Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Remanent filmowy 2017

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
Rok 2017 za nami, tradycyjne roczne podsumowanie roku przed nami. Czas więc na roczny suplement – oto zbiór kilkunastu recenzji filmów z minionego roku, przypomnienie tytułów, które oglądaliśmy w 2017, o których nie pisaliśmy, bądź chcemy napisać ponownie.

Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Remanent filmowy 2017

Rok 2017 za nami, tradycyjne roczne podsumowanie roku przed nami. Czas więc na roczny suplement – oto zbiór kilkunastu recenzji filmów z minionego roku, przypomnienie tytułów, które oglądaliśmy w 2017, o których nie pisaliśmy, bądź chcemy napisać ponownie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Borg/McEnroe
(2017, reż. Janus Metz)
Konrad Wągrowski [80%]
Czy możemy mówić już o powstaniu nowego podgatunku filmu sportowego? Zwyczajowo mieliśmy do czynienia z historią pojedynczego bohatera i to najczęściej w formie bardzo powtarzalnego schematu – pierwsze sukcesy, pierwsze problemy, próba charakteru, ostateczny tryumf w wielkim finale (bądź – rzadziej – ostateczna klęska). Ten schemat mocno już kostniał i był bardzo przewidywalny – nowa wersja kina sportowego, w której mamy nie jednego bohatera, ale dwóch równoprawnych rywali wydaje się być dużo bardziej perspektywiczna. Po pierwsze dlatego, że można więcej pokazać złożoności charakterów postaci i różnic w podejściu do sportu. Po drugie dlatego, bo finał filmu nie jest oczywisty. Jeśli widz nie ma w małym palcu historii sportu, nie musi wiedzieć, kto z dwójki bohaterów będzie ostatecznie triumfował (zwłaszcza gdy są przedstawienie jako postacie naprawdę równoprawne), co służy oczywiście dramaturgii filmu. I co sprawdziło się doskonale dla rywalizacji Hunta i Laudy w „Wyścigu"Rona Howarda, a teraz sprawdza również w świetnym „Borg/McEnroe” Janusa Metza.
Ale oczywiście sama sportowa rywalizacja to tylko część tej opowieści. Bo obaj bohaterowie to postacie niezwykle barwne, charyzmatyczne, które przeszły do historii sportu. Postacie z pozoru różne, w rzeczywistości zaskakująco podobne i tę dwoistość charakteru lodowatego Szweda i niepoprawnego Amerykanina udało się w filmie doskonale oddać, ładnie koncentrując się na jednym słynnym meczu tenisowym, ale mądrze też wspierając narrację retrospekcjami (w których Borga gra notabene jego rodzony syn).
Świetnie sprawdza się również metafora sportu jako podejścia do życia. Znakomicie wykorzystanym symbolicznym elementem jest tenisowa tablica wyników – po każdym gemie wynik się zeruje, każdy kolejny gem, czy każdy kolejny set jest grą od początku. Nie ma więc sensu rozpatrywać przeszłości, tenis jest doskonałą metafora nieustannie otwierających się nowych szans i pod tym względem „Borg/McEnroe” to dzieło nad wyraz optymistyczne i budujące.
Ale jest też kawałek arcyciekawej historii Złotej Ery Tenisa, czasów legendarnych bohaterów i legendarnych pojedynków i maestria realizacji filmowej finałowego meczu. Metz nie stawia na efekty specjalne, nie koncentruje się nad wyjątkowymi zagraniami – on po prostu precyzyjnie odtwarza przebieg tego spotkania, którego scenariusz przecież bił wszystko, co mogli wymyślić filmowcy. I w efekcie otrzymujemy też zapierający dech w piersiach finał filmu, w którym widz na równi z bohaterami liczy każdy punkt i w napięciu śledzi sytuację na korcie. Nawet jeśli już wcześniej wie, kto był zwycięzcą w tym legendarnym meczu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Bracia Lumière!
(2016, reż. Thierry Frémaux)
Sebastian Chosiński [100%]
Gdy pada nazwisko Lumière, chyba wszyscy – pod każdą szerokością i długością geograficzną – wiedzą, o kogo chodzi. To pionierzy kinematografii, których wynalazek rozzłościł Thomasa Edisona, braci Skladanowskich i zapewne paru innych konstruktorów, którzy liczyli na zapisanie się po wsze czasy w dziejach ludzkiej cywilizacji. Francuzów pamięta się przede wszystkim jako tych, którzy nakręcili pierwsze filmy (a raczej filmiki, bo trwały one po nie więcej niż pięćdziesiąt sekund – takie były wówczas możliwości kinematografu). Przywołuje się przy tym głównie takie tytuły, jak „Wyjście robotników z fabryki Lumière w Lyonie” (uważany za pierwszy dokument), „Polewacz polany” (pierwsza fabuła) czy „Wjazd pociągu do La Ciotat” (który przerażał widzów patrzących na zmierzającą w ich stronę na ekranie potężną lokomotywę). Tymczasem August i Louis oraz liczni współpracujący z nimi operatorzy zrealizowali ponad tysiąc czterysta krótkich filmów. Sto osiem z nich – zrekonstruowanych cyfrowo w jakości 4K – znalazło się w dokumencie „Bracia Lumière”. Rolę narratora pełni w nim Thierry Frémaux, na co dzień dyrektor festiwalu w Cannes, który opowiada o pracy swoich wielkich rodaków z prawdziwą swadą, entuzjazmem i poczuciem humoru. Wskazuje jednocześnie na elementy, które „szaremu” odbiorcy, nie będącemu specjalistą w dziedzinie kinematografii, mogłyby umknąć, jak na przykład mistrzowskie kadrowanie, wyczucie stylu, umiejętność wyboru najlepszej z kilku dostępnych opcji. August i Louis, których często postrzegano jedynie jako zdolnych wynalazców i jeszcze bardziej obrotnych biznesmenów, urastają tym sposobem do miana artystów kina, o czym przekonuje fakt, że ich patenty w kolejnych latach wykorzystywali wybitni reżyserzy (jak chociażby Siergiej Eisenstein w „Pancerniku Potiomkinie”). Dokumentalni „Bracia Lumière” to niezwykła, sentymentalna podróż w czasie do świata fin de siècle’u, kiedy „najważniejsza ze sztuk” stawiała dopiero pierwsze, czasami jeszcze nieporadne, ale niezmiennie fascynujące kroki.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Dunkierka
