Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Komiksy i klozety, czyli jedna z najmądrzejszych bajek roku

Esensja.pl
Esensja.pl
Czego się spodziewać po filmie dla dzieci zatytułowanym „Kapitan Majtas”? Na pewno nie przeuroczej ody do kreatywności. A jednak.

David Soren
‹Kapitan Majtas›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKapitan Majtas
Tytuł oryginalnyCaptain Underpants: The First Epic Movie
Dystrybutor Imperial CinePix
Data premiery21 lipca 2017
ReżyseriaDavid Soren
Scenariusz
ObsadaKevin Hart, Ed Helms, Nick Kroll, Thomas Middleditch, Jordan Peele, Kristen Schaal, DeeDee Rescher, Brian Posehn
MuzykaTheodore Shapiro
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania89 min
Gatunekakcja, animacja, komedia
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Jest taki etap w życiu człowieka, kiedy wszelkie skojarzenia fekalno-gastryczne urastają do rangi najśmieszniejszych rzeczy na świecie. U niektórych ten etap zresztą nigdy się nie kończy, na przykład Adam Sandler zbudował wokół niego całą karierę.
Dav Pilkey jest pozornie takim Sandlerem świata literatury dziecięcej. Pierwszy tom przygód Kapitana Majtasa opublikował dokładnie dwadzieścia lat temu. Od tamtego czasu cykl rozrósł się do tuzina bestsellerowych odcinków przetłumaczonych na ponad dwadzieścia pięć języków, z czego nad Wisłą ukazało się kilka pierwszych części, jak „Inwazja Krwiożerczych Klozetów”, „Przerażający plan profesora Pofajdanka” czy „Wielka bitwa z Zasmarkanym Cyborgiem”. Polski wydawca nie zdecydował się jednak wypuścić tomu, w którym jeden z młodocianych bohaterów ukazany jest w dorosłym życiu jako homo- lub biseksualista (wszystko sprowadza się do jednego niedopowiedzianego rysunku).
Kontrowersje towarzyszą serii Pilkeya nie tylko w aspekcie genderowym; książki o Majtasie regularnie trafiają za oceanem na czarne listy najbardziej niepedagogicznych publikacji, zawierających wulgarne słownictwo, aluzje seksualne bądź wyraziste odniesienia rasowe. Sam „niepoprawny” autor nie wydaje się szczególnie zmartwiony takim obrotem spraw („To poniekąd ekscytujące znaleźć się w jednym towarzystwie z Markiem Twainem, Harper Lee i Mayą Angelou”, mówił w jednym z wywiadów), choć z drugiej strony ubolewa, że owa autorytatywna dezaprobata może a priori zniechęcić niektórych rodziców do zakupu lub wypożyczenia „Majtasa”.
W tym miejscu biję się w pierś: sam tytuł serii sprawiał, że krzywiłem się tak na książki Pilkeya, jak i ich adaptację („Kapitan Majtas: Pierwszy wielki film” czerpie de facto z czterech pierwszych tomów), prewencyjnie chroniąc swe niebożęta przed spodziewanym plugastwem. Traf jednak chciał, że mój czterolatek – na którego skądinąd słowa typu „gacie”, „pupa”, „kupa” i pochodne działają niczym ożywcze zaklęcia – miał wielkie parcie na kino akurat wtedy, gdy nasz prowincjonalny minipleks nie wyświetlał niczego innego w dziecięcej grupie docelowej. Zaryzykowałem zatem. I nie żałuję.
Owszem, w filmie dominuje slapstickowo-klozetowy humor, pojawiają się gigantyczne roboty-sedesy, fajerwerki z papieru toaletowego i Uranus zestawiony ze zwrotem „your anus” (który to żart, choć Uranus pozostaje Uranusem, zamiast Uranem, oczywiście ginie w polskim przekładzie). Ba, jest nawet cała sekwencja musicalowa oparta na pierdach i beknięciach. Jednak – o dziwo – nie ma w tym wszystkim krzty przewidywanej wulgarności, nie ma sytuacji znanej z wielu bajek, gdy jakiś sympatyczny miś lub zajączek nagle puszcza gazy ku uciesze małoletniej widowni, po czym beztrosko przeskakujemy do następnej sceny. Różnica polega na tym, że w „Majtasie” owe gazy i inne wątpliwe rozbawiacze nie stanowią sedna gagu, lecz składową dużo szerszego kontekstu – wydatnie wpływają na świat przedstawiony, modelują charakter protagonistów i działają na poziomie meta.
Bohaterami są George i Harold, czwartoklasiści i najlepsi kumple, a przy okazji podwójne utrapienie grona pedagogicznego. George jest czarny, Harold – biały, choć przynajmniej w filmie ich relacje między sobą i z otoczeniem są całkowicie przezroczyste rasowo, utrzymane w duchu „color blind”. Liczy się co innego: George jest scenarzystą, Harold – rysownikiem, a tytułowy Kapitan Majtas to produkt ich wyobraźni, mało rozgarnięty superbohater wyraźnie nawiązujący do kanonu („To nie ptak, to nie samolot, to nie kanapka z pastą jajeczną”, śpiewa sam Weird Al Yankovic w jednej ze scen). Majtas najpierw funkcjonuje jedynie w komiksach chłopców, a z czasem zyskuje oblicze nielubianego dyrektora szkoły, który pod wpływem hipnozy staje się właśnie głupkowatym herosem; film – podobnie jak książki Pilkeya – często burzy „czwartą ścianę”, bohaterowie zwracają się bezpośrednio do widzów, co bynajmniej nie rzutuje na i tak umowny realizm całości. A że każdy superbohater potrzebuje nemezis, Majtas znajduje go w osobie profesora Pofajdanka, wybitnego naukowca, który został złoczyńcą po tym, gdy podczas uroczystej gali wręczenia mu Nagrody Nobla całe audytorium nie mogło powstrzymać się od śmiechu z jego nazwiska. Teraz Pofajdanek chce zlikwidować poczucie humoru u wszystkich ludzi na świecie – stawka jest więc, o paradoksie, wyjątkowo poważna.
Siłą filmu pozostaje już samo to, jak ujmująco twórcy rozgrywają etos komiksów superbohaterskich; z miejsca wierzy się w dziewiczą, czystą, bezbrzeżną miłość George’a i Harolda do tego medium. Film uwzniośla też naturalnie moc przyjaźni, największym dramatem dla bohaterów jest widmo rozdzielenia ich do innych klas. „Związki na odległość nigdy nie działają”, rozpacza jeden z nich. Dobrym posunięciem studia DreamWorks było powierzenie scenariusza Nicholasowi Stollerowi („Idol z piekła rodem”, „Muppety”, „Sąsiedzi”), który jeszcze uwypuklił książkowy bromans.
Rzekomo „antypedagogiczne” wybryki przyjaciół nie mają przy tym nic z obsceny „Beavisa i Buttheada” czy „South Parku”, lecz bardzo niegłupio sprzedają wartość kwestionowania władzy i arbitralnych zasad. George i Harold to w gruncie rzeczy poczciwcy, którzy potrafią wyhamować swe anarchistyczne zapędy w momencie, gdy we wściekle pryncypialnym dyrektorze dostrzegą zakompleksionego samotnika. Film ładnie ogrywa także znaczenie poczucia humoru, sprytnie wykładając młodemu widzowi różnicę między śmianiem a wyśmiewaniem i istotę autodystansu.
Animacja jest rozkosznie prosta, postacie jawią się jak wypadkowe Fistaszków, Dilberta i Barta Simpsona, ale twórcy co i rusz wplatają w fabułę specjalne atrakcje, np. komiksowe dzielenie ekranu, „zeszytową” sekwencję poklatkową czy kapitalną przebitkę z dorosłymi już bohaterami odgrywanymi przez kukiełkowe skarpety. Forma bezbłędnie koresponduje z treścią, składając się na najlepszą od czasu „Lego Przygody” bajkę o kreatywności i przyjaźni jako naczelnych supermocach. W każdym wieku.
koniec
25 września 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

