Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Sam Mendes
‹Droga do Zatracenia›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDroga do Zatracenia
Tytuł oryginalnyRoad to Perdition
Dystrybutor Syrena
Data premiery18 października 2002
ReżyseriaSam Mendes
ZdjęciaConrad L. Hall
Scenariusz
ObsadaJude Law, Jennifer Jason Leigh, Tyler Hoechlin, Paul Newman, Tom Hanks
MuzykaThomas Newman
Rok produkcji2002
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania117 min
WWW
Gatunekdramat, sensacja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Wyboista droga
[Sam Mendes „Droga do Zatracenia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Płatny zabójca wypada spod łask swojego pracodawcy, traci pół rodziny i przygotowuje zemstę, jednocześnie przekonując syna, że zabijanie do niczego nie prowadzi. Brzmi nieźle, wygląda gorzej. „Droga do zatracenia” Sama Mendesa pełna jest niewykorzystanych możliwości.

Michał Chaciński

Wyboista droga
[Sam Mendes „Droga do Zatracenia” - recenzja]

Płatny zabójca wypada spod łask swojego pracodawcy, traci pół rodziny i przygotowuje zemstę, jednocześnie przekonując syna, że zabijanie do niczego nie prowadzi. Brzmi nieźle, wygląda gorzej. „Droga do zatracenia” Sama Mendesa pełna jest niewykorzystanych możliwości.

