Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 września 2018
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXIX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

WASZ EKSTRAKT:
60,0 (75,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (4)

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 6 »
Dzisiejsza edycja „Esensja ogląda” jest bardzo nietypowa. Postanowiłem do niej bowiem zebrać filmy, które omawialiśmy w ramach cyklu „Dobry i Niebrzydki”. Wybrałem swoje słowa z dyskusji, wykonałem nieco kosmetyki, by teksty były bardziej płynne i publikuję jako pewnego rodzaju zestaw recenzji będący mym osobistym podsumowaniem roku. Nie ma tu oczywiście recenzji, które miały wcześniej swe samodzielne edycje (jak choćby „Ostatni Jedi”). Jeśli ktoś czytywał regularnie dyskusje „Dobry i Niebrzydki”, w tekście nie znajdzie zapewne wiele nowego, jeśli ktoś chce pewnego rodzaju syntezy – zapraszam.

Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (4)

Dzisiejsza edycja „Esensja ogląda” jest bardzo nietypowa. Postanowiłem do niej bowiem zebrać filmy, które omawialiśmy w ramach cyklu „Dobry i Niebrzydki”. Wybrałem swoje słowa z dyskusji, wykonałem nieco kosmetyki, by teksty były bardziej płynne i publikuję jako pewnego rodzaju zestaw recenzji będący mym osobistym podsumowaniem roku. Nie ma tu oczywiście recenzji, które miały wcześniej swe samodzielne edycje (jak choćby „Ostatni Jedi”). Jeśli ktoś czytywał regularnie dyskusje „Dobry i Niebrzydki”, w tekście nie znajdzie zapewne wiele nowego, jeśli ktoś chce pewnego rodzaju syntezy – zapraszam.
WASZ EKSTRAKT:
60,0 (75,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Blade Runner 2049
(2017, reż. Denis Villeneuve)
Konrad Wągrowski [80%]
Kręcenie kontynuacji „Blade Runnera” było oczywiście z jednej strony kuszące (wszak to legendarny klasyk i chce się wejść znów w jego fascynujący świat), z drugiej – obarczone dużą dozą ryzyka (wszak to dzieło uznawane za kompletne i kontynuację bardzo łatwo spieprzyć). Ciągi dalsze zresztą się pojawiały – czy to w słynnej grze komputerowej, w której po raz pierwszy chyba w historii zastosowano pomysł z wieloma możliwymi zakończeniami, czy to w książkach pisanych przez K.W. Jetera i, przyznajmy, niezbyt poważanych przez fanów. Były to historie, które dość bezczelnie i bezrefleksyjnie wykorzystywały motywy z filmu (a czasem i z książki Dicka), nie niosąc ze sobą żadnych nowych myśli. Powszechne były więc obawy, że z filmem może być podobnie, zwłaszcza że znamy dziesiątki zupełnie niepotrzebnych sequeli. I nawet powiązanie z tematem Hamptona Fanchera (współscenarzysty filmu z 1982) czy będącego ostatnio mocno na fali Dennisa Villeneuve’a tych lęków nie łagodziły. Ale po pierwszych seansach rozległ się wszechświatowy okrzyk ulgi – nie jest źle!
Fancher i Villeneuve znaleźli pomysł na film, który, poruszając się w podobnych obszarach tematycznych, nie żeruje na problemach z wersji z 1982 roku, ma swój styl i jest też o czym rozmawiać, jeśli chodzi o treść i filozofię. Najważniejszym pomysłem było oparcie filmu na postaci ’K’ – granego przez Ryana Goslinga posłusznego replikanta nowej generacji, pracującego jako nowy Blade Runner. To podobny ruch jak w nowych „Planetach małp” – mając dwie rasy rozumnie współistniejące na Ziemi, patrzymy na nie z punktu widzenia tej drugiej, nieludzkiej. A też dzięki temu można było wpleść w film jego główne zwroty akcji, związane z budzeniem się w ’K’ własnej tożsamości, mylnych tropów dotyczących jego pochodzenia. Momenty, w których ’K’ dowiaduje się, że jego fałszywe wspomnienia są prawdziwe, oraz gdy zostaje to zakwestionowane, co dwukrotnie burzy wszystko, co o samym sobie wiedział, to jedne najsilniejszych emocjonalnie scen filmu.