East Side Story: Prostaczek naszych czasów
Sebastian Chosiński

18 II 2018

Komediodramat Witalija Susłina ma bardzo gorzki wydźwięk. Ale czy może być inaczej, skoro opowiada o sympatycznym i pracowitym wiejskim prostaczku, którego postanawia wykorzystać do swoich niecnych celów para cwaniaczków z dużego miasta? „Boże cielę” – choć tytuł oryginalny jest nieco bardziej dosłowny – idealnie oddaje i charakter głównego bohatera, i nastrój filmu.

więcej »

East Side Story: Chrześcijański fundamentalizm vs. agnostycyzm
Sebastian Chosiński

11 II 2018

W ten film dramat wpisany był od samego początku pracy nad nim. Scenarzystka i reżyserka Walerija Surkowa za podstawę fabuły obrała bowiem mniej znaną sztukę Anny Jabłonskiej – ukraińskiej pisarki, która zginęła przed siedmioma laty w zamachu terrorystycznym na moskiewskim lotnisku Domodiedowo. „Poganie” to film, który konfrontuje ze sobą poczucie szczęścia, do którego dąży człowiek, z wiarą, która narzuca na niego wiele ograniczeń. A wnioski, do jakich prowadzi na pewno nie są jednoznaczne…

więcej »

Film o filmie tak złym, że aż dobrym
Jarosław Robak

9 II 2018

Dziś premiera „The Disaster Artist” Jamesa Franco. Przypominamy recenzję z American Film Festival.

więcej »

Polecamy

Każdy kadr to Ameryka

Dobry i Niebrzydki:

Każdy kadr to Ameryka
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Rzeźnia dla dwojga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Partia na party w czasach Brexitu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jak smakują Porgi?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja ogląda: Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

„Love Story” w wykonaniu Patryka Vegi
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Uśmiech, proszę!
— Piotr Dobry

Koniec niewinności
— Piotr Dobry

Walka żywiołów
— Piotr Dobry

Wszyscy jesteśmy Patersonami
— Piotr Dobry

Tam, gdzie diabeł mówi dobranoc
— Piotr Dobry

Magia i mózg
— Piotr Dobry

Solidarni z uchodźcami
— Piotr Dobry

Viva forever!
— Piotr Dobry

Żona gorsza od dyktatora, czyli rzecz o normalnej irańskiej rodzinie
— Piotr Dobry

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.