Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Hideo Nakata
‹The Ring – Krąg›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Ring – Krąg
Tytuł oryginalnyRingu
Data premiery15 listopada 2002
ReżyseriaHideo Nakata
ZdjęciaJunichirô Hayashi
Scenariusz
ObsadaNanako Matsushima, Miki Nakatani, Hiroyuki Sanada
MuzykaKenji Kawai
Rok produkcji1998
Kraj produkcjiJaponia
Czas trwania95 min
WWW
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

„Ringu” i „The Ring” w ringu
[Hideo Nakata „The Ring – Krąg”, Gore Verbinski „The Ring” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
W listopadzie do kin jednocześnie trafił japoński horror „Ringu” (jako „The Ring – Krąg”) i jego amerykański remake „The Ring”. Przyczyną tego dubletu był konsternujący przypadek rywalizacji dystrybutorów.

Michał Chaciński

„Ringu” i „The Ring” w ringu
[Hideo Nakata „The Ring – Krąg”, Gore Verbinski „The Ring” - recenzja]

W listopadzie do kin jednocześnie trafił japoński horror „Ringu” (jako „The Ring – Krąg”) i jego amerykański remake „The Ring”. Przyczyną tego dubletu był konsternujący przypadek rywalizacji dystrybutorów.

Hideo Nakata
‹The Ring – Krąg›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Ring – Krąg
Tytuł oryginalnyRingu
Data premiery15 listopada 2002
ReżyseriaHideo Nakata
ZdjęciaJunichirô Hayashi
Scenariusz
ObsadaNanako Matsushima, Miki Nakatani, Hiroyuki Sanada
MuzykaKenji Kawai
Rok produkcji1998
Kraj produkcjiJaponia
Czas trwania95 min
WWW
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Jednak wbrew temu, co mówiło się w polskich mediach, równoległa premiera nie jest w przypadku „Kręgu” niczym nadzwyczajnym. Poziom wiedzy o historii cyklu jest wśród czytelników zapewne różny, zatem na początek krótki rys historyczny cyklu. (Jeśli kogoś zagmatwana archeologia „Ringu”1) nie interesuje, proponuję pominąć następny akapit.)
Tradycyjnie, na początku było słowo – autorem był japoński pisarz, Koji Suzuki. W 1991 roku wydał powieść „Ringu”, historię o morderczej kasecie wideo i zemście zza grobu ducha dziewczyny-medium (nawiasem mówiąc tło opowieści jest inspirowane autentycznymi wydarzeniami z Japonii z początku wieku – oczywiście pomijając sam motyw kasety wideo). Książka była sukcesem wydawniczym, toteż Suzuki kontynuował opowieść cztery lata później w sequelu „Rasen” (Spirala). Fuji Television Network uznało pierwszą książkę za obiecujący materiał na telewizyjny horror i w 1995 roku zaprezentowało film w reżyserii Chisui Takigawy. Film okazał się na tyle popularny, że po telewizyjnej premierze wprowadzono go do kin. W tym momencie doszło do nietypowego zagrania ze strony właścicieli praw do ekranizacji powieści, firmy Asmik Ace Entertainment. Postanowiono nakręcić „prawdziwą” kinową wersję opowieści, a dla zabezpieczenia, w razie czego zlecono pracę… dwóm oddzielnym ekipom filmowym, które realizowały niezależnie od siebie dwa filmy – na podstawie pierwszej i drugiej książki. Oba filmy wprowadzono do japońskich kin jednocześnie (jak widać polscy dystrybutorzy przypadkiem wpisali się w tę samą tradycję). „Rasen” (reż. Iida Joui) poniósł w kinach klęskę, „Ringu” (reż. Hideo Nakata) okazał się jednym z najbardziej kasowych filmów roku. Asmik Ace Entertainment uznało, że mimo porażki drugiego filmu, sukces da się powtórzyć i od tego momentu „Ringu” zmieniło się w maszynkę do produkcji pieniędzy. Równolegle rozpoczęto prace nad kilkoma nowymi inkarnacjami historii morderczego filmu. Po kolei: „Rasen” uznano za niebyły i zlecono Hideo Nakacie realizację kolejnego sequelu; równolegle sprzedano prawa do remake’u „Ringu” Nakaty – w 1999 roku na ekrany wszedł japońsko-koreański „Ring Virus” w reżyserii Kim Dong-bina; w tym samym czasie Koji Suzuki napisał trzecią książkę w cyklu, a natychmiast po niej zbiór opowiadań; do tego w japońskiej telewizji w 1999 roku zaprezentowano 2 seriale („Rasen” i „Ringu Saishuushou”). Drugi film Hideo Nakaty, „Ringu 2” (własna historia reżysera, niezwiązana z książkami), gotowy był w roku 2000 i narobił w Japonii gigantycznego zamieszania. Przychody z rozpowszechniania były cztery razy wyższe niż w przypadku „Ringu”, który sam w sobie był dużym hitem. Jeszcze w tym samym roku do kin trafił też prequel „Ringu” – „Ringu 0” w reżyserii Norio Tsuruty. Uff… Czyli w samej Azji mamy trzy powieści, zbiór opowiadań, film telewizyjny, dwa seriale telewizyjne, cztery japońskie filmy kinowe i japońsko-koreański remake. Do tego między rokiem 1996 a 2000 powstało jeszcze o „Ringu” siedem komiksów mangowych, a Sega w jednym ze swoich parków rozrywki otwarła sekcję poświęconą „Ringu 0”. O materiałach pobocznych nawet nie wspominam – wyszła cała seria scenariuszy, interpretacji, analiz filmu i książek, było też słuchowisko radiowe. Do tej listy dopisali się Amerykanie z hollywoodzkim remake pierwszego filmu Hideo Nakaty. Wiadomo już, że amerykański film będzie miał co najmniej jedną kontynuację, a być może jednocześnie sequel i prequel. Czyli podobnie jak w samej historii Koji Suzuki, wirus się rozprzestrzenia.