Temat autentyczności rozgrywany jest na wielu poziomach, rzec można: „dickowsko”. Z jednej strony w samej osobie ’K’ (cudne stwierdzenie pani porucznik: „Radzisz sobie bez duszy całkiem nieźle”), który oczywiście jest imitacją człowieka. Z drugiej strony we wspomnieniach ’K’, które mogą być prawdziwe bądź nieprawdziwe, mogą też być własne bądź obce. Z trzeciej strony mamy postać Joi, która wchodzi na kolejny poziom nieprawdziwości – tak jak replikanci są ludźmi bez „duszy”, tak ona jest replikantem bez ciała. Ciekawym novum było to wprowadzenie holograficznej „żony” głównego bohatera. Przyznam, że przez większość filmu była to dla mnie postać nieco irytująca, jeśli miałem wzruszyć się jej „śmiercią”, to to niespecjalnie się udało. Jednak jeśli miałbym zostać przede wszystkim zaskoczony finałową „rozmową” z olbrzymią promocyjną wersją Joi, z której jak dla mnie wynikało, że wszystko to, co bohater brał za uczucie i oddanie, było tylko zaprogramowaną częścią produktu rozrywkowego – to ładnie się to wpisuje w dyskusję o tym, czym naprawdę są uczucia i jak determinują człowieczeństwo.
Wspominając wcześniej o dwóch rasach niczym w „Planecie małp”, nie można uniknąć dalszego porównania – nieuchronnego triumfu tej nowej, energicznej rasy nad zmęczoną, degenerującą się ludzkością. Znów więc powraca, jeszcze silniej niż w filmie z 1982, temat posthumanizmu. To chyba wpisuje się w coraz powszechniejszy pesymizm w myśleniu o współczesności – obecna ludzkość sprawia wrażenie, jakby była pozbawiona perspektyw, czas chyba na wielką zmianę jakościową. Pesymistyczna w wydźwięku jest porażka ’K’, który nie jest w stanie zbudować swej własnej tożsamości, bo nie ma szans wyjść poza zaprogramowaną w sobie fikcję. Optymistyczne w wydźwięku jest zwycięstwo ’K’, który nawet bez określenia własnej tożsamości potrafi nadać swojemu życiu sens. Pesymistyczne w wydźwięku są losy Deckarda, który musiał poświęcić w życiu wszystko, co dla niego najważniejsze, by to ocalić, i skazał się na 30 lat dojmującego osamotnienia. Optymistyczne w wydźwięku jest zwieńczenie losów Deckarda, który na koniec otrzymał najwspanialszą nagrodę, jaką mógł otrzymać. Pod względem fatalizmu czy nadziei można więc nowego „Blade Runnera” odczytywać na wiele różnych sposobów – co oczywiście należy uznać za atut filmu. Główny motyw działania tajnej organizacji replikantów – poszukiwanie narodzonego dziecka, które samą swą obecnością nadaje sens ich istnieniu i podnosi ich status w świecie istot żywych – kojarzy się mocno z wybitnymi „Ludzkimi dziećmi” Alfonso Cuaróna. Bo tam przecież mamy sytuację podobną, choć ukazaną z drugiej strony – ludzkość pozbawiona możliwości prokreacji przestaje czuć sens swego istnienia. Nie tylko emocje, jak mówił pierwszy film, ale i umiejętność przedłużania gatunku, świadczy o człowieczeństwie maszyn. I to chyba najważniejsza myśl nowego filmu.
Wspomniałem o „Ludzkich dzieciach”, ale oczywiście filmowych – świadomych czy nie – nawiązań do klasyków kina było więcej. Oglądając pierwsze sekwencje miałem silne wrażenie, że patrzę na kino Andrieja Tarkowskiego, co spotęgowane zostało wyglądem znanego ze „Strażników Galaktyki” Dave’a Bautisty, który w roli Sappera Mortona wygląda, jakby został teleportowany z planu „Stalkera”. Można też doszukiwać się innych inspiracji, najczęściej fantastyką postapokaliptyczną – „Mad Maxem”, „Robocopem”, „Matrixem”, czy ze świeższych tytułów – „Ex Machiną”. O ile „Blade Runner” można było odbierać jako film futurystyczny, ekstrapolujący różne trendy ówczesnej współczesności, tak „Blade Runner 2049” to już rzeczywistość alternatywna, budowana w oparciu o rzeczy pokazane w starym filmie, o których wiemy, że z pewnością się nie urzeczywistnią do przyszłego roku… Znakomita robota, choć ja sam wyżej od filmu Scotta jej nie postawię – tamten był odważniejszy (zwłaszcza jak na owe czasy), niebywale wizjonerski, z każdą sceną przemyślaną w każdym detalu. W „2049” miałem kilka razy odczucie pójścia na skróty, rozwiązań łatwiejszych, czasem delikatnej wtórności. Ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że takie porównanie świeżo po seansie jest ryzykowne. Dajmy nowemu „Blade Runnerowi” trochę się zestarzeć, spójrzmy na niego ponownie za kilka lat, zobaczymy, jak sobie radzi.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Czerwony żółw