(2017, reż. Christopher Nolan)
Marcin Osuch [80%]
Internetowe opinie, że piasek, fale, ogólna nuda i nic się nie dzieje można wrzucić między bajki. Jeśli ktoś się spodziewał kolejnego „Szeregowca Ryana” może być nieco rozczarowany, pozostali nie powinni. Trzeba przyznać, że Brytyjczycy potrafią tak się sprytnie chłostać za winy wobec siebie i innych, że na koniec i tak wyjdą na bohaterów. Nolan zrobił minimalistyczny film (w porównaniu z tym do czego w temacie batalistyki przyzwyczaiło widza Hollywood), który trzyma praktycznie cały czas w napięciu. Na ekranie widać jeden, dwa statki, pojedyncze samoloty a mimo to emocji jest dużo. Ta oszczędność z jednej strony podkreśla końcowy widok flotylli prywatnych łodzi przybyłych po żołnierzy, z drugiej daje więcej czasu widzowi na refleksje.
Mnie do głowy przyszła jedna – charakterystyczne, że gdy Anglicy pompatycznie podsumowują swoje działania na plażach Dunkierki to wspominając klęski, za które muszą się odegrać mówią tylko o Francji i Belgii. Polska dla nich nie istnieje, tyle warte były ich sojusze.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Ghost in the Shell
(2017, reż. Rupert Sanders)
Agnieszka ‘Achika’ Szady [80%]
Film zebrał niezłe cięgi recenzenckie, jednak chyba głównie od miłośników klasycznej, animowanej wersji. Jako widz „z zewnątrz” mogę śmiało twierdzić, że jest to bardzo dobry utwór. Major jest postacią, której losami naprawdę można się przejąć, rewelacyjny Batou niemal kradnie film, a wizualna strona całości – pełna zarówno wysmakowanych detali, jak i bajecznie imponujących panoram miasta przyszłości – dosłownie rzuciła mnie na kolana. Szczególnie utkwiły mi w pamięci cudnej urody holograficzne ryby i inne morskie stworzenia (jako dekoracja wnętrz, ale też na ulicach) oraz scena zapadania bohaterki w ciemną, głęboką wodę jako wizualizacja zagłębiania się w „mózg” robota.
Co prawda scenariusz nie zaskakuje nieprzewidywalnymi zwrotami akcji, ale to samo można powiedzieć o większości filmów fantastyczno-sensacyjnych. Wielu widzów oczekuje, że cyberpunk jako gatunek ma odpowiadać na pytania o granice człowieczeństwa. „Ghost in the Shell” udziela odpowiedzi jasno i precyzyjnie sformułowanej, natomiast jakieś głębsze wątpliwości czy rozważania postaci lepiej wypadają w tekstach pisanych, ponieważ w filmie wymagałoby to albo dialogów, które mogą wypaść pretensjonalnie, albo jeszcze bardziej sztucznej narracji zza ekranu. Poza tym – o jakich granicach mówimy w świecie, gdzie możliwe jest kasowanie i modyfikowanie wspomnień?
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi
(2017, reż. Rian Johnson)
Agnieszka ‘Achika’ Szady [90%]
„Ostatni Jedi” zręcznie pogrywa z oczekiwaniami widza co do typowych ścieżek rozwoju akcji. O ile poprzedni epizod oparty był na nawiązaniach do Klasycznej Trylogii (przez niektórych zwanych kalkami), o tyle tutaj niemal przy każdym dającym się przewidzieć rozwiązaniu reżyser spektakularnie pokazuje nam figę. A że zaskoczenia zawsze w cenie, jest to jedna z najsilniejszych stron filmu. Kłopot z oceną sprawia natomiast wątek z kasynem: z jednej strony ładny wizualnie, wciągający i z najsympatyczniejszymi postaciami (Rose jest wymyślona i zagrana genialnie!), z drugiej – jakby przyklejony do właściwej fabuły i donikąd nieprowadzący. Wynika z niego głównie morał, że najbardziej bohaterski plan może zostać zrujnowany przez nieprawidłowe parkowanie.
Zagorzali fani bardzo się zdziwili, widząc, ile nieznanych wcześniej działań może dokonać Moc – stoi to wręcz w sprzeczności z tym, co wiemy z poprzednich filmów. Owszem, w fabule zagrało to świetnie (ta deszczówka ściekająca z rękawicy Kylo!), jednak film zaczyna przypominać utwór fanowski, gdzie kanon stanowi, jak to mawiają niektórzy, zaledwie sugestię. Za to jak nigdy w cyklu starwarsowym dopieszczona jest malarskość scen. Została mi w oczach czerwona sala tronowa Snoke’a (niczym ascetyczna dekoracja do jakiegoś przedstawienia operowego albo może japońskiego teatru), Luke stojący na tle gigantycznych sylwetek machin kroczących, miejsce bitwy przed ostatnią kryjówką Ruchu Oporu, wyglądające z góry jak plama krwi na białym tle, niekończący się rząd postaci Rey… Poza tym w pamięć zapada doskonałe zagranie ciszą w momencie pewnej eksplozji oraz dramatyczna atmosfera przegranego powstania (nawet przy drugim seansie emocje były mordercze).
O bohaterach można by napisać całą odrębną notkę, poprzestanę więc na kolejnych zachwytach nad Rose, aprobacie z powodu ustania ataków histerii Kyla (wyrasta na ciekawą postać, szkoda tylko, ze gra go aktor o permanentnie nadąsanym wyrazie twarzy) oraz rozczarowaniu brakiem rozwoju Finna, który pozostaje najbardziej niewykorzystanym bohaterem wszystkich trylogii (o Snoke’u nie mówimy, bo nawet trudno go uznać za pełnoprawną postać – jest raczej, jak to powiedział Tadeusz A. Olszański o orkach u Tolkiena, okolicznością). W każdym razie film bardzo mi się spodobał, a na drugim seansie już nawet „zabawne” zwierzątka przestały irytować.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o filmach: Chrapka na dziecięcie
Jarosław Loretz