Sam Mendes
‹Droga do Zatracenia›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDroga do Zatracenia
Tytuł oryginalnyRoad to Perdition
Dystrybutor Syrena
Data premiery18 października 2002
ReżyseriaSam Mendes
ZdjęciaConrad L. Hall
Scenariusz
ObsadaJude Law, Jennifer Jason Leigh, Tyler Hoechlin, Paul Newman, Tom Hanks
MuzykaThomas Newman
Rok produkcji2002
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania117 min
WWW
Gatunekdramat, sensacja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Już sam główny temat filmu – relacje między ojcami i synami – został rozpisany pobieżnie. W zasadzie wszystkiego, co Mendes ma do powiedzenia, dowiadujemy się w ciągu pierwszych 45 minut filmu. Później oglądamy tylko niepotrzebne powtórzenia i podkreślenia myśli, które od kilku kwadransów są jasne. Za błąd uważam już przeniesienie akcji z miasteczka, w którym zdążyliśmy dobrze poznać kilka głównych postaci – niepotrzebnie na zbyt długo znika nam z oczu Rooney i Connor, czyli dwie najbardziej intrygujące postacie pierwszej części filmu. Ale wybaczyłbym to, gdyby Mendes usprawiedliwił zagranie rozwojem relacji między Sullivanem i jego synem. Tymczasem druga część to przede wszystkim historia zemsty Sullivana – relacja ojciec-syn pozostaje dziwnie drętwa i niedorozwinięta. Od początku oczywiste jest, że Sullivan wstydzi się przed chłopakiem swojego zajęcia, ale co z tego? Dlaczego syn nie zadaje ojcu trudnych pytań? Dlaczego nie ma między nimi rozmowy o odebraniu życia drugiemu człowiekowi? Dlaczego ojciec nie próbuje wyłożyć synowi swojego pojęcia sprawiedliwości? Każdy z tych tematów dałby możliwość powiedzieć coś prawdziwego o naturze ojcowstwa, o wychowaniu dziecka, o dojrzewaniu, o tym jak życiowe potrzeby weryfikują marzenia i ideały. W filmie kończy się na banalnej, znanej od dekad prawdzie „rób to, co mówię, a nie to, co robię”. Przekaz staje się do tego stopnia oczywisty, że końcowe słowa w narracji bohatera przychodzą do głowy jeszcze zanim padną z ekranu. W skrupulatnie wywołanej w filmie atmosferze fatalizmu rodem z greckiej tragedii brzmi to jak prawda co najwyżej z telewizyjnego dramatu.
Obok wątpliwych zakrętów fabuły, „Droga” zaskakuje też dziwnym rozchwianiem reżyserii. Z jednej strony mamy świetnie prowadzonych aktorów i parę kapitalnych rozwiązań realizacyjnych (strzelanina w ciszy, trup w lustrze zamykanych drzwi). Z drugiej strony, film jest pełen momentów, które zapowiadają coś wielkiego, ale ostatecznie okazują się zaskakująco płaskie. Rozmowa Sullivana z Nittim, niespodziewane spotkanie Sullivana z zabójcą w barze, końcowa konwersacja w deszczu między Sullivanem a Rooney’em – w każdej z tych scen jest miejsce na jakieś celne stwierdzenie, aktorski gest, spektakularną prezentację, ale prawie za każdym razem scena nie wykracza poza zwykła funkcję informacyjną, a akcji brakuje ciężaru i podsumowania. Proponuję wyobrazić sobie teraz każdą z tych scen w reżyserii braci Coen. Albo jeszcze lepiej – proponuję po prostu obejrzeć ponownie „Ścieżkę strachu”, w której Coenowie obrabiają kilka podobnych tematów. Każde słowo, każde ujęcie, każda scena przyciąga u nich uwagę. U Mendesa w większości kończy się na ładnym wprowadzeniu. Jeśli już zdarza się, że scena trafia w sedno (piękny przerywnik z farmerami, konwersacja Sullivana z Rooney’em w podziemiach), nagle zdajemy sobie sprawę, czym ten film mógłby być, a czym nie jest.
Przez to rozbicie między mistrzowskim poziomem prezentacji i niedopracowaną, meandryczną opowieścią, bez przerwy towarzyszyło mi też wrażenie przerostu stylu nad materiałem. Wszechobecny mrok, wilgoć, sztuczny deszcz – jakby Mendes próbował wywołać na widzu wrażenie przede wszystkim tymi oczywistymi symbolami, mając pełną świadomość, że sama fabuła pozostaje niedograna. Już przy „American Beauty” mówiono, że połowę sukcesu film Mendesa zawdzięcza zdjęciom Conrada Halla. W przypadku „Drogi do zatracenia” jest to jeszcze wyraźniejsze. Zdjęcia Halla i scenografia Dennisa Gassnera (nota bene twórcy scenografii do „Ścieżki strachu”) to tym razem co najmniej 3/4 wrażenia, jakie wywiera film (zainteresowanym mogę przedstawić odpowiednie równanie :)
Wiele farby drukarskiej poświęcono przed filmem roztrąbieniu, że Tom Hanks odważnie zdecydował się na negatywną rolę, ale to tylko medialna zasłona dymna. Negatywna rola Hanksa działa tu na tej samej zasadzie, na jakiej parę lat temu zapowiadano zmianę image Mela Gibsona w „Payback” – bohater nie jest wprawdzie nieskazitelny moralnie, ale i tak pozostaje jedyną godną sympatii osobą, bo wszyscy inni są jeszcze gorsi. Czyli żadna zmiana image, tylko zwykłe przeniesienie akcji w dół skali. Nasz bohater nadal pozostaje na moralnym topie. Jest jednak w filmie rola godna wszelkich pochwał dla aktora za odwagę: psychopatyczny fotograf Maguire (Jude Law). To najciekawszy pomysł filmu i choć postaci przydałoby się dodatkowe rozwinięcie, Jude Law i tak robi z niej najbardziej pamiętną osobę w opowieści.
Rany, człowiek pusci głośno bąka na dworcu i od razu wszyscy udają, że są zajęci.
Rany, człowiek pusci głośno bąka na dworcu i od razu wszyscy udają, że są zajęci.
„Droga do zatracenia” nieźle wpisała się w krajobraz po poprzednim filmie Mendesa. Jego debiut, „American Beauty”, pomimo całego medialnego cyrku jaki wokół niego rozpętano, także uważam za film zatrzymany w pół kroku. Tam również Mendes cofnął się przed ostateczną szczerością i uciekł od wniosków. Zamiast pokazać widzowi jaki wpływ na dorosłe życie bohatera mają jego szczeniackie decyzje, wykręcił się mordując protagonistę. W „Drodze” już sam materiał wyjściowy jest mniej obiecujący, toteż i ostateczne wrażenie jest słabsze. Do tego narracyjna klamra, ten sam chwyt co w „American Beauty”, pozbawia film w końcówce jakiegokolwiek napięcia. O ile w debiucie był to sprytny zabieg, przenoszący opowieść z poziomu „co” na poziom „jak”, o tyle tutaj po prostu odbiera on filmowi desperacko potrzebną mu kroplę suspensu.
Mam wrażenie, że Mendes zbyt mocno zaufał wyjściowemu materiałowi, nie zadając sobie pytania o specyfikę medium. To, co w komiksie/powieści graficznej robi największe wrażenie – siła oddziaływania pojedynczego obrazu, ekonomiczne wykorzystanie słowa, agresywnie poszarpana narracja – po prostu nie przekłada się na materiał filmowy. Wydaje mi się, że transkrypcja „Drogi do zatracenia” na ekran wymagała przede wszystkim dokładniejszego przemyślenia akcentów w fabule i samego kierunku, w jakim zmierza. Bez tego dostaliśmy wprawdzie pięknie nakręconą i ładnie zagraną, ale zaskakująco pozbawioną ciężaru opowieść. Na końcu „Drogi do zatracenia” okazało się, że podróż nie była warta włożonego wysiłku.
koniec
1 listopada 2002