Gore Verbinski
‹The Ring›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Ring
Dystrybutor UIP
Data premiery15 listopada 2002
ReżyseriaGore Verbinski
ZdjęciaBojan Bazelli
Scenariusz
ObsadaBrian Cox, Naomi Watts, Martin Henderson
MuzykaHans Zimmer
Rok produkcji2002
Kraj produkcjiJaponia, USA
Czas trwania109 min
WWW
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Nie trudno zauważyć co przyciągnęło Amerykanów do „Ringu” Hideo Nakaty. W odróżnieniu od tradycji japońskiego horroru, stawiającego symbolikę i surrealizm ponad logiką fabuły, film Nakaty to przede wszystkim klarownie opowiedziana, spójna historia. Główna oś akcji gwarantuje suspens naturalnie wynikający z upływu czasu, a do tego fabuła, choć odwołuje się do tradycyjnych japońskich motywów, nie jest przeładowana tropami niemożliwymi do zdekodowania przez zachodniego widza. Dzięki temu adaptacja japońskiego filmu na potrzeby Hollywood nie wymagała wielu zabiegów. Wersja amerykańska zastąpiła dosłownie jeden wątek poboczny innym (hodowla koni zamiast retrospekcji z wyśmianym medium, inspirowanej faktycznymi wydarzeniami z Japonii z 1910 roku), dodaje jedną dużą nową scenę (dobrą – z szalonym koniem na statku) i wkleja jedną scenę z „Ringu 2” Hideo Nakaty (dziewczyna w szpitalu psychiatrycznym odgradzana parawanem od telewizora). Rozbudowuje też postać syna bohaterki, co uważam akurat za błąd (postać za mocno kojarzy się z „Szóstym zmysłem”). Poza tymi drobiazgami oba filmy są praktycznie identyczne fabularnie, co oczywiście stawia pod znakiem zapytania sens oglądania obu.
Film japoński i amerykański różni natomiast podejście do horroru jako gatunku. Wspomniałem, że Hideo Nakata częściowo zrywa z tradycyjnym japońskim podejściem do kina grozy (niesłychanie zakęconym logicznie i fabularnie), jednak nie odżegnuje się od niego całkowicie. Z większością japońskiego horroru łączy Nakatę zamiłowanie do surrealizmu jako nośnika „horrorowych wibracji”. Horror japoński raczej rzadko straszy w sensie dosłownym – częściej koncentruje się na niepokoju, dziwacznej atmosferze zagrożenia i surrealistycznych obrazach, które mają wywołać w widzu wrażenie kontaktu z innym, niezrozumiałym światem. Nic dziwnego, że wśród największych „zachodnich” inspiracji japońskiego kina grozy są horrory gore Davida Cronenberga, surrealistyczne filmy Davida Lyncha, czy krwawe i często poetyckie, ale nielogiczne horrory włoskie Dario Argento, czy Lucio Fulciego.2) Podejście twórców amerykańskich do horroru jest inne – tutaj liczy się z jednej strony logiczna, czytelna historia ze zrozumiałym zakończeniem, a z drugiej mocny efekt – uderzenie w oczy, dźgnięcie widza nagłym, choć często łatwiejszym efektem. Tam gdzie Japończycy wolą ciarki na plecach widza, Amerykanie chcą zobaczyć jak widz podskakuje w fotelu i krzyczy, ale po filmie wychodzi uspokojony. Oba podejścia mają oczywiście swoich zwolenników i nie ma sensu żadnego ogólnie wyróżniać. Przyznam jednak, że osobiście preferuję raczej to podejście europejsko-azjatyckie. Choćby dlatego, że działa na mnie dłużej po samym filmie. Niepokój pozostaje, podczas gdy efekt nagłego filmowego szoku najczęściej szybko mija.
W filmie subtelnie zasugerowano też wyższość technologii japońskiej nad amerykańską. Bierzemy dwie taśmy wideo, po jednej z każdego kraju...