(2016, reż. Michael Dudok de Wit)
Konrad Wągrowski [80%]
„Czerwony żółw” Holendra Michaela Dudoka de Wita w japońskiej realizacji studia Ghibli to kolejny dowód na to, jak ciekawa i różnorodna może być współczesna animacja. Był nominowany w tym roku do Oscara w kategorii najlepszego pełnometrażowego filmu animowanego (wraz ze „Zwierzogrodem”, „Kubo i dwiema strunami”, „Vaianą: Skarbem oceanu” i „Nazywam się Cukinia” – swoją drogą, cóż za niesamowity zestaw filmów!). Tej nagrody nie otrzymał, ale szereg innych – i owszem. ilm bywa określany jako „baśń dla dorosłych” (co zapewne ma działanie na polskiego widza odstraszające) i jest opowieścią mocno alegoryczną. Na małą, acz piękną, pokrytą łąką i bambusowym lasem wyspę trafia pewien rozbitek. Nie wiemy, kim jest, nie wiemy, skąd się wziął, jakim statkiem płynął. Mężczyzna szybko zaczyna podejmować próby ucieczki z wyspy. Buduje dużym nakładem sił tratwy, spycha je na morze, ale jakaś siła wciąż niszczy je wkrótce po odejściu od brzegu, zmuszając bohatera do powrotu na wyspę. Okazuje się, że ową siłą jest ogromny czerwony żółw. Po trzech powrotach na wyspę bohater spotyka żółwia na plaży – wściekły rzuca się na zwierzę, uderza kijem i przewraca skorupą do dołu, skazując na śmierć w upale. W tym jednak momencie żółw przechodzi zaskakującą przemianę – zamienia się w kobietę.
To, z czego mężczyzna zdaje sobie sprawę, to fakt, że żółw nie działał przeciw niemu, lecz na jego korzyść. Wyspa może zaoferować mu wszystko, co w jego życiu jest potrzebne, wyprawa w nieznane może przynieść śmierć. To symbol naszego godzenia się z ograniczeniami, jakie narzuca życie, z dojrzewaniem, akceptowaniem swej roli. Podoba mi się wyczytana gdzieś interpretacja, że mężczyzna nie trafia na wyspę po raz pierwszy, lecz wraca na nią – tak jak kiedyś powróci na nią jego syn. Młodość wiąże się więc z poszukiwaniem, wiek dojrzały – ze stabilizacją.
Film Michaela Dudoka de Wita, twórcy również alegorycznej, nagrodzonej Oscarem animacji „Ojciec i córka”, odczytywany bywa zwykle na różne sposoby: z jednej strony jako ukazanie życia ludzkiego jako godzenia się ze swymi ograniczeniami i nieuchronnym przemijaniem, ale też jako metafora relacji człowieka z naturą. Gdzieś tam przebija się również znana z krótkometrażówki relacja rodzic – dziecko. Finałowa śmierć bohatera, choć baśniowo odrealniona, ma podobne działanie jak „teatralna” śmierć w „Synekdosze, Nowym Jorku” – poprzez swą umowność zdaje się unosić dużo bardziej uniwersalny, docierający do najgłębszych emocji egzystencjalny przekaz, niż jakiekolwiek filmowe kresy. Zresztą tak jak i cały film – mogę nie mieć pewności, że dobrze interpretuję wszystkie metafory, ale nie mam wątpliwości, że ta forma jest w stanie przekazać więcej filozoficznych treści niż jakakolwiek dosłowna opowieść.
Za wykonanie filmu odpowiada słynne japońskie studio Ghibli i mamy tu do czynienia z piękną, klasyczną animacją (komputerowo stworzony został jedynie tytułowy bohater), urzekającą swą prostotą, miękkością, doskonale komponującą się z poetycką wymową filmu. To też pierwszy przypadek, gdy Ghibli pracuje na rzecz europejskiego reżysera. Taki mariaż filmowego Wschodu z Zachodem wygląda na bardzo ciekawą zapowiedź kolejnych projektów.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Dunkierka
(2017, reż. Christopher Nolan)
Konrad Wągrowski [90%]
