyczajowo odważny.

więcej »

Mmm? Eee… Ach!
Agnieszka ‘Achika’ Szady

17 II 2020

Post-apo w wersji psio-kociej? Z miasta zniknęli wszyscy ludzie i domowe pupilki muszą sobie radzić same. Zdobycie pożywienia nie nastręcza wielkich problemów (kiedy już przedostaną się do wnętrza centrum handlowego), gorzej, że pościg – i to z kilku różnych stron – ciągle następuje im na pięty.

więcej »

East Side Story: Nie dzieje się nic, a wydarza tak wiele
Sebastian Chosiński

16 II 2020

„Pewnego razu w Trubczewsku” Łarisy Sadiłowej to dzieło z gatunku tych, w których dzieje się niewiele, ale wydarza tak dużo. Nostalgiczny melodramat opowiada o spóźnionej i nie do końca spełnionej miłości dwojga ludzi, którzy znają się od lat, ponieważ mieszkają po sąsiedzku. Problem w tym, że oboje mają rodziny – współmałżonków i dzieci.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Babel.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Żmije
— Jarosław Robak

American Film Festiwal 2018 (1)
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Pretty in Pink
— Jarosław Robak

Szycie wewnętrzne
— Jarosław Robak

Film o filmie tak złym, że aż dobrym
— Jarosław Robak

Czarująca historia miłosna
— Jarosław Robak

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ameryka jak wielki park Disneya
— Jarosław Robak

Duch Ameryki a kwestia rasowa
— Jarosław Robak

NajAmerican Film Festival 2017
— Jarosław Robak, Kamil Witek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.