W filmie subtelnie zasugerowano też wyższość technologii japońskiej nad amerykańską. Bierzemy dwie taśmy wideo, po jednej z każdego kraju...
W przypadku „Ringów” z tej różnicy podejścia bierze się między innymi fakt, że amerykański film stara się widzowi jak najwięcej wyjaśnić. Bodaj najlepszym przykładem różnic między filmem Nakaty i Verbińskiego jest ten krótki, oniryczny filmik zapisany w obu filmach na taśmie wideo. W wersji japońskiej to zbiór kilku dziwacznych, zamazanych, z trudem rozpoznawalnych obrazów. Żaden z nich nie pojawia się później w filmie, przez co obrazy pozostają niepokojące i niejasne. Film amerykański daje nam długą sekwencję scen, które z czasem widzimy na ekranie i odnosimy do filmiku z taśmy. Tajemnica zostaje wyjaśniona i twórców nie interesuje to, że w międzyczasie ginie gdzieś logika (filmik japoński dla wszystkich oglądających kolejne kopie niesie ten sam przekaz, podczas gdy filmik amerykański zawiera m.in. obrazy związane wyłącznie ze śledztwem głównej bohaterki – co w takim razie oznacza dla innych osób oglądających kolejne kopie?!). Innym przykładem tego wszystkowyjaśniającego podejścia jest kwestia tytułu. W wersji japońskiej nie wiemy co oznacza „ring” – może krąg ludzi zaangażowanych bezwolnie w działanie Sadako? W wersji amerykańskiej krąg zostaje dokładnie wyjaśniony – to obraz otworu studni oglądany przed śmiercią przez dziewczynkę. Całkiem interesujące wyjaśnienie, ale znowu – po jego obejrzeniu tajemnica znika, zatem znika również niepokój i ciekawość.
I proszę, z taśmy japońskiej brak sygnału rozkłada się na całym ekranie. Teraz można do woli wpatrywać się w coraz to nowszy, ładnie rozmieszczony śnieg.
I proszę, z taśmy japońskiej brak sygnału rozkłada się na całym ekranie. Teraz można do woli wpatrywać się w coraz to nowszy, ładnie rozmieszczony śnieg.
Ze wspomnianej różnicy podejścia bierze się także różnica tempa prowadzenia opowieści. Film Nakaty powolutku dostaje się pod skórę, drażni nerwy i coraz mocniej przyciska za gardło, aż do samej najmocniejszej końcówki – to przykład przypalania widza na wolnym ogniu. I to przypalania za pomocą prostych środków aktorskich i realizacyjnych. Film Gore’a Verbinskiego powstał dla widza z założenia mniej cierpliwego, wiec od początku musi walić po głowie i dźgać w oczy obrzydliwymi obrazami w nagłych zbliżeniach. I znowu – to bywa efektywne, ale raczej na krótszą metę. Znacznie prostsze chwyty Nakaty – dziwny wyraz twarzy, cisza na ścieżce dźwiękowej – wydawały mi się jednocześnie dużo bardziej niepokojące, niż „straszny” makijaż trupów i nagłe hałasy w filmie Amerykańskim. W tym przypadku dużo większy budżet (film amerykański kosztował 35 razy więcej niż japoński) zaowocował osłabieniem efektu. Na szczęście Verbiński nie używa tych „tanich” chwytów przesadnie często i w wielu momentach stara się jednak zachować posmak surrealistycznego minimalizmu z filmu japońskiego. Kiedy dodaje do japońskiego filmu nową sekwencję (wspomniana scena z koniem na statku), również mimo wszystko trzyma się ducha opowieści. Dzięki temu wersja amerykańskiego filmu bez problemu wyrasta ponad większość hollywoodzkich produkcji horrorowych dla nastolatków.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Diablęta, których boją się anarchiści
Sebastian Chosiński