17 XII 2018

„Poroniony” to kolejny z horrorów eksploatujących temat traumy poporodowej. Niezbyt udany, dodajmy.

więcej »

East Side Story: Wszystko na marne
Sebastian Chosiński

16 XII 2018

To drugi w odstępie dwóch lat film fabularny poświęcony tragicznemu w skutkach trzęsieniu ziemi, jakie nawiedziło radziecką jeszcze wtedy Armenię na początku grudnia 1988 roku. Trudno jednak stwierdzić, co tak naprawdę kierowało Aleksandrem Kottem, który, mając jako materiał poglądowy obraz Sarika Andreasiana, nakręcił dzieło ustępujące mu pod każdym względem. I choć zapewne boleśnie to zabrzmi dla autora – zupełnie niepotrzebne.

więcej »

Krótko o serialach: Bo to zła kobieta była
Anna Nieznaj

10 XII 2018

Raczej trudno wymyślić dziś coś naprawdę nowego w konwencji politycznego thrillera, lecz brytyjski miniserial „Bodyguard” utrzymuje uwagę widza skomplikowaną intrygą.

więcej »

Polecamy

Na parkowej ławeczce

Z filmu wyjęte:

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zatokaman i wspólnicy
— Jarosław Loretz

Zatokaman
— Jarosław Loretz

Żeby lepiej słyszeć
— Jarosław Loretz

Ostatnia impreza
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Krótko o filmach: Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi
— Marcin Osuch

Krótko o filmach: Borg/McEnroe (DVD)
— Marcin Mroziuk

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Paddington daje sobie radę
— Konrad Wągrowski

Poczuć się jak dziesięciolatek
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Good comic gone bad, czyli space opera rom-com
— Michał Kubalski

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (3)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Czerwiec 2017 (4)
— Marcin Mroziuk, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Krótko o filmach: Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi
— Marcin Osuch

Krótko o filmach: Borg/McEnroe (DVD)
— Marcin Mroziuk

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Good comic gone bad, czyli space opera rom-com
— Michał Kubalski

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (3)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Czerwiec 2017 (4)
— Marcin Mroziuk, Kamil Witek

Esensja ogląda: Maj 2017
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Kosmiczne jaja
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż autora

Jak Polacy o niepodległość walczyli
— Miłosz Cybowski

Mrok w afrykańskim słońcu
— Sebastian Chosiński

Niedoskonała odyseja kosmiczna
— Marcin Osuch

Mrowienie w czaszce
— Sebastian Chosiński

Mój przyjaciel Stalin
— Marcin Osuch

Rąbek u spódnicy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Cyniczny, bezczelny i… ulubiony
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Niuchacz, czarownica i stary Kredens
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Konwencjonalna przygoda i nietypowa historia
— Miłosz Cybowski

Magiapunk
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.