Dunkierka jako temat, a właściwie operacja „Dynamo”, jawi się od lat w historiografii jako „klęska która była zwycięstwem”. Pamiętam, że „Dunkierka” Lesliego Normana z 1958 roku była jednym z pierwszych filmów wojennych, jakie w życiu widziałem, ale w pamięci – poza tym powyższym przesłaniem – wiele nie zostało. Ale oczywiście sam temat ewakuacji Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego z francuskich plaż był dla chłopaka zafascynowanego historią II wojny światowej niezwykle interesujący – począwszy od przyczyn klęski sprzymierzonych, poprzez legendę samej ewakuacji flotą małych statków handlowych, aż po teorie spiskowe dotyczące świadomego wstrzymania ofensywy niemieckiej przez Hitlera, by zachować szansę na podpisanie rozejmu z Wielką Brytanią. I Nolan każdego z tych tematów dotyka, ale co mnie nieco zaskoczyło – kluczowa jednak dla niego jest opowieść o zwykłym, ocierającym się o tchórzostwo ludzkim pragnieniu przeżycia. Nie jest to oczywiście pierwszy film, który tak patrzy na wojnę, ale z pewnością nie jest to bardzo popularne podejście przy historiach o bohaterach II wojny światowej. o właśnie cywile w filmie są osobami niosącymi ideały dzielności i bohaterstwa w starym rozumieniu tych słów. Żołnierze chcą przeżyć, cywile wyruszają na ratunek. Ta różnica może oczywiście wynikać z odmienności doświadczeń – żołnierze przeżyli już piekło wojny, doświadczyli kompromitującej, wyniszczającej morale klęski, spędzili dni na wybrzeżu, atakowani i bombardowani przez potężnego wroga – cywilom zaś te doświadczenia są jeszcze obce, rzec można też, że działają w swym dobrze pojętym interesie, wiedząc o tym, że bez tej osaczonej w dunkierskim kotle armii Anglia może być skazana na pożarcie. Ale jest w tym wszystkim też takie staromodne poczucie, że trzeba robić to, co jest słuszne, że to poczucie obywatelskiego obowiązku pcha tych ludzi na drugi, nieprzyjazny brzeg. I oczywiście są w tym poczuciu piękni i wzruszający.
Przeplatające się historie, te same wydarzenia widziane z różnych perspektyw, zabawa czasem symbolizująca inne podejście różnych rodzajów broni (na lądzie akcja filmu trwa tydzień, na wodzie dzień, a w powietrzu tylko godzinę). Do tego prawie całkowite usunięcie z kadru wroga, anonimizacja żołnierzy (poprzez obsadzenie w większości ról mało znanych aktorów i unikanie podawania imion bohaterów) oraz redukcja dialogów. Nie da się ukryć, Nolan miał pomysł na swój film. Nominacje do Oscarów w kategoriach dźwięku, montażu dźwięku, montażu są właściwie pewne, a nie można wykluczyć też muzyki, zdjęć, scenariusza i reżyserii… Ale pomijając techniczną doskonałość, uderzyło mnie, jak kameralny blockbuster kręci Nolan. Z jednej strony mówi się o tym, że w filmie występuje największa w historii liczba pływających na raz jednostek, z drugiej – większość jest rozgrywana w niewielkich, odosobnionych sceneriach, z koncentracją uwagi na poszczególnych ludziach, z jakby manifestacyjną pogardą dla wielkich scen zbiorowych, jakie kino wojenne pokazuje od kilkudziesięciu lat. Widać to nawet w scenach zbiorowych – porównując sobie plażę Dunkierki z filmu Nolana i niedawnej rozbuchanej, szalonej, tłocznej „Pokuty”.
Na pewno mamy tu do czynienie z obrazem, który jest niesamowicie nowatorski w pokazywaniu wojny. Trudno znaleźć film podobny. Podnosi też na wyższy poziom kwestie realizmu. Nie jest co prawda historycznie rewizjonistyczny, wpisuje się w obowiązującą o Dunkierce opowieść, ale potrafi też kłaść gdzie indziej akcenty, kierować uwagę widza na inne aspekty wojennego trudu, ciekawie też obrazuje moment kształtowania mitu o klęsce stającej się zwycięstwem. „Dunkierka” jest taka jak jej ostatnie – moim zdaniem genialne i przejmujące – sceny, gdy słynne przemówienie Churchilla odczytywane jest głosem zmęczonego, niepewnego żołnierza. Te same słowa, inny sposób ich przekazywania, zmuszający odbiorcę do poszukiwania swej interpretacji, do dojrzenia mniej oczywistych stron tej całej historii, nie wypaczając jej uznanego przekazu.
1 2 3 6 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Miłość pikantne ma imię
Sebastian Chosiński