18 IX 2019

Chyba mało kto spodziewał się, włącznie z samym reżyserem, że największym sukcesem komercyjnym Ormianina Edmonda Keosajana będzie sequel niemego awanturniczo-przygodowego obrazu o „czerwonych diablętach” – grupie nastolatków walczących w czasie wojny domowej w Rosji z „czarnymi” i „białymi”. Nowa wersja tej opowieści, nakręcona w 1966 roku, otrzymała miano „Nieuchwytnych mścicieli” i okazała się początkiem trylogii.

więcej »

East Side Story: Gdzie Rzym, gdzie Krym… a gdzie Władywostok
Sebastian Chosiński

15 IX 2019

Po ośmiu latach przerwy na ekrany telewizorów powrócił w dwóch pełnometrażowych filmach pułkownik Siergiej Michajłowicz Diedow – weteran chyba wszystkich wojen, w jakie zaangażowany był Związek Radziecki i Rosja od czasów interwencji w Afganistanie. I ponownie odpowiedzialny za jego „przygody” został Andriej Szczerbinin. Szkoda jedynie, że „Jeden za wszystkich” – czwarta odsłona serii „W stanie spoczynku” – tak bardzo odstaje poziomem od trzech wcześniejszych.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Kilka gorzkich scen z życia nomenklatury
Sebastian Chosiński

11 IX 2019

To ostatni wielki film kultowego radzieckiego reżysera, który jak nikt inny – może oprócz Gruzina Gierogija Danieliji – potrafił jednocześnie rozśmieszać i wzruszać. Choć akurat w „Zapomnianej melodii na flet” znacznie więcej jest powodów do wzruszeń. Nie bez powodu, wszak w czasie pracy nad tym melodramatem Eldar Riazanow przeżywał poważne kłopoty zdrowotne i musiał leczyć się po udarze.

więcej »

Polecamy

Dom jak malowanie

Z filmu wyjęte:

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Duszno się tu zrobiło, muszę ziewnąć
— Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Marzec 2014 (1)
— Miłosz Cybowski, Konrad Wągrowski

29 WFF: Dzień czwarty
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Urszula Lipińska, Jarosław Loretz

Gdyby Tarantino pracował u Disneya
— Agnieszka Szady

Sztorm
— Ewa Drab

Piraci wszystkich krajów…
— Marcin Łuczyński

Stukadełko w umrzyka skrzyni
— Marcin Łuczyński

Miej serce i patrzaj w serce
— Ewa Drab

Zmętniała woda
— Jarosław Loretz

Nowości: Marzec 2004
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

„Ten film był dnem dna”, czyli historia ekranizacji prozy Stanisława Lema
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Krystian Fred, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Great Scott!
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (2)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (1)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Dwóch samurajów
— Michał Chaciński

Quiz: Czy nadajesz się na producenta filmowego?
— Michał Chaciński

Kill Bill - czwórgłos
— Marta Bartnicka, Michał Chaciński, Anna Draniewicz, Konrad Wągrowski

Szara strefa moralności
— Michał Chaciński

Więcej czasu, mniej Apokalipsy
— Michał Chaciński

Dorastanie w drodze
— Michał Chaciński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.