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Diablęta, których boją się anarchiści
Sebastian Chosiński

18 IX 2019

Chyba mało kto spodziewał się, włącznie z samym reżyserem, że największym sukcesem komercyjnym Ormianina Edmonda Keosajana będzie sequel niemego awanturniczo-przygodowego obrazu o „czerwonych diablętach” – grupie nastolatków walczących w czasie wojny domowej w Rosji z „czarnymi” i „białymi”. Nowa wersja tej opowieści, nakręcona w 1966 roku, otrzymała miano „Nieuchwytnych mścicieli” i okazała się początkiem trylogii.

więcej »

East Side Story: Gdzie Rzym, gdzie Krym… a gdzie Władywostok
Sebastian Chosiński

15 IX 2019

Po ośmiu latach przerwy na ekrany telewizorów powrócił w dwóch pełnometrażowych filmach pułkownik Siergiej Michajłowicz Diedow – weteran chyba wszystkich wojen, w jakie zaangażowany był Związek Radziecki i Rosja od czasów interwencji w Afganistanie. I ponownie odpowiedzialny za jego „przygody” został Andriej Szczerbinin. Szkoda jedynie, że „Jeden za wszystkich” – czwarta odsłona serii „W stanie spoczynku” – tak bardzo odstaje poziomem od trzech wcześniejszych.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Kilka gorzkich scen z życia nomenklatury
Sebastian Chosiński

11 IX 2019

To ostatni wielki film kultowego radzieckiego reżysera, który jak nikt inny – może oprócz Gruzina Gierogija Danieliji – potrafił jednocześnie rozśmieszać i wzruszać. Choć akurat w „Zapomnianej melodii na flet” znacznie więcej jest powodów do wzruszeń. Nie bez powodu, wszak w czasie pracy nad tym melodramatem Eldar Riazanow przeżywał poważne kłopoty zdrowotne i musiał leczyć się po udarze.

więcej »

Polecamy

Dom jak malowanie

Z filmu wyjęte:

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Bond rytualny
— Gabriel Krawczyk

Esensja ogląda: Listopad 2012 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Mateusz Kowalski, Gabriel Krawczyk, Alicja Kuciel, Patrycja Rojek

Esensja ogląda: Październik 2012 (kino)
— Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Gabriel Krawczyk, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski

Agent na rozstajach
— Jakub Gałka

Mroki przeszłości
— Gabriel Krawczyk

Wszyscy mamy źle w głowach…
— Ewa Drab

Wybrukowana dobrymi chęciami
— Ewa Drab

Tegoż autora

„Ten film był dnem dna”, czyli historia ekranizacji prozy Stanisława Lema
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Great Scott!
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (2)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (1)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Dwóch samurajów
— Michał Chaciński

Quiz: Czy nadajesz się na producenta filmowego?
— Michał Chaciński

Kill Bill - czwórgłos
— Marta Bartnicka, Michał Chaciński, Anna Draniewicz, Konrad Wągrowski

Szara strefa moralności
— Michał Chaciński

Więcej czasu, mniej Apokalipsy
— Michał Chaciński

Dorastanie w drodze
— Michał Chaciński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.