23 IX 2018

Pomysł wyszedł od reżyserki Anny Melikian, która przed trzema laty zrealizowała cykl pięciu tematycznych krótkometrażówek i upubliczniła je pod wspólnym tytułem „I miłości”. Koncept ten był na tyle chwytliwy, że producenci (jak i sama Melikian) postanowili go kontynuować. Tym razem jednak każdą historię (a również zebrano ich pięć) oddano w ręce innego twórcy. W efekcie powstało dzieło noszące taki sam szyld, ale za to ze znaczącym podtytułem „Tylko dla dorosłych”.

więcej »

Krótko o filmach: Życiorys pieśniarza
Sebastian Chosiński

12 IX 2018

To będzie osobisty wpis. Bo też bardzo osobisty jest film, jaki Krystyna Krauze – Polka wykształcona i mieszkająca w Czechach – nakręciła o małym wielkim człowieku, którym był Karel Kryl, bard dwóch rewolucji: Praskiej Wiosny 1968 i tej Aksamitnej 1989 roku.

więcej »

Krótko o filmach: Bajecznie bogaci Azjaci
Agnieszka ‘Achika’ Szady

11 IX 2018

Agnieszka Szady pisze krótko o „Bajecznie bogatych Azjatach”.

więcej »

Polecamy

Marihuana to Zło

Z filmu wyjęte:

Marihuana to Zło
— Jarosław Loretz

Jezdem opentana
— Jarosław Loretz

Straszliwy sznurek
— Jarosław Loretz

Bujany samochodzik w wersji budżetowej
— Jarosław Loretz

Organiczna bielizna
— Jarosław Loretz

Babulina babulinie nierówna
— Jarosław Loretz

Kocyk zabójca
— Jarosław Loretz

Wilkołak spod budki z piwem
— Jarosław Loretz

Wilkołak sauté
— Jarosław Loretz

Klient w garniturze jest mniej awanturujący się
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

W poszukiwaniu samego siebie
— Marcin Szałapski

Esensja ogląda: Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Muzyka stop!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Październik 2017 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Dwa Brzegi 2017
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (3)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Wunderwaffe z nader skromnym wunder
— Jarosław Loretz

Z tego cyklu

Marzec 2018 (2)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Luty 2018 (2)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Luty 2018 (1)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Listopad 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Tegoż twórcy

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Dogadajcie się najpierw sami
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czy kangur na pewno jest kangurem?
— Jarek Tokarski

Verne XXI wieku
— Gabriel Krawczyk

Dotyk zła
— Jarosław Robak

Transatlantyk 2015: Dzień 6
— Sebastian Chosiński

Gdzie twój dom, Ziemianinie?
— Konrad Wągrowski

Żaden szop nie został skrzywdzony
— Agnieszka Szady

14. T-Mobile Nowe Horyzonty: Chaos to porządek, którego jeszcze nie rozumiemy
— Kamil Witek

Tegoż autora

Krótko o filmach: Sicario 2: Soldado
— Konrad Wągrowski

Krótko o filmach: McQueen
— Konrad Wągrowski

Krótko o filmach: Mamma Mia: Here We Go Again
— Konrad Wągrowski

Niespełnione argentyńskie marzenie
— Konrad Wągrowski

Krótko o komiksach: Pszczółka
— Konrad Wągrowski

Tok, tok, tok!
— Konrad Wągrowski

Piłka w rękach tyranów
— Konrad Wągrowski

20 najlepszych książeczek Tytusa, Romka i A’Tomka
— M. Fitzner, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Nadal w drodze
— Konrad Wągrowski

Mała Esensja: Rysuj, pokazuj, opowiadaj
— Konrad Wągrowski

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.